piątek, 7 sierpnia 2026

"Odyseja" (The Odyssey), reż. Christopher Nolan, USA, GB, 2026, film

"Odyseja" (The Odyssey), reż. Christopher Nolan, USA, GB, 2026, film


Byliśmy w kinie w trójkę. Bezpośrednio po seansie nieunikniona była szybka wymiana opinii na temat filmu. Moi znajomi krzywili się na "kwadratową" grę kreującego główna role Matta Damona, ja zaś krytykowałem pomysł dosłownego potraktowania tekstu Odysei. W zasadzie nie lubię prób oceny filmu (książki/muzyki itp.) bezpośrednio po jego obejrzeniu. Wole dać dziełu chwilę na spokojny "pobyt" w głowie, pozwolić mu na zagnieżdżenie się w myślach. Wówczas, w chwilach kiedy pozwalam sobie na komfort "myślenia o niczym", owo zagnieżdżone dzieło często wraca do mnie wędrując w nieskrępowany sposób po meandrach pamięci wywołując skojarzenia, przywołując myśli/obrazy, wytyczając inną niż wcześniej, bezpośrednio w trakcie w trakcie/po seansie, ścieżkę dotarcia do moich emocji. Lubię ten stan, bawi mnie ten proces. Być może taki sposób oceny jest zwodniczy, wiodący na manowce. Jednak jeśli po upływie kilku dni potrafię przywołać konkretne obrazy, przypomnieć sobie atmosferę wybranych scen, być może nawet zanucić kilka akordów muzyki, to jest to dla mnie sygnał, że dane dokonanie wyrasta (dla mnie) ponad przeciętność.

"Odyseja" nie budzi we mnie takich emocji. W moim odbiorze film zasługuje na ocenę "średni", czyli 5 w 10-cio punktowej skali filmweb.

Rację mieli moi znajomi uważając, że Matt Damon nie uniósł roli Odyseusza. Oniryczność postaci Odyseusza wymaga moim zdaniem innego, szerszego aktorskiego emploi. Jaka jest specjalność Matta Damona każdy wie. Christopher Nolan pewnie też :) Mógł zatrudnić jakiegoś "kaskadera" chociażby do scen z Kalipso, gdzie Odys pasiony kwiatami lotosu odleciał w niebyt na całe 7 lat zapominając o Penelopie. I nic dziwnego. Kalipso owszem, owszem :) Wiele scen, nie tylko w tym wątku, kręconych było w zbliżeniach, a te zdecydowanie nie służyły Mattowi Damonowi.

Wydaje mi się, że największym błędem Ch. Nolana jest dosłowne potraktowanie tekstu Odysei. (Zaznaczam, że nigdy nie czytałem Iliady i Odysei; to co wiem o ich treści to różnego rodzaju skróty, streszczenia i odniesienia). Zdjęcia starcia z Cyklopem, transformacja towarzyszy Odysa przez Kirke, groza Charybdy i Scylli wyglądają nieudolnie, groteskowo, gdyż jakość efektów specjalnych (po chwili zastanowienia - Scylla jako spec efekt ujdzie) jest poniżej standardów wyznaczonych przez współczesne produkcje z kategorii fantasy. Raził mnie także epizod z Cyklopem Polifemem, a w nim odbiegające od oryginału, wyjaśnienie sposobu w jaki Odys wraz z towarzyszami uciekł z jaskini tej paskudy. Cały ten wątek potraktowany jest aż nadto pobieżnie. Z filmu nie wynika, że Polifem będący synem Posejdona i figlarnej nimfy Toosy, po oślepieniu przez Odysa i jego kompanów, poprosił tatusia o wsparcie. Ten zaś skazał Odysa wraz z kolegami na dziesięcioletnią tułaczkę po bezkresie Morza Egejskiego, proponując w pakiecie all inclusive szereg różnorakich atrakcji. Club Med w pierwotnej postaci :)  

Próba ekranizacji Odysei przez Ch. Nolana nie jest pierwsza i jedyna. Nie widziałem wcześniejszych, ale też nie słyszałem, żeby poprzednie próby odniosły znaczący sukces. Widać przeniesienie na ekran uznanych za arcydzieła literatury greckich eposów łatwe nie jest. Warto wspomnieć, że właśnie problemy ze scenariuszem do filmu "Odyseusz" są punktem wyjścia do "Pogardy" (1963) Jean-Luc Godarda/(Bradot/Piccoli), filmu uważanego przez wiele autorytetów za wybitny. 

