środa, 29 lipca 2026

"Sny o pociągach" (Train Dreams), aut. Denis Johbson, USA 2021 (PL 2025), książka

"Sny o pociągach" (Train Dreams), aut. Denis Johbson, USA 2021 (PL 2025), książka

Widziałem film (TU). Podobał mi się. Sprawdziłem, czy książka na podstawie której powstał film jest dostępna w mojej bibliotece. Była. Przeczytałem. Podobnie jak film podobała mi się. Film jednak zrobił na mnie większe wrażenie. Sądzę, że jest to wynik innych środków wyrazu. Film operuje zdecydowanie szerszą paletą możliwości oddziaływania na wyobraźnię niż książka. Do tego słów w nim niewiele. Zostawia to mnóstwo przestrzeni na puszczenie wodzy fantazji widza, który w zależności od własnych doświadczeń, wrażliwości może sobie dopowiedzieć (dowyobrazić) to co w filmie pozostaje otwarte, domyślne. Książka, słowo pisane działa inaczej, ale nie znaczy to, że książka jest gorsza, niewarta przeczytania. Z książki dowiadujemy się więcej na temat bohatera, ludzi i miejsc w których funkcjonuje. Tak, jest bardziej dosłowna, ale to moja opinia.

Odbieram książkę (podobnie jak film) jako rodzaj ballady snującej opowieść o "żywocie człowieka poczciwego" :). Pomimo, że nie każdy/każda z nas jest drwalem/pracownikiem leśnym, to przecież łatwo jest się utożsamić z bohaterem książki, który, jak każdy z nas, żmudnie buduje swoje życie, dźwigając (jak każdy z nas) krzyż niepowodzeń, porażek, nawet katastrof. Jest w tej skromnej, naznaczonej tragedią egzystencji miejsce na "sny o pociągach", odloty i fantazje, które w jakimś stopniu niwelują ból strat, ból istnienia. Bo w jakimś stopniu jest to także opowieść o szczególnej cesze w którą jesteśmy wyposażeni - o zdolności przetrwania, podniesienia się z praktycznie każdego upadku. Z racji skromnej objętości (112 stron) film/książka są bardziej etiudą niż balladą. W zwięzłej formie autor używając prostego języka zawiera całe życie bohatera - Roberta Graniera, potwierdzając prawdę zawartą w tytule zdecydowanie wcześniejszego (1997) dokonania Budki Suflera, płyty zatytułowanej  "Nic tak nie boli jak życie" :)

wtorek, 28 lipca 2026

Imieninowa pętelka, sobota 2026.07.25, rowerowe

 Imieninowa pętelka, sobota 2026.07.25, rowerowe

Prom Karczew - Konstancin. Sezonowa promowa przeprawa pozwala na inną niż zwykle
weekendową jazdę. Znaczna część pętli biegnie po utwardzonych drogach. Ich
atrakcyjność dla jeźdźców mtb jest problematyczna, ale jednak inna niż zwykle.
Dlatego czasami (w tym przypadku powodem były imieniny Krzysztofa - patrona
podrózników:)) decydujemy się na taki właśnie przejazd, zahaczając o znane 
i licznie odwiedzane przez kolarzy szosowych Gassy.

Pętla 58 km/2:57h. Fajna alternatywa.
Można ją zrobić całą rodziną. Przeprawa
promem jest ciekawą atrakcją, a liczne
bary ulokowane wzdłuż lewego brzegu
Wisły pozwalają na komfortowy odpoczynek,
uzupełnienie płynów i kalorii. 

wtorek, 21 lipca 2026

Mistrzostwa Polski MTB XC, 2026.07.18-16 Polanica-Zdrój, rowerowe

Mistrzostwa Polski MTB XC, 2026.07.18-16, Polanica-Zdrój, rowerowe

Konkurencja e-bike Kobiety.
1. Aniela Magdziarczyk
2. Patrycja Jeziorska
Konkurencja "e-bike" to nowość w Mistrzostwach 
Polski. Wystartowały trzy Panie. Dojechały dwie.
Trzecią wyeliminował defekt. Druga przyjechała 
synowa-Patrycja. która po urodzeniu syna wraca
do ścigania. Powoli. Jest karmiącą mamą. Radykalne
diety nie mają zastosowania :)

