niedziela, 31 marca 2013

Wiosna 2013.04.01 - widok z okna.

Jest godzina 6:00 rano, 2013.04.01.
Nie ma sensu komentowac tego widoku. Klimaty jak z Jacka Londona. Nic tylko przypiac narty, lub rakiety sniezne i ruszyc na eksploracje zasypanej sniegiem przyrody. Sztucer bezwzglednie konieczny. Mozna oczekiwac lisow polarnych, wilkow, bialych niedzwiedzi i licznie grasujacych bialych myszy.
Byle do wiosny. Byle sie to wszystko nie roztopilo zbyt gwaltowie, bo trzeba bedzie wyciagnac canoe.

"Wielki Mike" (The Blind Side), reż. John Lee Hancock, USA, 2009, dvd

"Wielki Mike" (The Blind Side), reż. John Lee Hancock, USA, 2009, dvd

Film zarekomendowala wlascicielka wypozyczalni. Ona, podobnie jak ja lubi przeniesione na ekran prawdziwe historie. Ponadto grajaca glowna role Sandra Bullock dostala za ten film Oscara 2010 w kat. najlepsza aktorka pierwszoplanowa.
Akurat ten fakt niezbyt mnie poruszyl. Nie przepadam za Sandra Bullock. Byl czas kiedy grala w prawie kazdym amerykanskim filmie. Ja do kina, a tam S.B. Biore dvd, znow ona. Nabawilem sie przez nia manii przesladowczej. Bylem przez nia literalnie  osaczony. Przesladowala mnie jej twarz. Bo to wlasnie w twarzy ma cos czego nie lubie. Tym czyms jest nos, w nim dwie szparki zamaist normalnych dziurek. Do tego to nos zadarty, wiec przez caly czas eksponuje te szpary, ktore wraz z ksztalem nosa przywodza mi na mysl grozny, drapiezny pysk rekina szescioszpara.
A rekinow sie boje.
Ale przeciez dywaguje nie o rybach tylko o filmie, ktory ocenilem na  "niezly", bo historia prawdziwa, ale przy tym tak bolesnie amerykanska, idealistyczna, slodka, ze trudno te slodycz wytrzymac. Ale przeciez to prawda, wiec nic tylko bic brawo!
Ogladalo mi sie fajnie. Ponad 2h filmu wkrecilem szybko, sprawnie, bezbolesnie. Jakos tak jest, ze historie o pozytywnym przeslaniu, o tym, ze ludzie som dobre, a zycie potrafi byc piekne wchodza do glowy bardzo gladko.
Jednym slowem film dla mas, a przy okazji dla ichtiologow tez cos sie znajdzie.

"Rzecz o mych smutnych dziwkach" (Memoria de mis putas tristes), reż. Henning Carlsen, Dania+, 2011, dvd

"Rzecz o mych smutnych dziwkach" (Memoria de mis putas tristes), reż. Henning Carlsen, Dania+, 2011, dvd

"Sto lat samotnosci" czytalem pewnie ze 100 lat temu, czyli tak dawno, ze niewiele z tej lektury pamietam. Pamietam jednak, ze od tamtego czasu zaczela sie popularnosc literatury iberoamerykanskiej, a "Sto lat samotnosci" zaczelo uchodzic za cud objawiony, arcydzielo.
Nie moglem wiec zlekcewazyc tego filmu, ktory poza intrygujacymm tytulem wolal, ze powstal na podstawie prozy Marqueza wlasnie.
Jak zwykle obejrzalem go na rowerku, chociaz wolne tempo akcji niezbyt wspolgralo z intensywnym kreceniem pedalami.
Film nie zasluguje moim zdaniem na ocene wyzsza niz "sredni".
Intrygujacy, obiecuajcy tytul pozostaje niespelniona obietnica, bo o smutynych dziwkach nie ma tam prawie nic. Stary czlowiek, ktory w ramach swych geriatrycznych fantazji postanawia zrobic sobie prezent spedzajac noc z dziewica, moze sie wydac dosc perwersyjny. To doswiadczenie staje sie przykrym memento obnazajacym prosta prawde, ze zycie bez milosci jest nic nie warte, puste, bez sensu.
Z przyjemnoscia odnotowalem obecnosc w filmie Geraldine Chaplin, w roli streczycielki-burdelmamy, ktora widuje w filmach rzadko, a pamietam swietnie z "Nakarmic kruki" (1976) Saury (z tego filmu pochodzi slynna piosenka "Porque te vas". Kto nie widzial, jazda obowiazkowa).
I z tego powodu nie uwazam czasu poswieconego na obejrzenie tego filmu za stracony.

sobota, 30 marca 2013

Wiosna 2013. Biegówki w Wielką Sobotę.

Jacek-perfekcjonista doskonali klasyczny krok na zasypanej sniegiem
superplaskiej, ekstrapoziomej lodowej tafli lokalnego bagienka.
4 godziny dziennie, od 4 sezonow, 40 krokow w jedna, 40 w druga
strone. (a imie jego 44) 
Nie ma to jak wiosna. Po piatkowym, obfitym opadzie sniegu porzucilem mysl o wskoczeniu na rowerek. Przypialem nartki, by w towarzystwie Jacka zalozyc rano pierwszy slad w naszym lesie.  Tyż piknie!
Jednak mysle sobie, ze juz pora na ciepelko i rowerek. Moze sie doczekamy...

piątek, 29 marca 2013

"W stronę Marrakeszu" (Hideous Kinky) reż.reżyseria: Gillies MacKinnon, F,GB, Maroko, 1998, dvd

"W stronę Marrakeszu" (Hideous Kinky) reż.: Gillies MacKinnon,  F,GB, Maroko, 1998, dvd

Wzialem z polki, gdyz na okladce jest Kate Winslet. Podoba mi sie jako kobieta i aktorka, wiec nie zadalem sobie trudu, zeby sprawdzic film. Wierzylem, ze obecnosc w filmie K.W. wynagrodzi mi ewentualna slabosc filmu. I tak wlasnie bylo.

Film cienki, Kate Winslet wielgachna.

Przez 3/4 filmu mialem wrazenie, ze jest on o niczym. Po jakims czasie okazalo sie, ze ma byc o zagubienu, szukaniu wartosci, celu dla ktorego warto byc i zyc. O szukaniu wiary, istoty bytu.
Akcja filmu dzieje sie w latach 70-tych. Wtedy wlasnie stalo sie modne wyjezdzanie do Maroka, Indii. Hippisi zakladli "wyjazdowe" komuny, kapele (Stonsi, Beatlesi) znajdowali swoich guru. Sadzili, ze wystarczy pomedytowac, odmowic sobie miesa, pomodlic sie, a objawiona przez wschodnich medrcow "prawda przyjdzie, zwinie sie na ich kolanach i zamruczy jak kot" [cytat z filmu] Nic takiego sie nie dzialo. Dlatego ujarani czarnym marokanskim haszem, wyglodzeni, wychudzeni wracali do Europy, zeby sciac wlosy, zalozyc garnitur, znalezc real job.
Taka "poszukujaca" gra Kate Winslet. Jej obecnosc wynagradza powolnosc akcji i pustke przyjemnych dla oka, ale meczacych przez nadmiar, zdjec krajobrazow Maroka.
Dopiero z napisow koncowych dowiedzialem sie, ze wspolproducentem bylo Maroko. Musialo sie niezle dorzucic do budzetu filmu, ktory w zasadzie jest dosc przyjemna, acz ciut przydluga turystyczna reklamowka Maroka. (oczywiscie moim zdaniem)
A Kate Winslet? Boska!
To dla niej wytrzymalem prawie 100 min. na trenazerze.
To dla niej wylewalem wiadrami pot.
Dla niej takze znosilem bol barku, ktory mnie tam wlazl i od dluzszego czasu nie chce opuscic.
I do tego za wlasne pieniadze (6 zl).
Zaszalalem.

