piątek, 12 czerwca 2026

Jura Krakowsko-Częstochowska, Podlesice, 05-07.06.2026, rowerowe

Jura Krakowsko-Częstochowska, Podlesice 05-07.06.2026, rowerowe

Okiennik - jeden z najbardziej znanaych ostańców.
Byłem w tym rejonie Polski bardzo dawno temu. Tak dawno, że praktycznie nic z tej wycieczki nie pamiętam poza jedną nazwą - Ojców. Pofałdowany, wyżynny teren od dawna uśmiechał się do mnie zachęcając do wypadu na rower. Aż wreszcie stało się! Malina zorganizował wyjazd "w skałki" (Jura jest najbardziej atrakcyjnym w Polsce miejscem uprawiania wspinaczki skałkowej) dla swojego syna Antka jego kolegi Tadka (obaj po 12 lat) wraz z towarzysząca mu Mamą. Nie wahałem się długo, gdy padła propozycja dołączenia do wyjazdu. Ja oczywiście na rower, ale gdzieś kołatała mi się po głowie chęć spróbowania wspinaczki...

Życie zweryfikowało moje zamiary. Twardy upadek w czasie rutynowej, wieczornej jazdy na rowerze po "moim" lesie kilka dni wcześniej skutkował boleśnie obitymi żebrami i znaczących
rozmiarów dokuczliwym krwiakiem na biodrze/pośladku. Na rowerze od biedy mogłem jeździć. Próbę wspinania byłem zmuszony odłożyć na później. Jednak kiedy chłopcy wraz z rodzicami i instruktorką ruszyli zdobywać okoliczną skałkę pojechałem z nimi, żeby zobaczyć stawianie pierwszych kroków na ostańcu w rejonie góry Zborów. Antek, który regularnie chodzi na ściankowe treningi i zalicza wszystkie możliwe parki linowe "wszedł" w ściankę nieomal z biegu. Tadek musiał się zaadoptować do nowych dla niego wyzwań, ale widać było, że obaj chłopcy dobrze się bawią. 

Potem ruszyłem w objazd terenu z zamiarem dotarcia do Zamku Bąkowiec leżącego na szlaku Orlich Gniazd. Pomimo, że to jeszcze nie pełnia sezonu praktycznie wszystkie liczne ostańce w rezerwacie Góra Zborów były tłumnie oblegane przez skałkowców oraz turystów pieszych. W wielu miejscach obowiązuje zakaz jazdy rowerem. Dotarcie do konkretnych miejscówek było możliwe prowadząc rower. Eksploracja dziewiczych dla mnie terenów wokół miejsca w którym była nasza baza noclegowa - Podlesice, uzmysłowiła mi ogromną popularność jaką cieszy się ten rodzaj wspinania. Byłem świadomy rosnącej od kliku, kilkunastu lat dostępności amatorskich i profesjonalnych ścianek wspinaczkowych, ale nie miałem pojęcia o skali popularności tego sportu w naszym kraju. Podlesice są praktycznie centralnym punktem wypadowym dla fanów wspinaczki z racji bliskości licznych ostańców oraz znaczącej bazy hotelowej. Myślę, że w jakimś stopniu wpływ na popularność skałołażenia mogły mieć liczne na kanałach dokumentalnych filmy o wspinaczce skałkowej: Free Solo (2018), The Dawn Wall (2017), Powstanie w dolinie (2014). Znakomicie sfotografowana przyroda, monumentalne ściany w parku Yosemite, na poły "hippisowska" społeczność wspinaczy, pokonywanie kolejnych wyzwań, łamanie wykraczających poza zdrowy rozsądek kolejnych "niemożliwych" barier. Mnie się podobały :)

 Malina zarezerwował nocleg w świetnym, być może najlepszym miejscu w okolicy, w Trafo Base Camp (TU) Mogę tę miejscówkę polecić wszystkim, którzy lubią schroniskowy klimat, luz, niewyszukane jedzenie (jadłem tam śniadania i zupy), ceniąc przy okazji możliwość spędzenia czasu przy ognisku w sporym ogródku na tyłach budynku. Tu także znajduje się sklep ze wszystkimi niezbędnymi do skało-wspinaczki szpejami. Załoga Trafo uśmiechnięta i zawsze na "tak". To miejsce w którym po prostu fajnie jest przebywać. W tym miejscu także gromadzą się miejscowe skałkowe instruktorki i instruktorzy. Magda, instruktorka Antka i Tadka pochodzi w W-wy, ale przeniosła się do Jury, by realizować swoją pasję. (TU)

