poniedziałek, 26 stycznia 2026

"Sny o pociągach" (Train Dreams), reż. Clint Bentley, USA, 2025, Netflix, film

"Sny o pociągach" (Train Dreams), reż. Clint Bentley, USA, 2025, Netflix, film

Widziałem ten film około 2 tyg. temu. W mroźny wieczór dosiadłem ergometru i powodowany zasłyszanymi w radiu oszczędnymi, ale pozytywnymi opiniami postanowiłem, że w wiosłowaniu towarzyszyć mi będzie właśnie ten film. Mam go do dzisiaj w głowie. Wraca do mnie, skłania do zadumy. Zadziwiające jak prosta, oczywista wręcz historia zapada w pamięć, zmusza do tego, żeby o niej napisać.

"Sny o pociągach" są filmową balladą o przeciętnym mężczyźnie, któremu los wyznaczył rolę drwala - budowniczego kolei, żyjącego swoje proste, szlachetne życie, gdzieś w głębi Ameryki, wśród wspaniałej, dziewiczej przyrody. Bohater filmu jest archetypem budowniczego-pioniera, który wraz z każdym kilometrem torów wnika w głąb Nieznanego, który budując swój swój dom, zakładając rodzinę, pozwala sobie na marzenia o troszkę lepszym, łatwiejszym życiu, stabilnej pracy pozwalającej mu na częstsze przebywanie z najbliższymi. Tylko tyle i aż tyle... 

Ta opowieść toczy się niespiesznie w tempie spokojnej, epickiej narracji z offu. Słowa, które padają w filmie, których nie ma zbyt wiele są wypowiadane z rozwagą, szacunkiem dla uwolnionej myśli, która zanim została wyartykułowana była głęboko przemyślana. Historia drwala opowiadana jest także, może przede wszystkim obrazem, następującymi po sobie porami roku, w naturalnym, odwiecznym rytmie dnia zastępowanego przez noc, jesieni po której nieuchronnie przychodzi zima. Drwal-bohater filmu chociaż wraz ze swoją siekierą jest intruzem, chce i potrafi funkcjonować pośród Natury. Rozumie jej rytm, chce respektować jej prawa. Opowieść niespiesznie pulsuje zmuszając do zadumy nad sensem istnienia, przemijaniem, potrzebą ludzkiej obecności tu i teraz, przewrotnością przypadku, znaczeniem obietnic, siłą uczuć, rolą wyznaczaną jemu/nam przez życie, jej wypełnieniem. Jednym słowem rzecz z przechyłem egzystencjalnym, ale bez koturnów, zadęć i odlotów.

Podobał mi się ten film także dzięki kreującemu główną rolę Joelowi Edgertonowi, którego widziałem jakiś czas temu w mocno przeciętnym filmie "Dobry Ogrodnik" (Master Gardener). W "Sny o pociągach" jest znakomity. 

Daję "Snom o pociągach" 8/10 w skali filmweb - "bardzo dobry" i mając świadomość, że ten rodzaj kina nie każdemu odpowiada polecam go jednak wszystkim. Zimowy, mroźny wieczór, kubek gorącej herbaty, ciepły pled, ewentualne, jednoosobowe, wyciszone towarzystwo będą idealne do właściwego odbioru  tego filmu :)

