sobota, 25 sierpnia 2018

"303. Bitwa o Anglię" (Hurricane: Squadron 303), reż. D. Blair, PL, GB, 2018, film, w kinach

"303. Bitwa o Anglię" (Hurricane: Squadron 303), reż. D. Blair, PL, GB, 2018, film, w kinach

Za chwile na ekrany wchodzi "Dywizjon 303. Historia prawdziwa". Teraz na ekranach "303. Bitwa o Anglie". Dwa filmy traktujące o fenomenie polskich pilotow, mowiace o dramacie ludzi-bohaterow zmuszanych po wojnie do opuszczenia Anglii, biorące się za legendę opisana przez A. Fiedlera w "Dywizjonie 303".
Oczywiście musialem zobaczyć "303. Bitwa o Anglie". Chcialem mieć wlasna opinie na temat filmu i pomimo słabych recenzji wybrałem się wreszcie do kina.
Moim zdaniem 5 na 10 możliwych w skali filmweb, czyli "średni".
W jakiś sposób na tej ocenie, in plus,  waży fakt, ze filmie gra aktorka, Stefanie Martini, która w niektórych momentach, w układzie/kącikach ust, uśmiechu, jest ździebełko podobna do Kate Winslet. No i emocje, które pomimo ewidentnych niedostatków towarzysza oglądanemu obrazowi.

Bardzo slaba strona filmu sa miernej jakości efekty specjalne. Trudno zrozumieć producentow, którzy decydując się na zajecie się tym tematem wyraźnie nie poradzili sobie ze scenami walk powietrznych, płonącego miasta, Londynu drzemiącego pod ochrona balonów zaporowych. Mysle, ze gdyby powierzyć zadanie przygotowania efektow specjalnych podkrakowskiej Alvernii Studios mielibysmy komputerowo kreowane sceny na wlasciwym poziomie.
Być może tworcy filmu mieli problem z decyzja jaki film produkują: wojenny film akcji, czy wojenny, kameralny dramat. To moim zdaniem kolejna slaba strona filmu, która rzutuje na końcowy efekt. W rezultacie dostajemy ni to, ni owo.
Ale... mamy wreszcie film o polskich pilotach oddający prawde o ich dokonaniach, o hipokryzji Angoli.
Dobrze, ze jest, szkoda, ze niezbyt udany.
Może "Dywizjon 303. Historia prawdziwa" będzie lepszy? Oby!

Tym, którzy czuja niedosyt po obejrzeniu filmu rekomenduje lekturę książki "A question of honor. The Kosciuszko Squadron: Forgotten heroes of World War II", której autorami są

środa, 15 sierpnia 2018

Legacy of the Beast, Iron Maiden, Tauron Arena, Kraków, 2018.07.27, koncert

Legacy of the Beast, Iron Maiden, Tauron Arena, Kraków, 2018.07.27, koncert

Bilety kupiłem kilka miesiecy temu (1383 zl za dwa). Każdy koncert Iron Maiden jest wydarzeniem. Kapela błyskawicznie sprzedala dwie hale Tauron Arena o pojemności około 20 tys. widzow bez najmniejszego problemu. Maja w Polsce wielu fanow, a lokalizacja koncertu w Krakowie gwarantowala także obecność fanow zza poludniwoej granicy.
Nie jestem szczególnym fanem Iron Maiden. Nie gromadze plyt, nie sledze zmian w składzie zespołu, ale z przyjemnoscia słucham ich grania. Dobre, mocne, gitarowe granie zawsze robi na mnie wrazenie, a w przypadku IronMaiden gitarzystów jest aż czterech. Sa jedna z czołowych kapel metalowch w skali globu, a ich koncerty slyna ze szczegolnej oprawy wizualnej.

W głębi estrady maszkaron Eddi.
Koncert był znakomity, ale...
….Panowie grali 1:1 to co znamy z plyt, radia. Brakowalo mi trochę koncertowego luzu, jamowania, gitarowych odjazdow innych niż te, znane z cd. Ale za to grali trochę ciężej, bardziej dynamicznie, przekroj całego repertuaru, praktycznie wszystko, czego oczekiwala entuzjastycznie usposobiona publiczność.

Scena wyglądała także jak wnętrze katedry, z tym, że na
witrażach rządził Eddi w różnych wcieleniach.
Ze sporym zainteresowaniem obserowowalem fanow Iron Maiden. W odróżnieniu od publiczności zgromadzonej na koncercie The Rolling Stones wielopokoleniowe ekipy były rzadkością. Znakomita wiekszosc to "młodzież", gdzie gorna granica wieku oscylowala około 35 lat. Fanow powyżej tego wieku było niewielu. Tych, w moim wieku praktycznie zero. Mysle, ze przyczyna tego stanu rzeczy jest otoczenie w którym funkcjonuje Iron Maiden wzięte niczym z obrazow Beksińskiego (ciekawe, czy znaja jego tworczosc). Sądzę, ze w pewnym wieku fani wyrastają ze swiata roznych maszkaronów reprezentowanych przez maskotke - Eddiego, głowna postac kreacji scenicznych, widacego motywu koncertowych koszulek Iron Maiden. Potem, jak sądzę, niewielu wraca do słuchania ich muzyki, która jest znakomitym gitarowym graniem, melodyjnym, dynamicznym metalem.
Nad scenę wlatuje Spitfire.
Był ilustracją mocnego kawałka
traktującego o wojnie.
Oczywiście kupiłem koncertowa koszulke (150 zl). Bez koncertowego t-shirta koncert się nie liczy. Na szczęście dostępny był model w kolorze innym niż czarny, z "trupim" motywem, ale nie tak strasznym jak na tych czarnych:)

