czwartek, 14 maja 2026

"Lotnicho", aut. Marek Stokowski, PL 2024, DRUGIE CZYTANIE, książka

"Lotnicho", aut. Marek Stokowski, PL 2024, DRUGIE CZYTANIE, książka

O "Lotnichu" pisałem wielokrotnie (TU). Nie daję żadnych gwarancji, że TEN post jest ostatni :) Ale tym razem tak krótko jak się da po to, żeby wybrzmiało najważniejsze.

Pierwsze czytanie "Lotnicha", które w moim przypadku miało miejsce w latem 2024, było szybkie, zachłanne. Po blisko 2 latach, które minęły od tamtego czasu postanowiłem wrócić do tej książki. Tym razem bez pośpiechu, łapczywości, którą cechował pierwszy z nią kontakt.

Zgodnie z deklaracją/podtytułem zawartą na okładce jest to "opowieść o wędrowaniu, miłości i przyjaźni". Potwierdzam. Ale...

Tym, co w trakcie drugiego czytania literalnie mnie powala jest autentyczny humanizm autora i wyzierające z każdej strony głęboko humanitarne przesłanie.

czwartek, 7 maja 2026

"Niespokojne pokolenie. Jak wielkie przeprogramowanie dzieciństwa wywołało epidemie chorób psychicznych" (The Anxious Generation: How the Great Rewiring of Childhood Is Causing an Epidemic of Mental Illness), aut. Jonathan Haidt, 2024, książka

"Niespokojne pokolenie. Jak wielkie przeprogramowanie dzieciństwa wywołało epidemie chorób psychicznych" (The Anxious Generation: How the Great Rewiring of Childhood Is Causing an Epidemic of Mental Illness), aut. Jonathan Haidt, 2024, książka

Zmiana, ta oczywista, która  dokonała się za sprawą smartfonów widoczna jest dla każdego. Jednak to co najważniejsze nie jest już tak łatwo dostrzegalne, proste do uchwycenia. I o tym właśnie, o "przeprogramowaniu dzieciństwa", praktycznie jego utracie, jest TA książka. Autor jest psychologiem, profesorem, wykładowcą i pracownikiem wielu amerykańskich uniwersytetów o znaczącym dorobku naukowym (wiki o autorze TU). Ciekawe jest to, że książka nie powstała "na zamówienie". Jej geneza opisana na końcowych stronach jest efektem analizowanych przez autora danych statystycznych dotyczących chorób psychicznych wśród studentów, college'ów, stanów lękowych w korelacji z wiekiem, przyjęć do szpitali z powodu samookaleczeń, wskaźników samobójstw wśród nastolatków. J. Haidt był zaskoczony zbieżnością daty/roku w którym nastąpił gwałtowny wzrost wymienionych wyżej wskaźników - 2010. Szukał przyczyn, które właśnie w tym roku uruchomiły tyle zaskakujące, co przerażające tendencje. Studiował i żmudnie eliminował czynniki zewnętrzne, które mogły wyzwolić widoczne w statystykach zmiany. W roku 2010 na rynek wszedł kolejny model smartfonów ze stałym dostępem do internetu... 

TA książka NIE JEST marudzeniem o problemach ze snem powodowanych niebieskim światłem ekranu. Nie jest nawet piętnowaniem smartfona jako rozpraszacza uwagi. Nie jest totalną krytyką urządzenia, które w wielu przypadkach sprawdza się jako multi narzędzie o sprawności i wydajności komputera. TA książka mówi o tym, że zadaniem autora dostępu do smartfona nie powinny mieć dzieci poniżej określonego wieku. Wyniki badań, przemyśleń autora zawierają się w czterech prostych zaleceniach: ZERO smartfonów przed liceum, ZERO dostępu do socialmediów przed 16-stym rokiem życia, ZERO smartfonów w szkołach, Więcej niezależności, zabaw, gier dla dzieciaków w realnym świecie. Można o tym przeczytać na stronach The Anxious Generation Movement (TU), stronie www, na której są uzupełniane i aktualizowane informacje o najnowszych badaniach, statystykach: smartfon/dzieciństwo/wychowanie oraz rady jak skutecznie wdrożyć wymienione wyżej zalecenia.

Słyszę, że w polskich szkołach, od najbliższego roku szkolnego ma zostać wdrożony zakaz używania samrtfonów. W wielu krajach taki zakaz, zakaz PRZYNOSZENIA, obowiązuje o kilku lat. Słyszę także audycje, reportaże dotyczące Polski potwierdzające amerykańskie statystyki o "epidemii chorób psychicznych" wśród dzieci/młodzieży. Nie tak dawno, w czasie audycji poświęconej temu problemowi (Radio 357) zadzwoniła kobieta, której młodociana kuzynka popełniła samobójstwo. Przyczyną było opublikowane w necie, zrobione przez koleżanki jej zdjęcie z dziewczęcej przebieralni...

Oceniam tę książkę bardzo wysoko. Nie cofniemy czasu, nie zrezygnujemy z używania smartfonów. Rzecz w tym, żeby robić to z głową, czyli świadomością zagrożeń jakie niesie dzieciom nielimitowany dostęp do treści i sociali. "Niespokojne pokolenie..." jest OBOWIĄZKOWĄ lekturą wszystkich rodziców, dziadków/babć, pedagogów. To także KONIECZNA lektura dla wszystkich mędrków, którzy mając zerową wiedzę na temat spustoszeń jakie czynią smartfony w dziecięcej psychice/życiu publicznie zabierają głos na ten temat.

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

"Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025, nominacja do 19-stej edycji Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta

"Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025, nominacja do 19-stej edycji Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta

Nasz człowiek pilnie śledzący bieżące, zaprzeszłe i przyszłe poczynania krajowego rynku książki, zwłaszcza w odniesieniu do literackich dokonań Marka Stokowskiego, kryjący się pod tajemniczym pseudonimem Ma-lina, (nie mylić z Don Pedro - Karramba) w efekcie tajnych działań ustalił:

1. Wznowiono Literacką Nagrodę im. Władysława Reymonta (TU o nagrodzie, TU o wznowieniu).

A tutaj o nagrodzie - AI:

Nagroda Literacka im. Władysława Reymonta to prestiżowe polskie wyróżnienie ustanowione w 1994 roku przez Związek Rzemiosła Polskiego (ZRP). Nagroda honoruje wybitne dzieła literackie w dwóch głównych kategoriach: za całokształt twórczości oraz za książkę wydaną w roku poprzednim. Inicjatywa ta wspiera rozwój polskiej literatury i kultury.
Kluczowe informacje:
  • Fundator: Związek Rzemiosła Polskiego.
  • Współpraca: Stowarzyszenie Pisarzy Polskich oraz Związek Literatów Polskich.
  • Kategorie: Zazwyczaj nagroda przyznawana jest za całokształt twórczości oraz za najlepszą książkę roku.
  • Kapituła: W skład jury wchodzą przedstawiciele związków twórczych, a obradom przewodniczy prezes ZLP.
Warto odróżnić tę nagrodę od literackiej Nagrody Nobla, którą Władysław Reymont otrzymał w 1924 roku za powieść "Chłopi".
Nagroda ta ma na celu promowanie literatury o wysokich wartościach artystycznych, nawiązując do humanistycznej tradycji twórczości patrona.
Screen z FB PIW.

2. Spośród 67 zgłoszonych w tym roku książek w kategorii "proza" wyłoniono czołówkę:

"Rok w którym nie umarłem" aut. Mikołaj Grynberg

"Święty Leonard z pól" aut. Marek Stokowski

"Tratwa z pomarańczami" aut. Maciej Hen

3. Ogłoszenie wyniku konkursu odbędzie się 23 kwietnia, godz. 12:00 w siedzibie Związku Rzemiosła Polskiego - Pałac Chodkiewiczów, ul. Miodowa 14, Warszawa. Uroczystość ma charakter otwarty!

Zatem wszyscy fani prozy Marka Stokowskiego, których nękają wyrzuty sumienia z powodu absencji na gali wręczenia nagrody im. Józefa Mackiewicza za "Lotnicho", mają okazję pozbyć się prześladującej ich zmory gratulując osobiście sukcesów autorowi. Ci których nic nie nęka (absencja nękać będzie PO-TEM), i powodowani nieskrępowaną chęcią uczestnictwa w ceremonii wręczenia Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta zadają sobie pytanie, czy W. Reymont wespół z M. Stokowskim będą podpisywać swoje książki, są także mile widziani :)

środa, 8 kwietnia 2026

"Gorączka złota. Jak upadała Wenezuela" (Zlatá horúčka. Venezuela - od ropnej veľmoci k úpadku ľudskej civilizácie), aut. Forro Tomas, 2023, książka

"Gorączka złota. Jak upadała Wenezuela" (Zlatá horúčka. Venezuela - od ropnej veľmoci k úpadku ľudskej civilizácie), aut. Forro Tomas, 2023, książka

Pomimo, że wśród moich znajomych, dalekich, ale jednak jest rodowity wenezuelczyk, moje zainteresowanie tym krajem było praktycznie zerowe. Dolatywały do mnie różne doniesienia agencyjne o obsuwaniu się Wenezueli w niebyt. O anarchii, śmiesznie niskich cenach benzyny, aż do tej ostatniej, o porwaniu Nicolasa Maduro, prezydenta Wenezueli przez spec siły USA. O całej sprawie było głośno w mediach na tyle, że ktoś, gdzieś zarekomendował "Gorączkę złota" jako doskonała lekturę opisującą drogę Wenezueli od krainy miodem, mlekiem i ropą płynącej do państwa rządzonego przez różnej maści grupy zbrojne, z którego większość mieszkańców usiłuje uciec do Brazylii.

Książka była do wzięcia w lokalnej bibliotece. Pożyczyłem, przeczytałem.

Jestem rozczarowany tą lekturą. Spodziewałem się opisu powolnej degradacji wenezuelskiej państwowości, ujawnienia mechanizmów pozwalających na funkcjonowanie państwa pomimo licznych ograniczeń w handlu zwłaszcza ropą, za którymi stały USA. Liczyłem na analizę funkcjonowania rządów Hugo Chveza, który zapatrzony na komunistyczną Kubę (co on tam widział?) znacjonalizował bez odszkodowań cały przemysł wydobywczy/przetwórczy ropy naftowej, który w znacznej części był własnością firm amerykańskich. Zamiast tego jest szczegółowy opis podróży autora do będącej w stanie głębokiego rozkładu Wenezueli, połączona z próbą dotarcia do Łuku Górniczego zamieszkałego przez rdzenną ludność - indian Pemonów. Większość książki dotyczy ich walki o zachowanie gwarantowanej przez rządy w Caracas limitowanej suwerenności, która skończyła się wraz z odkryciem na terenach należących do Pemonów potężnych pokładów złota. W tle indiańskich zmagań o samostanowienie dzieje się wielka polityka, ale tematem przewodnim jest porzucenie przez nich tradycyjnych form funkcjonowania na rzecz pracy w kopalniach złota zarządzanych przez różnorakie grupy zbrojne: od tajnej policji, przez wojsko, rodzimych mafiosów, aż po kolumbijskich partyzantów. Prymitywne wydobycie złota wiąże się z postępującą w zastraszającym tempie degradacją środowiska. W czasie wydobycia używa się rtęci, która błyskawicznie i skutecznie zatruwa rzeki uśmiercając florę i faunę. 

