piątek, 27 lutego 2026

"Świety Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025, książka - Nagroda Specjalna 2025 "Magazynu Literackiego KSIĄŻKI"

"Świety Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025, książka - Nagroda Specjalna 2025 "Magazynu Literackiego KSIĄŻKI"

Czujny jak ważka Malina podrzucił mi wczoraj informacją o nagrodzie. Z satysfakcją i radością dzielę się nią publicznie zachęcając przy okazji tych, którzy JESZCZE nie czytali "Świętego Leonarda..." aby niezwłocznie uzupełnili braki w lekturze :) 

>>> Książki Roku 2025 „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” – Rynek książki













Warto przypomnieć/zauważyć, że jest to kolejna po ubiegłorocznych nagrodach im. Józefa Mackiewicza 2025 i "Książce Września 2024" Magazynu Literackiego za "Lotnicho", literacka nagroda dla Marka Stokowskiego. Wszystko wskazuje na to, że to początek nagrodowego rogu obfitość, gdyż "Święty Leonard..." nie tylko cieszy się znakomitymi recenzjami, zdobywa serca szerokiej rzeszy czytelników, ale wydawca PIW zgłosił ten tytuł do innych nagród literackich. Wierzę, że nagród będzie więcej. Trzymajcie kciuki! 

O książkach Marka Stokowskiego na moim blogu >>> TU

środa, 25 lutego 2026

"Porozmawiajmy o Żydach. Zapowiedź", aut. Ewa Kurek, Wojciech Sumliński, PL 2025, książka

"Porozmawiajmy o Żydach. Zapowiedź", aut. Ewa Kurek, Wojciech Sumliński, PL 2025, książka

Kupiłem (i przeczytałem) tę książkę praktycznie z jednego powodu. Dotarła do mnie informacja o zabiegach utrudniających dystrybucję książki. Zareagowałem w sposób oczywisty - natychmiast usiadłem do klawiatury i zamówiłem. Wiem, że tak zachowała się spora grupa moich znajomych. I słusznie! Wojciech Sumliński jest znanym dziennikarzem śledczym. Jest autorem wielu publikacji, które mają wspólny mianownik - bezkompromisowe ujawnianie prawdy. Dowodem tego, jak treść tego co pisze niewygodne jest dla establishmentu, jest jego życiorys (TU).

Nie oczekiwałem żadnych nowości i sensacji w "Porozmawiajmy o.." Przeczytałem sporo książek traktujących o Żydach, historycznych zaszłościach w relacji Żydzi - Polska, ze szczególnym uwzględnieniem ich roszczeń w stosunku do naszego państwa (tzw. deklaracja terezińska). Wiele miejsca w tych publikacjach zajmuje "sprawa Jedwabnego" - nagonka na Polskę i Polaków zapoczątkowana przez cieszącą się złą sławą książką "Sąsiedzi" (2000). Najważniejszą i najlepszą pozycją jest w moim przekonaniu książka Barbary Kurek - "Jedwabne - anatomia kłamstwa" (TU) Krótko, na temat. 

To co jest (dla mnie) nowe w książce W. Sumlińskiego to przede wszystkim bieżący stan "sprawy Jedwabnego", czyli społeczne działania podjęte w celu demistyfikacji okoliczności zbrodni, którą usiłowano obciążyć Polaków - mieszkańców Jedwabnego. Reszta zawartości to w większości znane mi z innych publikacji przykłady związków Żydzi-Niemcy-Rosjanie, geneza budowy getta, jego funkcjonowanie w czasie okupacji, zaangażowanie osób pochodzenia żydowskiego w aparat komunistycznej władzy po wyzwoleniu Polski w 1945 roku itp. Te i inne szalenie ciekawe szczegóły dotyczące zachowania Żydów w czasie II Wojny wraz z genezą powstania Izraela szczegółowo opisuje Piotr Zychowicz w "Żydzi" i Żydzi 2". Polecam!

"Porozmawiajmy o Żydach. Zapowiedź" będzie ciekawa przede wszystkim dla tych, którzy po raz pierwszy usiłują znaleźć inne niż mainstreamowe źródło wiedzy o relacjach polsko-żydowskich. Już sam tytuł książki sugeruje, że jest to rodzaj "wprowadzenia" w temat. A że temat to niełatwy, wymagający mnóstwa informacji pochodzących z różnych źródeł, to wiedzą wszyscy...

