wtorek, 20 stycznia 2026

Chopok - impresje, styczeń 2026, narciarskie

Chopok - impresje, styczeń 2026, narciarskie

I jak tu nie lubić
Słowaków :)
Praktycznie "od zawsze" (II poł. lat 70-tych), gdy wyjeżdżałem na narty, gdzieś, ktoś opowiadał, że na Chopoku jest super, że lepiej niż w Polsce. Wówczas, kiedy częstym kierunkiem narciarskich wyjazdów była Szklarska Poręba, lub Szczyrk, obydwie miejscówki z tasiemcowymi kolejkami, opowieści o Chopoku, jego zaletach brzmiały jak bajki o żelaznym wilku. Wkrótce zmienił się kierunek moich narciarskich eskapad. Druga połowa lat 80-tych przyniosła możliwości wyjazdu do Austrii. Jeszcze istniały granice, jeszcze nie było to proste, ale celem wyjazdów moich znajomych i moim stały się najlepsze austriackie miejscówki narciarskie. Wówczas, gdy ktoś opowiadał o walorach Chopoka zawsze padało pytanie o punkt odniesienia w ocenie jakości infrastruktury narciarskiej. Zwykle okazywało się, że nadal były to: Zakopane, Szklarska Pręba, Szczyrk... Tych. którzy jeździli do Austrii było niewielu. Siłą rzeczy Chopok sobie był, a moi zanjomi i ja ujeżdżaliśmy stoki alpejskie. Kto raz zasmakował jazdy na lodowcach (Tux), na trasach Schladming, Flachau, Saalbach itp. nie chciał ryzykować, jechać na Chopok, żeby przekonać się, że to Austria rządzi, a obok niej Włochy, Francja, Szwajcaria. Ten stan rzeczy, czyli ignorowanie najważniejszego słowackiego ośrodka narciarskiego trawał aż do stycznia 2026...
Toalety, czyste w bardzo przyzwoitym stanie. Dobrze jest
rozpoznać ich położenie, gdyż wcale nie jest oczywiste,
że są ulokowane w obrębie dolnych stacji wyciągów.

Znajomi mający doświadczenie jazdy w alpejskich ośrodkach zaczęli jeździć na Chopok. Dzieląc się pozytywnymi opiniami byli na tyle przekonywujący, że postanowiliśmy z kolegą (Malina) i jego 11-sto letnim synem (Antek) wybrać się w pierwszej połowie stycznia na Słowację, żeby osobiście skontrolować stan tras/infrastruktury narciarskiej. Założenie było proste: jedziemy na kilka dni traktując wyjazd jako rodzaj rekonesansu oraz rozruchu przed zbliżającym się wyjazdem w Alpy.

Chopok południowa strona, godz. 13:35. Dolna stacja gondoli
Krupova-Kosodrevina. Z lewej bar apres-ski. Tutaj grzaniec
słabej jakości, a z prawej food-truck dość popularny
wśród narciarzy.

Nie było nadmiaru śniegu. W trakcie naszego pobytu dopadało i większość tras była czynna, dobrze przygotowana. Sezon ruszył wraz ze Świętami Bożego Narodzenia, a jego pik trwał do Święta Trzech Króli. 