W Rezerwacie Góry Zborów jest także kolejna, turystyczna atrakcja - Jaskinia Głęboka. Wejście tylko z przewodnikiem, warto odpowiednio wcześniej zrobić rezerwację/kupić bilety via net, o co zadbał Malina. Niepodziewanie dla mnie samego jaskinia zrobiła na mnie spore, pozytywne wrażenie. Znaczący wpływ na taki odbiór tego miejsca miała osoba przewodnika, który rzeczowo, interesująco opowiadał o procesie tworzenia jaskini, zjawiskach krasowych, stalaktytach, stalagmitach oraz przemysłowym wykorzystaniu kalcytu. Ten ostatni, przemysłowy aspekt wykorzystania jaskini był dla mnie sporym zaskoczeniem.

Oczywistą wartością turystyczną Jury jest szlak Orlich Gniazd. W Trafo kupiłem "Rowerowy Szlak Orlich Gniazd" i pojechałem odwiedzić największy na Szlaku zamek, a właściwie jego ruiny - Ogrodzieniec. Wokół zamku mnóstwo straganów z pamiątkami, lody, gofry itp. Niedziela, dużo turystów pomimo, że to jeszcze nie pełnia sezonu. Wielkość zamku robi wrażenie. Masywna, jasna bryła budowli prezentuje się znakomicie na tle nieba. Nic dziwnego, że nakręcono tu sceny do kilku filmów: Janosika, Zemsty i Wiedźmina. Wejście na teren ruin zamku jest płatne. Spacer po murach z rowerem to spore wyzwanie, więc poprzestałem na zjedzeniu lodów i wypiciu kawy w jednym ze straganów pod murami zamku.
Myślę, że wrócę do Jury z moją bike-ekipą. To świetne miejsce na kolarstwo krajobrazowe, a przejechanie całego Szlaku Orlich Gniazd (190 km) stanowi rodzaj fajnego wyzwania. Można się zagiąć, zrobić to od jednego dosiadu. Można także podzielić na kilka etapów rezerwując więcej czasu na podziwianie przyrody, zwiedzanie zamków, lody, miejscowe wypieki, próbę wejścia na jakiś niezbyt duży, na początek, kamień. El Capitan czeka :)  

środa, 10 czerwca 2026

"POLIdRUKI. Potrawa z książek i ludzi", aut. Jan Majchrowski, PL 2024, książka

"POLIdRUKI. Potrawa z książek i ludzi", aut. Jan Majchrowski, PL 2024, książka

Pewnie nigdy nie sięgnąłbym po tę książkę, gdyby nie fakt, że uzyskała wyróżnienie w konkursie literackim im. Józefa Mackiewicza edycja 2025, czyli wówczas kiedy "Lotnicho" Marka Stokowskiego zostało uhonorowane nagrodą główną (TU) Tuż po ogłoszeniu wyników kupiłem "Polidruki" i jakiś czas temu przeczytałem, podczas kiedy inny wyróżniony tytuł: "Akcent typowo polski. Szkice o kulturze Polaków" nadal czeka na swój moment na kupce "do przeczytania".

Jan Majchrowski jest osobą publiczną (TU) Wokół jego osoby zrobiło się dość głośno, gdy w roku 2021 zrzekł się urzędu sędziego Sądu Najwyższego. Widziałem/słyszałem kilka jego wypowiedzi emitowanych w TV Republika komentujących obecny stan wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju. Podobało mi się to co i w jaki sposób mówił. Podoba mi się także jego niezależna, bazująca na gruncie obowiązujących przepisów postawa-opozycja wobec demolki prawa w wykonaniu obecnie rządzących.

Natomiast książka, pomimo całej sympatii dla autora, w pierwszym podejściu nie pochłonęła mnie, ba, po pierwszym rozdziale byłem gotów ją odstawić "na potem". "Towarzysze", bo taki ma tytuł pierwszy rozdział wydał mi się na tyle osobisty, a przy okazji oczywisty, że kontynuacja lektury jawiła się jako strata czasu. Jednak szybko okazało się, że im dalej, tym ciekawiej. Dalej jest to rzecz o sytuacjach, których autor doświadczył, ale okazuje się, że co najmniej niektóre z nich, są tożsame w naszymi/moimi doświadczeniami. W dużym uproszczeniu książka dotyczy procesu ewolucji/budowy kręgosłupa moralnego, światopoglądowego, sumy doświadczeń powodujących, że Jan Majchrowski jest dzisiaj tym człowiekiem, którego wypowiedzi/opinie są chętnie, masowo słuchane np. na platformie YT (TU) Znam tylko nieliczne z nich. Z pełną odpowiedzialnością mogę zarekomendować wywiad z kanału "Rymanowski live" (TU).