>> Film "Powrót do Jedwabnego", reż. W Sumliński (TU)

>> Książka "Powrót do Jedwabnego", aut. E. Kurek, T. Budzyński, W. Sumliński (TU)

poniedziałek, 23 lutego 2026

"Biegas. Światy nierównoległe", Muzeum Villa la Fleur, wystawa

"Biegas. Światy nierównoległe", Muzeum Villa la Fleur, wystawa

Wystawę przedłużono do 2026.03.22. Przed chwilą przeczytałem tę informację na stronie Muzeum i pomyślałem, że warto napisać kilka słów o wystawie. 

Byłem w Villi la Fleur pod koniec stycznia 2026. Wystawa za chwilę miała się zamykać. Pisanie o niej wówczas nie miało większego sensu. Teraz, gdy do zamknięcia jest jeszcze miesiąc - ma.


Czarodziejka
Przyczyną dla której pojechałem do Konstancina była moja niewiedza... Nie znałem tego artysty. Grzebiąc w pamięci nie umiałem nie tylko odszukać jego nazwiska, ale jak się okazało w trakcie zwiedzania nigdy wcześniej nie widziałem jego dokonań. Jednym słowem wystawa była dla mnie swego rodzaju objawieniem, wejściem do nieznanej mi pracowni, nieznanego twórcy, który okazał się być oryginalny, wszechstronny i interesujący. 


Germania na koniu czerwonej
propagandy
Tytuł wystawy "Biegas. Światy nierównoległe" podkreśla różnorodność zainteresowań Bolesława Biegasa, twórcy biegłego w technikach malarskich i rzeźbie, artysty-kreatora dzieł mistycznych, demonicznych, inspirowanych mitologiami, baśniami oraz portretów malowanych w wymyślonej przez niego formule sferycznej. Poza tym ma swoim dorobku budzące ogromne kontrowersje obrazoburcze nomen-omen obrazy komentujące ówczesną polityczną rzeczywistość. (Tutaj skojarzenie z E. Dwurnikiem jest bardzo na miejscu:)) Jednym słowem twórca-kreator. Pełen inwencji, zdolny, szczęściarz (pochodził z rodziny chłopskiej, a się przebił),  mający w czasie gdy tworzył wielu sponsorów i wyznawców, co pozwalało na przyjemne, względnie dostatnie życie.
Jesień

Wystawie dzieł Bolesława Biegasa towarzyszą dzieła innych artystów nie tylko z epoki, w której tworzył, ale także tych artystów, których on sam obserwował, z których czerpał, i tych, którzy przyznawali się do inspiracji dziełami B. Biegasa. 

Olga Boznańska

Kolejny raz kupiłem bilet "wraz z przewodnikiem". Oglądanie wystawy z przewodnikiem to zupełnie inna jakość, zwłaszcza, gdy ogląda się wystawę dzieł artysty "nieznanego". Na tour z przewodnikiem trzeba zarezerwować około 1,5h. Potem oczywiście samotny obchód, przystanki, detale, parę zdjęć. Odwiedzający Ville le Fleur po raz pierwszy powinni poświęć zdecydowanie więcej czasu na obejrzenie całości zbiorów Muzeum. Pisałem o tym szerzej przy okazji prezentacji dorobku M. Kislinga (TU) nie będę się powtarzał. Zapewniam - warto!