Nie mam zastrzeżeń jeśli chodzi o jakość tras, wyciągów, knajpek, toalet, apartamentu. To wszystko jest na przyzwoitym, średnim, europejskim poziomie. Specyfika miejsca (od północy jedna droga) powoduje, że dojazd/powrót pod Chopok nie jest łatwy i prosty. Żeby dotrzeć pod wyciągi (Biela Put) o rozsądnej godzinie trzeba ruszyć w górę przed 8:00. To gwarantuje wczesny dojazd i wyjazd na górę jedną z pierwszych gondol/krzeseł, które ruszają o 8:30. Wyciągi są czynne do 15:30. Szybko zapada zmrok i gęstnieje tłum chętnych do powrotu na kwaterę ski-busem. Sceny przepychających się do autobusu narciarzy nie były zbyt budujące. Zdecydowaliśmy się na dojazd samochodem. To gwarantowało szybki, sprawny dojazd/powrót, w miejsce stania w tłumie oczekujących na ski-bus, wpychania się do jego wnętrza. W okresie świątecznego piku /w weekend narciarzy było bardzo dużo. Kolejki do wyciągów wyglądały źle. Brak tzw. "cielętników", czyli "labiryntów" porządkujących kolejkę powodował, że do bramek ustawiał się spory, zbity tłumek niecierpliwych chętnych. Mój próg bólu długości stania w kolejce to max 15 min. No dobra. Może 20 min., ale to ostateczna granica.  Dlatego niezbędne jest wypracowanie sobie optymalnego rozwiązania, wybór takich tras i takich wyciągów, które pozwalają na jazdę z zerowym czasem oczekiwania na wejście do gondoli/krzesełka. (O metodach tzw. aktywnego stania w kolejce nie będę pisał. Nie ma się czym chwalić. W każdym razie, gdy wszyscy karnie stoją w kolejce, a ty się wpychasz, to jesteś cham, natomiast gdy 70% kolejkowiczów się wpycha, a ty stoisz biernie, to jesteś frajer :))  Mój wybór padł na południowy stok Chopoka. Nie dość, że w sposób oczywisty na południowym stoku jest lepsze światło, to ta strona góry oferowała najlepsze, odpowiednio długie trasy czarne i czerwone. Jeździło tam mniej ludzi z racji trudniejszych tras i silniejszego (głównie na szczycie) wiatru. Moją ulubioną kombinacją tras była czarna 33a przechodząca w czerwoną 33. W sumie blisko 5 km. jazdy. Wyjazd na górę gondolą, która miała szybkie wejście dla singli. Mój plan na narciarski dzień był prosty: możliwie najszybszy wjazd na Chopok i jazda na jego południowym stoku, aż do przerwy na posiłek około 13:00. W tym czasie wszystkie ewentualne korki/spiętrzenia ulegały samolikwidacji. Towarzystwo rozjeżdżało się na różne wyciągi i do godziny 15:30, czyli zamknięcia wyciągów wszędzie dało się jeździć bez kolejek.

Biela Put, 8:15 a.m. Widok z północnej strony na Chopok.
Jeszcze cicho i sennie, ale za 30 min. będzie się działo.

Nie wszystko było idealne :(

Rzeczą, która mocno mnie drażniła była zdecydowanie zbyt głośna muzyka w okolicach barów oraz jej jakość... Grali głównie coś co było rodzajem muzyki klubowej. Łupu cupu, mocno wyeksponowany bit i moc na maksa... 

Brakowało mi także dużych zegarów pozwalających na łatwe, bieżące kontrolowanie czasu przejazdów. To istotne, gdy powrót do miejsca startu wymaga przejazdu kilkoma wyciągami.

Reszta, o czym już pisałem, na przyzwoitym europejskim poziomie. Ceny też...

Parkowanie samochodu/cały dzień - 20 EUR.

Wynajęcie ski-boxu/doba - 10 EUR.

Grzane wino (różna jakość w różnych miejscach) - średnio 4,50 EUR. (Najlepsze w jadłodajni pod dużym białym namiotem w Biela Put)

Innych cen niestety nie pamiętam. Malina organizował całość, czuwał nad terminowością i poprawnością wpłat. Płatności były rozciągnięte w czasie, zaliczki, dopłaty itp. Wydaje mi się jednak, że koszt apartamentu był poniżej cen w np. Schladming. Ceny ski-passa zupełnie nie pamiętam. Wszystko oczywiście jest w necie.

Biela Put, 10:50 , widok  na Chopok z północnej strony.
Po prawej widoczny biały dach namiotu-baru. To tu dają niezłe
grzane wino. Poza tym można coś zjeść, w tym frytki, które są
serwowane bardzo sprawnie. 
Dla jadących na Chopok pierwszy raz (i gdziekolwiek indziej także) najbardziej istotne jest rozpoznanie terenu :) Dobrze jest wyjechać z W-wy rano, dojechać na miejsce za dnia. Obejrzeć miejscówkę z której będzie się stratowało (dla nas była to Biela Put), zorientować się, gdzie są boxy do przechowywania nart (to ma sens zwłaszcza jeśli dojeżdża się ski-busem), wnieść opłaty, nauczyć się jak działa system ski-passów (gopassów) i zaplanować kolejny dzień. Dobrze jest pogadać z obsługą, żeby dowiedzieć się o reguły gry dotyczące parkowania samochodu. Słowacy, tak jak większość nacji są uprzejmi, gdy traktuje się ich uprzejmie, z uśmiechem. W większości, zwłaszcza starsi wiekiem nie mówią po angielsku, ale bez większych problemów można się dogadać po polsko-słowacku :) Słowacka młodzież zatrudniona w obsłudze rozumie i mówi po angielsku. W większości są bardzo zaangażowani. Odniosłem wrażenie, że tip nie jest na Słowacji (od Słowaka) oczywisty, więc każdy ekstra pieniążek przyjmowany jest z uśmiechem i wdzięcznością. 
Chopok południowa strona, godz. 13:15