wtorek, 20 stycznia 2026

Chopok - impresje, styczeń 2026, narciarskie

Chopok - impresje, styczeń 2026, narciarskie

I jak tu nie lubić
Słowaków :)
Praktycznie "od zawsze" (II poł. lat 70-tych), gdy wyjeżdżałem na narty, gdzieś, ktoś opowiadał, że na Chopoku jest super, że lepiej niż w Polsce. Wówczas, kiedy częstym kierunkiem narciarskich wyjazdów była Szklarska Poręba, lub Szczyrk, obydwie miejscówki z tasiemcowymi kolejkami, opowieści o Chopoku, jego zaletach brzmiały jak bajki o żelaznym wilku. Wkrótce zmienił się kierunek moich narciarskich eskapad. Druga połowa lat 80-tych przyniosła możliwości wyjazdu do Austrii. Jeszcze istniały granice, jeszcze nie było to proste, ale celem wyjazdów moich znajomych i moim stały się najlepsze austriackie miejscówki narciarskie. Wówczas, gdy ktoś opowiadał o walorach Chopoka zawsze padało pytanie o punkt odniesienia w ocenie jakości infrastruktury narciarskiej. Zwykle okazywało się, że nadal były to: Zakopane, Szklarska Pręba, Szczyrk... Tych. którzy jeździli do Austrii było niewielu. Siłą rzeczy Chopok sobie był, a moi zanjomi i ja ujeżdżaliśmy stoki alpejskie. Kto raz zasmakował jazdy na lodowcach (Tux), na trasach Schladming, Flachau, Saalbach itp. nie chciał ryzykować, jechać na Chopok, żeby przekonać się, że to Austria rządzi, a obok niej Włochy, Francja, Szwajcaria. Ten stan rzeczy, czyli ignorowanie najważniejszego słowackiego ośrodka narciarskiego trawał aż do stycznia 2026...
Toalety, czyste w bardzo przyzwoitym stanie. Dobrze jest
rozpoznać ich położenie, gdyż wcale nie jest oczywiste,
że są ulokowane w obrębie budynków dolnych stacji wyciągów.

Znajomi mający doświadczenie jazdy w alpejskich ośrodkach zaczęli jeździć na Chopok. Dzieląc się pozytywnymi opiniami byli na tyle przekonywujący, że postanowiliśmy z kolegą (Malina) i jego 11-sto letnim synem (Antek) wybrać się w pierwszej połowie stycznia na Słowację, żeby osobiście skontrolować stan tras/infrastruktury narciarskiej. Założenie było proste: jedziemy na kilka dni traktując wyjazd jako rodzaj rekonesansu oraz rozruchu przed zbliżającym się wyjazdem w Alpy.

Chopok południowa strona, godz. 13:35. Dolna stacja gondoli
Krupova-Kosodrevina. Z lewej bar apres-ski. Tutaj grzaniec
słabej jakości, a z prawej food-truck dość popularny
wśród narciarzy.

Nie było nadmiaru śniegu. W trakcie naszego pobytu dopadało i większość tras była czynna, dobrze przygotowana. Sezon ruszył wraz ze Świętami Bożego Narodzenia, a jego pik trwał do Święta Trzech Króli. 

Nie mam zastrzeżeń jeśli chodzi o jakość tras, wyciągów, knajpek, toalet, apartamentu. To wszystko jest na przyzwoitym, średnim, europejskim poziomie. Specyfika miejsca (od północy jedna droga) powoduje, że dojazd/powrót pod Chopok nie jest łatwy i prosty. Żeby dotrzeć pod wyciągi (Biela Put) o rozsądnej godzinie trzeba ruszyć w górę przed 8:00. To gwarantuje wczesny dojazd i wyjazd na górę jedną z pierwszych gondol/krzeseł, które ruszają o 8:30. Wyciągi są czynne do 15:30. Szybko zapada zmrok i gęstnieje tłum chętnych do powrotu na kwaterę ski-busem. Sceny przepychających się do autobusu narciarzy nie były zbyt budujące. Zdecydowaliśmy się na dojazd samochodem. To gwarantowało szybki, sprawny dojazd/powrót, w miejsce stania w tłumie oczekujących na ski-bus, wpychania się do jego wnętrza. W okresie świątecznego piku /w weekend narciarzy było bardzo dużo. Kolejki do wyciągów wyglądały źle. Brak tzw. "cielętników", czyli "labiryntów" porządkujących kolejkę powodował, że do bramek ustawiał się spory, zbity tłumek niecierpliwych chętnych. Mój próg bólu długości stania w kolejce to max 15 min. No dobra. Może 20 min., ale to ostateczna granica.  Dlatego niezbędne jest wypracowanie sobie optymalnego rozwiązania, wybór takich tras i takich wyciągów, które pozwalają na jazdę z zerowym czasem oczekiwania na wejście do gondoli/krzesełka. (O metodach tzw. aktywnego/dynamicznego stania w kolejce nie będę pisał. Nie ma się czym chwalić. W każdym razie, gdy wszyscy karnie stoją w kolejce, a ty się wpychasz, to jesteś cham, natomiast gdy 70% kolejkowiczów się wpycha, a ty stoisz biernie, to jesteś frajer :))  Mój wybór padł na południowy stok Chopoka. Nie dość, że w sposób oczywisty na południowym stoku jest lepsze światło, to ta strona góry oferowała najlepsze, odpowiednio długie trasy czarne i czerwone. Jeździło tam mniej ludzi z racji trudniejszych tras i silniejszego (głównie na szczycie) wiatru. Moją ulubioną kombinacją tras była czarna 33a przechodząca w czerwoną 33. W sumie blisko 5 km. jazdy. Wyjazd na górę gondolą, która miała szybkie wejście dla singli. Mój plan na narciarski dzień był prosty: możliwie najszybszy wjazd na Chopok i jazda na jego południowym stoku, aż do przerwy na posiłek około 13:00. W tym czasie wszystkie ewentualne korki/spiętrzenia ulegały samolikwidacji. Towarzystwo rozjeżdżało się na różne wyciągi i do godziny 15:30, czyli zamknięcia wyciągów wszędzie dało się jeździć bez kolejek.