Jedyną znaną mi osobą, której dosłowne odczytanie zwłaszcza Iliady (i Odysei) i nie mniej dosłowna jej interpretacja przyniosła sukces jest niejaki Heinrich Schliemann - archeolog amator. W czasie, kiedy wojnę trojańską uznawano za legendę, potraktował wskazówki/opisy zawarte w eposach z pełną powagą. W rezultacie rozkopał (1870 r) wzgórze Hissarlik (dzisiaj Turcja) kryjące ruiny Troi, a chwilę potem (1874 r) z powodzeniem prowadził wykopaliska w Mykenach znajdując tzw. "skarb Agamemnona".

Oczywistym zarzutem wobec reżysera jest jawna prowokacja jaką jest obsadzenie czarnej aktorki w roli Heleny Trojańskiej. Żeby ona przynamniej ładna była, lub miała w twarzy coś, czego nie ma żadna inna(1)... Ten pomysł-prowokacja byłby nawet fajny, mocniejszy, gdyby w miejsce Heleny stanął Heniek :) Wówczas... literalny Koniec Świata! Bo właśnie wydaje mi się, że Nolanowi w rezultacie, co wybrzmiewa w końcówce filmu, chodzi o koniec świata, takiego jaki znamy, znaliśmy. Christopher Nolan, który jest także autorem scenariusza dopisuje moim zdaniem do przesłań niesionych przez "Odyseję" swoje przemyślenia, jęki i utyskiwania nad kondycja współczesnego świata. Czyli, to nadal moje zdanie, przez 99% procent czasu ekranowego cytuje praktycznie dosłownie "Odyseję", aby na końcu odnieść się do bieżących problemów naszej cywilizacji, ze szczególnym wskazaniem, jak sądzę, na "wędrówkę ludów" - imigrację. 

Moim zdaniem sposób w jaki reżyser/autor scenariusza zamyka historię Odyseusza jest zgrzytem koncepcyjnym, pęknięciem "doklejonym" do tego czym jest "Odyseja" (której jak zaznaczyłem na początku nie czytałem) w swoim oryginalnym tekście, swoim przesłaniu. 

"Odyseja" jest w jakimś stopniu moralitetem. Wśród wielu humanistycznych wskazówek/przesłań jest i ta odnosząca się do nakazu gościnności. Źródłem tego prawa był  Zeus. Gościnność jako cnota wielokrotnie eksponowana jest w "Odysei". Penelopa nie śmiała postępować wbrew boskiej woli. Karmiła i poiła rzeszę zalotników przez 10 lat nieobecności swojego męża (w sumie Odyseusz był poza domem 20 lat; oblężenie Troi 10 i 10 lat powrót). Tak! To jak traktujemy gości jest wyznacznikiem poziomu kultury, miarą człowieczeństwa. Jednakże boskich praw muszą przestrzegać także goście. Są goszczeni tak długo, jak długo nie zaczną łamać boskich nakazów, domowego miru - podstawy harmonii i szczęścia. Gdy goście-zalotnicy naruszyli pakt o nieagresji pozwalający Penelopie tkać i pruć, a im czekać i biesiadować, wracający z przydługiego, żeglarskiego wypadu :) gospodarz wraz synem i wiernymi służącymi bezwzględnie przywrócił porządek. Howgh! Tu powinien nastąpić koniec, ale film trwa dalej, a to co jest w tym "dalej" pogłębia moją ujemną ocenę "Odysei" by Christopher Nolan

Pójdziecie, obejrzycie, będziecie mieli własną opinie. Jak zwykle do tego zachęcam, przy okazji przypominając że: film jest dluuuuugi, w klimatyzowanych kinach (byłem w Kinotece) jest chłodno. Nie pijcie kawy przed seansem i zabierzcie ze sobą lekki polar :)

foto Steve McCurry
(1) Gdy dumałem nad kategoriami "wyróżniającej inności", pamięć podrzuciła mi zdjęcie "Afgańska dziewczyna" z okładki NatGeo z 1985 roku, którego autorem jest Steve McCurry. (TU) historia Sharbat Guli, dziewczyny ze zdjęcia.