Nie bez znaczenia dla weryfikacji wartości tej książki jest niezamierzona zgodność z inną książką: "Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej" (TU). J. Majchrowski w rozdziale "Czarno na Białym" opisuje przypadkowe spotkanie w pociągu (rok 1986), w przedziale, w którym poza autorem jedzie stary Marokańczyk i Niemiec - żołnierz Bundeswehry, który na początku konwersacji wziął autora "Polidruków" za Francuza. Jak przebiega konwersacja? Jaki rodzaj interakcji zachodzi w tym dość egzotycznym, ludzkim trójkącie? Tego oczywiście nie napiszę :), ale zdradzę, że to ciekawe wspomnienie J. Majchrowskiego znakomicie uzupełnia obraz historycznej rzeczywistości nakreślony w "Histerii i pogardzie".

"Polidruki" są trochę jak wpisy z pamiętnika traktujące o ludziach z którymi autor się zetknął, okolicznościach, których doświadczył. Nie wszystkie mają ten sam ciężar gatunkowy, nie wszystkie są tak samo interesujące, ale ogólny wynik jest na "plus". Książka jest naturalnym, acz subiektywnym, bo wynikającym w własnych doświadczeń, uzupełnieniem podręczników najnowszej historii Polski. I uwaga! Nie ma barw żadnej partii! "Polidruki" napisał  patriota dla którego Polska ma znacznie.  

środa, 3 czerwca 2026

""Anomalia" (L'Anomalie), aut. Herve Le Tellier, Francja 2020, książka

"Anomalia" (L'Anomalie), aut. Herve Le Tellier, Francja 2020, książka

Skończyłem czytać tę książkę kilka dni temu. Szukałem w głowie jednego przymiotnika, który możliwie precyzyjnie ją opisuje. Tym przymiotnikiem jest "błyskotliwa". 

W fiszce "od wydawcy" publikowanej we wszystkich jak sądzę net-księgarniach można przeczytać, że książka na macierzystym rynku otrzymała nagrodę Prix Goncourt i sprzedała się w milionowym nakładzie. Ale bezpośrednią przyczyną sięgnięcia przeze mnie po ten tytuł była  rzucona mimochodem rekomendacja jednego z redaktorów Radia 357. "Mimochodem", bo nie był to blok poświęcony literaturze, a standardowa audycja muzyczna, w czasie której prowadzący ją redaktor powiedział kilka słów zachęty na temat "Anomalii". Sprawdziłem. Była w mojej bibliotece!

Błyskotliwość "Anomalii" polega moim zdaniem na umiejętnym połączeniu kilku gatunków literackich w spójną całość napisaną z fantazją i rozmachem. Podobał mi się język, sposób prowadzenia narracji, (to także zasługa tłumacza) jej dobre tempo, czyli wartości czysto literackie. Nic w tym dziwnego. Autor jest zawodowym literatem. Tym, co pozostawia u mnie poczucie niedosytu jest rezultat budowanego od pierwszych stron suspensu. Zamiast potężnej eksplozji, kapiszon... no może korek (to dla tych pamiętających pistolety-korkowce:)) 

Pomysły będące osią wokół których zbudowana jest "Anomalia" nie są wynikiem autorskich przemyśleń H. Le Telliera. Jeden z nich przeczący darwinowskiej ewolucji był/jest w różnych formach kanwą książek/filmów sci-fi. Kolejny zaistniał w filmie StarTrek, którego nie oglądałem. Informację o "pożyczce" pomysłu podrzucił mi znajomy, któremu jakiś czas temu sprezentowałem "Anomalię", z którym dosłownie kila minut temu wymieniliśmy smsy na jej temat:)

