poniedziałek, 20 kwietnia 2026

"Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025, nominacja do 19-stej edycji Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta

"Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025, nominacja do 19-stej edycji Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta

Nasz człowiek pilnie śledzący bieżące, zaprzeszłe i przyszłe poczynania krajowego rynku książki, zwłaszcza w odniesieniu do literackich dokonań Marka Stokowskiego, kryjący się pod tajemniczym pseudonimem Malina, w efekcie tajnych działań ustalił:

1. Wznowiono Literacką Nagrodę im. Władysława Reymonta (TU o nagrodzie, TU o wznowieniu).

A tutaj o nagrodzie AI:

Nagroda Literacka im. Władysława Reymonta to prestiżowe polskie wyróżnienie ustanowione w 1994 roku przez Związek Rzemiosła Polskiego (ZRP). Nagroda honoruje wybitne dzieła literackie w dwóch głównych kategoriach: za całokształt twórczości oraz za książkę wydaną w roku poprzednim. Inicjatywa ta wspiera rozwój polskiej literatury i kultury.
Kluczowe informacje:
  • Fundator: Związek Rzemiosła Polskiego.
  • Współpraca: Stowarzyszenie Pisarzy Polskich oraz Związek Literatów Polskich.
  • Kategorie: Zazwyczaj nagroda przyznawana jest za całokształt twórczości oraz za najlepszą książkę roku.
  • Kapituła: W skład jury wchodzą przedstawiciele związków twórczych, a obradom przewodniczy prezes ZLP.
Warto odróżnić tę nagrodę od literackiej Nagrody Nobla, którą Władysław Reymont otrzymał w 1924 roku za powieść "Chłopi".
Nagroda ta ma na celu promowanie literatury o wysokich wartościach artystycznych, nawiązując do humanistycznej tradycji twórczości patrona.
Screen z FB PIW.

2. Spośród 67 zgłoszonych w tym roku książek w kategorii "proza" wyłoniono czołówkę:

"Rok w którym nie umarłem" aut. Mikołaj Grynberg

"Święty Leonard z pól" aut. Marek Stokowski

"Tratwa z pomarańczami" aut. Maciej Hen

3. Ogłoszenie wyniku konkursu odbędzie się 23 kwietnia, godz. 12:00 w siedzibie Związku Rzemiosła Polskiego - Pałac Chodkiewiczów, ul. Miodowa 14, Warszawa. Uroczystość ma charakter otwarty!

Zatem wszyscy fani prozy Marka Stokowskiego, których nękają wyrzuty sumienia z powodu absencji na gali wręczenia nagrody im. Józefa Mackiewicza za "Lotnicho" mają okazję pozbyć się prześladującej ich zmory gratulując osobiście sukcesów autorowi. Ci których nic nie nęka (absencja nękać będzie PO-TEM), a powoduje nimi chęć uczestnictwa w ceremonii wręczenia Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta są także mile widziani :)

środa, 8 kwietnia 2026

"Gorączka złota. Jak upadała Wenezuela" (Zlatá horúčka. Venezuela - od ropnej veľmoci k úpadku ľudskej civilizácie), aut. Forro Tomas, 2023, książka

"Gorączka złota. Jak upadała Wenezuela" (Zlatá horúčka. Venezuela - od ropnej veľmoci k úpadku ľudskej civilizácie), aut. Forro Tomas, 2023, książka

Pomimo, że wśród moich znajomych, dalekich, ale jednak jest rodowity wenezuelczyk, moje zainteresowanie tym krajem było praktycznie zerowe. Dolatywały do mnie różne doniesienia agencyjne o obsuwaniu się Wenezueli w niebyt. O anarchii, śmiesznie niskich cenach benzyny, aż do tej ostatniej, o porwaniu Nicolasa Maduro, prezydenta Wenezueli przez spec siły USA. O całej sprawie było głośno w mediach na tyle, że ktoś, gdzieś zarekomendował "Gorączkę złota" jako doskonała lekturę opisującą drogę Wenezueli od krainy miodem, mlekiem i ropą płynącej do państwa rządzonego przez różnej maści grupy zbrojne, z którego większość mieszkańców usiłuje uciec do Brazylii.

Książka była do wzięcia w lokalnej bibliotece. Pożyczyłem, przeczytałem.