Biela Put, 8:15 a.m. Widok z północnej strony na Chopok.
Jeszcze cicho i sennie, ale za 30 min. będzie się działo.

Nie wszystko było idealne :(

Rzeczą, która mocno mnie drażniła była zdecydowanie zbyt głośna muzyka w okolicach barów oraz jej jakość... Grali głównie coś co było rodzajem muzyki klubowej. Łupu cupu, mocno wyeksponowany bit i moc na maksa... 

Brakowało mi także dużych zegarów pozwalających na łatwe, bieżące kontrolowanie czasu przejazdów. To istotne, gdy powrót do miejsca startu wymaga przejazdu kilkoma wyciągami.

Brak "cielętników" to poważne niedopatrzenie, organizacyjna skucha. 

Reszta, o czym już pisałem, na przyzwoitym europejskim poziomie. Ceny też...

Parkowanie samochodu/cały dzień - 20 EUR.

Wynajęcie ski-boxu/doba - 10 EUR.

Grzane wino (różna jakość w różnych miejscach) - średnio 4,50 EUR. (Najlepsze w jadłodajni pod dużym białym namiotem w Biela Put)

Innych cen niestety nie pamiętam. Malina organizował całość, czuwał nad terminowością i poprawnością wpłat. Płatności były rozciągnięte w czasie, zaliczki, dopłaty itp. Wydaje mi się jednak, że koszt apartamentu był poniżej cen w np. Schladming. Ceny ski-passa zupełnie nie pamiętam. Wszystko oczywiście jest w necie.

Biela Put, 10:50 , widok  na Chopok z północnej strony.
Po prawej widoczny biały dach namiotu-baru. To tu dają niezłe
grzane wino. Poza tym można coś zjeść, w tym frytki, które są
serwowane bardzo sprawnie. 
Dla jadących na Chopok pierwszy raz (i gdziekolwiek indziej także) najbardziej istotne jest rozpoznanie terenu :) Dobrze jest wyjechać z W-wy rano, dojechać na miejsce za dnia. Obejrzeć miejscówkę z której będzie się stratowało (dla nas była to Biela Put), zorientować się, gdzie są boxy do przechowywania nart (to ma sens zwłaszcza jeśli dojeżdża się ski-busem), wnieść opłaty, nauczyć się jak działa system ski-passów (gopassów) i zaplanować kolejny dzień. Dobrze jest pogadać z obsługą, żeby dowiedzieć się o reguły gry dotyczące parkowania samochodu. Słowacy, tak jak większość nacji są uprzejmi, gdy traktuje się ich uprzejmie, z uśmiechem. W większości, zwłaszcza starsi wiekiem nie mówią po angielsku, ale bez większych problemów można się dogadać po polsko-słowacku :) Słowacka młodzież zatrudniona w obsłudze rozumie i mówi po angielsku. W większości są bardzo zaangażowani. Odniosłem wrażenie, że tip nie jest na Słowacji (od Słowaka) oczywisty, więc każdy ekstra pieniążek przyjmowany jest z uśmiechem i wdzięcznością. 
Chopok południowa strona, godz. 13:15

Polaków jest całe mnóstwo. To drugi obok słowackiego język na stoku. Inne nacje też są obecne, np. Węgrzy, Rumuni, ale my, jako goście, dominujemy