Harfa
Niech zachętą będzie informacja, że Olga Boznańska była dobrą znajomą, wręcz przyjaciółką, z którą artysta chętnie przechadzał się po paryskich ulicach, oboje, prowokująco w strojach demode. O ile twórczość O. Boznańskiej przebiła się do zbiorowej świadomości, a jej prace dawno osiągają milionowe kwoty, o tyle B. Biegas nie jest tak głośnym nazwiskiem, a ceny jego obrazów/rzeźb zamykają się w zdecydowanie niższych kwotach. Prezentacja jego sztuki z pewnością przyczyni się do wzrostu wartości zwłaszcza (jak sądzę) obrazów. Przemawia za tym oryginalność autorskiego pomysłu na "sferyczną" budowę obrazów i zdecydowane, wibrujące kolory.
Walka o życie - śmierć.
Ta praca w gipsie oraz inne płaskorzeźby tego typu są szalenie ciekawe, inne niż
większość znanych mi rzeźb. Bardzo oryginalne. Ekspresyjne.
Na tyle unikalne, że będąc na seansie "Wichrowych  Wzgórz" (2026) moją uwagę przykuło
bogato zdobione zwieńczenie kominka w Drozdowym 
Gnieździe. Filmowa płaskorzeźba składa się wprawdzie z rzeźbionych dłoni, ale ekspresja
płaskorzeźby, biel, wymowa i wreszcie monumentalna wielkość przywodzi na myśl rzeźby
B. Biegasa. Filmowy kominek jest eksponowany dość długo, detalicznie. Widać było, że
twórcom filmu zależało na zwróceniu uwagi widzów na ten szczegół scenografii. Ciekawe,
czy zwieńczenie kominka było inspirowane twórczością B. Biegasa...  

Po zakończeniu zwiedzania zawstydzony swoją niewiedzą kupiłem (200 zł) pięknie wydany album wystawy. To porządna dawka wiedzy o Bolesławie Biegasie okraszona dobrej jakości reprodukcjami dzieł eksponowanych na wystawie.

PS. Kolejna dedykowana konkretnemu artyście wystawa w Villi la Fleur będzie poświęcona Meli Muter. O jej biografii pisałem TU 

czwartek, 19 lutego 2026

"Wichrowe wzgórza" (Wuthering Heights), reż. Emerald Fennell, USA, GB 2026, film, w kinach

"Wichrowe wzgórza" (Wuthering Heights), reż. Emerald Fennell, USA, GB 2026, film, w kinach

Byłem, widziałem, wyszedłem więcej niż rozczarowany. Oceniam film na 3/10 w skali filmweb, czyli "słaby". Przez chwilę zastanawiałem się nad deczko wyższą notą - 4 (ujdzie), ale pomyślałem, że owo "ujdzie" mogłoby jednak zachęcać do obejrzenia filmu. W moim przekonaniu ocena "słaby" jednoznacznie wskazuje, że nie warto poświęcać ponad 2h na obejrzenie czegoś, co jest moim zdaniem ewidentną fuszerką.

Nie jestem obyty w "romansowym" gatunku. Nie czytałem "Wichrowych wzgórz" i raczej nie przeczytam. Nie mam pojęcia na ile ten film jest wierną, lub nie, ekranizacją książki. Moje zastrzeżenia i niska ocena filmu wynika z istoty dokonania jakim jest film rozumiany jako finalny produkt, na który składają się: zdjęcia, scenografia, aktorzy/ich gra, muzyka, fabuła itp., i jego, filmu, działanie na moje emocje.

Nie, to nie jest tak, że film mnie nie poruszył!  Przeciwnie! Były w nim sceny, które mocno mnie rozbawiły, chociaż nie były zapewne pomyślane jako zabawne. Gdy jeden z kadrów przywołał (u mnie) scenę z "Fatalnego zauroczenia", tę, w której Glenn Close wynurza się z wanny, nie mogłem wrócić do "normalnego" oglądania. Wyobraźnia zaczęła podsuwać mi pomysły w wyniku których "Wichrowe Wzgórza" z melodramatu stają się jego parodią ciążąc w kierunku parodii erotycznego thrillera... 

Nie, to nie efekt mojej chorej/bujnej wyobraźni. Przyczyną jest niebezpieczne naruszanie przez twórców filmu granicy pomiędzy sztuką a kiczem, w rezultacie czego "Wichrowe Wzgórza" mogą być odebrane jako pastisz, a przy drobnych modyfikacjach łatwo mogą stać się parodią gatunku.