Jestem rozczarowany tą lekturą. Spodziewałem się opisu powolnej degradacji wenezuelskiej państwowości, ujawnienia mechanizmów pozwalających na funkcjonowanie państwa pomimo licznych ograniczeń w handlu zwłaszcza ropą, za którymi stały USA. Liczyłem na analizę funkcjonowania rządów Hugo Chveza, który zapatrzony na komunistyczną Kubę (co on tam widział?) znacjonalizował bez odszkodowań cały przemysł wydobywczy/przetwórczy ropy naftowej, który w znacznej części był własnością firm amerykańskich. Zamiast tego jest szczegółowy opis podróży autora do będącej w stanie głębokiego rozkładu Wenezueli, połączona z próbą dotarcia do Łuku Górniczego zamieszkałego przez rdzenną ludność - indian Pemonów. Większość książki dotyczy ich walki o zachowanie gwarantowanej przez rządy w Caracas limitowanej suwerenności, która skończyła się wraz z odkryciem na terenach należących do Pemonów potężnych pokładów złota. W tle indiańskich zmagań o samostanowienie dzieje się wielka polityka, ale tematem przewodnim jest porzucenie przez nich tradycyjnych form funkcjonowania na rzecz pracy w kopalniach złota zarządzanych przez różnorakie grupy zbrojne: od tajnej policji, przez wojsko, rodzimych mafiosów, aż po kolumbijskich partyzantów. Prymitywne wydobycie złota wiąże się z postępującą w zastraszającym tempie degradacją środowiska. W czasie wydobycia używa się rtęci, która błyskawicznie i skutecznie zatruwa rzeki uśmiercając florę i faunę. 

Autor osobiście doświadcza bezwzględności opisywanej przez siebie maszynerii "władzy" napędzanej prymitywną chciwością - podstawą rozkładu Wenezueli. Państwa niegdyś bajecznie bogatego tak, że do Caracas uruchomiano połączenia obsługiwane Concordami... Państwa, w którym dzisiaj państwowość praktycznie nie istnieje, a jego prezydent porywany jest przez amerykańskich marines pod zarzutem bycia narkotykowym bossem. 

Rzeczą, która w trakcie lektury szalenie mnie męczyła jest brak dołączonej mapki Wenezueli, jej granicami, miejscami o których pisze autor. Byłem zmuszony odrywać się od lektury, grzebać w fonie, żeby sprawdzić gdzie jest Łuk Górniczy, w którym miejscu Wenezuela graniczy z Kolumbią, jak biegnie koryto Orinoko i Amazonki wraz z ich dopływami itp. Brak mapy jest potwornie irytujący!

"Gorączka złota" nie jest porywającą lekturą. Przebijałem się przez nią z pewnym mozołem. Czy wiedza, którą zdobyłem dzięki tej lekturze była warta czasu poświęconego na przeczytanie tej książki? Nie wiem :)

sobota, 4 kwietnia 2026

Valle d'Aosta, Pila, marzec 2026, narciarskie

Valle d'Aosta, Pila, marzec 2026, narciarskie


Panorama z Stella di Pila - końcowej stacji gondoli, wys. 2700 m.
W zeszłym roku (TU) postanowiliśmy zorganizować wyjazd na narty we własnym zakresie. Uznaliśmy,
że 6 dni na nartach (standard biur podróży) to zbyt mało, aby nacieszyć się urodą tego miejsca
 i wyjeździć po znakomicie przygotowanych trasach.



10 dni narciarskich. Przejechanych 871 km. Najbardziej intensywny dzień na foto - 133 km. Średnia z 10 dni - 87 km/dzień. To dane ze skipassa. Zliczane są długości wjazdów i zjazdów, a prędkość jest uśredniania. Można założyć około 65%-75% to długość zjazdów. Jakby na to nie spojrzeć 871 km na nartach w ciągu 10 dni to niezły wynik, a pamiętać trzeba, że około 2,5 dnia to jazda w warunkach silnego zamglenia lub/i opadów śniegu. Za to 7 dni jazdy odbywało się w pełnym słońcu. A ten dzień, dzień z foto, był dniem wyjątkowym. Po obfitym nocnym opadzie śniegu część tras była zamknięta, a nartostrady nie były przygotowane. Widoczność była słaba. Wymagająca jazda po "kalafiorach". Ale za to następnego dnia... Pełne słońce, wszystko wyratraczone i jazda na maksa, w warunkach idealnych: świeży, naturalny śnieg, temp. około minus 5 st., sztruks, pełne słońce, mało ludzi. Rano odebrałem narty z ostrzenia! Czad!

La Thuile; widoczek z poziomu leżaka przed Roxy Bar. 10-cio dniowy skipass na Pilę pozwala na 2 dni jazdy w innej, dowolnej stacji narciarskiej w Dolinie. Tego dnia wybraliśmy La Thuile, a właściwie leżaki przed Roxy Barem :) One w połączeniu z pogodą i grappą miały niebywałą moc przyciągania. Pomimo jazdy po worldcupowych czarnych trasach wykręciłem najniższy przebieg wyjazdu - skromne 58 km. Ale za to zaliczyłem najdłuższy w czasie tego wyjazdu pobyt na leżaku :)

Po całonocnym opadzie śniegu nasza Puma zamieniła się w Panterę Śnieżną. Wygrzebanie jej ze śniegu było wyzwaniem, zwłaszcza, że do odśnieżania mieliśmy szufelkę do śmieci z naszego apartamentu. Ku naszemu zdziwieniu lokalne służby drogowe nad wyraz sprawnie poradziły sobie z odśnieżeniem lokalnej drogi wiodącej do głównej szosy prowadzącej do dolej stacji wyciągu w Pili. Około 9:00 wszystkie drogi były przejezdne bez konieczności zakładania łańcuchów. 



