środa, 8 kwietnia 2026

"Gorączka złota. Jak upadała Wenezuela" (Zlatá horúčka. Venezuela - od ropnej veľmoci k úpadku ľudskej civilizácie), aut. Forro Tomas, 2023, książka

"Gorączka złota. Jak upadała Wenezuela" (Zlatá horúčka. Venezuela - od ropnej veľmoci k úpadku ľudskej civilizácie), aut. Forro Tomas, 2023, książka

Pomimo, że wśród moich znajomych, dalekich, ale jednak jest rodowity wenezuelczyk, moje zainteresowanie tym krajem było praktycznie zerowe. Dolatywały do mnie różne doniesienia agencyjne o obsuwaniu się Wenezueli w niebyt. O anarchii, śmiesznie niskich cenach benzyny, aż do tej ostatniej, o porwaniu Nicolasa Maduro, prezydenta Wenezueli przez spec siły USA. O całej sprawie było głośno w mediach na tyle, że ktoś, gdzieś zarekomendował "Gorączkę złota" jako doskonała lekturę opisującą drogę Wenezueli od krainy miodem, mlekiem i ropą płynącej do państwa rządzonego przez różnej maści grupy zbrojne, z którego większość mieszkańców usiłuje uciec do Brazylii.

Książka była do wzięcia w lokalnej bibliotece. Pożyczyłem, przeczytałem.

Jestem rozczarowany tą lekturą. Spodziewałem się opisu powolnej degradacji wenezuelskiej państwowości, ujawnienia mechanizmów pozwalających na funkcjonowanie państwa pomimo licznych ograniczeń w handlu zwłaszcza ropą, za którymi stały USA. Liczyłem na analizę funkcjonowania rządów Hugo Chveza, który zapatrzony na komunistyczną Kubę (co on tam widział?) znacjonalizował bez odszkodowań cały przemysł wydobywczy/przetwórczy ropy naftowej, który w znacznej części był własnością firm amerykańskich. Zamiast tego jest szczegółowy opis podróży autora do będącej w stanie głębokiego rozkładu Wenezueli, połączona z próbą dotarcia do Łuku Górniczego zamieszkałego przez rdzenną ludność - indian Pemonów. Większość książki dotyczy ich walki o zachowanie gwarantowanej przez rządy w Caracas limitowanej suwerenności, która skończyła się wraz z odkryciem na terenach należących do Pemonów potężnych pokładów złota. W tle indiańskich zmagań o samostanowienie dzieje się wielka polityka, ale tematem przewodnim jest porzucenie przez nich tradycyjnych form funkcjonowania na rzecz pracy w kopalniach złota zarządzanych przez różnorakie grupy zbrojne: od tajnej policji, przez wojsko, rodzimych mafiosów, aż po kolumbijskich partyzantów. Prymitywne wydobycie złota wiąże się z postępującą w zastraszającym tempie degradacją środowiska. W czasie wydobycia używa się rtęci, która błyskawicznie i skutecznie zatruwa rzeki uśmiercając florę i faunę. 

Autor osobiście doświadcza bezwzględności opisywanej przez siebie maszynerii "władzy" napędzanej prymitywną chciwością - podstawą rozkładu Wenezueli. Państwa niegdyś bajecznie bogatego tak, że do Caracas uruchomiano połączenia obsługiwane Concordami... Państwa, w którym dzisiaj państwowość praktycznie nie istnieje, a jego prezydent porywany jest przez amerykańskich marines pod zarzutem bycia narkotykowym bossem. 

Rzeczą, która w trakcie lektury szalenie mnie męczyła jest brak dołączonej mapki Wenezueli, jej granicami, miejscami o których pisze autor. Byłem zmuszony odrywać się od lektury, grzebać w fonie, żeby sprawdzić gdzie jest Łuk Górniczy, w którym miejscu Wenezuela graniczy z Kolumbią, jak biegnie koryto Orinoko i Amazonki wraz z ich dopływami itp. Brak mapy jest potwornie irytujący!

"Gorączka złota" nie jest porywającą lekturą. Przebijałem się przez nią z pewnym mozołem. Czy wiedza, którą zdobyłem dzięki tej lekturze była warta czasu poświęconego na przeczytanie tej książki? Nie wiem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz