Krakowskie Przedmieście - jesienny klimacik, niedziela 2019.10.20, rowerowe
niedziela, 20 października 2019
środa, 9 października 2019
Wisła, kolektor ścieków, niedziela 2019.10.06, rowerowe
Wisła, kolektor ścieków, niedziela 2019.10.06, rowerowe
sobota, 5 października 2019
Rzeka Mienia. 2019.10.05, rowerowe
środa, 2 października 2019
Dawid Podsiadło i Taco Hemingway, PGE Narodowy, sobota 2019.09.28, koncert
Dawid Podsiadło i Taco Hemingway, PGE Narodowy, sobota 2019.09.28, koncert
Było dobrze, chociaż nie perfekcyjnie.
Koncert został okrzyknięty przez media naj-sukcesem polskich artystow, którzy w okamgnieniu sprzedali około 50+ tys. biletow dokonując tego, co do tej pory było domena zachodnich mega gwiazd.
Polak potrafi!:)
Z kregow zbliżonych do artystow doleciało, ze ich ekipy cisnely żeby zrobić kolejny koncert w niedziele. Sprzet już na miejscu, koszt o niebo nizszy, więcej kasy do wyjecia.
Jednak artyści chcieli być wiarygodni w swoich deklaracjach. Oglosili, ze koncert jeden, wyjątkowy, to jeden.
A trzeba było siedzieć cicho, nie kłapać dziobem bez sensu. Jaka sprzedal się pierwszy stadion należało oznajmić: "wychodząc naprzeciw zaporzebowaniu społecznemu zdecydowaliśmy...", lub "Polacy zasłużyli na kolejny koncert" i sprzedać Narodowy jeszcze razy trzy i po robocie. Czyli zachować się jak Ed Sheeran. On sprzedal Narodowy 2x.
Od tej pory Ed kocha Polske i wyraża się o polskich fanach w samych superlatywach, co w afekcie do naszego narodu czyni go podobnym do Donalda Trumpa, chociaż ciagle niekoniecznie (nawet po sprzedaniu dwóch stadionow) tak obrzydliwie bogatym.
W każdym razie okazja może się już nigdy nie powtórzyć, ale to oczywiście nie mój ból.
Robiac wspólny koncert artyści sila rzeczy staja się przedmiotem rankingow, porównań.
A pytanie o to, który koncert/artysta był lepszy jest uprawnione, naturalne.
Byłem, widziałem, wysluchalem.
Moim zdaniem lepszy był:
- w kategorii "show" - Dawid Podsiadło
- w kategorii "osobowość estradowa" - Dawid Podsiadło
- w kategorii "popularność" - Taco Hemingway
Ale to moje zdanie.
Show.
Kapela, w tym chórek, swietny front-gitarzysta, plus oprawa wizualna. Dobra robote robila dziewczyna grajaca na skrzypcach. Nie dość, ze dodala aranżacjom swieżości, dobrze się prezentowala, to jeszcze przywolala wspomnienie wczesnej kapeli Boba Dylana z filmu, który widziałem niedawno na Netfliksie. Tak. Tutaj Dawid był górą. Zadziwiajace jak wiele można osiągnąć dzięki ekranom, oświetleniu, przygotowaniu scenografii rozumianej jako dopracowane grafiki miksowanej z obrazem live przenoszonym na ekrany przez wszechobecne kamery.
Osobowość estradowa.
Chociaz jestem zdeklarowanym kibicem Taco (na moim blogu jest kilka postow poswieconych temu artyście), to Dawid uwiodl mnie sposobem bycia, poczuciem humoru. Troszke przegiął z dlugoscia wywodu na temat ochrony Planety, ale calosc rozumiana jako: "to JA nadaje charakter temu występowi" - znakomita.
Popularność.
Wszyscy wokół mnie (poza mna) znali wszystkie teksty, wszystkich kawałków Taco. Wspolne spiewanie, zbiorowe uczestniczenie w koncercie to cecha koncertow Taco. Po koncercie Taco niewielka czesc publiczności wyszla… Nie zauważyłem tego z poziomu płyty. Doniesli mi ci, którzy mieli miejsca siedzące.
Dalczego moim zdaniem nie było perfekcyjnie?
Otóż wydaje mi się, ze Artysci korzystali z roznych rezyserow dzwieku. Slyszalem wyraźnie teksty Dawida. To co rapował Taco był niezrozumiale. Jeśli przyjąć, ze silą sztuki Taco jest tekst, to dla takich odbiorcow jak ja (nieznajcych tekstow) koncert Taco był słaby. Ale... Byłem jednym z najstarszych fanow Taco obecnych na koncercie. Z pewnoscia najstarasza fanka była jego Babcia-Teresa liczaca, bagatela, 85 lat:)
Do niej także nie dolatywaly teksty kawałków wnuka nad czym ubolewała.
Mysle także, ze Dawid lepiej operuje glosem. Jest wyszkolonym woklistą i takie rzeczy jak dykcja, artykulacja, emisja ma opanowne, wyszkolone i zwyczajnie latwiej go zrozumieć.
Rap to zwykle mnostwo slow wyrzuconych w przestrzen w jednostce czasu. Nawet jeśli artysta ma dobra dykcje, ale szwankuje naglosnienie to wychwycenie całego tekstu nie jest latwe.
Z otoczenia artystow doleciało do mnie, ze w czasie wstępu Taco wraz z Quebo ("Osiem Kobiet") Quebo zamiast muzyki dostawal "na ucho", czyli sluchawke, kanał komunikacji ekipy technicznej...
Troszke słabo się rapuje jeśli nie słyszy się bitow tylko polecenia typu: "podaj punkt", "odpalasz dym", itd.
A przecież było to przeżycie!
5h+ stania na plycie! Nogi literalnie weszly mi w tylek. Jestem krótszy o około 2 cm:)
Ale było warto!
Były tez szczególne smaczki, które wzbudzily moja głęboką zadume nad nasza konsupcyjna cywilizacja, kierunkiem w którym, my, ludzkość podążamy...:)
Taco jest zdeklarowanym przeciwnikiem reklamowania marek. A tutaj proszę. W 1/3 koncertu zrzucil bluze i ujawnil biala koszulke z dużym logo ASPIRYN koncernu "B". Wiem, ze kupil ja w Japonii, bo zwyczajnie mu się podobala. Zalozyl na koncert z tych samych powodow, ale...
Jak Andre Agassi w czasie US Open zalożyl okulary Oakley'a, żeby ukryc przed kamerami przekrwione, poimprezowe oczy, następnego dnia do drzwi jego domu zapukal kurier FedEX proszac o odbior przesylki. Tenisista odmowil, twierdzac, ze niczego się nie spodziewa. Jedank poproszony przez kuriera wyszedł na podjazd na którym stala cieżarówa, z której sprawnie zjechal wypasiony, ostatni model pick-up'a Forda (bodaj F-150) z kartka za wycieraczka ze zwiezlym: "Dziękuję Andre! F. Oakley".
Wydaje mi się, ze o ile Taco hasał w koszulce ASPIRYN nieświadomie to należy mu się dozywotnia, darmowa porcja Aspiryny w dowolnej ilosci. Zycie artysty latwe nie jest, a jak wiadomo aspiryna następnego dnia, zwłaszcza ta rozpuszczalna z witamina C, czyni cuda skutecznie uciszając "tupot białych mew".
Bielizna termoaktywna.
Się obsmialem jak norka. Koleżanka-raperka wspomagajaca Taco wyszla na scene w bieliźnie termo!
Wygladalo to mocno smiesznie, żeby nie powiedzieć - małomiasteczkowo. Nie mam nic przeciwko dziewczynom w bieliźnie, ale już jakiś czas temu zrejestrowalem, ze niektóre z nich traktują rajtki termo jak legginsy, co trąci, hmmm, obciachem. (Moim zdaniem oczywiście).
