wtorek, 23 czerwca 2026

"Ostatnia walka" (Mister Brown), aut. Jan Zumbach, PL 2016, książka

"Ostatnia walka" (Mister Brown), aut. Jan Zumbach,  PL 2016, książka

Książka jest znakomita! Rekomenduję ją jako świetną lekturę wszystkim, którzy lubią sensacyjne, barwne, pełne zwrotów opowieści z dużymi pieniędzmi/sukcesami i nie mniej spektakularnymi porażkami w tle. "Ostatnia walka" ma wiele zalet. Najważniejsze to moim zdaniem: prawda - książka jest autobiografią polskiego asa lotnictwa, język - bez zadęć, zbędnej ornamentyki, podkreślający autentyzm przekazu, tempo - tutaj nie ma czasu na nudę, dzieje się wiele, akcja goni akcję.

Nie mam pojęcia, czy ktoś już kupił prawo do ekranizacji "Ostatniej walki". Moim zdaniem ta książka jest praktycznie gotowym materiałem na kinowy hit w stylu "Barry Seal: król przemytu" (American Made), gdzie Tom Cruise gra pilota pracującego dla kolumbijskiej mafii, a może nawet jest w niej potencjał kalibru "Wilka z Wall Street" ze zjawiskowym Leonardo DiCaprio. Tak, warunkiem na sukces filmu jest zatrudnienie do roli tytułowej aktora takiego jak DiCaprio/Cruise formatu i oczywiście stosowny budżet. Sukces murowany!

Muszę także pogratulować Janowi Zumbachowi jeszcze jednej, bardzo istotnej dla spójności akcji umiejętności: praktycznie zero kombatanckiego ronienia łez, wspomnień, rozszarpywania ran, załamywania rąk nad niegodziwością Anglików. Ci, wiadomo, natychmiast po zakończeniu wojny nie tylko nie zaprosili Polaków do zwycięskiej parady, ale niezwłocznie starali się tych, których za obronę angielskiego nieba byli gotowi nosić na rękach, pozbyć/usunąć z Wielkiej Brytanii. Jan Zumbach, podpułkownik RAF-u, poświęca niegodziwości Angoli może 3 kartki skupiając się na toku negocjacji warunków odejścia z RAF-u, w wyniku których uzyskał specjalne, niematerialne przywileje, które okazały się mieć w przyszłości znaczącą wartość.

Jan Zumabch (TU) miał na szczęście podwójne obywatelstwo. Będąc synem szwajcarskiego emigranta posługiwał się szwajcarskim paszportem, dzięki czemu nie musiał wracać do ówczesnej Polski. Chciał być szwoleżerem, został pilotem. Mógł pędzić spokojne, dostatnie życie, ale ułańska fantazja nie pozwalała mu na zwolnienie tempa, migrację zza sterów samolotu na salony nowobogackich.  

Zapewniam! To świetna, pełna zwrotów akcji lektura. A jeśli wyda się Wam, że autor troszkę koloryzuje... Ułanom, malowanym dzieciom się to wybacza :)

piątek, 12 czerwca 2026

Jura Krakowsko-Częstochowska, Podlesice, 05-07.06.2026, rowerowe

Jura Krakowsko-Częstochowska, Podlesice 05-07.06.2026, rowerowe

Okiennik - jeden z najbardziej znanaych ostańców.
Byłem w tym rejonie Polski bardzo dawno temu. Tak dawno, że praktycznie nic z tej wycieczki nie pamiętam poza jedną nazwą - Ojców. Pofałdowany, wyżynny teren od dawna uśmiechał się do mnie zachęcając do wypadu na rower. Aż wreszcie stało się! Malina zorganizował wyjazd "w skałki" (Jura jest najbardziej atrakcyjnym w Polsce miejscem uprawiania wspinaczki skałkowej) dla swojego syna Antka jego kolegi Tadka (obaj po 12 lat) wraz z towarzysząca mu Mamą. Nie wahałem się długo, gdy padła propozycja dołączenia do wyjazdu. Ja oczywiście na rower, ale gdzieś kołatała mi się po głowie chęć spróbowania wspinaczki...

Życie zweryfikowało moje zamiary. Twardy upadek w czasie rutynowej, wieczornej jazdy na rowerze po "moim" lesie kilka dni wcześniej skutkował boleśnie obitymi żebrami i znaczących
rozmiarów dokuczliwym krwiakiem na biodrze/pośladku. Na rowerze od biedy mogłem jeździć. Próbę wspinania byłem zmuszony odłożyć na później. Jednak kiedy chłopcy wraz z rodzicami i instruktorką ruszyli zdobywać okoliczną skałkę pojechałem z nimi, żeby zobaczyć stawianie pierwszych kroków na ostańcu w rejonie góry Zborów. Antek, który regularnie chodzi na ściankowe treningi i zalicza wszystkie możliwe parki linowe "wszedł" w ściankę nieomal z biegu. Tadek musiał się zaadoptować do nowych dla niego wyzwań, ale widać było, że obaj chłopcy dobrze się bawią. 

Potem ruszyłem w objazd terenu z zamiarem dotarcia do Zamku Bąkowiec leżącego na szlaku Orlich Gniazd. Pomimo, że to jeszcze nie pełnia sezonu praktycznie wszystkie liczne ostańce w rezerwacie Góra Zborów były tłumnie oblegane przez skałkowców oraz turystów pieszych. W wielu miejscach obowiązuje zakaz jazdy rowerem. Dotarcie do konkretnych miejscówek było możliwe prowadząc rower. Eksploracja dziewiczych dla mnie terenów wokół miejsca w którym była nasza baza noclegowa - Podlesice, uzmysłowiła mi ogromną popularność jaką cieszy się ten rodzaj wspinania. Byłem świadomy rosnącej od kliku, kilkunastu lat dostępności amatorskich i profesjonalnych ścianek wspinaczkowych, ale nie miałem pojęcia o skali popularności tego sportu w naszym kraju. Podlesice są praktycznie centralnym punktem wypadowym dla fanów wspinaczki z racji bliskości licznych ostańców oraz znaczącej bazy hotelowej. Myślę, że w jakimś stopniu wpływ na popularność skałołażenia mogły mieć liczne na kanałach dokumentalnych filmy o wspinaczce skałkowej: Free Solo (2018), The Dawn Wall (2017), Powstanie w dolinie (2014). Znakomicie sfotografowana przyroda, monumentalne ściany w parku Yosemite, na poły "hippisowska" społeczność wspinaczy, pokonywanie kolejnych wyzwań, łamanie wykraczających poza zdrowy rozsądek kolejnych "niemożliwych" barier. Mnie się podobały :)

 Malina zarezerwował nocleg w świetnym, być może najlepszym miejscu w okolicy, w Trafo Base Camp (TU) Mogę tę miejscówkę polecić wszystkim, którzy lubią schroniskowy klimat, luz, niewyszukane jedzenie (jadłem tam śniadania i zupy), ceniąc przy okazji możliwość spędzenia czasu przy ognisku w sporym ogródku na tyłach budynku. Tu także znajduje się sklep ze wszystkimi niezbędnymi do skało-wspinaczki szpejami. Załoga Trafo uśmiechnięta i zawsze na "tak". To miejsce w którym po prostu fajnie jest przebywać. W tym miejscu także gromadzą się miejscowe skałkowe instruktorki i instruktorzy. Magda, instruktorka Antka i Tadka pochodzi w W-wy, ale przeniosła się do Jury, by realizować swoją pasję. (TU)

W Rezerwacie Góry Zborów jest także kolejna, turystyczna atrakcja - Jaskinia Głęboka. Wejście tylko z przewodnikiem, warto odpowiednio wcześniej zrobić rezerwację/kupić bilety via net, o co zadbał Malina. Niepodziewanie dla mnie samego jaskinia zrobiła na mnie spore, pozytywne wrażenie. Znaczący wpływ na taki odbiór tego miejsca miała osoba przewodnika, który rzeczowo, interesująco opowiadał o procesie tworzenia jaskini, zjawiskach krasowych, stalaktytach, stalagmitach oraz przemysłowym wykorzystaniu kalcytu. Ten ostatni, przemysłowy aspekt wykorzystania jaskini był dla mnie sporym zaskoczeniem.

Oczywistą wartością turystyczną Jury jest szlak Orlich Gniazd. W Trafo kupiłem "Rowerowy Szlak Orlich Gniazd" i pojechałem odwiedzić największy na Szlaku zamek, a właściwie jego ruiny - Ogrodzieniec. Wokół zamku mnóstwo straganów z pamiątkami, lody, gofry itp. Niedziela, dużo turystów pomimo, że to jeszcze nie pełnia sezonu. Wielkość zamku robi wrażenie. Masywna, jasna bryła budowli prezentuje się znakomicie na tle nieba. Nic dziwnego, że nakręcono tu sceny do kilku filmów: Janosika, Zemsty i Wiedźmina. Wejście na teren ruin zamku jest płatne. Spacer po murach z rowerem to spore wyzwanie, więc poprzestałem na zjedzeniu lodów i wypiciu kawy w jednym ze straganów pod murami zamku.
Myślę, że wrócę do Jury z moją bike-ekipą. To świetne miejsce na kolarstwo krajobrazowe, a przejechanie całego Szlaku Orlich Gniazd (190 km) stanowi rodzaj fajnego wyzwania. Można się zagiąć, zrobić to od jednego dosiadu. Można także podzielić na kilka etapów rezerwując więcej czasu na podziwianie przyrody, zwiedzanie zamków, lody, miejscowe wypieki, próbę wejścia na jakiś niezbyt duży, na początek, kamień. El Capitan czeka :)  

środa, 10 czerwca 2026

"POLIdRUKI. Potrawa z książek i ludzi", aut. Jan Majchrowski, PL 2024, książka

"POLIdRUKI. Potrawa z książek i ludzi", aut. Jan Majchrowski, PL 2024, książka

Pewnie nigdy nie sięgnąłbym po tę książkę, gdyby nie fakt, że uzyskała wyróżnienie w konkursie literackim im. Józefa Mackiewicza edycja 2025, czyli wówczas kiedy "Lotnicho" Marka Stokowskiego zostało uhonorowane nagrodą główną (TU) Tuż po ogłoszeniu wyników kupiłem "Polidruki" i jakiś czas temu przeczytałem, podczas kiedy inny wyróżniony tytuł: "Akcent typowo polski. Szkice o kulturze Polaków" nadal czeka na swój moment na kupce "do przeczytania".

Jan Majchrowski jest osobą publiczną (TU) Wokół jego osoby zrobiło się dość głośno, gdy w roku 2021 zrzekł się urzędu sędziego Sądu Najwyższego. Widziałem/słyszałem kilka jego wypowiedzi emitowanych w TV Republika komentujących obecny stan wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju. Podobało mi się to co i w jaki sposób mówił. Podoba mi się także jego niezależna, bazująca na gruncie obowiązujących przepisów postawa-opozycja wobec demolki prawa w wykonaniu obecnie rządzących.

Natomiast książka, pomimo całej sympatii dla autora, w pierwszym podejściu nie pochłonęła mnie, ba, po pierwszym rozdziale byłem gotów ją odstawić "na potem". "Towarzysze", bo taki ma tytuł pierwszy rozdział wydał mi się na tyle osobisty, a przy okazji oczywisty, że kontynuacja lektury jawiła się jako strata czasu. Jednak szybko okazało się, że im dalej, tym ciekawiej. Dalej jest to rzecz o sytuacjach, których autor doświadczył, ale okazuje się, że co najmniej niektóre z nich, są tożsame w naszymi/moimi doświadczeniami. W dużym uproszczeniu książka dotyczy procesu ewolucji/budowy kręgosłupa moralnego, światopoglądowego, sumy doświadczeń powodujących, że Jan Majchrowski jest dzisiaj tym człowiekiem, którego wypowiedzi/opinie są chętnie, masowo słuchane np. na platformie YT (TU) Znam tylko nieliczne z nich. Z pełną odpowiedzialnością mogę zarekomendować wywiad z kanału "Rymanowski live" (TU).