foto Fundatorres
(2) Prośba. Na platformie crowdfundingowej "Funadatorres" trwa zbiórka na operację zdeformowanej prawej ręki małej Milenki (TU)  Rozważcie proszę możliwość wzięcia udziału w tej zbiórce. Każda, nawet niewielka kwota ma znaczenie. Ja oczywiście już się dorzuciłem :)
Jeśli uważacie za stosowne podajcie info o zbiórce dalej.
Więcej o Milence >>>> TU
                                >>>> TU

  



środa, 5 sierpnia 2026

Kopiec Powstania Warszawskiego, wtorek 2026.08.04, rowerowe

 Kopiec Powstania Warszawskiego, wtorek 2026.08.04, rowerowe

Od jakiegoś czasu uroczystości rocznicy Powstania Warszawskiego
odbywają się w innych niż Kopiec Powstania Warszawskiego miejscach. Jednak
moi rowerowi koledzy i ja tradycyjnie odwiedzamy właśnie Kopiec, żeby zapalić znicze. 

W tym roku trasa byłą inna niż zwykle. W kierunku
Kopca pojechaliśmy Mostem Świętokrzyskim, wróciliśmy
Mostem Południowym. Większość dystansu po asfaltach 
i kostce. Było inaczej niż zwykle, ale fajnie.

środa, 29 lipca 2026

"Sny o pociągach" (Train Dreams), aut. Denis Johbson, USA 2021 (PL 2025), książka

"Sny o pociągach" (Train Dreams), aut. Denis Johbson, USA 2021 (PL 2025), książka

Widziałem film (TU). Podobał mi się. Sprawdziłem, czy książka na podstawie której powstał film jest dostępna w mojej bibliotece. Była. Przeczytałem. Podobnie jak film podobała mi się. Film jednak zrobił na mnie większe wrażenie. Sądzę, że jest to wynik innych środków wyrazu. Film operuje zdecydowanie szerszą paletą możliwości oddziaływania na wyobraźnię niż książka. Do tego słów w nim niewiele. Zostawia to mnóstwo przestrzeni na puszczenie wodzy fantazji widza, który w zależności od własnych doświadczeń, wrażliwości może sobie dopowiedzieć (dowyobrazić) to co w filmie pozostaje otwarte, domyślne. Książka, słowo pisane działa inaczej, ale nie znaczy to, że książka jest gorsza, niewarta przeczytania. Z książki dowiadujemy się więcej na temat bohatera, ludzi i miejsc w których funkcjonuje. Tak, jest bardziej dosłowna, ale to moja opinia.

Odbieram książkę (podobnie jak film) jako rodzaj ballady snującej opowieść o "żywocie człowieka poczciwego" :). Pomimo, że nie każdy/każda z nas jest drwalem/pracownikiem leśnym, to przecież łatwo jest się utożsamić z bohaterem książki, który, jak każdy z nas, żmudnie buduje swoje życie, dźwigając (jak każdy z nas) krzyż niepowodzeń, porażek, nawet katastrof. Jest w tej skromnej, naznaczonej tragedią egzystencji miejsce na "sny o pociągach", odloty i fantazje, które w jakimś stopniu niwelują ból strat, ból istnienia. Bo w jakimś stopniu jest to także opowieść o szczególnej cesze w którą jesteśmy wyposażeni - o zdolności przetrwania, podniesienia się z praktycznie każdego upadku. Z racji skromnej objętości (112 stron) film/książka są bardziej etiudą niż balladą. W zwięzłej formie autor używając prostego języka zawiera całe życie bohatera - Roberta Graniera, potwierdzając prawdę zawartą w tytule zdecydowanie wcześniejszego (1997) dokonania Budki Suflera, płyty zatytułowanej  "Nic tak nie boli jak życie" :)

wtorek, 28 lipca 2026

Imieninowa pętelka, sobota 2026.07.25, rowerowe

 Imieninowa pętelka, sobota 2026.07.25, rowerowe

Prom Karczew - Konstancin. Sezonowa promowa przeprawa pozwala na inną niż zwykle
weekendową jazdę. Znaczna część pętli biegnie po utwardzonych drogach. Ich
atrakcyjność dla jeźdźców mtb jest problematyczna, ale jednak inna niż zwykle.
Dlatego czasami (w tym przypadku powodem były imieniny Krzysztofa - patrona
podrózników:)) decydujemy się na taki właśnie przejazd, zahaczając o znane 
i licznie odwiedzane przez kolarzy szosowych Gassy.