Autor osobiście doświadcza bezwzględności opisywanej przez siebie maszynerii "władzy" napędzanej prymitywną chciwością - podstawą rozkładu Wenezueli. Państwa niegdyś bajecznie bogatego tak, że do Caracas uruchomiano połączenia obsługiwane Concordami... Państwa, w którym dzisiaj państwowość praktycznie nie istnieje, a jego prezydent porywany jest przez amerykańskich marines pod zarzutem bycia narkotykowym bossem. 

Rzeczą, która w trakcie lektury szalenie mnie męczyła jest brak dołączonej mapki Wenezueli, jej granicami, miejscami o których pisze autor. Byłem zmuszony odrywać się od lektury, grzebać w fonie, żeby sprawdzić gdzie jest Łuk Górniczy, w którym miejscu Wenezuela graniczy z Kolumbią, jak biegnie koryto Orinoko i Amazonki wraz z ich dopływami itp. Brak mapy jest potwornie irytujący!

"Gorączka złota" nie jest porywającą lekturą. Przebijałem się przez nią z pewnym mozołem. Czy wiedza, którą zdobyłem dzięki tej lekturze była warta czasu poświęconego na przeczytanie tej książki? Nie wiem :)

sobota, 4 kwietnia 2026

Valle d'Aosta, Pila, marzec 2026, narciarskie

Valle d'Aosta, Pila, marzec 2026, narciarskie


Panorama z Stella di Pila - końcowej stacji gondoli, wys. 2700 m.
W zeszłym roku (TU) postanowiliśmy zorganizować wyjazd na narty we własnym zakresie. Uznaliśmy,
że 6 dni na nartach (standard biur podróży) to zbyt mało, aby nacieszyć się urodą tego miejsca
 i wyjeździć po znakomicie przygotowanych trasach.



10 dni narciarskich. Przejechanych 871 km. Najbardziej intensywny dzień na foto - 133 km. Średnia z 10 dni - 87 km/dzień. To dane ze skipassa. Zliczane są długości wjazdów i zjazdów, a prędkość jest uśredniania. Można założyć około 65%-75% to długość zjazdów. Jakby na to nie spojrzeć 871 km na nartach w ciągu 10 dni to niezły wynik, a pamiętać trzeba, że około 2,5 dnia to jazda w warunkach silnego zamglenia lub/i opadów śniegu. Za to 7 dni jazdy odbywało się w pełnym słońcu. A ten dzień, dzień z foto, był dniem wyjątkowym. Po obfitym nocnym opadzie śniegu część tras była zamknięta, a nartostrady nie były przygotowane. Widoczność była słaba. Wymagająca jazda po "kalafiorach". Ale za to następnego dnia... Pełne słońce, wszystko wyratraczone i jazda na maksa, w warunkach idealnych: świeży, naturalny śnieg, temp. około minus 5 st., sztruks, pełne słońce, mało ludzi. Rano odebrałem narty z ostrzenia! Czad!

La Thuile; widoczek z poziomu leżaka przed Roxy Bar. 10-cio dniowy skipass na Pilę pozwala na 2 dni jazdy w innej, dowolnej stacji narciarskiej w Dolinie. Tego dnia wybraliśmy La Thuile, a właściwie leżaki przed Roxy Barem :) One w połączeniu z pogodą i grappą miały niebywałą moc przyciągania. Pomimo jazdy po worldcupowych czarnych trasach wykręciłem najniższy przebieg wyjazdu - skromne 58 km. Ale za to zaliczyłem najdłuższy w czasie tego wyjazdu pobyt na leżaku :)

Po całonocnym opadzie śniegu nasza Puma zamieniła się w Panterę Śnieżną. Wygrzebanie jej ze śniegu było wyzwaniem, zwłaszcza, że do odśnieżania mieliśmy szufelkę do śmieci z naszego apartamentu. Ku naszemu zdziwieniu lokalne służby drogowe nad wyraz sprawnie poradziły sobie z odśnieżeniem lokalnej drogi wiodącej do głównej szosy prowadzącej do dolej stacji wyciągu w Pili. Około 9:00 wszystkie drogi były przejezdne bez konieczności zakładania łańcuchów. 



Zaskoczeniem i odkryciem była kolejka górska, której obecność w poprzednich latach umknęła naszej uwadze :) Z wnętrza macha do Was główny logistyk, statystyk, organizator i koordynator wyjazdu w jednym -  Mali :) Tutaj także spotkaliśmy daaaawno niewidzianego znajomego w towarzystwie jak powiedział córki. Dobra Marek! Zadzwonimy do Twojej żony, zapytamy czyja to córka :)



Cervinia - restauracja Rocce Nere. To TU w cieniu Matternhornu kwiat polskiego narciarstwa alpejskiego regeneruje nadwątlone siły wspomagając organizmy napojami izotonicznymi, spożywając wysokoenergetyczne suplementy. To TU rodzą się plany odnośnie przyszłych treningów, karkołomnych zjazdów, wyczynów, których Franzoni nigdy nie dogoni :) (spotkania ze znajomymi zawsze w cenie; mój wynik tego dnia - 63 km :)) 



Miasto Aosta - Łuk Augusta 25 lat p.n.e. Ten rejon Włoch ma swoją szalenie ciekawą historię. Ten obszar był zamieszkały przez Salassów, którzy długo opierali się dominacji Rzymu, aby w końcu ulec, co upamiętnia widoczny na foto Łuk 
Triumfalny.  


Będziemy wracać do Doliny Aosty! To fajne miejsce, w którym tradycja to nie tylko pozostałości po Imperium Rzymskim, ale także atrakcyjne, lokalne trunki, które spożywane z umiarem wpływają dodatnio na gibkość, szybkość, wytrzymałość tudzież szereg innych cech motorycznych niezbędnych do uprawiania narciarstwa alpejskiego :) Kociej miękkości w ruchach nabiera się zwłaszcza po "genepi" lokalnym, ziołowym likierze powstającym na bazie bylicy, specjalności Doliny Aosty. Uwaga! Wraz z wypitym trunkiem wyraźnie rośnie miękkość stawów i pozytywne nastawienie do rzeczywistości, słabną refleks i szybkość :) 

Świder/Wisła, sobota 2026.04.04, rowerowe

 Świder/Wisła, sobota 2026.04.04, rowerowe

Świder w pierwszym planie, dalej Wisła. Pomimo względnie śnieżnej zimy stan wody niski.
W korycie Świdra wygląda to trochę lepiej, ale Wisła...
Jeszcze płynie...


poniedziałek, 30 marca 2026

"Lotnicho" i "Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski - aktualności

"Lotnicho" i "Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski - aktualności

Dzieje się nawet wtedy, gdy wydaje się, że się nic nie dzieje :)  Dobra literatura została dostrzeżona, była/jest nagradzana i nadal jest konsekwentnie promowana. Wydaje się, że większą promo-inwencją wykazuje się wydawca ostatniej książki Marka Stokowskiego - "Świętego Leonarda z pól", czyli PIW (Państwowy Instytut Wydawniczy). 

W czasie Targów Książki w Londynie (10-12.03.2026) wydawnictwo miało TYLKO 5 "miejsc" na promocję swoich tytułów. Jednym z nich był "Święty Leonard z pół"! Ten wybór, wybór renomowanego, poważanego wydawnictwa, świadczy jednoznacznie o uznaniu jakim cieszy się proza Marka Stokowskiego wśród fachowców oraz jest dowodem na popularność tej książki wśród czytelników! Dowodem na to są także kolejne publikacje:

https://rynek-ksiazki.pl/nagrody/ksiazki-roku-2025/

https://malbork.naszemiasto.pl/pisarz-z-powisla-z-kolejna-nagroda-w-dorobku-doceniony-swiety-leonard-z-pol/ar/c13p2-28754839

Na Poznańskich Targach Książki (13-15.03.2026) PIW także aktywnie chwalił się "Świętym Leonardem z pól", a zgodnie z relacją wydawnictwa na stoisku pojawiali się fani Leo z pytaniem o dalszy ciąg jego losów...

Chcecie być na bieżąco z tym co dzieje się u wydawców książek Marka Stokowskiego? Dręczy Was brak wiedzy o zamiarach autora co do dalszych losów Leo? Może czekacie na kolejny kulinarny killer na podobieństwo słynnej już Leo-jajecznicy? Odwiedzajcie profil autora >>>>> 


https://www.facebook.com/marekstokowski/


wtorek, 3 marca 2026

¡hola! Malaga! styczeń/luty 2026, rowerowe

¡hola! Malaga! styczeń/luty 2026, rowerowe 

Gdy zrobiło się zimie psikusa jeden raz, potem kolejny, nie pozostało nic innego jak kontynuować tę zabawę w chowanego. W tym roku miało to większy sens. W Warszawie było minus 20 st., w tym samym czasie w Maladze plus 20 st...










Rower Kross Level ST model 2026.
W tym roku ujeżdżałem głównie najnowszy flagowy produkt firmy Kross jakim w kategorii
hardtail jest model Level ST. Rama, koła, kierownica - węgiel. Do tego opuszczana sztyca
i zeleketryfikowana przerzutka XTR w systemie 1/12. Przyjemna kompozycja, która dobrze
sprawdzała się na asfaltach, błyszczała na szutrach i ścieżkach enduro lokalnego
Parku Krajobrazowego.
Spotkana na wzniesieniu "domowej" asfaltowej pętelki ciężarówka Austin z 1957 roku
sprowokowała mnie do zatrzymania, zrobienia zdjęcia "stare/nowe". To także chwila zadumy
i refleksji, gdy uświadomiłem sobie, że "silnik" Krossa jest o 2 lata starszy od Austina :)


Malaga.
Jest 2-gi dzień lutego, godz. 17:21. Za około 40 min będzie zachodziło słońce. Widok wzdłuż
wybrzeża, w kierunku płn.-zach, w stronę, gdzie około 40 km dalej leży popularna wśród
szpoinów, gangsterów, koronowanych głów i turystów - Marbella. Wzdłuż wybrzeża wiedzie
droga dla rowerów zachęcająca do niespiesznego przemieszczania się pomiędzy plażą 
i mnóstwem knajpek, które o tej porze roku stopniowo, w zależności od aury otwierają ogródki
zachęcając do zatrzymania się, wydania paru euro.


Creme de la creme rowerowego pobytu w Maladze to oczywiście
asfalty! Tutaj także trenują najlepsi z najlepszych. Tutaj szlifuje
formę Jonas Vingegaard oraz synek Maciek (na foto) [foto Kuba]


Malaga - centrum miasta.
W Maladze potrafi padać! Właśnie wybrałem się do miasta, żeby kupić prezenty dla wnucząt.
Wzięło i lunęło! Poza tym gwałtowanie spadła temperatura. Turyści łącznie ze mną szukali
schronienia pod parasolami licznych knajpek. Zaskakująco intensywna ulewa trwała nadspodziewanie
długo. Zamiast parasola miałem kurtkę przeciwdeszczową. Dzięki temu dotarłem do przystanku
autobusowego w stanie pozwalającym na wejście do autobusu :) 


Malaga - promenada.
Kolarstwo krajobrazowe bazuje na systemie nagród. Większych i mniejszych.
Kary nie są przewidziane. Po zmaganiach z dystansem, górami, wiatrem (bywało,
że tęgo wiało) można sobie pozwolić na małą nagrodę jaką jest kawa, lody, w
zestawie  z chwilą kontemplacji okraszoną widokiem na Morze Śródziemne.  