Polaków jest całe mnóstwo. To drugi obok słowackiego język na stoku. Inne nacje też są obecne, np. Węgrzy, Rumuni, ale my, jako goście, dominujemy

Wszystko wskazuje na to, że wrócimy tam w przyszłym roku. Wa-wa - Chopok to 500 km. Syn Maliny - Antek, miał swoje ulubione czerwone trasy po północnej stronie Chopoka. Znalazł sobie kilka hopek, żlebów obok nartostrady i znakomicie się bawił jeżdżąc swoje, po swojemu. Dzieciakom niewiele trzeba do szczęścia. Nie muszą i zwykle nie chcą jeździć po trudnych, często wylodzonych trasach (33a). W Polsce nie ma takiego, jak Chopok miejsca. Białka Tatrzańska pretendująca do miana najlepszej stacji narciarskiej w Polsce nie może konkurować z Chopokiem. Ta góra ma nieznacznie ponad 2 tys. m.p.m.,(tyle co np. austriackie Planai) podczas kiedy Kotelnica Tatrzańska niecałe 1 tys. Nieporównywalna na korzyść Chopoka jest długość tras, ich atrakcyjność. Słowacy traktują ten biznes b. poważnie. Turystyka to "czysty" pieniądz zatrudniający mnóstwo ludzi. Chopok stał się (może zawsze był) miejscem wartym odwiedzenia.

"Bob Marley: One Love", reż. Reinaldo Marcus Green, USA 2025, film, Netflix

"Bob Marley: One Love", reż. Reinaldo Marcus Green, USA 2025, film, Netflix

Pogoda jaka jest każdy widzi. Szybko zapada zmrok, wraz z jego nadejściem spada temperatura. Wczoraj około 20:30 było minus 12 st. Wybrałem więc bezmiar oceanu, wiosłową łódź, ekran monitora, a na nim film o Bobie Marleyu. Jakiś czas temu, także na Netflix widziałem inny reggae-film o Bobie: "Kto strzelał do Boba Marleya". To film dokumentalny. Moim zdaniem zdecydowanie  lepszy od "Bob Marley: One Love", który jest fabularnym filmem biograficznym. W jego powstanie jak wynika z napisów końcowych zaangażowana była cała, dość liczna rodzina B. Marleya. W efekcie wizerunek ikony reggae jest mocno wyidealizowany, praktycznie bez skaz, jak dla mnie nazbyt poprawny, nieomal bez zarzutu. Stawka aktorów to na moje oko 3-cia liga. Historia, którą opowiada film zna prawie każdy, kto lubi ten gatunek muzyki. Zero nowych informacji. Całość gładka, lekkostrawna, przyjemna poza jednym oczywistym zgrzytem - śmierć Boba Marleya w wieku 36 lat... Do pewnego stopnia stało się to na jego życzenie. Nie podjął walki z nowotworem skóry, który prawdopodobnie uaktywnił się w wyniku przypadkowej, piłkarskiej kontuzji. "Bob Marely: One Love" zasługuje moim zdaniem na max. 4/10 w skali filmweb, czyli ujdzie. Jeśli kogoś z Was interesuje postać niekwestionowanej ikony reggae zdecydowanie lepiej jest obejrzeć dokument "Kto strzelał do Boba Marleya", który zasługuje na 5, czyli "średni" w sakli filmweb.

sobota, 17 stycznia 2026

Zima? Czyma // Trzyma**; sobota 2026.01.17, narciarskie


Zima? Czyma // Trzyma**; sobota 2026.01.17, narciarskie

 

8:25, temp. około minus 11 st. Foto niżej - 9:34, pewnie ździebło cieplej.
W taki ranek nie ma co dumać! Gorące kakao, coś lekkiego na ząb,
do termosu gorąca woda z plasterkiem limonki, narty i w las. Im wcześniej
się wyjdzie, tym lepiej. Zero ludzi, skrzypienie śniegu pod nartami
i zero innych dźwięków. Wychodząc na biegówki nie biorę słuchawek,
nie słucham niczego poza dźwiękami natury. Zima potrafi być fajna :)