Nie bez znaczenia dla weryfikacji wartości tej książki jest niezamierzona zgodność z inną książką: "Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej" (TU). J. Majchrowski w rozdziale "Czarno na Białym" opisuje przypadkowe spotkanie w pociągu (rok 1986), w przedziale, w którym poza autorem jedzie stary Marokańczyk i Niemiec - żołnierz Bundeswehry, który na początku konwersacji wziął autora "Polidruków" za Francuza. Jak przebiega konwersacja? Jaki rodzaj interakcji zachodzi w tym dość egzotycznym, ludzkim trójkącie? Tego oczywiście nie napiszę :), ale zdradzę, że to ciekawe wspomnienie J. Majchrowskiego znakomicie uzupełnia obraz historycznej rzeczywistości nakreślony w "Histerii i pogardzie".

"Polidruki" są trochę jak wpisy z pamiętnika traktujące o ludziach z którymi autor się zetknął, okolicznościach, których doświadczył. Nie wszystkie mają ten sam ciężar gatunkowy, nie wszystkie są tak samo interesujące, ale ogólny wynik jest na "plus". Książka jest naturalnym, acz subiektywnym, bo wynikającym w własnych doświadczeń, uzupełnieniem podręczników najnowszej historii Polski. I uwaga! Nie ma barw żadnej partii! "Polidruki" napisał  patriota dla którego Polska ma znacznie.  

środa, 3 czerwca 2026

""Anomalia" (L'Anomalie), aut. Herve Le Tellier, Francja 2020, książka

"Anomalia" (L'Anomalie), aut. Herve Le Tellier, Francja 2020, książka

Skończyłem czytać tę książkę kilka dni temu. Szukałem w głowie jednego przymiotnika, który możliwie precyzyjnie ją opisuje. Tym przymiotnikiem jest "błyskotliwa". 

W fiszce "od wydawcy" publikowanej we wszystkich jak sądzę net-księgarniach można przeczytać, że książka na macierzystym rynku otrzymała nagrodę Prix Goncourt i sprzedała się w milionowym nakładzie. Ale bezpośrednią przyczyną sięgnięcia przeze mnie po ten tytuł była  rzucona mimochodem rekomendacja jednego z redaktorów Radia 357. "Mimochodem", bo nie był to blok poświęcony literaturze, a standardowa audycja muzyczna, w czasie której prowadzący ją redaktor powiedział kilka słów zachęty na temat "Anomalii". Sprawdziłem. Była w mojej bibliotece!

Błyskotliwość "Anomalii" polega moim zdaniem na umiejętnym połączeniu kilku gatunków literackich w spójną całość napisaną z fantazją i rozmachem. Podobał mi się język, sposób prowadzenia narracji, (to także zasługa tłumacza) jej dobre tempo, czyli wartości czysto literackie. Nic w tym dziwnego. Autor jest zawodowym literatem. Tym, co pozostawia u mnie poczucie niedosytu jest rezultat budowanego od pierwszych stron suspensu. Zamiast potężnej eksplozji, kapiszon... no może korek (to dla tych pamiętających pistolety-korkowce:)) 

Pomysły będące osią wokół których zbudowana jest "Anomalia" nie są wynikiem autorskich przemyśleń H. Le Telliera. Jeden z nich przeczący darwinowskiej ewolucji był/jest w różnych formach kanwą książek/filmów sci-fi. Kolejny zaistniał w filmie StarTrek, którego nie oglądałem. Informację o "pożyczce" pomysłu podrzucił mi znajomy, któremu jakiś czas temu sprezentowałem "Anomalię", z którym dosłownie kila minut temu wymieniliśmy smsy na jej temat:)

"Anomalia" dzięki swojej błyskotliwości jest moim zdaniem warta przeczytania. To nie tylko zgrabna powieść z pogranicza różnych gatunków literackich, ale głębsza próby dociekania istoty funkcjonowania nas, naszego gatunku, na Ziemi, we Wszechświecie. To niezły pomysł na wakacyjną lekturę. Bardziej wymagająca od kryminału, ale za to więcej wnosząca w intelekt czytelnika:)