niedziela, 24 marca 2013

"The Hurt Locker. W pułapce wojny" (The Hurt Locker) reż. Kathryn Bigelow, USA, 2008, dvd

"The Hurt Locker. W pułapce wojny" (The Hurt Locker) reż. Kathryn Bigelow, USA, 2008, dvd

Dlugo czekal zanim wzialem go z polki i "wkrecilem" na trenazerze. Filmy wojenne ogladam, ale nie jest to moj ulubiony gatunek. Dozuje wiec sobie, TERAZ wybierajac rzeczy renomowane/nagradzane.  Bo KIEDYS ogladalo sie jak leci, zwlaszcza gdy nie bylo polskie, lub radzieckie.
Mnie sie podobal.
Amerykanie robia swietne filmy wojenne. Ten jest takze zaskakujco dobry. Pewnie bylby lepszy, gdyby nie wstawki dydaktyczno-moralizatorskie. Dlatego m.in. wyzej stawiam chociazby "Helikopter w ogniu", "Apokalipse", "Lowce Jeleni". "Oblawa" jest lepsza (bo nasza), jednak "Hurt Lockera" widziec trzeba, chociazby dlatego, ze film jest znakomicie zagrany i wyrezyserowany.

Nie wszystkim odpowiada rola swiatowego zandarma w jakiej ustawily sie Stany wyslajac w kolejne rejony konfiliktow swoje wojska. Tutaj rzecz sie dzieje w Iraku, do ktorego amerykanie wtargneli pod pretekstem koniecznosci kontroli nad domniemanymi irackimi pracami wokol broni nuklearnej.
Atomu nie znalezli, ale jednak tam zostali pomimo wyraznej, bombowej niecheci autochtonow.
Ale miny-pulapki, technologia ich rozbrajania, kolejne misje nie sa glownym tematem filmu. Jest nim uzaleznienie od wojny, adrenaliny, problemow z psychika. Bo wojna wypala pietno w kazdej, nawet najmocniejszej glowie. Zostaje w niej na dlugo, moze na zawsze. (Jest taka charakterstyczna scena w "Lowcy Jeleni", kiedy powracajacy z Wietnamu, indagowany przez ziomali Rober De Niro milczy, nie chce mowic o wojnie. Nie ma o czym z nimi gadac. Jego doswiadczenia sa tak inne, jego glowa tak zmieniona, ze juz nigdy nie bedzie jednym z nich - robotnikow lokalnej huty, lowca jeleni.)

"Hurt Locker" dostal 6 Oscarow! Chiba przesada, ale zobaczyc warto (o ile nie ma sie alergii na filmy wojenne/o wojnie).

piątek, 22 marca 2013

Jak dodać koloru swojej szarej egzystencji?

Zamiast plastikowych kaczuszek, ktore zwykle towarzyszyly Ci w kapieli, lub małomównego karpia, ktory od grudnia uporczywie squatt'uje w Twojej lazience, wrzuc do wanny jednego (lepiej dwa) diably morskie. Od tego momentu wannowe ablucje nabiora zupelnie innego charakteru, a kontakt z kąsającą, wijącą, szmocącą sie przyroda dostarczy Ci zupelnie nowych, intensywnych wrazen!
Uwazaj jednak na wszelkie wystajace czesci ciala. Diablątko moze uznac owo sterczace cos, za krewetke, larwe, lub innego smakowitego robaka, w konsekwencji bolesnie ugryzc, lub nie-daj-boze odgryzc.

(I wyrzuc wreszcie te cholerna choinke! To Wielkanoc, nie Boze Narodzenie! Wlasnie wyrzucilem swoja)

Diablatka do nabycia na wage w wybranych Dobrych Sklepach Centrali Rybnej na terenie kraju.
(aut. foto Karol M.)