A tu patrze, zaraz po niej Quebo zrzuca jakiś czarny płaszcz-chałat w matriksowym stylu, pod nim ma przypominajaca kuloodporną, kamizelkę (tyle, ze bez płyt kuloodpornych w stosownych kieszeniach na piersiach i plecach), a pod kamizelka co? Koszulka termo...
Już po koncercie dowiedziałem się, ze to oczywscie żaden przypadek, tylko kasa. Wyrazne, literowe logo na koszulce raperki jednoznacznie identyfikowalo firme-producenta...
I pewnie mógłbym tak długo, smaczków było więcej, ale nie będę.
Ogladam II polowe meczu Barcelona - Inter i mam ndzieje, ze teraz będzie się dzialo.
Było dobrze, chociaż nie perfekcyjnie.
Koncert został okrzyknięty przez media naj-sukcesem polskich artystow, którzy w okamgnieniu sprzedali około 50+ tys. biletow dokonując tego, co do tej pory było domena zachodnich mega gwiazd.
Polak potrafi!:)
![]() |
| Taco. Ekrany robiły robotę. (foto synek) |
Jednak artyści chcieli być wiarygodni w swoich deklaracjach. Oglosili, ze koncert jeden, wyjątkowy, to jeden.
A trzeba było siedzieć cicho, nie kłapać dziobem bez sensu. Jaka sprzedal się pierwszy stadion należało oznajmić: "wychodząc naprzeciw zaporzebowaniu społecznemu zdecydowaliśmy...", lub "Polacy zasłużyli na kolejny koncert" i sprzedać Narodowy jeszcze razy trzy i po robocie. Czyli zachować się jak Ed Sheeran. On sprzedal Narodowy 2x.
Od tej pory Ed kocha Polske i wyraża się o polskich fanach w samych superlatywach, co w afekcie do naszego narodu czyni go podobnym do Donalda Trumpa, chociaż ciagle niekoniecznie (nawet po sprzedaniu dwóch stadionow) tak obrzydliwie bogatym.
W każdym razie okazja może się już nigdy nie powtórzyć, ale to oczywiście nie mój ból.
Robiac wspólny koncert artyści sila rzeczy staja się przedmiotem rankingow, porównań.
A pytanie o to, który koncert/artysta był lepszy jest uprawnione, naturalne.
Byłem, widziałem, wysluchalem.
Moim zdaniem lepszy był:
- w kategorii "show" - Dawid Podsiadło
- w kategorii "osobowość estradowa" - Dawid Podsiadło
- w kategorii "popularność" - Taco Hemingway
Ale to moje zdanie.
Show.
| Taco. Opawa graficzna - znaczący element show. |
Osobowość estradowa.
Chociaz jestem zdeklarowanym kibicem Taco (na moim blogu jest kilka postow poswieconych temu artyście), to Dawid uwiodl mnie sposobem bycia, poczuciem humoru. Troszke przegiął z dlugoscia wywodu na temat ochrony Planety, ale calosc rozumiana jako: "to JA nadaje charakter temu występowi" - znakomita.
Popularność.
Wszyscy wokół mnie (poza mna) znali wszystkie teksty, wszystkich kawałków Taco. Wspolne spiewanie, zbiorowe uczestniczenie w koncercie to cecha koncertow Taco. Po koncercie Taco niewielka czesc publiczności wyszla… Nie zauważyłem tego z poziomu płyty. Doniesli mi ci, którzy mieli miejsca siedzące.
| Taco. Dynamika grafik była zdaniem niektórych zbyt duża, ale całość robiła wrażenie. |
Dalczego moim zdaniem nie było perfekcyjnie?