Pętla 58 km/2:57h. Fajna alternatywa.
Można ją zrobić całą rodziną. Przeprawa
promem jest ciekawą atrakcją, a liczne
bary ulokowane wzdłuż lewego brzegu
Wisły pozwalają na komfortowy odpoczynek,
uzupełnienie płynów i kalorii. 

wtorek, 21 lipca 2026

Mistrzostwa Polski MTB XC, 2026.07.18-16 Polanica-Zdrój, rowerowe

Mistrzostwa Polski MTB XC, 2026.07.18-16, Polanica-Zdrój, rowerowe

Konkurencja e-bike Kobiety.
1. Aniela Magdziarczyk
2. Patrycja Jeziorska
Konkurencja "e-bike" to nowość w Mistrzostwach 
Polski. Wystartowały trzy Panie. Dojechały dwie.
Trzecią wyeliminował defekt. Druga przyjechała 
synowa-Patrycja. która po urodzeniu syna wraca
do ścigania. Powoli. Jest karmiącą mamą. Radykalne
diety nie mają zastosowania :)

Konkurencja e-bike Panowie.
1. Michał Topór
2. Marcin Motyka
3. Dawid Jona
Ściganie na e-bikach wymaga myślenia o pojemności baterii,
poziomie wspomagania, który "wyżera" energię z szybkością
zależną od trybu. Wszyscy jadą na najwyższym trybie "turbo".
Marcinowi Motyce, który przez 98% dystansu prowadził
ze stała przewagą około 10s w końcówce zabrakło prądu
i "system" automatycznie włączył niższy stopień wspomagania.
W rezultacie przyjechał drugi.
Większa bateria nie gwarantuje sukcesu, ale gdy stawka jest
wyrównana jej pojemność robi różnicę...

Konkurencja Elita Mężczyzn XCO.
(rowery tradycyjne :))
1. Krzysztof Łukasik.
2. Helta Filip
3. Karol Ostaszewski
Krzysztof Łukasik, którego trenerem jest Maciek 
Jeziorski (jezior.bike) sięgnął po tytuł Mistrza Polski
w kat. XCO 4 raz. Warto dodać, że był także Mistrzem Polski
w kat. short-track w latach 2022 i 2023 (w tym roku był w tej
kat. 3 [upadek]), oraz Mistrzem Polski w mtb mataronach (XCM)
w roku 2024.

Krzysztof Łukasik. W tym roku zajął trzecie
miejsce w Mistrzostwach Europy w kat.
mtb maraton (XCM). Pozostaje dominatorem
na polskiej scenie mtb. Jeździ w praktycznie
jedynej zawodowej polskiej ekipie - JBG2.


Wszystkie wyniki MP 2026 >>>> TU

JBG2 Team >>> TU

Trener jezior-bike (w tym roku nie startował w MP - kontuzja) >>> TU 

poniedziałek, 13 lipca 2026

Chorwacja, kwiecień/maj 2026, żeglarskie

Chorwacja, kwiecień/maj 2026, żeglarskie

Morski, wieczorny klimat [foto Mali]
Byłem w Chorwacji jakiś czas temu (TU). Nie żałowałem wówczas decyzji o wyjeździe, wzięciu udziału w typowo szkoleniowym rejsie, który z racji swojej specyfiki nie był żeglarsko ekscytujący. Decydując się na wyjazd w tym roku popełniłem błąd. Znaczący. Otóż kiedy skontaktował się ze mną uczestnik poprzedniego wyjazdu z propozycją wzięcia udziału w tygodniowym. żeglarskim wypadzie, na żaglowym (a jakże!) jachcie (TU), nie przyszło mi do głowy dopytać o sposób poruszania się wzdłuż wybrzeża Chorwacji: na żaglach, czy na silniku... Wydawało mi się oczywiste, że czarterując jacht żaglowy będziemy ŻEGLOWAĆ, a silnik będzie służył głównie do manewrowania. Ten błąd był praprzyczyną szeregu niesnasek, większych i mniejszych zgrzytów pomiędzy załogą, która w większości preferowała przemieszczanie się "na silniku". To co na jachcie pozostaje na jachcie. Nie będę zatem kontynuował tego tematu. Zwracam jednak, ku przestrodze, uwagę na popełniony przeze mnie błąd, którego konsekwencje ważyły na całym rejsie... Może dzięki temu ktoś z czytających tego posta ominie tę rafę :)