Koncert Iron Maidem supportowala speed meatalowa kapela Tremonti. Mocno mnie zmęczyli, nadwrężyli i tak już mocno nadwątlony sluch. Dobrze, ze Iron Maiden gra inna muzyke…

Od tego zaczęli. 90% replika myśliwca Spitfire plus parę miłych słów
o bohaterstwie polskich pilotów broniących angielskiego nieba, to była spec
niespodzianka dla polskich fanów. Ładne, ale pomimo, ze wzbudziło to
spodziewany/oczekiwany przez kapele aplauz widowni to mam  pewne
wątpliwości. Mizdrzenie się do publiczności, która wie więcej niż wokalista Iron
Maiden na temat  naszego wysiłku wojennego może być odczytane, jako właśnie
mizdrzenie się, zwłaszcza, że nasi piloci praktycznie latali tylko na myśliwcach typu
Hurricane,bo Angole nie chcieli dać im lepszych maszyn jakimi były Spitfire.
Jak dla mnie było to miłe, ale chłopcy nie odrobili lekcji na 5. Gdyby
rzucili parę twardych faktów: ilość strąceń (około 120 dywizjonu 303), nazwiska
itp. byliby bardziej wiarygodni. A może żądam zbyt wiele?
(foto z netu)

 
Piatkowa wyprawa samochodem do Krakowa, koncert, który skończył się około 23:00 powodawaly, ze musieliśmy zdecydować się na nocleg. Wybralismy Ibis Budget. Niedrogo, niezbyt daleko od Tauron Areny. Szkoda, ze rano, zakladajac buty w jednym z nich znalazłem bliżej niezidentyfikowanego insekta, którego zmasakrowałem do tego stopnia, ze nawet nie nadawal się jako dowod do ewentualnych negocjacji z Recepcja o stosowna znizke.
Nastepnym razem, a razy będą co najmniej dwa, bilety już kupione: Nightwish - listopad i sir Paul - grudzień, trzeba będzie wybrać inny hotel.

Podobala mi się organizacja. Mnostwo bramek, stewardów, miejsc do parkowania.
Było fajnie.
Ale, ale...
Nastepnym razem do Krakowa TYLKO pociągiem.
Teraz, niezleznie czy przez Radom, czy "trasą katowicką" zajęło to około 5h.

Pożar, Stara Miłosna, środa 2018.08.15

Pożar, Stara Miłosna, środa 2018.08.15

Godz. 21:15; pali się niezamieszkały, drewniany dom. Przykry widok i zagrożenie dla całej okolicy. Brak hydrantów
to poważny problem dla straży. Na foto widać, że kończy się woda (nikła strużka wody z sikawki; fachowo: prądownica)  i potrwa chwilę, zanim przyjedzie jej kolejna  dostawa. Wycofałem się z lasu (rowerek), kiedy zaczęły zajmować się korony drzew. Górą ogień potrafi przenosić się zaskakująco szybko.

niedziela, 12 sierpnia 2018

Niedzielny klimacik nad Zalewem Zegrzyńskim, 2018.08.12, rowerowe

Niedzielny klimacik nad Zalewem Zegrzyńskim, 2018.08.12, rowerowe

Plan na niedzielne przedpołudnie - objechanie Zalewu, nie został zrealizowany. Bug okazał się być zbyt głęboki, nie znaleźliśmy brodu. Przeprawa najbliższym mostem w Wyszkowie to dodatkowe ponad 40 km i jazda asfaltem.
Ograniczyliśmy się do objechania, eksploracji południowo-wschodniego brzegu Zalewu, żeby na wysokości miejscowości Kowalicha, wrócić do punktu startu. Około 70 km, fajna pogoda, przyjazna temperatura i przyjemne widoki. Było dobrze.
Ale, ale... Gdzie jest moja deska...