Zaskoczeniem i odkryciem była kolejka górska, której obecność w poprzednich latach umknęła naszej uwadze :) Z wnętrza macha do Was główny logistyk, statystyk, organizator i koordynator wyjazdu w jednym -  Mali :) Tutaj także spotkaliśmy daaaawno niewidzianego znajomego w towarzystwie jak powiedział córki. Dobra Marek! Zadzwonimy do Twojej żony, zapytamy czyja to córka :)



Cervinia - restauracja Rocce Nere. To TU w cieniu Matternhornu kwiat polskiego narciarstwa alpejskiego regeneruje nadwątlone siły wspomagając organizmy napojami izotonicznymi, spożywając wysokoenergetyczne suplementy. To TU rodzą się plany odnośnie przyszłych treningów, karkołomnych zjazdów, wyczynów, których Franzoni nigdy nie dogoni :) (spotkania ze znajomymi zawsze w cenie; mój wynik tego dnia - 63 km :)) 



Miasto Aosta - Łuk Augusta 25 lat p.n.e. Ten rejon Włoch ma swoją szalenie ciekawą historię. Ten obszar był zamieszkały przez Salassów, którzy długo opierali się dominacji Rzymu, aby w końcu ulec, co upamiętnia widoczny na foto Łuk 
Triumfalny.  


Będziemy wracać do Doliny Aosty! To fajne miejsce, w którym tradycja to nie tylko pozostałości po Imperium Rzymskim, ale także atrakcyjne, lokalne trunki, które spożywane z umiarem wpływają dodatnio na gibkość, szybkość, wytrzymałość tudzież szereg innych cech motorycznych niezbędnych do uprawiania narciarstwa alpejskiego :) Kociej miękkości w ruchach nabiera się zwłaszcza po "genepi" lokalnym, ziołowym likierze powstającym na bazie bylicy, specjalności Doliny Aosty. Uwaga! Wraz z wypitym trunkiem wyraźnie rośnie miękkość stawów i pozytywne nastawienie do rzeczywistości, słabną refleks i szybkość :) 

Świder/Wisła, sobota 2026.04.04, rowerowe

 Świder/Wisła, sobota 2026.04.04, rowerowe

Świder w pierwszym planie, dalej Wisła. Pomimo względnie śnieżnej zimy stan wody niski.
W korycie Świdra wygląda to trochę lepiej, ale Wisła...
Jeszcze płynie...


poniedziałek, 30 marca 2026

"Lotnicho" i "Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski - aktualności

"Lotnicho" i "Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski - aktualności

Dzieje się nawet wtedy, gdy wydaje się, że się nic nie dzieje :)  Dobra literatura została dostrzeżona, była/jest nagradzana i nadal jest konsekwentnie promowana. Wydaje się, że większą promo-inwencją wykazuje się wydawca ostatniej książki Marka Stokowskiego - "Świętego Leonarda z pól", czyli PIW (Państwowy Instytut Wydawniczy). 

W czasie Targów Książki w Londynie (10-12.03.2026) wydawnictwo miało TYLKO 5 "miejsc" na promocję swoich tytułów. Jednym z nich był "Święty Leonard z pół"! Ten wybór, wybór renomowanego, poważanego wydawnictwa, świadczy jednoznacznie o uznaniu jakim cieszy się proza Marka Stokowskiego wśród fachowców oraz jest dowodem na popularność tej książki wśród czytelników! Dowodem na to są także kolejne publikacje:

https://rynek-ksiazki.pl/nagrody/ksiazki-roku-2025/

https://malbork.naszemiasto.pl/pisarz-z-powisla-z-kolejna-nagroda-w-dorobku-doceniony-swiety-leonard-z-pol/ar/c13p2-28754839

Na Poznańskich Targach Książki (13-15.03.2026) PIW także aktywnie chwalił się "Świętym Leonardem z pól", a zgodnie z relacją wydawnictwa na stoisku pojawiali się fani Leo z pytaniem o dalszy ciąg jego losów...