"Anomalia" dzięki swojej błyskotliwości jest moim zdaniem warta przeczytania. To nie tylko zgrabna powieść z pogranicza różnych gatunków literackich, ale głębsza próby dociekania istoty funkcjonowania nas, naszego gatunku, na Ziemi, we Wszechświecie. To niezły pomysł na wakacyjną lekturę. Bardziej wymagająca od kryminału, ale za to więcej wnosząca w intelekt czytelnika:) 

czwartek, 14 maja 2026

"Lotnicho", aut. Marek Stokowski, PL 2024, DRUGIE CZYTANIE, książka

"Lotnicho", aut. Marek Stokowski, PL 2024, DRUGIE CZYTANIE, książka

O "Lotnichu" pisałem wielokrotnie (TU). Nie daję żadnych gwarancji, że TEN post jest ostatni :) Ale tym razem tak krótko jak się da po to, żeby wybrzmiało najważniejsze.

Pierwsze czytanie "Lotnicha", które w moim przypadku miało miejsce w latem 2024, było szybkie, zachłanne. Po blisko 2 latach, które minęły od tamtego czasu postanowiłem wrócić do tej książki. Tym razem bez pośpiechu, łapczywości, którą cechował pierwszy z nią kontakt.

Zgodnie z deklaracją/podtytułem zawartą na okładce jest to "opowieść o wędrowaniu, miłości i przyjaźni". Potwierdzam. Ale...

Tym, co w trakcie drugiego czytania literalnie mnie powala jest autentyczny humanizm autora i wyzierające z każdej strony głęboko humanitarne przesłanie.

czwartek, 7 maja 2026

"Niespokojne pokolenie. Jak wielkie przeprogramowanie dzieciństwa wywołało epidemie chorób psychicznych" (The Anxious Generation: How the Great Rewiring of Childhood Is Causing an Epidemic of Mental Illness), aut. Jonathan Haidt, 2024, książka

"Niespokojne pokolenie. Jak wielkie przeprogramowanie dzieciństwa wywołało epidemie chorób psychicznych" (The Anxious Generation: How the Great Rewiring of Childhood Is Causing an Epidemic of Mental Illness), aut. Jonathan Haidt, 2024, książka

Zmiana, ta oczywista, która  dokonała się za sprawą smartfonów widoczna jest dla każdego. Jednak to co najważniejsze nie jest już tak łatwo dostrzegalne, proste do uchwycenia. I o tym właśnie, o "przeprogramowaniu dzieciństwa", praktycznie jego utracie, jest TA książka. Autor jest psychologiem, profesorem, wykładowcą i pracownikiem wielu amerykańskich uniwersytetów o znaczącym dorobku naukowym (wiki o autorze TU). Ciekawe jest to, że książka nie powstała "na zamówienie". Jej geneza opisana na końcowych stronach jest efektem analizowanych przez autora danych statystycznych dotyczących chorób psychicznych wśród studentów, college'ów, stanów lękowych w korelacji z wiekiem, przyjęć do szpitali z powodu samookaleczeń, wskaźników samobójstw wśród nastolatków. J. Haidt był zaskoczony zbieżnością daty/roku w którym nastąpił gwałtowny wzrost wymienionych wyżej wskaźników - 2010. Szukał przyczyn, które właśnie w tym roku uruchomiły tyle zaskakujące, co przerażające tendencje. Studiował i żmudnie eliminował czynniki zewnętrzne, które mogły wyzwolić widoczne w statystykach zmiany. W roku 2010 na rynek wszedł kolejny model smartfonów ze stałym dostępem do internetu... 

TA książka NIE JEST marudzeniem o problemach ze snem powodowanych niebieskim światłem ekranu. Nie jest nawet piętnowaniem smartfona jako rozpraszacza uwagi. Nie jest totalną krytyką urządzenia, które w wielu przypadkach sprawdza się jako multi narzędzie o sprawności i wydajności komputera. TA książka mówi o tym, że zadaniem autora dostępu do smartfona nie powinny mieć dzieci poniżej określonego wieku. Wyniki badań, przemyśleń autora zawierają się w czterech prostych zaleceniach: ZERO smartfonów przed liceum, ZERO dostępu do socialmediów przed 16-stym rokiem życia, ZERO smartfonów w szkołach, Więcej niezależności, zabaw, gier dla dzieciaków w realnym świecie. Można o tym przeczytać na stronach The Anxious Generation Movement (TU), stronie www, na której są uzupełniane i aktualizowane informacje o najnowszych badaniach, statystykach: smartfon/dzieciństwo/wychowanie oraz rady jak skutecznie wdrożyć wymienione wyżej zalecenia.