Jazda pod żaglami to prawdziwy fun.
Oczywistym było, że propozycja wzięcia udziału w rejsie nie była wynikiem sentymentów. Organizator szukał wśród znajomych chętnych do wyjazdu, aby podzielić koszty eskapady. Spytałem, czy mogę zaproponować udział mojemu kumplowi      
- Malinie. I w ten sposób wmanewrowałem Malinę w nieomal motorowodniacki, w miejsce żeglarskiego, wyjazd :(

Tym razem wyjazd miał być typowo turystyczny. Poza morskim żeglowaniem chciałem doświadczyć fenomenu Chorwacji - kraju, w którym branża turystyczna generuje około 20-25% PKB (w zależności od metodologii) co jest jednym z najwyższych europejskich wskaźników. Kraju, który od około 20 lat stał się jednym z najważniejszych dla Polaków miejsc spędzania wakacji. Dość szybko okazało się, że opowieści o "uroczych, kameralnych zatoczkach" są prawdą, ale... Gdy poznało się jedną z nich to praktycznie każda kolejna jest prawie identyczna z tą pierwszą :) Kameralność jest wielce problematyczna, gdyż tam gdzie ładnie, spokojnie i głębokość pozwala na rzucenie kotwicy stoi zwykle kilka jachtów... Temperatura wody na przełomie kwietnia/maja nie zachęcała do zbyt długiego, intensywnego pławienia się bez pianki... Tym co przyciągało moją uwagę, wzbudzało zachwyt była nieprawdopodobna malowniczość licznych miasteczek położonych na zarówno  stałym lądzie, jak i na niepoliczalnych wyspach i wysepkach z których słynie wybrzeże dalmatyńskie, które obecnie praktycznie w całości należą do Chorwacji. 

Wnętrze kościoła św. Donata
Zadar. Kościół św. Donata IXw.
Pobieżna, bardziej świadomość niż wiedza o pogmatwanej historii całego basenu Morza Śródziemnego, gdzie w przypadku Dalmacji rządzili Grecy, Rzymianie, potem Bizancjum zastąpione rządami Wenecjan, których wkrótce wyparły Austro-Węgry, nie była w stanie uchronić mnie przed zaskoczeniami takimi jak architektura kościoła św. Donata w Zadarze, zjawiskowe Stare Miasto w Trogirze, czy liczne kościoły z monumentalną kamienną katedrą w Sibeniku na czele. Każdy spacer niezależnie od pory dnia dostarczał nowych wrażeń. A przecież nie byliśmy w Dubrowniku i Splicie, miastach-portach uznawanych za wizytówki Dalmacji...



Faceci w "uniformach"
mają branie:) Mali odrzuca
awanse będącej na panieńskiej
eskapadzie Polki prezentując
przesłanie: "I don't need therapy,
I just need my boat".




