| Morski, wieczorny klimat [foto Mali] |
| Jazda pod żaglami to prawdziwy fun. |
- Malinie. I w ten sposób wmanewrowałem Malinę w nieomal motorowodniacki, w miejsce żeglarskiego, wyjazd :(
Tym razem wyjazd miał być typowo turystyczny. Poza morskim żeglowaniem chciałem doświadczyć fenomenu Chorwacji - kraju, w którym branża turystyczna generuje około 20-25% PKB (w zależności od metodologii) co jest jednym z najwyższych europejskich wskaźników. Kraju, który od około 20 lat stał się jednym z najważniejszych dla Polaków miejsc spędzania wakacji. Dość szybko okazało się, że opowieści o "uroczych, kameralnych zatoczkach" są prawdą, ale... Gdy poznało się jedną z nich to praktycznie każda kolejna jest prawie identyczna z tą pierwszą :) Kameralność jest wielce problematyczna, gdyż tam gdzie ładnie, spokojnie i głębokość pozwala na rzucenie kotwicy stoi zwykle kilka jachtów... Temperatura wody na przełomie kwietnia/maja nie zachęcała do zbyt długiego, intensywnego pławienia się bez pianki... Tym co przyciągało moją uwagę, wzbudzało zachwyt była nieprawdopodobna malowniczość licznych miasteczek położonych na zarówno na stałym lądzie, jak i na niepoliczalnych wyspach i wysepkach z których słynie wybrzeże dalmatyńskie, które obecnie praktycznie w całości należą do Chorwacji.
| Wnętrze kościoła św. Donata |
| Kościół św. Donata IXw. |
| Faceci w "uniformach" mają branie:) Mali odrzuca awanse będącej na panieńskiej eskapadzie Polki prezentując przesłanie: "I don't need therapy, I just need my boat". |
Tydzień, (w sumie 2, licząc z poprzednim wyjazdem) w Chorwacji to zdecydowanie za mało, żeby zrozumieć turystyczny fenomen tego kraju, ale wystarczająco długo, żeby chcieć tu wracać. Myślę jednak, że ewentualny kolejny wyjazd nie powinien być w 100% dedykowany pobytowi na jachcie. Być może ciekawą odmiana byłby wyjazd wczesną jesienią, po zakończeniu sezonu turystycznego? Wyobrażam sobie, że wówczas temperatura wody bardziej zachęca do uprawiania wszelkich sportów wodnych, zwłaszcza windsurfingu, lub/i żeglowania w sportowym stylu na lekkich jedno-dwuosobowych żaglówkach. Taki wyjazd powinien być jak sądzę dłuższy niż typowy tygodniowy wypad w (prawie) wysokim sezonie. Wiele lat temu miałem okazję być na Rodos w miejscu, które nazywa się Prasonisi (TU) Wówczas było to nieomal dzikie miejsce dedykowane windsurferom. 2-3 niewielkie hoteliki, sklep, 2 wypożyczalnie sprzętu, w tym jedna polska, oraz słynna wówczas, tuż przy plaży restauracja "U Louisa", w której stołowała się większość Polaków. Zero turystów. Sami windsurferzy i pojedyńczy wówczas kitesurferzy. Zero leżaków na plaży, parasoli. Wiatr, plaża, słońce i woda. Czy są jeszcze takie miejsca? W Chorwacji?