Wszystko wskazuje na to, że wrócimy tam w przyszłym roku. Wa-wa - Chopok to 500 km. Syn Maliny - Antek, miał swoje ulubione czerwone trasy po północnej stronie Chopoka. Znalazł sobie kilka hopek, żlebów obok nartostrady i znakomicie się bawił jeżdżąc swoje, po swojemu. Dzieciakom niewiele trzeba do szczęścia. Nie muszą i zwykle nie chcą jeździć po trudnych, często wylodzonych trasach (33a). W Polsce nie ma takiego, jak Chopok miejsca. Białka Tatrzańska pretendująca do miana najlepszej stacji narciarskiej w Polsce nie może konkurować z Chopokiem. Ta góra ma nieznacznie ponad 2 tys. m.p.m.,(tyle co np. austriackie Planai) podczas kiedy Kotelnica Białczańska niecałe 1 tys. Nieporównywalna na korzyść Chopoka jest długość tras, ich atrakcyjność. Słowacy traktują ten biznes b. poważnie. Turystyka to "czysty" pieniądz zatrudniający mnóstwo ludzi. Chopok stał się (może zawsze był) miejscem wartym odwiedzenia.

"Bob Marley: One Love", reż. Reinaldo Marcus Green, USA 2025, film, Netflix

"Bob Marley: One Love", reż. Reinaldo Marcus Green, USA 2025, film, Netflix

Pogoda jaka jest każdy widzi. Szybko zapada zmrok, wraz z jego nadejściem spada temperatura. Wczoraj około 20:30 było minus 12 st. Wybrałem więc bezmiar oceanu, wiosłową łódź, ekran monitora, a na nim film o Bobie Marleyu. Jakiś czas temu, także na Netflix widziałem inny reggae-film o Bobie: "Kto strzelał do Boba Marleya". To film dokumentalny. Moim zdaniem zdecydowanie  lepszy od "Bob Marley: One Love", który jest fabularnym filmem biograficznym. W jego powstanie jak wynika z napisów końcowych zaangażowana była cała, dość liczna rodzina B. Marleya. W efekcie wizerunek ikony reggae jest mocno wyidealizowany, praktycznie bez skaz, jak dla mnie nazbyt poprawny, nieomal bez zarzutu. Stawka aktorów to na moje oko 3-cia liga. Historia, którą opowiada film zna prawie każdy, kto lubi ten gatunek muzyki. Zero nowych informacji. Całość gładka, lekkostrawna, przyjemna poza jednym oczywistym zgrzytem - śmierć Boba Marleya w wieku 36 lat... Do pewnego stopnia stało się to na jego życzenie. Nie podjął walki z nowotworem skóry, który prawdopodobnie uaktywnił się w wyniku przypadkowej, piłkarskiej kontuzji. "Bob Marely: One Love" zasługuje moim zdaniem na max. 4/10 w skali filmweb, czyli ujdzie. Jeśli kogoś z Was interesuje postać niekwestionowanej ikony reggae zdecydowanie lepiej jest obejrzeć dokument "Kto strzelał do Boba Marleya", który zasługuje na 5, czyli "średni" w sakli filmweb.

sobota, 17 stycznia 2026

Zima? Czyma // Trzyma**; sobota 2026.01.17, narciarskie


Zima? Czyma // Trzyma**; sobota 2026.01.17, narciarskie

 

8:25, temp. około minus 11 st. Foto niżej - 9:34, pewnie ździebło cieplej.
W taki ranek nie ma co dumać! Gorące kakao, coś lekkiego na ząb,
do termosu gorąca woda z plasterkiem limonki, narty i w las. Im wcześniej
się wyjdzie, tym lepiej. Zero ludzi, skrzypienie śniegu pod nartami
i zero innych dźwięków. Wychodząc na biegówki nie biorę słuchawek,
nie słucham niczego poza dźwiękami natury. Zima potrafi być fajna :)

** w zależności od tego kto czyta niepotrzebne skreślić, lub pominąć, czyli:
Krakusy i okolice skreślają "trzyma", a Warszawiaki wraz z przyległościami
ignorują "czyma" :)


niedziela, 11 stycznia 2026

Zima. Była, poszła i wróciła; niedziela 2026.01.11, narciarskie

 Zima. Była, poszła i wróciła; niedziela 2026.01.11, narciarskie

Godz. 8:30, temp. około - 4 st. Chwilę temu wróciłem ze Słowacji,
gdzie ujeżdżałem na nartach zjazdowych popularną wśród Polaków
miejscówkę - Chopok. A tu, w domu, proszę, zima wręcz syberyjska
z temperaturami - 16 st. i śniegiem w ilości wystarczającej pod
nartę biegową. Wieczorem przesmarowałem narty śladowe (to rodzaj
nart biegowych dedykowanych do poruszania się w terenie, z tzw. 
"łuską") , a rano ruszyłem w las...




... z zamiarem zrobienia dwóch rund o łącznej długości około 10 km. 
Pierwsze wyjście na biegówki, tempo rozrywkowe, bez zaginania się.
Po zakończeniu pierwszego okrążenia, mała przerwa na picie, fizjologię
i przypadkowe spotkanie z kolegami, którzy właśnie wyszli na narty...
W rezultacie zamiast 10 km przebiegłem jak widać kilometrów 16.
Tempo może nie zachwycające, ale i tak wyższe od moich porannych
założeń, gdy miałem biegać solo...
Się ujechałem :)  

środa, 31 grudnia 2025

Zima była, poszla i wróciła, środa 2025.12.31

 Zima była, poszła i wróciła, środa 2025.12.31

Godz. 7:30, temp. około minus 3 st. Wystarczy położyć się spać
i proszę co się dzieje. Niby jest ładnie, biało, zimowo, śnieżnie
i świątecznie... wówczas przypomina się "Zenek blues" Andrzeja
Rosiewicza:
...Noc, całą noc dzisiaj zdrowo padało,
pierwszy zimowy spadł śnieg
i zasypało mie wszystko na biało,
spadł, zdrajca, nocą i cicho legł.
Kiedy nad ranem tak smacznie sie spało,
spaść musiał ten biały drań...



Marek Stokowski - przegląd dokonań - link do shorta

Marek Stokowski - przegląd dokonań - link do shorta

Marek Stokowski (z lewej) wraz z sekretarzem 
Kapituły Nagrody Stanisławem Michalkiewiczem
Koniec roku, zwłaszcza jego ostatni dzień, to znakomity moment na podsumowanie tego "co już" i szybki skok/zaduma w to "co będzie". Prawdą jest, że przyszłość jest trudna do przewidzenia, ale podstawą prawidłowego planowania jest rzetelny bilans tego co było, w tym przypadku bilans "Czy znam wszystkie książki Marka Stokowskiego?" :)

W celu ułatwienia tej żmudnej roboty Marek umieścił w necie stosowny filmik na który mówią "short", aby w zwięzłej formie zilustrować swój twórczy, literacki byt, który jak wiecie doprowadził go jednej z ważniejszych nagród literackich w Polsce (są tacy, którzy upierają się, że najważniejszej) - nagrody literackiej im. J. Mackiewicza za rok 2025 za książkę "Lotnicho".

https://photos.app.goo.gl/5B4mQwy17awGQKf3A

Ja zrobiłem podsumowanie i wyszło mi, że znam wszystkie tytuły wymienione w shorcie, ale nie czytałem: "Błazna" i "Lasu pełnego przygód". "Las...." jest książką dla dzieci. Natomiast "Błazna" wpisuję na listę poszukiwań. Nakład jest wyczerpany i o ile mi wiadomo nie było wznowień.

Przy okazji muszę zaznaczyć, że książki ujęte w shorcie nie są jedynymi książkami napisanymi przez Marka Stokowskiego. Marek, jako wieloletni pracownik Zamku Malborskiego napisał samodzielnie, lub jako współautor kilka książek traktujących o Malborku, Krzyżakach i Średniowieczu. To pozycje stricte edukacyjne, ale zapewniam, że te, pisane dla młodego obiorcy (np. "Krzyżacy, ich państwo i zamki") są dobrą lekturą uzupełniającą na poziomie końcowych klas szkoły podstawowej (czytali moi synowie, brylowali jako spece od Krzyżaków w swoich szkołach). Pełną listę znajdziedzie w Wiki >>>> Marek Stokowski – Wikipedia, wolna encyklopedia