** w zależności od tego kto czyta niepotrzebne skreślić, lub pominąć, czyli:
Krakusy i okolice skreślają "trzyma", a Warszawiaki wraz z przyległościami
ignorują "czyma" :)


niedziela, 11 stycznia 2026

Zima. Była, poszła i wróciła; niedziela 2026.01.11, narciarskie

 Zima. Była, poszła i wróciła; niedziela 2026.01.11, narciarskie

Godz. 8:30, temp. około - 4 st. Chwilę temu wróciłem ze Słowacji,
gdzie ujeżdżałem na nartach zjazdowych popularną wśród Polaków
miejscówkę - Chopok. A tu, w domu, proszę, zima wręcz syberyjska
z temperaturami - 16 st. i śniegiem w ilości wystarczającej pod
nartę biegową. Wieczorem przesmarowałem narty śladowe (to rodzaj
nart biegowych dedykowanych do poruszania się w terenie, z tzw. 
"łuską") , a rano ruszyłem w las...




... z zamiarem zrobienia dwóch rund o łącznej długości około 10 km. 
Pierwsze wyjście na biegówki, tempo rozrywkowe, bez zaginania się.
Po zakończeniu pierwszego okrążenia, mała przerwa na picie, fizjologię
i przypadkowe spotkanie z kolegami, którzy właśnie wyszli na narty...
W rezultacie zamiast 10 km przebiegłem jak widać kilometrów 16.
Tempo może nie zachwycające, ale i tak wyższe od moich porannych
założeń, gdy miałem biegać solo...
Się ujechałem :)  

środa, 31 grudnia 2025

Zima była, poszla i wróciła, środa 2025.12.31

 Zima była, poszła i wróciła, środa 2025.12.31

Godz. 7:30, temp. około minus 3 st. Wystarczy położyć się spać
i proszę co się dzieje. Niby jest ładnie, biało, zimowo, śnieżnie
i świątecznie... wówczas przypomina się "Zenek blues" Andrzeja
Rosiewicza:
...Noc, całą noc dzisiaj zdrowo padało,
pierwszy zimowy spadł śnieg
i zasypało mie wszystko na biało,
spadł, zdrajca, nocą i cicho legł.
Kiedy nad ranem tak smacznie sie spało,
spaść musiał ten biały drań...



Marek Stokowski - przegląd dokonań - link do shorta

Marek Stokowski - przegląd dokonań - link do shorta

Marek Stokowski (z lewej) wraz z sekretarzem 
Kapituły Nagrody Stanisławem Michalkiewiczem
Koniec roku, zwłaszcza jego ostatni dzień, to znakomity moment na podsumowanie tego "co już" i szybki skok/zaduma w to "co będzie". Prawdą jest, że przyszłość jest trudna do przewidzenia, ale podstawą prawidłowego planowania jest rzetelny bilans tego co było, w tym przypadku bilans "Czy znam wszystkie książki Marka Stokowskiego?" :)

W celu ułatwienia tej żmudnej roboty Marek umieścił w necie stosowny filmik na który mówią "short", aby w zwięzłej formie zilustrować swój twórczy, literacki byt, który jak wiecie doprowadził go jednej z ważniejszych nagród literackich w Polsce (są tacy, którzy upierają się, że najważniejszej) - nagrody literackiej im. J. Mackiewicza za rok 2025 za książkę "Lotnicho".

https://photos.app.goo.gl/5B4mQwy17awGQKf3A

Ja zrobiłem podsumowanie i wyszło mi, że znam wszystkie tytuły wymienione w shorcie, ale nie czytałem: "Błazna" i "Lasu pełnego przygód". "Las...." jest książką dla dzieci. Natomiast "Błazna" wpisuję na listę poszukiwań. Nakład jest wyczerpany i o ile mi wiadomo nie było wznowień.

Przy okazji muszę zaznaczyć, że książki ujęte w shorcie nie są jedynymi książkami napisanymi przez Marka Stokowskiego. Marek, jako wieloletni pracownik Zamku Malborskiego napisał samodzielnie, lub jako współautor kilka książek traktujących o Malborku, Krzyżakach i Średniowieczu. To pozycje stricte edukacyjne, ale zapewniam, że te, pisane dla młodego obiorcy (np. "Krzyżacy, ich państwo i zamki") są dobrą lekturą uzupełniającą na poziomie końcowych klas szkoły podstawowej (czytali moi synowie, brylowali jako spece od Krzyżaków w swoich szkołach). Pełną listę znajdziedzie w Wiki >>>> Marek Stokowski – Wikipedia, wolna encyklopedia

niedziela, 28 grudnia 2025

Pasym/jezioro Kalwa, lato 2025; sierpień 2025.