Otóż wydaje mi się, ze Artysci korzystali z roznych rezyserow dzwieku. Slyszalem wyraźnie teksty Dawida. To co rapował Taco był niezrozumiale. Jeśli przyjąć, ze silą sztuki Taco jest tekst, to dla takich odbiorcow jak ja (nieznajcych tekstow) koncert Taco był słaby. Ale... Byłem jednym z najstarszych fanow Taco obecnych na koncercie. Z pewnoscia najstarasza fanka była jego Babcia-Teresa liczaca, bagatela, 85 lat:)
Do niej także nie dolatywaly teksty kawałków wnuka nad czym ubolewała.
Mysle także, ze Dawid lepiej operuje glosem. Jest wyszkolonym woklistą i takie rzeczy jak dykcja, artykulacja, emisja ma opanowne, wyszkolone i zwyczajnie latwiej go zrozumieć.
Rap to zwykle mnostwo slow wyrzuconych w przestrzen w jednostce czasu. Nawet jeśli artysta ma dobra dykcje, ale szwankuje naglosnienie to wychwycenie całego tekstu nie jest latwe.
Z otoczenia artystow doleciało do mnie, ze w czasie wstępu Taco wraz z Quebo ("Osiem Kobiet") Quebo zamiast muzyki dostawal "na ucho", czyli sluchawke, kanał komunikacji ekipy technicznej...
Troszke słabo się rapuje jeśli nie słyszy się bitow tylko polecenia typu: "podaj punkt", "odpalasz dym", itd.
A przecież było to przeżycie!
5h+ stania na plycie! Nogi literalnie weszly mi w tylek. Jestem krótszy o około 2 cm:)
Ale było warto!
Były tez szczególne smaczki, które wzbudzily moja głęboką zadume nad nasza konsupcyjna cywilizacja, kierunkiem w którym, my, ludzkość podążamy...:)
Taco jest zdeklarowanym przeciwnikiem reklamowania marek. A tutaj proszę. W 1/3 koncertu zrzucil bluze i ujawnil biala koszulke z dużym logo ASPIRYN koncernu "B". Wiem, ze kupil ja w Japonii, bo zwyczajnie mu się podobala. Zalozyl na koncert z tych samych powodow, ale...
Jak Andre Agassi w czasie US Open zalożyl okulary Oakley'a, żeby ukryc przed kamerami przekrwione, poimprezowe oczy, następnego dnia do drzwi jego domu zapukal kurier FedEX proszac o odbior przesylki. Tenisista odmowil, twierdzac, ze niczego się nie spodziewa. Jedank poproszony przez kuriera wyszedł na podjazd na którym stala cieżarówa, z której sprawnie zjechal wypasiony, ostatni model pick-up'a Forda (bodaj F-150) z kartka za wycieraczka ze zwiezlym: "Dziękuję Andre! F. Oakley".
Wydaje mi się, ze o ile Taco hasał w koszulce ASPIRYN nieświadomie to należy mu się dozywotnia, darmowa porcja Aspiryny w dowolnej ilosci. Zycie artysty latwe nie jest, a jak wiadomo aspiryna następnego dnia, zwłaszcza ta rozpuszczalna z witamina C, czyni cuda skutecznie uciszając "tupot białych mew".
Bielizna termoaktywna.
Się obsmialem jak norka. Koleżanka-raperka wspomagajaca Taco wyszla na scene w bieliźnie termo!
Wygladalo to mocno smiesznie, żeby nie powiedzieć - małomiasteczkowo. Nie mam nic przeciwko dziewczynom w bieliźnie, ale już jakiś czas temu zrejestrowalem, ze niektóre z nich traktują rajtki termo jak legginsy, co trąci, hmmm, obciachem. (Moim zdaniem oczywiście).
A tu patrze, zaraz po niej Quebo zrzuca jakiś czarny płaszcz-chałat w matriksowym stylu, pod nim ma przypominajaca kuloodporną, kamizelkę (tyle, ze bez płyt kuloodpornych w stosownych kieszeniach na piersiach i plecach), a pod kamizelka co? Koszulka termo...