Konkurencja e-bike Panowie.
1. Michał Topór
2. Marcin Motyka
3. Dawid Jona
Ściganie na e-bikach wymaga myślenia o pojemności baterii,
poziomie wspomagania, który "wyżera" energię z szybkością
zależną od trybu. Wszyscy jadą na najwyższym trybie "turbo".
Marcinowi Motyce, który przez 98% dystansu prowadził
ze stała przewagą około 10s w końcówce zabrakło prądu
i "system" automatycznie włączył niższy stopień wspomagania.
W rezultacie przyjechał drugi.
Większa bateria nie gwarantuje sukcesu, ale gdy stawka jest
wyrównana jej pojemność robi różnicę...

Konkurencja Elita Mężczyzn XCO.
(rowery tradycyjne :))
1. Krzysztof Łukasik.
2. Helta Filip
3. Karol Ostaszewski
Krzysztof Łukasik, którego trenerem jest Maciek 
Jeziorski (jezior.bike) sięgnął po tytuł Mistrza Polski
w kat. XCO 4 raz. Warto dodać, że był także Mistrzem Polski
w kat. short-track w latach 2022 i 2023 (w tym roku był w tej
kat. 3 [upadek]), oraz Mistrzem Polski w mtb mataronach (XCM)
w roku 2024.

Krzysztof Łukasik. W tym roku zajął trzecie
miejsce w Mistrzostwach Europy w kat.
mtb maraton (XCM). Pozostaje dominatorem
na polskiej scenie mtb. Jeździ w praktycznie
jedynej zawodowej polskiej ekipie - JBG2.


Wszystkie wyniki MP 2026 >>>> TU

JBG2 Team >>> TU

Trener jezior-bike (w tym roku nie startował w MP - kontuzja) >>> TU 

poniedziałek, 13 lipca 2026

Chorwacja, kwiecień/maj 2026, żeglarskie

Chorwacja, kwiecień/maj 2026, żeglarskie

Morski, wieczorny klimat [foto Mali]
Byłem w Chorwacji jakiś czas temu (TU). Nie żałowałem wówczas decyzji o wyjeździe, wzięciu udziału w typowo szkoleniowym rejsie, który z racji swojej specyfiki nie był żeglarsko ekscytujący. Decydując się na wyjazd w tym roku popełniłem błąd. Znaczący. Otóż kiedy skontaktował się ze mną uczestnik poprzedniego wyjazdu z propozycją wzięcia udziału w tygodniowym. żeglarskim wypadzie, na żaglowym (a jakże!) jachcie (TU), nie przyszło mi do głowy dopytać o sposób poruszania się wzdłuż wybrzeża Chorwacji: na żaglach, czy na silniku... Wydawało mi się oczywiste, że czarterując jacht żaglowy będziemy ŻEGLOWAĆ, a silnik będzie służył głównie do manewrowania. Ten błąd był praprzyczyną szeregu niesnasek, większych i mniejszych zgrzytów pomiędzy załogą, która w większości preferowała przemieszczanie się "na silniku". To co na jachcie pozostaje na jachcie. Nie będę zatem kontynuował tego tematu. Zwracam jednak, ku przestrodze, uwagę na popełniony przeze mnie błąd, którego konsekwencje ważyły na całym rejsie... Może dzięki temu ktoś z czytających tego posta ominie tę rafę :)

Jazda pod żaglami to prawdziwy fun.
Oczywistym było, że propozycja wzięcia udziału w rejsie nie była wynikiem sentymentów. Organizator szukał wśród znajomych chętnych do wyjazdu, aby podzielić koszty eskapady. Spytałem, czy mogę zaproponować udział mojemu kumplowi      
- Malinie. I w ten sposób wmanewrowałem Malinę w nieomal motorowodniacki, w miejsce żeglarskiego, wyjazd :(