Wnutek - Kubutek.
Dużą nagrodą jest przebywanie/opieka nad wnuczkiem, w czasie gdy rodzice 
ujeżdżają swoje biki. Jeszcze chwila i Kubuś będzie się ścigał 
z Jonasem Vingegaardem i Tadejem Pogacarem :) 

piątek, 27 lutego 2026

"Świety Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025, książka - Nagroda Specjalna 2025 "Magazynu Literackiego KSIĄŻKI"

"Świety Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025, książka - Nagroda Specjalna 2025 "Magazynu Literackiego KSIĄŻKI"

Czujny jak ważka Malina podrzucił mi wczoraj informacją o nagrodzie. Z satysfakcją i radością dzielę się nią publicznie zachęcając przy okazji tych, którzy JESZCZE nie czytali "Świętego Leonarda..." aby niezwłocznie uzupełnili braki w lekturze :) 

>>> Książki Roku 2025 „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” – Rynek książki













Warto przypomnieć/zauważyć, że jest to kolejna po ubiegłorocznych nagrodach im. Józefa Mackiewicza 2025 i "Książce Września 2024" Magazynu Literackiego za "Lotnicho", literacka nagroda dla Marka Stokowskiego. Wszystko wskazuje na to, że to początek nagrodowego rogu obfitość, gdyż "Święty Leonard..." nie tylko cieszy się znakomitymi recenzjami, zdobywa serca szerokiej rzeszy czytelników, ale wydawca PIW zgłosił ten tytuł do innych nagród literackich. Wierzę, że nagród będzie więcej. Trzymajcie kciuki! 

O książkach Marka Stokowskiego na moim blogu >>> TU

środa, 25 lutego 2026

"Porozmawiajmy o Żydach. Zapowiedź", aut. Ewa Kurek, Wojciech Sumliński, PL 2025, książka

"Porozmawiajmy o Żydach. Zapowiedź", aut. Ewa Kurek, Wojciech Sumliński, PL 2025, książka

Kupiłem (i przeczytałem) tę książkę praktycznie z jednego powodu. Dotarła do mnie informacja o zabiegach utrudniających dystrybucję książki. Zareagowałem w sposób oczywisty - natychmiast usiadłem do klawiatury i zamówiłem. Wiem, że tak zachowała się spora grupa moich znajomych. I słusznie! Wojciech Sumliński jest znanym dziennikarzem śledczym. Jest autorem wielu publikacji, które mają wspólny mianownik - bezkompromisowe ujawnianie prawdy. Dowodem tego, jak treść tego co pisze niewygodne jest dla establishmentu, jest jego życiorys (TU).

Nie oczekiwałem żadnych nowości i sensacji w "Porozmawiajmy o.." Przeczytałem sporo książek traktujących o Żydach, historycznych zaszłościach w relacji Żydzi - Polska, ze szczególnym uwzględnieniem ich roszczeń w stosunku do naszego państwa (tzw. deklaracja terezińska). Wiele miejsca w tych publikacjach zajmuje "sprawa Jedwabnego" - nagonka na Polskę i Polaków zapoczątkowana przez cieszącą się złą sławą książką "Sąsiedzi" (2000). Najważniejszą i najlepszą pozycją jest w moim przekonaniu książka Barbary Kurek - "Jedwabne - anatomia kłamstwa" (TU) Krótko, na temat. 

To co jest (dla mnie) nowe w książce W. Sumlińskiego to przede wszystkim bieżący stan "sprawy Jedwabnego", czyli społeczne działania podjęte w celu demistyfikacji okoliczności zbrodni, którą usiłowano obciążyć Polaków - mieszkańców Jedwabnego. Reszta zawartości to w większości znane mi z innych publikacji przykłady związków Żydzi-Niemcy-Rosjanie, geneza budowy getta, jego funkcjonowanie w czasie okupacji, zaangażowanie osób pochodzenia żydowskiego w aparat komunistycznej władzy po wyzwoleniu Polski w 1945 roku itp. Te i inne szalenie ciekawe szczegóły dotyczące zachowania Żydów w czasie II Wojny wraz z genezą powstania Izraela szczegółowo opisuje Piotr Zychowicz w "Żydzi" i Żydzi 2". Polecam!

"Porozmawiajmy o Żydach. Zapowiedź" będzie ciekawa przede wszystkim dla tych, którzy po raz pierwszy usiłują znaleźć inne niż mainstreamowe źródło wiedzy o relacjach polsko-żydowskich. Już sam tytuł książki sugeruje, że jest to rodzaj "wprowadzenia" w temat. A że temat to niełatwy, wymagający mnóstwa informacji pochodzących z różnych źródeł, to wiedzą wszyscy...

>> Film "Powrót do Jedwabnego", reż. W Sumliński (TU)

>> Książka "Powrót do Jedwabnego", aut. E. Kurek, T. Budzyński, W. Sumliński (TU)

poniedziałek, 23 lutego 2026

"Biegas. Światy nierównoległe", Muzeum Villa la Fleur, wystawa

"Biegas. Światy nierównoległe", Muzeum Villa la Fleur, wystawa

Wystawę przedłużono do 2026.03.22. Przed chwilą przeczytałem tę informację na stronie Muzeum i pomyślałem, że warto napisać kilka słów o wystawie. 