Słyszę, że w polskich szkołach, od najbliższego roku szkolnego ma zostać wdrożony zakaz używania samrtfonów. W wielu krajach taki zakaz, zakaz PRZYNOSZENIA, obowiązuje o kilku lat. Słyszę także audycje, reportaże dotyczące Polski potwierdzające amerykańskie statystyki o "epidemii chorób psychicznych" wśród dzieci/młodzieży. Nie tak dawno, w czasie audycji poświęconej temu problemowi (Radio 357) zadzwoniła kobieta, której młodociana kuzynka popełniła samobójstwo. Przyczyną było opublikowane w necie, zrobione przez koleżanki jej zdjęcie z dziewczęcej przebieralni...

Oceniam tę książkę bardzo wysoko. Nie cofniemy czasu, nie zrezygnujemy z używania smartfonów. Rzecz w tym, żeby robić to z głową, czyli świadomością zagrożeń jakie niesie dzieciom nielimitowany dostęp do treści i sociali. "Niespokojne pokolenie..." jest OBOWIĄZKOWĄ lekturą wszystkich rodziców, dziadków/babć, pedagogów. To także KONIECZNA lektura dla wszystkich mędrków, którzy mając zerową wiedzę na temat spustoszeń jakie czynią smartfony w dziecięcej psychice/życiu publicznie zabierają głos na ten temat.

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

"Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025, nominacja do 19-stej edycji Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta

"Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025, nominacja do 19-stej edycji Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta

Nasz człowiek pilnie śledzący bieżące, zaprzeszłe i przyszłe poczynania krajowego rynku książki, zwłaszcza w odniesieniu do literackich dokonań Marka Stokowskiego, kryjący się pod tajemniczym pseudonimem Ma-lina, (nie mylić z Don Pedro - Karramba) w efekcie tajnych działań ustalił:

1. Wznowiono Literacką Nagrodę im. Władysława Reymonta (TU o nagrodzie, TU o wznowieniu).

A tutaj o nagrodzie - AI:

Nagroda Literacka im. Władysława Reymonta to prestiżowe polskie wyróżnienie ustanowione w 1994 roku przez Związek Rzemiosła Polskiego (ZRP). Nagroda honoruje wybitne dzieła literackie w dwóch głównych kategoriach: za całokształt twórczości oraz za książkę wydaną w roku poprzednim. Inicjatywa ta wspiera rozwój polskiej literatury i kultury.
Kluczowe informacje:
  • Fundator: Związek Rzemiosła Polskiego.
  • Współpraca: Stowarzyszenie Pisarzy Polskich oraz Związek Literatów Polskich.
  • Kategorie: Zazwyczaj nagroda przyznawana jest za całokształt twórczości oraz za najlepszą książkę roku.
  • Kapituła: W skład jury wchodzą przedstawiciele związków twórczych, a obradom przewodniczy prezes ZLP.
Warto odróżnić tę nagrodę od literackiej Nagrody Nobla, którą Władysław Reymont otrzymał w 1924 roku za powieść "Chłopi".
Nagroda ta ma na celu promowanie literatury o wysokich wartościach artystycznych, nawiązując do humanistycznej tradycji twórczości patrona.
Screen z FB PIW.

2. Spośród 67 zgłoszonych w tym roku książek w kategorii "proza" wyłoniono czołówkę:

"Rok w którym nie umarłem" aut. Mikołaj Grynberg

"Święty Leonard z pól" aut. Marek Stokowski

"Tratwa z pomarańczami" aut. Maciej Hen

3. Ogłoszenie wyniku konkursu odbędzie się 23 kwietnia, godz. 12:00 w siedzibie Związku Rzemiosła Polskiego - Pałac Chodkiewiczów, ul. Miodowa 14, Warszawa. Uroczystość ma charakter otwarty!

Zatem wszyscy fani prozy Marka Stokowskiego, których nękają wyrzuty sumienia z powodu absencji na gali wręczenia nagrody im. Józefa Mackiewicza za "Lotnicho", mają okazję pozbyć się prześladującej ich zmory gratulując osobiście sukcesów autorowi. Ci których nic nie nęka (absencja nękać będzie PO-TEM), i powodowani nieskrępowaną chęcią uczestnictwa w ceremonii wręczenia Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta zadają sobie pytanie, czy W. Reymont wespół z M. Stokowskim będą podpisywać swoje książki, są także mile widziani :)

środa, 8 kwietnia 2026

"Gorączka złota. Jak upadała Wenezuela" (Zlatá horúčka. Venezuela - od ropnej veľmoci k úpadku ľudskej civilizácie), aut. Forro Tomas, 2023, książka

"Gorączka złota. Jak upadała Wenezuela" (Zlatá horúčka. Venezuela - od ropnej veľmoci k úpadku ľudskej civilizácie), aut. Forro Tomas, 2023, książka

Pomimo, że wśród moich znajomych, dalekich, ale jednak jest rodowity wenezuelczyk, moje zainteresowanie tym krajem było praktycznie zerowe. Dolatywały do mnie różne doniesienia agencyjne o obsuwaniu się Wenezueli w niebyt. O anarchii, śmiesznie niskich cenach benzyny, aż do tej ostatniej, o porwaniu Nicolasa Maduro, prezydenta Wenezueli przez spec siły USA. O całej sprawie było głośno w mediach na tyle, że ktoś, gdzieś zarekomendował "Gorączkę złota" jako doskonała lekturę opisującą drogę Wenezueli od krainy miodem, mlekiem i ropą płynącej do państwa rządzonego przez różnej maści grupy zbrojne, z którego większość mieszkańców usiłuje uciec do Brazylii.

Książka była do wzięcia w lokalnej bibliotece. Pożyczyłem, przeczytałem.

Jestem rozczarowany tą lekturą. Spodziewałem się opisu powolnej degradacji wenezuelskiej państwowości, ujawnienia mechanizmów pozwalających na funkcjonowanie państwa pomimo licznych ograniczeń w handlu zwłaszcza ropą, za którymi stały USA. Liczyłem na analizę funkcjonowania rządów Hugo Chveza, który zapatrzony na komunistyczną Kubę (co on tam widział?) znacjonalizował bez odszkodowań cały przemysł wydobywczy/przetwórczy ropy naftowej, który w znacznej części był własnością firm amerykańskich. Zamiast tego jest szczegółowy opis podróży autora do będącej w stanie głębokiego rozkładu Wenezueli, połączona z próbą dotarcia do Łuku Górniczego zamieszkałego przez rdzenną ludność - indian Pemonów. Większość książki dotyczy ich walki o zachowanie gwarantowanej przez rządy w Caracas limitowanej suwerenności, która skończyła się wraz z odkryciem na terenach należących do Pemonów potężnych pokładów złota. W tle indiańskich zmagań o samostanowienie dzieje się wielka polityka, ale tematem przewodnim jest porzucenie przez nich tradycyjnych form funkcjonowania na rzecz pracy w kopalniach złota zarządzanych przez różnorakie grupy zbrojne: od tajnej policji, przez wojsko, rodzimych mafiosów, aż po kolumbijskich partyzantów. Prymitywne wydobycie złota wiąże się z postępującą w zastraszającym tempie degradacją środowiska. W czasie wydobycia używa się rtęci, która błyskawicznie i skutecznie zatruwa rzeki uśmiercając florę i faunę. 

Autor osobiście doświadcza bezwzględności opisywanej przez siebie maszynerii "władzy" napędzanej prymitywną chciwością - podstawą rozkładu Wenezueli. Państwa niegdyś bajecznie bogatego tak, że do Caracas uruchomiano połączenia obsługiwane Concordami... Państwa, w którym dzisiaj państwowość praktycznie nie istnieje, a jego prezydent porywany jest przez amerykańskich marines pod zarzutem bycia narkotykowym bossem. 

Rzeczą, która w trakcie lektury szalenie mnie męczyła jest brak dołączonej mapki Wenezueli, jej granicami, miejscami o których pisze autor. Byłem zmuszony odrywać się od lektury, grzebać w fonie, żeby sprawdzić gdzie jest Łuk Górniczy, w którym miejscu Wenezuela graniczy z Kolumbią, jak biegnie koryto Orinoko i Amazonki wraz z ich dopływami itp. Brak mapy jest potwornie irytujący!

"Gorączka złota" nie jest porywającą lekturą. Przebijałem się przez nią z pewnym mozołem. Czy wiedza, którą zdobyłem dzięki tej lekturze była warta czasu poświęconego na przeczytanie tej książki? Nie wiem :)