sobota, 11 sierpnia 2018

Sobotni, popołudniowy klimacik na Trakcie Królewskim, 2018.08.11, rowerowe

Sobotni, popołudniowy klimacik na Trakcie Królewskim, 2018.08.11, rowerowe

Sobota, gdodz. 18.45. Byłem zaskoczony ilością spacerowiczów na Trakcie Królewskim. Po intensywnych opadach
postanowiłem sprawdzić jak działa wymieniony w piątek przez Krzyśka K. napęd w moim rowerze. Trasa wzdłuż Wisły na Cmentarz Północny, powrót przez Stare Miasto, Trakt Królewski, Aleje Ujazdowskie to urozmaicenie, odejście od rutynowej jazdy po Mazowieckim Parku Krajobrazowym. Tym razem alternatywną trasę zrobiłem wieczorem. Na Starym Mieście, Krakowskim Przedmieściu do skrzyżowania ze Świętokrzyską tłumy ludzi. Potem, na Nowym Świecie trochę luźniej, ale też gęsto. Jak dla mnie zbyt tłoczno, ale przecież fajnie, letnio, wakacyjnie.  

sobota, 28 lipca 2018

Mistrzostwa Polski MTB XCO/XCR 2018, Mrągowo, 2018.07.29

Mistrzostwa Polski MTB XCO/XCR 2018, Mrągowo, 2018.07.29



Patrycja - personal pit stop girl i synek Maciek
w trakcie rozgrzewki (a temperatura
powietrza 30+).
 
Tym razem Mistrzostwa Polski w kolarstwie gorskim odbyly się w Mrągowie na Gorze Czterech Wiatrow. Szalenie silowa trasa, praktycznie zero sekcji technicznych, wysoka temperatura powietrza, krótkie, strome podjazdy - to warunki w których dobrze odnajdują się zawodnicy prezentujący silowy styl jazdy. Maciek zdecydowanie woli trasy najeżone trudnościami technicznymi z długimi podjazdami. Planem Maćka na te zawody była pierwsza dziesiątka...
Pić! Lekko schłodzony izotonik
w jedną stronę, w drugą także
schłodzona woda do polania i picia.
(bufet był dwukierunkowy) 
Góra Czterech Wiatrów to oczywiście morena na której postawiono wyciag narciarski typu "wyrwiłapa" dający na każdym okrążeniu przewyższenie około 200 m. Jak latwo policzyć 6-ść okrążeni to wspinaczka na 1200 m, wszystko w czasie około 1,5h. Mordęga! Ostre, strome, eksponowane na słońce podjazdy zabierały błyskawicznie siły, odbierały ochote do walki. Ale warunki były jednakowe dla wszystkich. Bartek Wawak i Marek Konwa wyglądali swieżo do końca wyścigu. Reszta, im nizej w klasyfikacji tym bardziej ujechana z jęzorem na kierownicy.
Szacunek i gratulacje dla wszystkich zawodniczek (w kat. elita kobiet wygrala Maja Włoszczowska) i zawodników!

Wyscig do przedostatniego okrążenia ukladal się po myśli Maćka. Jechał na pozycji 9-10, czyli na maksimum swoich
możliwości. Pod koniec przedostatniego okrążenia zaczął słąbnąć. Zawodnicy, których wyprzedził w polowie wyścigu
skracali dystans, Maciek zaczął "spływać". W rezultacie skończyl wyścig na miejscu 12-stym w połączonych
kategoriach elita i U-23.
Pierwsze miejsce pewnie wywalczyl Bartek Wawak, drugie Marek Konwa, a trzecie ku naszej radości przypadlo
koledze Maćka - Krzyśkowi Łukasikowi.

 

środa, 25 lipca 2018

"Mamma Mia: Here We Go Again!", reż. Ol Parker, USA, 2018, film-musical, w kinach

"Mamma Mia: Here We Go Again!", reż. Ol Parker, USA, 2018, film-musical, w kinach

Na co by tu pojsc?
Pytanie padlo w trakcie konsumowania lodow o smaku solonego karmelu i francuskich makaronikow w cukierni Sucre; wakacyjny reperuar kin nie dawal dużego wyboru.
Padlo na "Mamma Mia". Jeśli ma być cos z letniego repertuaru, to na całego!

Ujdzie.
Ostatecznie to wakacje, da się (jakoś) obejrzeć...

II czesc nie ma tego ladunku zaskoczenia - karkolomnego pomyslu obsadzenia dużych aktorow w komediowych rolach glam-musicalu.
Pierwsza czesc bardzo mnie bawila i podobala. Druga nastroila nostalgicznie.
Chór staruszków z miasta Pruszków...
10 lat pomiędzy częściami... Czas jest nieubłagany. I jeszcze ta Sher wyciagnieta z jakiejś lodówki...
Miałem wrazenie, ze ledwo powłóczy nogami...
Najlepiej trzyma się Colin Firth. On wyraźnie, komicznie zdystansowany, wygląda nadal dobrze, a jego bycie obok jest przynajmniej smieszne. Podobnie jak reszta "dużych", ma nieduza role. "Duzi" sa raczej figurantami, nie udzielają się zbytnio aktorsko i, może na szczescie, wokalnie prawie wcale.
Odgrzewane kluchy często smakują lepiej niż te, swiezo zrobione. Sequele praktycznie nigdy nie sa lepsze od pierwowzoru i "Mamma Mia: Here..." boleśnie potwierdza te regule.
Ale w goraca, letnia sobote?
Dało się przeżyć.