Byłem w Villi la Fleur pod koniec stycznia 2026. Wystawa za chwilę miała się zamykać. Pisanie o niej wówczas nie miało większego sensu. Teraz, gdy do zamknięcia jest jeszcze miesiąc - ma.


Czarodziejka
Przyczyną dla której pojechałem do Konstancina była moja niewiedza... Nie znałem tego artysty. Grzebiąc w pamięci nie umiałem nie tylko odszukać jego nazwiska, ale jak się okazało w trakcie zwiedzania nigdy wcześniej nie widziałem jego dokonań. Jednym słowem wystawa była dla mnie swego rodzaju objawieniem, wejściem do nieznanej mi pracowni, nieznanego twórcy, który okazał się być oryginalny, wszechstronny i interesujący. 


Germania na koniu czerwonej
propagandy
Tytuł wystawy "Biegas. Światy nierównoległe" podkreśla różnorodność zainteresowań Bolesława Biegasa, twórcy biegłego w technikach malarskich i rzeźbie, artysty-kreatora dzieł mistycznych, demonicznych, inspirowanych mitologiami, baśniami oraz portretów malowanych w wymyślonej przez niego formule sferycznej. Poza tym ma swoim dorobku budzące ogromne kontrowersje obrazoburcze nomen-omen obrazy komentujące ówczesną polityczną rzeczywistość. (Tutaj skojarzenie z E. Dwurnikiem jest bardzo na miejscu:)) Jednym słowem twórca-kreator. Pełen inwencji, zdolny, szczęściarz (pochodził z rodziny chłopskiej, a się przebił),  mający w czasie gdy tworzył wielu sponsorów i wyznawców, co pozwalało na przyjemne, względnie dostatnie życie.
Jesień

Wystawie dzieł Bolesława Biegasa towarzyszą dzieła innych artystów nie tylko z epoki, w której tworzył, ale także tych artystów, których on sam obserwował, z których czerpał, i tych, którzy przyznawali się do inspiracji dziełami B. Biegasa. 

Olga Boznańska

Kolejny raz kupiłem bilet "wraz z przewodnikiem". Oglądanie wystawy z przewodnikiem to zupełnie inna jakość, zwłaszcza, gdy ogląda się wystawę dzieł artysty "nieznanego". Na tour z przewodnikiem trzeba zarezerwować około 1,5h. Potem oczywiście samotny obchód, przystanki, detale, parę zdjęć. Odwiedzający Ville le Fleur po raz pierwszy powinni poświęć zdecydowanie więcej czasu na obejrzenie całości zbiorów Muzeum. Pisałem o tym szerzej przy okazji prezentacji dorobku M. Kislinga (TU) nie będę się powtarzał. Zapewniam - warto!

Harfa
Niech zachętą będzie informacja, że Olga Boznańska była dobrą znajomą, wręcz przyjaciółką, z którą artysta chętnie przechadzał się po paryskich ulicach, oboje, prowokująco w strojach demode. O ile twórczość O. Boznańskiej przebiła się do zbiorowej świadomości, a jej prace dawno osiągają milionowe kwoty, o tyle B. Biegas nie jest tak głośnym nazwiskiem, a ceny jego obrazów/rzeźb zamykają się w zdecydowanie niższych kwotach. Prezentacja jego sztuki z pewnością przyczyni się do wzrostu wartości zwłaszcza (jak sądzę) obrazów. Przemawia za tym oryginalność autorskiego pomysłu na "sferyczną" budowę obrazów i zdecydowane, wibrujące kolory.
Walka o życie - śmierć.
Ta praca w gipsie oraz inne płaskorzeźby tego typu są szalenie ciekawe, inne niż
większość znanych mi rzeźb. Bardzo oryginalne. Ekspresyjne.
Na tyle unikalne, że będąc na seansie "Wichrowych  Wzgórz" (2026) moją uwagę przykuło
bogato zdobione zwieńczenie kominka w Drozdowym 
Gnieździe. Filmowa płaskorzeźba składa się wprawdzie z rzeźbionych dłoni, ale ekspresja
płaskorzeźby, biel, wymowa i wreszcie monumentalna wielkość przywodzi na myśl rzeźby
B. Biegasa. Filmowy kominek jest eksponowany dość długo, detalicznie. Widać było, że
twórcom filmu zależało na zwróceniu uwagi widzów na ten szczegół scenografii. Ciekawe,
czy zwieńczenie kominka było inspirowane twórczością B. Biegasa...  

Po zakończeniu zwiedzania zawstydzony swoją niewiedzą kupiłem (200 zł) pięknie wydany album wystawy. To porządna dawka wiedzy o Bolesławie Biegasie okraszona dobrej jakości reprodukcjami dzieł eksponowanych na wystawie.

PS. Kolejna dedykowana konkretnemu artyście wystawa w Villi la Fleur będzie poświęcona Meli Muter. O jej biografii pisałem TU 

czwartek, 19 lutego 2026

"Wichrowe wzgórza" (Wuthering Heights), reż. Emerald Fennell, USA, GB 2026, film, w kinach

"Wichrowe wzgórza" (Wuthering Heights), reż. Emerald Fennell, USA, GB 2026, film, w kinach

Byłem, widziałem, wyszedłem więcej niż rozczarowany. Oceniam film na 3/10 w skali filmweb, czyli "słaby". Przez chwilę zastanawiałem się nad deczko wyższą notą - 4 (ujdzie), ale pomyślałem, że owo "ujdzie" mogłoby jednak zachęcać do obejrzenia filmu. W moim przekonaniu ocena "słaby" jednoznacznie wskazuje, że nie warto poświęcać ponad 2h na obejrzenie czegoś, co jest moim zdaniem ewidentną fuszerką.

