"Dom z dwiema wieżami" (Huset med de två tornen), aut. Maciej Zaremba Bielawski, S/PL 2018, książka
Znajomy polecił mi tę książkę. Był ciekawy mojej opinii. Ja zaś byłem ciekawy jakości tego polecenia, gdyż była to pierwsza literacka rekomendacja od osoby, którą znam od bardzo dawna. Książka była niedostępna w mojej lokalnej bibliotece. Kupiłem i przeczytałem :)Książka jest osobistym reportażem-wspomnieniem skomplikowanych losów rodziny autora. Podążanie za niełatwym śledztwem tropami członków rodziny Macieja Zaremby Bielawskiego nie miałoby dla mnie praktycznie żadnej wartości gdyby nie fakt, że rodzinna saga osadzona jest w realiach historycznych okresu od międzywojnia do czasów współczesnych i odnosi się do zagadnień, które dotyczą wszystkich nas Polaków: stosunków polsko-żydowskich, polsko-niemieckich, polsko-ukraińskich. Ta bardzo osobista, lub pośrednio osobista relacja wnosząca nowe, istotne elementy do mojej wiedzy na wyżej wymienione tematy stanowi dla mnie zasadniczą wartość tej książki.
Jakiś czas temu przeczytałem książkę "Factfulness", aut. Hans Rosling, (TU) zwracającą zgodnie z rozbudowanym podtytułem uwagę/ostrzeżenie przed pułapką stereotypów, konieczności zastąpienia wiedzy obiegowej, wiedzą realną. Wierzę, że takie książki jak "Dom..." dostarczają elementów rozumianych jako kafelki puzzla do realnej, chociaż wynikającej z bardzo personalnych doświadczeń, wiedzy. Poniżej kilka z nich.
Opisy stosunków panujących w oflagu są dla mnie pogłębieniem wiedzy o tym, że niemieckie obozy dla oficerów mogły mieć "cywilizowany" charakter. I chociaż nie podejrzewam dowódcy obozu w którym przebywał Oskar - ojciec autora, o szczególny afekt do Polski i Polaków ("Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej", aut. Grzegorz Kucharczyk - [TU] ), to jednak kodeks, powiedzmy "rycerski", tudzież konieczność postępowania w myśl konwencji genewskiej, powodowały, że zgodnie z książką, paradoksalnie oflagi (te, zarządzane przez Wehrmacht) mogły być najlepszym miejscem do przetrwania wojny.
"Dobrzy Niemcy" sprawili, że matka autora książki - Żydówka przeżyła wojnę wraz ze swoją matką. Jest tych, "dobrych Niemców" więcej niż TEN jeden, który ocalił Szpilmana, którego zna/o czym wie każdy Polak od czasu "Pianisty" :)
Jest w tej książce dużo, dobrze i źle o nas, Polakach, o zachowaniu w czasie okupacji w odniesieniu do Żydów. Tak jak w przypadku relacji Polak-Niemiec, tutaj także są elementy stanowiące może nie tyle świeżą wiedzę, ile utwierdzenie się, że tak, mieliśmy kanalie-szmalcowników, ale w przewadze byli ci, którzy Żydów ratowali/pomagali. A nade wszystko było Polskie Państwo Podziemne, które odstrzeliwało szmalcowników. Podoba mi się w "Domu..." właściwe jak sądzę wyważenie proporcji: Polacy - źli/b. dobrzy/ci którzy chcą po prostu przeżyć. Ten okupacyjny polsko-żydowski wątek potwierdza coś co jest logiczne: nie byliśmy w 100% narodem bohaterów (jak domagają się tego dzisiejsi Żydzi). Zważywszy, że za pomoc/ukrywanie Żyda groziła w okupowanej Polsce śmierć, plus ilość "polskich" drzewek w Yad Vashem i tak stawia nas jako naród w absolutnym czubie Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. "Dom..." potwierdza: Polacy nie byli żydożercami.
Na temat Żydów/okupacji przeczytałem kilka książek, które powstały, gdy słynną stała się kwestia zbrodni w Jedwabnym i ustawy "Just 447". (godną rekomendacji jest zwłaszcza "Jedwabne anatomia kłamstwa", aut. Ewa Kurek [TU]. "Dom..." stanowi naturalne uzupełnienie tych lektur.
Nie wiedziałem o nadal nie wiem zbyt wiele na temat roku 1968. "Dom..." zachęca do bliższego przyjrzenia się temu. Antyżydowska nagonka, atmosfera tamtych lat, rodzinne dramaty... To jest co najmniej intrygujące, zwłaszcza, gdy ma się w świadomości, że ówczesny aparat bezpieczeństwa, piony śledcze, zdominowany był (sięgam po AI) "przez Żydów od 37% do blisko 49% na stanowiskach kierowniczych", a termin "żydokomuna" wszedł na stałe do terminologii opisującej lata 50-te/60-te.