Tym razem wyjazd miał być typowo turystyczny. Poza morskim żeglowaniem chciałem doświadczyć fenomenu Chorwacji - kraju, w którym branża turystyczna generuje około 20-25% PKB (w zależności od metodologii) co jest jednym z najwyższych europejskich wskaźników. Kraju, który od około 20 lat stał się jednym z najważniejszych dla Polaków miejsc spędzania wakacji. Dość szybko okazało się, że opowieści o "uroczych, kameralnych zatoczkach" są prawdą, ale... Gdy poznało się jedną z nich to praktycznie każda kolejna jest prawie identyczna z tą pierwszą :) Kameralność jest wielce problematyczna, gdyż tam gdzie ładnie, spokojnie i głębokość pozwala na rzucenie kotwicy stoi zwykle kilka jachtów... Temperatura wody na przełomie kwietnia/maja nie zachęcała do zbyt długiego, intensywnego pławienia się bez pianki... Tym co przyciągało moją uwagę, wzbudzało zachwyt była nieprawdopodobna malowniczość licznych miasteczek położonych na zarówno  stałym lądzie, jak i na niepoliczalnych wyspach i wysepkach z których słynie wybrzeże dalmatyńskie, które obecnie praktycznie w całości należą do Chorwacji. 

Wnętrze kościoła św. Donata
Zadar. Kościół św. Donata IXw.
Pobieżna, bardziej świadomość niż wiedza o pogmatwanej historii całego basenu Morza Śródziemnego, gdzie w przypadku Dalmacji rządzili Grecy, Rzymianie, potem Bizancjum zastąpione rządami Wenecjan, których wkrótce wyparły Austro-Węgry, nie była w stanie uchronić mnie przed zaskoczeniami takimi jak architektura kościoła św. Donata w Zadarze, zjawiskowe Stare Miasto w Trogirze, czy liczne kościoły z monumentalną kamienną katedrą w Sibeniku na czele. Każdy spacer niezależnie od pory dnia dostarczał nowych wrażeń. A przecież nie byliśmy w Dubrowniku i Splicie, miastach-portach uznawanych za wizytówki Dalmacji...



Faceci w "uniformach"
mają branie:) Mali odrzuca
awanse będącej na panieńskiej
eskapadzie Polki prezentując
przesłanie: "I don't need therapy,
I just need my boat".




A wszystko to w wakacyjnej, wyluzowanej atmosferze południa Europy, w miejscach, gdzie szmaragd morza podkreślony bielą skał wybrzeża miękko przechodzi w błękit nieba, którego horyzont znaczą białe plamki niezliczonych wysp. Mieliśmy to szczęście, że przełom kwietnia/maja nie jest turystycznym szczytem. Starówki miast i miasteczek które odwiedziliśmy nie były jeszcze zatłoczone. Ludzi, zwłaszcza w weekend było jednak sporo. Najlepszą porą na spacery po wąskich uliczkach starówek były godziny przedpołudniowe. 
Tydzień, (w sumie 2, licząc z poprzednim wyjazdem) w Chorwacji to zdecydowanie za mało, żeby zrozumieć turystyczny fenomen tego kraju, ale wystarczająco długo, żeby chcieć tu wracać. Myślę jednak, że ewentualny kolejny wyjazd nie powinien być w 100% dedykowany pobytowi na jachcie. Być może ciekawą odmiana byłby wyjazd wczesną jesienią, po zakończeniu sezonu turystycznego? Wyobrażam sobie, że wówczas temperatura wody bardziej zachęca do uprawiania wszelkich sportów wodnych, zwłaszcza windsurfingu, lub/i żeglowania w sportowym stylu na lekkich jedno-dwuosobowych żaglówkach. Taki wyjazd powinien być jak sądzę dłuższy niż typowy tygodniowy wypad w (prawie) wysokim sezonie. Wiele lat temu miałem okazję być na Rodos w miejscu, które nazywa się Prasonisi (TU) Wówczas było to nieomal dzikie miejsce dedykowane windsurferom. 2-3 niewielkie hoteliki, sklep, 2 wypożyczalnie sprzętu, w tym jedna polska, oraz słynna wówczas, tuż przy plaży restauracja "U Louisa", w której stołowała się większość Polaków. Zero turystów. Sami windsurferzy i pojedyńczy wówczas kitesurferzy. Zero leżaków na plaży, parasoli. Wiatr, plaża, słońce i woda. Czy są jeszcze takie miejsca? W Chorwacji?