Valle d'Aosta, Pila, marzec 2026, narciarskie
 |
Panorama z Stella di Pila - końcowej stacji gondoli, wys. 2700 m. W zeszłym roku (TU) postanowiliśmy zorganizować wyjazd na narty we własnym zakresie. Uznaliśmy, że 6 dni na nartach (standard biur podróży) to zbyt mało, aby nacieszyć się urodą tego miejsca i wyjeździć po znakomicie przygotowanych trasach. |
10 dni narciarskich. Przejechanych 871 km. Najbardziej intensywny dzień na foto - 133 km. Średnia z 10 dni - 87 km/dzień. To dane ze skipassa. Zliczane są długości wjazdów i zjazdów, a prędkość jest uśredniania. Można założyć około 65%-75% to długość zjazdów. Jakby na to nie spojrzeć 871 km na nartach w ciągu 10 dni to niezły wynik, a pamiętać trzeba, że około 2,5 dnia to jazda w warunkach silnego zamglenia lub/i opadów śniegu. Za to 7 dni jazdy odbywało się w pełnym słońcu. A ten dzień, dzień z foto, był dniem wyjątkowym. Po obfitym nocnym opadzie śniegu część tras była zamknięta, a nartostrady nie były przygotowane. Widoczność była słaba. Wymagająca jazda po "kalafiorach". Ale za to następnego dnia... Pełne słońce, wszystko wyratraczone i jazda na maksa, w warunkach idealnych: świeży, naturalny śnieg, temp. około minus 5 st., sztruks, pełne słońce, mało ludzi. Rano odebrałem narty z ostrzenia! Czad!

La Thuile; widoczek z poziomu leżaka przed Roxy Bar. 10-cio dniowy skipass na Pilę pozwala na 2 dni jazdy w innej, dowolnej stacji narciarskiej w Dolinie. Tego dnia wybraliśmy La Thuile, a właściwie leżaki przed Roxy Barem :) One w połączeniu z pogodą i grappą miały niebywałą moc przyciągania. Pomimo jazdy po worldcupowych czarnych trasach wykręciłem najniższy przebieg wyjazdu - skromne 58 km. Ale za to zaliczyłem najdłuższy w czasie tego wyjazdu pobyt na leżaku :)
Po całonocnym opadzie śniegu nasza Puma zamieniła się w Panterę Śnieżną. Wygrzebanie jej ze śniegu było wyzwaniem, zwłaszcza, że do odśnieżania mieliśmy szufelkę do śmieci z naszego apartamentu. Ku naszemu zdziwieniu lokalne służby drogowe nad wyraz sprawnie poradziły sobie z odśnieżeniem lokalnej drogi wiodącej do głównej szosy prowadzącej do dolej stacji wyciągu w Pili. Około 9:00 wszystkie drogi były przejezdne bez konieczności zakładania łańcuchów.

Zaskoczeniem i odkryciem była kolejka górska, której obecność w poprzednich latach umknęła naszej uwadze :) Z wnętrza macha do Was główny logistyk, statystyk, organizator i koordynator wyjazdu w jednym - Mali :) Tutaj także spotkaliśmy daaaawno niewidzianego znajomego w towarzystwie jak powiedział córki. Dobra Marek! Zadzwonimy do Twojej żony, zapytamy czyja to córka :)
Cervinia - restauracja Rocce Nere. To TU w cieniu Matternhornu kwiat polskiego narciarstwa alpejskiego regeneruje nadwątlone siły wspomagając organizmy napojami izotonicznymi, spożywając wysokoenergetyczne suplementy. To TU rodzą się plany odnośnie przyszłych treningów, karkołomnych zjazdów, wyczynów, których Franzoni nigdy nie dogoni :) (spotkania ze znajomymi zawsze w cenie; mój wynik tego dnia - 63 km :))
Miasto Aosta - Łuk Augusta 25 lat p.n.e. Ten rejon Włoch ma swoją szalenie ciekawą historię. Ten obszar był zamieszkały przez Salassów, którzy długo opierali się dominacji Rzymu, aby w końcu ulec, co upamiętnia widoczny na foto Łuk
Triumfalny.
Będziemy wracać do Doliny Aosty! To fajne miejsce, w którym tradycja to nie tylko pozostałości po Imperium Rzymskim, ale także atrakcyjne, lokalne trunki, które spożywane z umiarem wpływają dodatnio na gibkość, szybkość, wytrzymałość tudzież szereg innych cech motorycznych niezbędnych do uprawiania narciarstwa alpejskiego :) Kociej miękkości w ruchach nabiera się zwłaszcza po "genepi" lokalnym, ziołowym likierze powstającym na bazie bylicy, specjalności Doliny Aosty. Uwaga! Wraz z wypitym trunkiem wyraźnie rośnie miękkość stawów i pozytywne nastawienie do rzeczywistości, słabną refleks i szybkość :)