Już po koncercie dowiedziałem się, ze to oczywscie żaden przypadek, tylko kasa. Wyrazne, literowe logo na koszulce raperki jednoznacznie identyfikowalo firme-producenta...
I pewnie mógłbym tak długo, smaczków było więcej, ale nie będę.
Ogladam II polowe meczu Barcelona - Inter i mam ndzieje, ze teraz będzie się dzialo.
sobota, 21 września 2019
"Roman by Polański", aut. Roman Polański, 2017, książka, autobiorafia
"Roman by Polański", aut. Roman Polański, 2017, książka, autobiorafia
Nie zaluje, ze powodowany impulsem kupiłem ja wchodząc do księgarni w jednym z centrow handlowych. Taki nawyk. Odwiedzam ksiegarnie, patrze na tytuly, nowości, chodze miedzy polkami, czasami pytam o jakiś tytul, który wpadl mi w ucho/oko w radiu/prasie. Zwykle cos kupuje i zwykle jest to zupełnie inny tytul niz ten o który pytałem...
Ksiazka została napisana 30 lat temu. Pewnie to jest przyczyną dla której autor tak dobrze, ostro pamięta fakty ze swojego bogatego, burzliwego zyciorysu. Gdyby pisal ja dzisiaj powrot do spraw sprzed 50-ciu+ lat bylby z pewnoscia trudniejszy.
Nie wiem, czy Polański korzystal z usług ghost-writera. Wiem, ze ksiazke czyta się dobrze, gładko. Opowiesc ma swój rytm wyznaczany kolejnymi etapami zycia reżysera, kolejnymi tytułami pisanych scenariuszy, powstających filmow.
Nigdy wcześniej nie szukałem informacji o początku kariery R. Polańskiego, o tym jak bedac żydowskim dzieckim przetrwal wojne. W "Roman by Polański" jest to wszystko szczegolowo opisane, a watek poczatkow jego kontaktow ze swiatem sztuki jest szalenie interesujący, wręcz inspirujący.
Nie mniej ciekawa jest cala ksiazka, a w niej także, z detalami historia seksu z nieletnia dziewczyna, która stala się przyczyna ucieczki z USA i wiecznych, trwających do dzisiaj problemów R. Polańskiego.
Co jest prawda co fałszem? Co obiektywnym podaniem faktow, co autokreacją? Tego oczywiście nie wiem. Rozum każe podchodzić do niektórych wynurzeń z dystansem. (Mój dystans znacznie się powiekszyl od kiedy zostałem dziadkiem Marysi).
Powstały ponad 30 lat temu tekst jest jak na dzisiejsze realia, poprawność, dość maczystowski, może (nawet) draznic.
Nie zmienia to faktu, ze jako fan "Noża w wodzie" (moim zdaniem najlepszy film w tworczosci R. Polańskiego i jednen z najlepszych w moim priv rankingu naj-filmow ever) przeczytałem te ksiazke szybko i z dużym zainteresowaniem.
Mogę ja polecić wszystkim fanom kina.
Będziecie zadowoleni! :)
Nie zaluje, ze powodowany impulsem kupiłem ja wchodząc do księgarni w jednym z centrow handlowych. Taki nawyk. Odwiedzam ksiegarnie, patrze na tytuly, nowości, chodze miedzy polkami, czasami pytam o jakiś tytul, który wpadl mi w ucho/oko w radiu/prasie. Zwykle cos kupuje i zwykle jest to zupełnie inny tytul niz ten o który pytałem...Ksiazka została napisana 30 lat temu. Pewnie to jest przyczyną dla której autor tak dobrze, ostro pamięta fakty ze swojego bogatego, burzliwego zyciorysu. Gdyby pisal ja dzisiaj powrot do spraw sprzed 50-ciu+ lat bylby z pewnoscia trudniejszy.