Nie jestem obyty w "romansowym" gatunku. Nie czytałem "Wichrowych wzgórz" i raczej nie przeczytam. Nie mam pojęcia na ile ten film jest wierną, lub nie, ekranizacją książki. Moje zastrzeżenia i niska ocena filmu wynika z istoty dokonania jakim jest film rozumiany jako finalny produkt, na który składają się: zdjęcia, scenografia, aktorzy/ich gra, muzyka, fabuła itp., i jego, filmu, działanie na moje emocje.

Nie, to nie jest tak, że film mnie nie poruszył!  Przeciwnie! Były w nim sceny, które mocno mnie rozbawiły, chociaż nie były zapewne pomyślane jako zabawne. Gdy jeden z kadrów przywołał (u mnie) scenę z "Fatalnego zauroczenia", tę, w której Glenn Close wynurza się z wanny, nie mogłem wrócić do "normalnego" oglądania. Wyobraźnia zaczęła podsuwać mi pomysły w wyniku których "Wichrowe Wzgórza" z melodramatu stają się jego parodią ciążąc w kierunku parodii erotycznego thrillera... 

Nie, to nie efekt mojej chorej/bujnej wyobraźni. Przyczyną jest niebezpieczne naruszanie przez twórców filmu granicy pomiędzy sztuką a kiczem, w rezultacie czego "Wichrowe Wzgórza" mogą być odebrane jako pastisz, a przy drobnych modyfikacjach łatwo mogą stać się parodią gatunku.

Film jest zrealizowany w estetyce południowo-amerykańskich telenowel. Dotyczy to zwłaszcza warstwy wizualnej: scenografii, zdjęć/ich kadrowania. Baśniowo-nierealny klimat potęgowany jest nadmiernym użyciem technik komputerowych. Postprodukcja widoczna jest praktycznie wszędzie. Kreowanie baśniowej rzeczywistości jest drażniące od nieomal pierwszych kadrów. Im dalej w film, tym bardziej przeszkadzało mi to w podążaniu za głównym wątkiem jakim jest jak sądzę splot miłości i nienawiści, bezkompromisowy romans prowadzący do druzgocącej tragedii. Klasa aktorów, chociaż lepsza niż w telenowelach nie dorównuje kunsztowi prezentowanemu przez przywołaną wcześniej Glenn Close i  Michaela Douglasa. Skojarzenie z typowym dla produkcji telenowel motywem "kopciuszka" wmanewrowanego w namiętną, nieprawdopodobną miłość pogłębiany jest sztampową grą aktorów...

Na pocieszenie inwestorów, którzy sfinansowali "Wichrowe Wzgórza" informuje, że widzę szansę na wycofanie wkładu, być może nawet na zysk. Należy bezzwłocznie oddać to "dzieło" w ręce panów (o ile jeszcze żyją) z Latającego Cyrku Monty Pythona, którzy po drobnych modyfikacjach są w stanie zrobić z niego gatunkową super parodię. Jeśli będą chcieli wykorzystać mój "fatalnozauroczeniowy" pomysł - proszę bardzo - free-of-charge.

Po seansie, gdy rozglądałem się po sali sprawdzając, czy wszystkim, podobnie ja mnie śmieją się pysie, dostrzegłem jedną zapłakaną nastolatkę. Spłakała się ze śmiechu, czy z żalu nad losem kochanków?  Nie spytałem... :)

poniedziałek, 16 lutego 2026

"Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej", aut. Grzegorz Kucharczyk, PL 2025, książka

"Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej", aut. Grzegorz Kucharczyk, PL 2025, książka

Bezpośrednim impulsem do kupienia i przeczytania książki była znakomita rozmowa Bogdana Rymanowskiego z prof. Grzegorzem Kucharczykiem (TU). Rozmowa trwa blisko 1,5h, ale zapewniam, jest warta wysłuchania. 

To, że zrozumienie otaczającej nas rzeczywistości nie jest proste, jest truizmem. Podobnie oczywistą oczywistością, jest to, że rozumieniu sprzyja wiedza. Ta zaś powinna pochodzić z możliwie wielu niezależnych źródeł. Droga na skróty w postaci czytania prasowych komentarzy, słuchaniu wypowiedzi pseudo fachowców i nie-daj-boże polityków, to droga donikąd. Praktycznie jedynym sposobem jest czytanie stricte naukowych publikacji, które opisując problem/zagadnienie bazują na dokumentach źródłowych, do których odnośniki znajdują się w danej publikacji. W ten sposób, jeśli taka jest wola czytelnika, można samemu usiłować sięgnąć do źródeł weryfikując rzetelność autora publikacji. Jest oczywiście jeszcze jedna droga, żmudna i czasochłonna - własne studia nad danym tematem... 

Szkolne lekcje historii nie są studiami :) Poza tym nie byłem wówczas specjalnie zainteresowany zdobywaniem wiedzy historycznej dotyczącej Polski. Zdecydowanie bardziej interesowała mnie historia starożytna. Myślę, że większość moich rówieśników czasy rozbiorów Polski, w części zaboru pruskiego, pamięta jako terminy-hasła: wóz Drzymały, szkolny bunt dzieciaków we Wrześni, Hakata, Bismarck, a jako rezultat - brutalna germanizacja. Niewiele...

Zbyt mało, żeby zrozumieć źródła delikatnie mówiąc organicznej niechęci z jaką Prusacy/Niemcy traktowali wówczas Polaków. To, że my do naszych zachodnich sąsiadów mamy duuuży dystans jest w pełni zrozumiałe. Wystarczy przywołać ostatnią wojnę. Ale skąd się wzięły tytułowe: histeria, pogarda i otwarty, nienawistny niemiecki antypolonizm? Żeby TO zrozumieć trzeba przeczytać "Histerię i pogardę..." 