Film jest zrealizowany w estetyce południowo-amerykańskich telenowel. Dotyczy to zwłaszcza warstwy wizualnej: scenografii, zdjęć/ich kadrowania. Baśniowo-nierealny klimat potęgowany jest nadmiernym użyciem technik komputerowych. Postprodukcja widoczna jest praktycznie wszędzie. Kreowanie baśniowej rzeczywistości jest drażniące od nieomal pierwszych kadrów. Im dalej w film, tym bardziej przeszkadzało mi to w podążaniu za głównym wątkiem jakim jest jak sądzę splot miłości i nienawiści, bezkompromisowy romans prowadzący do druzgocącej tragedii. Klasa aktorów, chociaż lepsza niż w telenowelach nie dorównuje kunsztowi prezentowanemu przez przywołaną wcześniej Glenn Close i  Michaela Douglasa. Skojarzenie z typowym dla produkcji telenowel motywem "kopciuszka" wmanewrowanego w namiętną, nieprawdopodobną miłość pogłębiany jest sztampową grą aktorów...

Na pocieszenie inwestorów, którzy sfinansowali "Wichrowe Wzgórza" informuje, że widzę szansę na wycofanie wkładu, być może nawet na zysk. Należy bezzwłocznie oddać to "dzieło" w ręce panów (o ile jeszcze żyją) z Latającego Cyrku Monty Pythona, którzy po drobnych modyfikacjach są w stanie zrobić z niego gatunkową super parodię. Jeśli będą chcieli wykorzystać mój "fatalnozauroczeniowy" pomysł - proszę bardzo - free-of-charge.

Po seansie, gdy rozglądałem się po sali sprawdzając, czy wszystkim, podobnie ja mnie śmieją się pysie, dostrzegłem jedną zapłakaną nastolatkę. Spłakała się ze śmiechu, czy z żalu nad losem kochanków?  Nie spytałem... :)

poniedziałek, 16 lutego 2026

"Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej", aut. Grzegorz Kucharczyk, PL 2025, książka

"Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej", aut. Grzegorz Kucharczyk, PL 2025, książka

Bezpośrednim impulsem do kupienia i przeczytania książki była znakomita rozmowa Bogdana Rymanowskiego z prof. Grzegorzem Kucharczykiem (TU). Rozmowa trwa blisko 1,5h, ale zapewniam, jest warta wysłuchania. 

To, że zrozumienie otaczającej nas rzeczywistości nie jest proste, jest truizmem. Podobnie oczywistą oczywistością, jest to, że rozumieniu sprzyja wiedza. Ta zaś powinna pochodzić z możliwie wielu niezależnych źródeł. Droga na skróty w postaci czytania prasowych komentarzy, słuchaniu wypowiedzi pseudo fachowców i nie-daj-boże polityków, to droga donikąd. Praktycznie jedynym sposobem jest czytanie stricte naukowych publikacji, które opisując problem/zagadnienie bazują na dokumentach źródłowych, do których odnośniki znajdują się w danej publikacji. W ten sposób, jeśli taka jest wola czytelnika, można samemu usiłować sięgnąć do źródeł weryfikując rzetelność autora publikacji. Jest oczywiście jeszcze jedna droga, żmudna i czasochłonna - własne studia nad danym tematem... 

Szkolne lekcje historii nie są studiami :) Poza tym nie byłem wówczas specjalnie zainteresowany zdobywaniem wiedzy historycznej dotyczącej Polski. Zdecydowanie bardziej interesowała mnie historia starożytna. Myślę, że większość moich rówieśników czasy rozbiorów Polski, w części zaboru pruskiego, pamięta jako terminy-hasła: wóz Drzymały, szkolny bunt dzieciaków we Wrześni, Hakata, Bismarck, a jako rezultat - brutalna germanizacja. Niewiele...

Zbyt mało, żeby zrozumieć źródła delikatnie mówiąc organicznej niechęci z jaką Prusacy/Niemcy traktowali wówczas Polaków. To, że my do naszych zachodnich sąsiadów mamy duuuży dystans jest w pełni zrozumiałe. Wystarczy przywołać ostatnią wojnę. Ale skąd się wzięły tytułowe: histeria, pogarda i otwarty, nienawistny niemiecki antypolonizm? Żeby TO zrozumieć trzeba przeczytać "Histerię i pogardę..." 

To nie jest książka łatwa. Wymaga skupienia. Jest w niej całe mnóstwo cytatów, odniesień, dat, nazwisk, faktów, które wypada spokojnie przetrawić, poukładać sobie w głowie. Praktycznie jest to rzetelna praca naukowa obrazująca wielowiekowy, ze szczególnym uwzględnieniem okresu Republiki Weimarskiej (1918-1933) pruski/niemiecki sposób myślenia, wychowania, edukacji, działań, w efekcie których wybuchła II Woja Światowa niosąca ponowną próbą anihilacji Polaków i polskiej państwowości. 

"Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej" otwiera oczy, pozwala zrozumieć mechanizm procesów powodujących niemieckie bestialstwo w okupowanej w czasie II Wojny Światowej Polsce. W moim przekonaniu jest bazą do rozumienia obecnych relacji na linii Niemcy - Polska. Rzeczą oczywistą jest, że czytając tę publikację zadajemy sobie pytanie czy i na ile Niemcy strząsnęli z siebie potrzebę hegemonii, teutońską butę, lekceważący, żeby nie użyć słowa pogardliwy stosunek do innych niż niemiecka nacji, skąd się biorą w niemieckim Bundestagu politycy pokroju Eriki Steinbach i jaki jest wpływ Niemieckich Stowarzyszeń Ziomkowskich na zawartość współczesnych niemieckich podręczników do historii. Polsko-Niemiecka historia nie jest łatwa. Tym bardziej wymaga tego, co określane jest "stanięciem w prawdzie"...

Ta książka zmusza do zadumy. Wiedza wyniesiona z jej lektury wyostrza widzenie. Porządkuje (u mnie) zdarzenia/zaszłości na osi czasu, gdzie Bismarck, wóz Drzymały, szkoła we Wrześni, Hakata nadal mają swoje miejsce, ale teraz, po lekturze, pośród wielu innych faktów, o których nie uczono na lekcjach historii. 

Nie sądzę, żeby książka wymagała specjalnej rekomendacji. Rozmowę na YT obejrzało blisko 0,5 mln osób, a ponad 2,5 tys. umieściło komentarze. Ale na wszelki wypadek zachęcam do przeczytania "Histerii i pogardy...". Rozmowa z prof. Grzegorzem Kucharczykiem, chociaż szalenie ciekawa niech będzie tylko teaserem :)

Kim jest prof. Grzegorz Kucharczyk >>> TU

piątek, 13 lutego 2026

"Demon z samotnej wyspy", aut. Ranpo Edogawa, Japonia 1929, PL 2024, książka

"Demon z samotnej wyspy", aut. Ranpo Edogawa, Japonia 1929, PL 2024, książka

Ten tytuł był bodaj radiową rekomendacją. Niezobowiązująca, wakacyjna lektura. Ciekawa bo rzecz japońska, kryminał. Niewiele myśląc kupiłem książkę - planowałem wyjazd, miała być "jak znalazł". Wyraźnie jednak rekomendacja doleciała do mnie w formie szczątkowej, gdyż dopiero w czasie czytania informacji na skrzydełkach dotarło do mnie, że autor żył, był, tworzył w latach 1894-1965... Do tego jako prekursor nowoczesnego japońskiego kryminału inspirował się twórczością Arthura Conana Doyle'a oraz Edgara Allana Poe...

Jednym słowem już na wstępie wyglądało, że będzie to coś zupełnie innego niż współczesne kryminały w stylu np. Jo Nesbo czy Stiega Larssona. Trudno...

Początek był oj(!) ciężki. Męczył mnie styl narracji, której autorem jest główny bohater. Powtarzanie, że czytelnikowi będzie oszczędzony szerszy opis osoby/sytuacji wraz z obietnicą powrotu do tego wątku w dalszej części tekstu okazało się być nieznośna (dla mnie) manierą. Nierealna atmosfera, kreślone grubą kreską psychologiczne portrety bohaterów powieści, słabo prowadzony wątek sensacyjny, to w moim odczuciu główne grzechy "Demona...". Jednak brnąc mozolnie przez kolejne strony (z 317-stu) powoli zacząłem interesować się rozwiązaniem zagadki. Przywykłem także do XIX-sto wiecznego stylu wziętego wprost z dorobku E. A. Poe. Dobrnąłem do końca ciesząc się, że udało mi się zrealizować wyzwanie jakim była lektura "Demona..." Książka jest ewidentnie skierowana do fanów opowieści grozy w stylu E. A. Poe. Jego opowiadania czytałem jako nastolatek. Nigdy mnie nie urzekły. Być może teraz, gdy z perspektywy czasu potraktuje się tę literaturę jako zapis czasu, ciekawostkę, świadectwo ówczesnych fascynacji, lektura staje łatwiejsza. 