Chcecie być na bieżąco z tym co dzieje się u wydawców książek Marka Stokowskiego? Dręczy Was brak wiedzy o zamiarach autora co do dalszych losów Leo? Może czekacie na kolejny kulinarny killer na podobieństwo słynnej już Leo-jajecznicy? Odwiedzajcie profil autora >>>>> 


https://www.facebook.com/marekstokowski/


wtorek, 3 marca 2026

¡hola! Malaga! styczeń/luty 2026, rowerowe

¡hola! Malaga! styczeń/luty 2026, rowerowe 

Gdy zrobiło się zimie psikusa jeden raz, potem kolejny, nie pozostało nic innego jak kontynuować tę zabawę w chowanego. W tym roku miało to większy sens. W Warszawie było minus 20 st., w tym samym czasie w Maladze plus 20 st...










Rower Kross Level ST model 2026.
W tym roku ujeżdżałem głównie najnowszy flagowy produkt firmy Kross jakim w kategorii
hardtail jest model Level ST. Rama, koła, kierownica - węgiel. Do tego opuszczana sztyca
i zeleketryfikowana przerzutka XTR w systemie 1/12. Przyjemna kompozycja, która dobrze
sprawdzała się na asfaltach, błyszczała na szutrach i ścieżkach enduro lokalnego
Parku Krajobrazowego.
Spotkana na wzniesieniu "domowej" asfaltowej pętelki ciężarówka Austin z 1957 roku
sprowokowała mnie do zatrzymania, zrobienia zdjęcia "stare/nowe". To także chwila zadumy
i refleksji, gdy uświadomiłem sobie, że "silnik" Krossa jest o 2 lata starszy od Austina :)


Malaga.
Jest 2-gi dzień lutego, godz. 17:21. Za około 40 min będzie zachodziło słońce. Widok wzdłuż
wybrzeża, w kierunku płn.-zach, w stronę, gdzie około 40 km dalej leży popularna wśród
szpoinów, gangsterów, koronowanych głów i turystów - Marbella. Wzdłuż wybrzeża wiedzie
droga dla rowerów zachęcająca do niespiesznego przemieszczania się pomiędzy plażą 
i mnóstwem knajpek, które o tej porze roku stopniowo, w zależności od aury otwierają ogródki
zachęcając do zatrzymania się, wydania paru euro.


Creme de la creme rowerowego pobytu w Maladze to oczywiście
asfalty! Tutaj także trenują najlepsi z najlepszych. Tutaj szlifuje
formę Jonas Vingegaard oraz synek Maciek (na foto) [foto Kuba]


Malaga - centrum miasta.
W Maladze potrafi padać! Właśnie wybrałem się do miasta, żeby kupić prezenty dla wnucząt.
Wzięło i lunęło! Poza tym gwałtowanie spadła temperatura. Turyści łącznie ze mną szukali
schronienia pod parasolami licznych knajpek. Zaskakująco intensywna ulewa trwała nadspodziewanie
długo. Zamiast parasola miałem kurtkę przeciwdeszczową. Dzięki temu dotarłem do przystanku
autobusowego w stanie pozwalającym na wejście do autobusu :) 


Malaga - promenada.
Kolarstwo krajobrazowe bazuje na systemie nagród. Większych i mniejszych.
Kary nie są przewidziane. Po zmaganiach z dystansem, górami, wiatrem (bywało,
że tęgo wiało) można sobie pozwolić na małą nagrodę jaką jest kawa, lody, w
zestawie  z chwilą kontemplacji okraszoną widokiem na Morze Śródziemne.  


Wnutek - Kubutek.
Dużą nagrodą jest przebywanie/opieka nad wnuczkiem, w czasie gdy rodzice 
ujeżdżają swoje biki. Jeszcze chwila i Kubuś będzie się ścigał 
z Jonasem Vingegaardem i Tadejem Pogacarem :) 

piątek, 27 lutego 2026

"Świety Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025, książka - Nagroda Specjalna 2025 "Magazynu Literackiego KSIĄŻKI"

"Świety Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025, książka - Nagroda Specjalna 2025 "Magazynu Literackiego KSIĄŻKI"

Czujny jak ważka Malina podrzucił mi wczoraj informacją o nagrodzie. Z satysfakcją i radością dzielę się nią publicznie zachęcając przy okazji tych, którzy JESZCZE nie czytali "Świętego Leonarda..." aby niezwłocznie uzupełnili braki w lekturze :) 

>>> Książki Roku 2025 „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” – Rynek książki













Warto przypomnieć/zauważyć, że jest to kolejna po ubiegłorocznych nagrodach im. Józefa Mackiewicza 2025 i "Książce Września 2024" Magazynu Literackiego za "Lotnicho", literacka nagroda dla Marka Stokowskiego. Wszystko wskazuje na to, że to początek nagrodowego rogu obfitość, gdyż "Święty Leonard..." nie tylko cieszy się znakomitymi recenzjami, zdobywa serca szerokiej rzeszy czytelników, ale wydawca PIW zgłosił ten tytuł do innych nagród literackich. Wierzę, że nagród będzie więcej. Trzymajcie kciuki! 

O książkach Marka Stokowskiego na moim blogu >>> TU