Pasym/jezioro Kalwa, lato 2025; sierpień 2025. 

Nie! W pierwszym planie kamper znajomych. Tak! Mój skromny
bałaganik w głębi z lewej :) 
Koniec roku 2025 to niezły moment na wspomnienie lata. Pogoda za oknem chociaż całkiem przyzwoita, czyli pozwalająca  na jazdę na rowerze, z racji temperatur (2 dni temu było minus 12-13 st.), skłania do myślenia o krótkich spodniach, wodzie w stanie płynnym, leniwym czytani na leżaku w świetle zachodzącego słońca...

Sklepienie kryształowe. Pod takim sklepieniem
mieszkał M. Kopernik. To jeden z niewielu
przykładów oryginalnego, świetnie zachowanego
zabytku tego typu w Polsce.
Pasym położony nad jeziorem Kalwa to stały kierunek moich sierpniowych wypadów. Tym razem była to opcja kempingowa - obozowanie na brzegu jeziora na wspaniale położonym półwyspie, którego część należy do mojego kolegi. Świetna miejscówka, wielu znajomych, duży teren, jezioro z zakazem używania silników spalinowych, wspaniałe lasy, a w nich mnóstwo niewielkich, czystych jezior. Jednym słowem bliskie ideału miejsce na spędzenie kilku letnich dni.

Tym razem jednak poza jazdą na rowerze, pływaniem na desce itp. postanowiłem zrealizować plan z którym od dawna się nosiłem - odwiedzić/zwiedzić Zamek w Olsztynie. Z Pasymia do Olsztyna jest około 40 km. Od dawna dręczyło mnie to, że będąc wielokrotnie w Pasymiu nie znalazłem czasu na zwiedzenie tego obiektu. O Zamku wiedziałem niewiele. Szybko, już w trakcie dzwonienia do Zamku w celu zamówienia przewodnika okazało się, że moja wiedza jest praktycznie zerowa... Uprzejma pani, z którą ustalałem czas i datę zwiedzania zwróciła mi uwagę, że "zamek NIE JEST krzyżacki", a szczegóły dot. jego właścicieli, dodała, poznam w czasie zwiedzania... TO spadło na mnie jak grom z nieba: nie wszystko co gotyckie, ceglane, czerwone, położone na Warmii/Mazurach było/należało do Krzyżaków... Oczywiście, rzeczywiście szczegóły poznałem parę dni później, gdy z grupą łaknących wiedzy znajomych pojechaliśmy na zwiedzanie. Krzyżacy nie mieli nic wspólnego z Zamkiem, poza tym, że w czasie wojen polsko-krzyżackich w XV w. był przez nich oblegany. Zdarzało się także, że na polecenie Watykanu Krzyżacy byli administratorami Zamku, bo zamek był siedzibą Kapituły Warmińskiej, jego właścicielem był Kościół, który wyznaczał zarządców Zamku. Przyznam, że byłem porażony moją ignorancją. Na szczęście dobrze pamiętałem, że to właśnie na tym Zamku niejaki Mikołaj Kopernik "wstrzymał słońce, ruszył ziemię", chociaż dalsza część rymowanki: "polskie wydało go plemię" nie jest już taka oczywista... Jedna wycieczka, jedno zwiedzanie - dwa potężne ciosy! 

Edward Dwurnik. Fantazja.
Niebywale płodny, kontrowersyjny.
E. Dwurnik
W każdym razie jeśli będziecie w okolicy Olsztyna warto wpaść na zwiedzanie Zamku. Koniecznie z przewodnikiem. Tutaj rada. Dzwoniąc, zamawiając dzień/godzinę warto się upewnić 2x, czy pani u której zamawia się przewodnika, właściwie zapisała datę/godzinę rezerwacji. Miałem pewne problemy z wyegzekwowaniem usługi, bo "ktoś, coś, pomylił, źle zapisał". Na szczęście byłem wystarczająco asertywny, aby wycieczka, pomijając początkowy zgrzyt, przebiegła bez zakłóceń. 

Witkacy. Byłem zaskoczony tą
wystawą. Znakomity, luzacki
styl.