To nie jest książka łatwa. Wymaga skupienia. Jest w niej całe mnóstwo cytatów, odniesień, dat, nazwisk, faktów, które wypada spokojnie przetrawić, poukładać sobie w głowie. Praktycznie jest to rzetelna praca naukowa obrazująca wielowiekowy, ze szczególnym uwzględnieniem okresu Republiki Weimarskiej (1918-1933) pruski/niemiecki sposób myślenia, wychowania, edukacji, działań, w efekcie których wybuchła II Woja Światowa niosąca ponowną próbą anihilacji Polaków i polskiej państwowości. 

"Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej" otwiera oczy, pozwala zrozumieć mechanizm procesów powodujących niemieckie bestialstwo w okupowanej w czasie II Wojny Światowej Polsce. W moim przekonaniu jest bazą do rozumienia obecnych relacji na linii Niemcy - Polska. Rzeczą oczywistą jest, że czytając tę publikację zadajemy sobie pytanie czy i na ile Niemcy strząsnęli z siebie potrzebę hegemonii, teutońską butę, lekceważący, żeby nie użyć słowa pogardliwy stosunek do innych niż niemiecka nacji, skąd się biorą w niemieckim Bundestagu politycy pokroju Eriki Steinbach i jaki jest wpływ Niemieckich Stowarzyszeń Ziomkowskich na zawartość współczesnych niemieckich podręczników do historii. Polsko-Niemiecka historia nie jest łatwa. Tym bardziej wymaga tego, co określane jest "stanięciem w prawdzie"...

Ta książka zmusza do zadumy. Wiedza wyniesiona z jej lektury wyostrza widzenie. Porządkuje (u mnie) zdarzenia/zaszłości na osi czasu, gdzie Bismarck, wóz Drzymały, szkoła we Wrześni, Hakata nadal mają swoje miejsce, ale teraz, po lekturze, pośród wielu innych faktów, o których nie uczono na lekcjach historii. 

Nie sądzę, żeby książka wymagała specjalnej rekomendacji. Rozmowę na YT obejrzało blisko 0,5 mln osób, a ponad 2,5 tys. umieściło komentarze. Ale na wszelki wypadek zachęcam do przeczytania "Histerii i pogardy...". Rozmowa z prof. Grzegorzem Kucharczykiem, chociaż szalenie ciekawa niech będzie tylko teaserem :)

Kim jest prof. Grzegorz Kucharczyk >>> TU

piątek, 13 lutego 2026

"Demon z samotnej wyspy", aut. Ranpo Edogawa, Japonia 1929, PL 2024, książka

"Demon z samotnej wyspy", aut. Ranpo Edogawa, Japonia 1929, PL 2024, książka

Ten tytuł był bodaj radiową rekomendacją. Niezobowiązująca, wakacyjna lektura. Ciekawa bo rzecz japońska, kryminał. Niewiele myśląc kupiłem książkę - planowałem wyjazd, miała być "jak znalazł". Wyraźnie jednak rekomendacja doleciała do mnie w formie szczątkowej, gdyż dopiero w czasie czytania informacji na skrzydełkach dotarło do mnie, że autor żył, był, tworzył w latach 1894-1965... Do tego jako prekursor nowoczesnego japońskiego kryminału inspirował się twórczością Arthura Conana Doyle'a oraz Edgara Allana Poe...

Jednym słowem już na wstępie wyglądało, że będzie to coś zupełnie innego niż współczesne kryminały w stylu np. Jo Nesbo czy Stiega Larssona. Trudno...

Początek był oj(!) ciężki. Męczył mnie styl narracji, której autorem jest główny bohater. Powtarzanie, że czytelnikowi będzie oszczędzony szerszy opis osoby/sytuacji wraz z obietnicą powrotu do tego wątku w dalszej części tekstu okazało się być nieznośna (dla mnie) manierą. Nierealna atmosfera, kreślone grubą kreską psychologiczne portrety bohaterów powieści, słabo prowadzony wątek sensacyjny, to w moim odczuciu główne grzechy "Demona...". Jednak brnąc mozolnie przez kolejne strony (z 317-stu) powoli zacząłem interesować się rozwiązaniem zagadki. Przywykłem także do XIX-sto wiecznego stylu wziętego wprost z dorobku E. A. Poe. Dobrnąłem do końca ciesząc się, że udało mi się zrealizować wyzwanie jakim była lektura "Demona..." Książka jest ewidentnie skierowana do fanów opowieści grozy w stylu E. A. Poe. Jego opowiadania czytałem jako nastolatek. Nigdy mnie nie urzekły. Być może teraz, gdy z perspektywy czasu potraktuje się tę literaturę jako zapis czasu, ciekawostkę, świadectwo ówczesnych fascynacji, lektura staje łatwiejsza. 

Jeśli już sięgniecie po "Demona..." przeczytajcie koniecznie "Posłowie" autorstwa tłumacza "Demona..." Andrzeja  Świrkowskiego. To ważny i ciekawy tekst osadzający twórczość Ranpo Edogawy w realiach kultury japońskiej z szalenie intrygującymi odniesieniami do pogmatwanego świata shogunów, teratrów kabuki, zmieniającej się w czasie japońskiej obyczajowości. Z mojego punktu widzenia "Posłowie" było najciekawszym "rozdziałem" książki :) Poszerzyło moją nikłą wiedzę o kraju samurajów, który z przytupem wtargnął do naszych domów za sprawą serialu "Szogun" z 1980 roku (PL emisja TVP w 1985) z niezapomnianymi rolami Richarda Chamberlaina i Toshiro Mifune.