A wszystko to w wakacyjnej, wyluzowanej atmosferze południa Europy, w miejscach, gdzie szmaragd morza podkreślony bielą skał wybrzeża miękko przechodzi w błękit nieba, którego horyzont znaczą białe plamki niezliczonych wysp. Mieliśmy to szczęście, że przełom kwietnia/maja nie jest turystycznym szczytem. Starówki miast i miasteczek które odwiedziliśmy nie były jeszcze zatłoczone. Ludzi, zwłaszcza w weekend było jednak sporo. Najlepszą porą na spacery po wąskich uliczkach starówek były godziny przedpołudniowe. 
Tydzień, (w sumie 2, licząc z poprzednim wyjazdem) w Chorwacji to zdecydowanie za mało, żeby zrozumieć turystyczny fenomen tego kraju, ale wystarczająco długo, żeby chcieć tu wracać. Myślę jednak, że ewentualny kolejny wyjazd nie powinien być w 100% dedykowany pobytowi na jachcie. Być może ciekawą odmiana byłby wyjazd wczesną jesienią, po zakończeniu sezonu turystycznego? Wyobrażam sobie, że wówczas temperatura wody bardziej zachęca do uprawiania wszelkich sportów wodnych, zwłaszcza windsurfingu, lub/i żeglowania w sportowym stylu na lekkich jedno-dwuosobowych żaglówkach. Taki wyjazd powinien być jak sądzę dłuższy niż typowy tygodniowy wypad w (prawie) wysokim sezonie. Wiele lat temu miałem okazję być na Rodos w miejscu, które nazywa się Prasonisi (TU) Wówczas było to nieomal dzikie miejsce dedykowane windsurferom. 2-3 niewielkie hoteliki, sklep, 2 wypożyczalnie sprzętu, w tym jedna polska, oraz słynna wówczas, tuż przy plaży restauracja "U Louisa", w której stołowała się większość Polaków. Zero turystów. Sami windsurferzy i pojedyńczy wówczas kitesurferzy. Zero leżaków na plaży, parasoli. Wiatr, plaża, słońce i woda. Czy są jeszcze takie miejsca? W Chorwacji?

wtorek, 23 czerwca 2026

"Ostatnia walka" (Mister Brown), aut. Jan Zumbach, PL 2016, książka

"Ostatnia walka" (Mister Brown), aut. Jan Zumbach,  PL 2016, książka

Książka jest znakomita! Rekomenduję ją jako świetną lekturę wszystkim, którzy lubią sensacyjne, barwne, pełne zwrotów opowieści z dużymi pieniędzmi/sukcesami i nie mniej spektakularnymi porażkami w tle. "Ostatnia walka" ma wiele zalet. Najważniejsze to moim zdaniem: prawda - książka jest autobiografią polskiego asa lotnictwa, język - bez zadęć, zbędnej ornamentyki, podkreślający autentyzm przekazu, tempo - tutaj nie ma czasu na nudę, dzieje się wiele, akcja goni akcję.

Nie mam pojęcia, czy ktoś już kupił prawo do ekranizacji "Ostatniej walki". Moim zdaniem ta książka jest praktycznie gotowym materiałem na kinowy hit w stylu "Barry Seal: król przemytu" (American Made), gdzie Tom Cruise gra pilota pracującego dla kolumbijskiej mafii, a może nawet jest w niej potencjał kalibru "Wilka z Wall Street" ze zjawiskowym Leonardo DiCaprio. Tak, warunkiem na sukces filmu jest zatrudnienie do roli tytułowej aktora takiego jak DiCaprio/Cruise formatu i oczywiście stosowny budżet. Sukces murowany!

Muszę także pogratulować Janowi Zumbachowi jeszcze jednej, bardzo istotnej dla spójności akcji umiejętności: praktycznie zero kombatanckiego ronienia łez, wspomnień, rozszarpywania ran, załamywania rąk nad niegodziwością Anglików. Ci, wiadomo, natychmiast po zakończeniu wojny nie tylko nie zaprosili Polaków do zwycięskiej parady, ale niezwłocznie starali się tych, których za obronę angielskiego nieba byli gotowi nosić na rękach, pozbyć/usunąć z Wielkiej Brytanii. Jan Zumbach, podpułkownik RAF-u, poświęca niegodziwości Angoli może 3 kartki skupiając się na toku negocjacji warunków odejścia z RAF-u, w wyniku których uzyskał specjalne, niematerialne przywileje, które okazały się mieć w przyszłości znaczącą wartość.

Jan Zumabch (TU) miał na szczęście podwójne obywatelstwo. Będąc synem szwajcarskiego emigranta posługiwał się szwajcarskim paszportem, dzięki czemu nie musiał wracać do ówczesnej Polski. Chciał być szwoleżerem, został pilotem. Mógł pędzić spokojne, dostatnie życie, ale ułańska fantazja nie pozwalała mu na zwolnienie tempa, migrację zza sterów samolotu na salony nowobogackich.  

Zapewniam! To świetna, pełna zwrotów akcji lektura. A jeśli wyda się Wam, że autor troszkę koloryzuje... Ułanom, malowanym dzieciom się to wybacza :)