Nie wiem, czy Polański korzystal z usług ghost-writera. Wiem, ze ksiazke czyta się dobrze, gładko. Opowiesc ma swój rytm wyznaczany kolejnymi etapami zycia reżysera, kolejnymi tytułami pisanych scenariuszy, powstających filmow.
Nigdy wcześniej nie szukałem informacji o początku kariery R. Polańskiego, o tym jak bedac żydowskim dzieckim przetrwal wojne. W "Roman by Polański" jest to wszystko szczegolowo opisane, a watek poczatkow jego kontaktow ze swiatem sztuki jest szalenie interesujący, wręcz inspirujący.
Nie mniej ciekawa jest cala ksiazka, a w niej także, z detalami historia seksu z nieletnia dziewczyna, która stala się przyczyna ucieczki z USA i wiecznych, trwających do dzisiaj problemów R. Polańskiego.
Co jest prawda co fałszem? Co obiektywnym podaniem faktow, co autokreacją? Tego oczywiście nie wiem. Rozum każe podchodzić do niektórych wynurzeń z dystansem. (Mój dystans znacznie się powiekszyl od kiedy zostałem dziadkiem Marysi).
Powstały ponad 30 lat temu tekst jest jak na dzisiejsze realia, poprawność, dość maczystowski, może (nawet) draznic.
Nie zmienia to faktu, ze jako fan "Noża w wodzie" (moim zdaniem najlepszy film w tworczosci R. Polańskiego i jednen z najlepszych w moim priv rankingu naj-filmow ever) przeczytałem te ksiazke szybko i z dużym zainteresowaniem.
Mogę ja polecić wszystkim fanom kina.
Będziecie zadowoleni! :)
piątek, 6 września 2019
Wkra, niedziela 2019.08.31, kajakowe
Wkra, niedziela 2019.08.31, kajakowe
| Małpeczka Retsiny na dobry początek? Oczywiście! |
piątek, 23 sierpnia 2019
"Maiden", reż. Alex Holmes, GB, 2018, film dokumentalny, w kinach
"Maiden", reż. Alex Holmes, GB, 2018, film dokumentalny, w kinach
Tracy Edwards, glowna postac tego dokumentu, była zbuntowana nastolatka. Wyniosla się z domu, wyjechala do Grecji, gdzie za sprawa przypadku trafila na jacht, i tak się zaczelo…
Wymyslila sobie udział w regatach dookoła swiata, najpierw jako zaloga (była kucharką), potem wymarzyła sobie stworzenie własnego, skladajacego się z samych kobiet teamu. Celem był start w najbardziej prestiżowych regatach Whitbread Round the World Race (później zmienil się sponsor i teraz to Volvo Ocean Reace).
To film z kategorii "podążaj za marzeniami".
Formalnie film nie zachwyca. Jest zrealizowany w typowej dla takich dokumentów formule: gadajaca glowa, kawalek archiwalnego nagrania dokumentującego to co gadajaca glowa opowiedziała, ale...
Dla osob interesujących się zeglarstwem film z pewnoscia będzie ciekawy, zwłaszcza dla kobiet, zwłaszcza dla tych uprawiających sport w dyscyplinach uważanych za typowo meskie.
Bo w roku 1989 TAKIE regaty były TYLKO dla facetow, a "dziewczyny na statkach nadaja się wyłącznie do kuchni". Start w tym wyścigu nie miał przeslania feministycznego. Przynajmniej deklaratywnie i na początku. I chociaż tak twierdzi glowna bohaterka przeczy temu (w jakims stopniu) wielce fotogeniczne wejście do portu w Australii z zaloga w jednolitych kostiumach kąpielowych. Chociaż kostiumy byly jednoczęściowe, spektakularne etapowe zwycięstwo plus emanacja kobiecości wstrzasnely zeglarskim swiatem, czyniąc "kostiumowe" foto najbardziej popularnym zdjęciem sportowym roku 1990.
Przyznam, ze wówczas zupelnie mnie to ominelo. W Polsce oj, dzialo się, a regaty, nawet dookola swiata, nawet z udzialem atrakcyjnej żeńskiej załogi, nie były rejestrowane przez mój radar.
Tym chętniej obejerzalem ten film, ale mam do realizatorow pretensje. Otoz sporo "tasmy" poswieconej jest na problemy finansowania startu "Maiden", to na końcu nie ma informacji czy bilans wyszedł przynajmniej na zero. (Dom Tracy [dziewczyna 24 lata właścicielką domu wolnego od hipoteki?] był zabezpieczeniem kredytu na kupno używanego jachtu, a jacht zastawem pod kredyt na jego remont; udział w regatach szacowano wówczas na około 6 mln GBP).
Nie zmienia to faktu, ze z przyjemnoscia oglada sie dojrzale Panie, które opowiadają o szalonej jeździe sprzed 30-stu lat.
W ich przypadku "podążanie za marzeniami" ziściło się i jest dowodem na to, ze można osiągać kosmiczne cele, czego Wam i sobie życzę:)
Tracy Edwards, glowna postac tego dokumentu, była zbuntowana nastolatka. Wyniosla się z domu, wyjechala do Grecji, gdzie za sprawa przypadku trafila na jacht, i tak się zaczelo…Wymyslila sobie udział w regatach dookoła swiata, najpierw jako zaloga (była kucharką), potem wymarzyła sobie stworzenie własnego, skladajacego się z samych kobiet teamu. Celem był start w najbardziej prestiżowych regatach Whitbread Round the World Race (później zmienil się sponsor i teraz to Volvo Ocean Reace).
To film z kategorii "podążaj za marzeniami".
Formalnie film nie zachwyca. Jest zrealizowany w typowej dla takich dokumentów formule: gadajaca glowa, kawalek archiwalnego nagrania dokumentującego to co gadajaca glowa opowiedziała, ale...
Dla osob interesujących się zeglarstwem film z pewnoscia będzie ciekawy, zwłaszcza dla kobiet, zwłaszcza dla tych uprawiających sport w dyscyplinach uważanych za typowo meskie.
Bo w roku 1989 TAKIE regaty były TYLKO dla facetow, a "dziewczyny na statkach nadaja się wyłącznie do kuchni". Start w tym wyścigu nie miał przeslania feministycznego. Przynajmniej deklaratywnie i na początku. I chociaż tak twierdzi glowna bohaterka przeczy temu (w jakims stopniu) wielce fotogeniczne wejście do portu w Australii z zaloga w jednolitych kostiumach kąpielowych. Chociaż kostiumy byly jednoczęściowe, spektakularne etapowe zwycięstwo plus emanacja kobiecości wstrzasnely zeglarskim swiatem, czyniąc "kostiumowe" foto najbardziej popularnym zdjęciem sportowym roku 1990.
Przyznam, ze wówczas zupelnie mnie to ominelo. W Polsce oj, dzialo się, a regaty, nawet dookola swiata, nawet z udzialem atrakcyjnej żeńskiej załogi, nie były rejestrowane przez mój radar.Tym chętniej obejerzalem ten film, ale mam do realizatorow pretensje. Otoz sporo "tasmy" poswieconej jest na problemy finansowania startu "Maiden", to na końcu nie ma informacji czy bilans wyszedł przynajmniej na zero. (Dom Tracy [dziewczyna 24 lata właścicielką domu wolnego od hipoteki?] był zabezpieczeniem kredytu na kupno używanego jachtu, a jacht zastawem pod kredyt na jego remont; udział w regatach szacowano wówczas na około 6 mln GBP).
Nie zmienia to faktu, ze z przyjemnoscia oglada sie dojrzale Panie, które opowiadają o szalonej jeździe sprzed 30-stu lat.
W ich przypadku "podążanie za marzeniami" ziściło się i jest dowodem na to, ze można osiągać kosmiczne cele, czego Wam i sobie życzę:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