Poza stałą wystawą dotyczącą głównie Mikołaja Kopernika, pomieszczenia zamkowe, goszczą także wystawy okresowe. Mieliśmy przyjemność podziwiać desusy i inne takie na wystawie "W damskiej gotowalni. Akcesoria toaletowe z XIX i XX w.", patrzeć w oczy niezłomnemu Hansowi Klossowi uwiecznionemu na fotosach wystawy "Olsztyn filmowy", podziwiać obrazy na wystawach "Bijatyki, wojny, spory. Edward Dwurnik. Malarstwo" i "Polskie malarstwo portretowe" ze znaczącą reprezentacją dzieł Witkacego" zagłębić się w tajniki lokalnego zielarstwa "Z ludowego zielnika. Rośliny w kuchni, medycynie i wierzeniach Warmii i Mazur" i zwiedzić "Wnętrza stylowe - od baroku do secesji". Zamawiając przewodnika, ustalając termin wycieczki nie miałem pojęcia, że tych wystaw jest tak wiele, że są tak zaskakująco różne. Jednak tym, co wzbudziło mój największy zachwyt była trzeszcząca podłoga krużganku, który był pierwszym przystankiem trasy "śladami M. Kopernika". Zapewniam Was! Nic tak nie trzeszczy jak TA podłoga. Pewną namiastką, przygotowaniem na ten oszałamiający spektakl trzasków są prowadzące na krużganek schody. Już one radośnie i głośno potrzaskiwały. A potem... istna orgia. Usiłowaliśmy wysłyszeć opowieść przewodnika o sposobie w jaki M. Kopernik śledził wysokość słońca w różnych porach roku/godzinach, ale było to praktycznie niemożliwe. Każdy przechodzący-zwiedzający wydobywał z podłogi niebywale głośną kaskadę trzasków, skrzypów, tąpnięć, jęków, westchnień. Oczywiście zadałem pytanie, czy TA podłoga jest oryginalna, a jej trzeszczenie jest dziedzictwem kulturowym wpisanym na listę UNESCO, co powoduje, że nie jest wymieniana. Przewodnik nie znał odpowiedzi... Potem już nie trzeszczało, a zwiedzenie całości zajęło nam około 3-4 godz.

Ogródek kawiarni The White Bear Coffee .
Starówka w Olsztynie to miejsce zadbane. Może
razić nadmiar "betonu", brak zieleni. To jednak 
nieomal centralny punkt Starówki. Dosłownie
kilkaset metrów dalej Zamek, a obok amfiteatr 
i rzeka Łyna. Tam zieleni i cienia zdecydowanie
więcej. 

Olsztyńska starówka, to w sezonie letnim, miejsce spacerów wielu turystów. Jest kolorowo, tłumnie. Jednak wakacyjna atmosfera, zadbane otocznie, skłania do odwiedzenia jednej z wielu knajpek. Wybraliśmy losowo ogródek pizzerii "San Giovanni" (H. Kołłątaja 19) głównie dlatego, że spodobał mi się refleks chłopaka-kelnera, który na moją zaczepkę, sugerującą, że "o tej porze [było około 16:00-17:00] to pewnie pizzeria oferuje wszystko z 50-cio procentowym rabatem" odparł, że oczywiście, pod warunkiem spędzenia przez zamawiającego 2 godz. na zmywaku. Wszystko oczywiście z przyjaznym uśmiechem w oczach i na twarzy :)  Było miło i smacznie.

W życiorysie Mikołaja Kopernika będę musiał jeszcze pogrzebać. Być może w przyszłym roku odwiedzę filię Muzeum Warmii i Mazur w Szczytnie, gdzie będę miał okazję spytać, co w Szczytnie sądzą na temat polskości naszego(?) astronoma. Ciekawe, czy tam też trzeszczy :)

PS   2025.12.29

Bliżej niż do Szczytna jest do ChatGPT, który na pytanie "Jakiej narodowości był Mikołaj Kopernik" odpowiada: [skrót] "Mikołaj Kopernik był poddanym Królestwa Polskiego i uważał się za część wspólnoty państwowej Polski, natomiast w sensie językowo-kulturowym wyrastał ze środowiska niemieckojęzycznych mieszczan Prus Królewskich. Pisał głównie po łacinie, znał niemiecki, nie ma dowodów, by posługiwał się polszczyzną w piśmie. Sam określał Warmię i Prusy Królewskie jako część Corona Regni Poloniae (Korony Królestwa Polskiego".