Jeśli już sięgniecie po "Demona..." przeczytajcie koniecznie "Posłowie" autorstwa tłumacza "Demona..." Andrzeja  Świrkowskiego. To ważny i ciekawy tekst osadzający twórczość Ranpo Edogawy w realiach kultury japońskiej z szalenie intrygującymi odniesieniami do pogmatwanego świata shogunów, teratrów kabuki, zmieniającej się w czasie japońskiej obyczajowości. Z mojego punktu widzenia "Posłowie" było najciekawszym "rozdziałem" książki :) Poszerzyło moją nikłą wiedzę o kraju samurajów, który z przytupem wtargnął do naszych domów za sprawą serialu "Szogun" z 1980 roku (PL emisja TVP w 1985) z niezapomnianymi rolami Richarda Chamberlaina i Toshiro Mifune. 

poniedziałek, 26 stycznia 2026

"Sny o pociągach" (Train Dreams), reż. Clint Bentley, USA, 2025, Netflix, film

"Sny o pociągach" (Train Dreams), reż. Clint Bentley, USA, 2025, Netflix, film

Widziałem ten film około 2 tyg. temu. W mroźny wieczór dosiadłem ergometru i powodowany zasłyszanymi w radiu oszczędnymi, ale pozytywnymi opiniami postanowiłem, że w wiosłowaniu towarzyszyć mi będzie właśnie ten film. Mam go do dzisiaj w głowie. Wraca do mnie, skłania do zadumy. Zadziwiające jak prosta, oczywista wręcz historia zapada w pamięć, zmusza do tego, żeby o niej napisać.

"Sny o pociągach" są filmową balladą o przeciętnym mężczyźnie, któremu los wyznaczył rolę drwala - budowniczego kolei, żyjącego swoje proste, szlachetne życie, gdzieś w głębi Ameryki, wśród wspaniałej, dziewiczej przyrody. Bohater filmu jest archetypem budowniczego-pioniera, który wraz z każdym kilometrem torów wnika w głąb Nieznanego, który budując swój swój dom, zakładając rodzinę, pozwala sobie na marzenia o troszkę lepszym, łatwiejszym życiu, stabilnej pracy pozwalającej mu na częstsze przebywanie z najbliższymi. Tylko tyle i aż tyle... 

Ta opowieść toczy się niespiesznie w tempie spokojnej, epickiej narracji z offu. Słowa, które padają w filmie, których nie ma zbyt wiele są wypowiadane z rozwagą, szacunkiem dla uwolnionej myśli, która zanim została wyartykułowana była głęboko przemyślana. Historia drwala opowiadana jest także, może przede wszystkim obrazem, następującymi po sobie porami roku, w naturalnym, odwiecznym rytmie dnia zastępowanego przez noc, jesieni po której nieuchronnie przychodzi zima. Drwal-bohater filmu chociaż wraz ze swoją siekierą jest intruzem, chce i potrafi funkcjonować pośród Natury. Rozumie jej rytm, chce respektować jej prawa. Opowieść niespiesznie pulsuje zmuszając do zadumy nad sensem istnienia, przemijaniem, potrzebą ludzkiej obecności tu i teraz, przewrotnością przypadku, znaczeniem obietnic, siłą uczuć, rolą wyznaczaną jemu/nam przez życie, jej wypełnieniem. Jednym słowem rzecz z przechyłem egzystencjalnym, ale bez koturnów, zadęć i odlotów.

Podobał mi się ten film także dzięki kreującemu główną rolę Joelowi Edgertonowi, którego widziałem jakiś czas temu w mocno przeciętnym filmie "Dobry Ogrodnik" (Master Gardener). W "Sny o pociągach" jest znakomity. 

Daję "Snom o pociągach" 8/10 w skali filmweb - "bardzo dobry" i mając świadomość, że ten rodzaj kina nie każdemu odpowiada polecam go jednak wszystkim. Zimowy, mroźny wieczór, kubek gorącej herbaty, ciepły pled, ewentualne, jednoosobowe, wyciszone towarzystwo będą idealne do właściwego odbioru  tego filmu :)