"Odyseja" (The Odyssey), reż. Christopher Nolan, USA, GB, 2026, film
"Odyseja" nie budzi we mnie takich emocji. W moim odbiorze film zasługuje na ocenę "średni", czyli 5 w 10-cio punktowej skali filmweb.
Rację mieli moi znajomi uważając, że Matt Damon nie uniósł roli Odyseusza. Oniryczność postaci Odyseusza wymaga moim zdaniem innego, szerszego aktorskiego emploi. Jaka jest specjalność Matta Damona każdy wie. Christopher Nolan pewnie też :) Mógł zatrudnić jakiegoś "kaskadera" chociażby do scen z Kalipso, gdzie Odys pasiony kwiatami lotosu odleciał w niebyt na całe 7 lat zapominając o Penelopie. I nic dziwnego. Kalipso owszem, owszem :) Wiele scen, nie tylko w tym wątku, kręconych było w zbliżeniach, a te zdecydowanie nie służyły Mattowi Damonowi.
Wydaje mi się, że największym błędem Ch. Nolana jest dosłowne potraktowanie tekstu Odysei. (Zaznaczam, że nigdy nie czytałem Iliady i Odysei; to co wiem o ich treści to różnego rodzaju skróty, streszczenia i odniesienia). Zdjęcia starcia z Cyklopem, transformacja towarzyszy Odysa przez Kirke, groza Charybdy i Scylli wyglądają nieudolnie, groteskowo, gdyż jakość efektów specjalnych (po chwili zastanowienia - Scylla jako spec efekt ujdzie) jest poniżej standardów wyznaczonych przez współczesne produkcje z kategorii fantasy. Raził mnie także epizod z Cyklopem Polifemem, a w nim odbiegające od oryginału, wyjaśnienie sposobu w jaki Odys wraz z towarzyszami uciekł z jaskini tej paskudy. Cały ten wątek potraktowany jest aż nadto pobieżnie. Z filmu nie wynika, że Polifem będący synem Posejdona i figlarnej nimfy Toosy, po oślepieniu przez Odysa i jego kompanów, poprosił tatusia o wsparcie. Ten zaś skazał Odysa wraz z kolegami na dziesięcioletnią tułaczkę po bezkresie Morza Egejskiego, proponując w pakiecie all inclusive szereg różnorakich atrakcji. Club Med w pierwotnej postaci :)
Próba ekranizacji Odysei przez Ch. Nolana nie jest pierwsza i jedyna. Nie widziałem wcześniejszych, ale też nie słyszałem, żeby poprzednie próby odniosły znaczący sukces. Widać przeniesienie na ekran uznanych za arcydzieła literatury greckich eposów łatwe nie jest. Warto wspomnieć, że właśnie problemy ze scenariuszem do filmu "Odyseusz" są punktem wyjścia do "Pogardy" (1963) Jean-Luc Godarda/(Bradot/Piccoli), filmu uważanego przez wiele autorytetów za wybitny.
Jedyną znaną mi osobą, której dosłowne odczytanie zwłaszcza Iliady (i Odysei) i nie mniej dosłowna jej interpretacja przyniosła sukces jest niejaki Heinrich Schliemann - archeolog amator. W czasie, kiedy wojnę trojańską uznawano za legendę, potraktował wskazówki/opisy zawarte w eposach z pełną powagą. W rezultacie rozkopał (1870 r) wzgórze Hissarlik (dzisiaj Turcja) kryjące ruiny Troi, a chwilę potem (1874 r) z powodzeniem prowadził wykopaliska w Mykenach znajdując tzw. "skarb Agamemnona".
Oczywistym zarzutem wobec reżysera jest jawna prowokacja jaką jest obsadzenie czarnej aktorki w roli Heleny Trojańskiej. Żeby ona przynamniej ładna była, lub miała w twarzy coś, czego nie ma żadna inna(1)... Ten pomysł-prowokacja byłby nawet fajny, mocniejszy, gdyby w miejsce Heleny stanął Heniek :) Wówczas... literalny Koniec Świata! Bo właśnie wydaje mi się, że Nolanowi w rezultacie, co wybrzmiewa w końcówce filmu, chodzi o koniec świata, takiego jaki znamy, znaliśmy. Christopher Nolan, który jest także autorem scenariusza dopisuje moim zdaniem do przesłań niesionych przez "Odyseję" swoje przemyślenia, jęki i utyskiwania nad kondycja współczesnego świata. Czyli, to nadal moje zdanie, przez 99% procent czasu ekranowego cytuje praktycznie dosłownie "Odyseję", aby na końcu odnieść się do bieżących problemów naszej cywilizacji, ze szczególnym wskazaniem, jak sądzę, na "wędrówkę ludów" - imigrację.
Moim zdaniem sposób w jaki reżyser/autor scenariusza zamyka historię Odyseusza jest zgrzytem koncepcyjnym, pęknięciem "doklejonym" do tego czym jest "Odyseja" (której jak zaznaczyłem na początku nie czytałem) w swoim oryginalnym tekście, swoim przesłaniu.
"Odyseja" jest w jakimś stopniu moralitetem. Wśród wielu humanistycznych wskazówek/przesłań jest i ta odnosząca się do nakazu gościnności. Źródłem tego prawa był Zeus. Gościnność jako cnota wielokrotnie eksponowana jest w "Odysei". Penelopa nie śmiała postępować wbrew boskiej woli. Karmiła i poiła rzeszę zalotników przez 10 lat nieobecności swojego męża (w sumie Odyseusz był poza domem 20 lat; oblężenie Troi 10 i 10 lat powrót). Tak! To jak traktujemy gości jest wyznacznikiem poziomu kultury, miarą człowieczeństwa. Jednakże boskich praw muszą przestrzegać także goście. Są goszczeni tak długo, jak długo nie zaczną łamać boskich nakazów, domowego miru - podstawy harmonii i szczęścia. Gdy goście-zalotnicy naruszyli pakt o nieagresji pozwalający Penelopie tkać i pruć, a im czekać i biesiadować, wracający z przydługiego, żeglarskiego wypadu :) gospodarz wraz synem i wiernymi służącymi bezwzględnie przywrócił porządek. Howgh! Tu powinien nastąpić koniec, ale film trwa dalej, a to co jest w tym "dalej" pogłębia moją ujemną ocenę "Odysei" by Christopher Nolan.
Pójdziecie, obejrzycie, będziecie mieli własną opinie. Jak zwykle do tego zachęcam, przy okazji przypominając że: film jest dluuuuugi, w klimatyzowanych kinach (byłem w Kinotece) jest chłodno. Nie pijcie kawy przed seansem i zabierzcie ze sobą lekki polar :)
| foto Steve McCurry |
| foto Fundatorres |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz