środa, 22 kwietnia 2020

Wirus vel vyrus! Gdzie jest? Jak utłuc gada? sobota, niedziela 2020.04.18/19 (rowerowe)

Wirus vel vyrus! Gdzie jest? Jak utłuc gada? Świder, sobota, niedziela 2020.04.18/19 (rowerowe)

Sobota. Trwa zajadła dyskusja nad ustaleniem metodologii pobierania próbek.
Ustami, czy nosem, a może zwyczajnie z nagonką i do bidonu gada!
 
W towarzystwie znanych wirusologów Krzycha i Dara udaliśmy się tym razem nad rzeke Świder, celem zbadania stanu nasycenia wirusem okolicznej przyrody. Zachowujac dystans
i umiar, odrzucając dumę i uprzedzenia, z dozą rozwagi i romatyzmu podjelismy kolejne badania srodowiskowe.


Niedziela. Konieczność wykonania badań porównawczych zmusiła ekipę
badawczą do sięgnięcia po dane historyczne. Układ słojów drzew daje wgląd
w stan vyrusa na przestrzeni lat.

  

Gdzieś w Polsce... pod osłoną nocy... tajne, leśne laboratorium. Miesiąc, nawet dlużęj trwają intensywne badani nad ustaleniem właściwego składu szczepionki. Wraz z kolegami-wirusologami nie szczędząc zdrowia, sił i środków pracujemy aplikując sobie testowe dawki szczepionki celem zdefiniowania właściwego jej składu.
Nie będzie jakiś B. Gates, czy inny Koreańczyk truł nam dzieci swoja szczepionką!
Jesteśmy wielkim, dumnym narodem! Stać nas na własną, skuteczną szczepionkę! Jeszcze chwila, a przejdziemy
z fazy walidacji, inkubacji, eliminacji kontaminacji, ustalania specyfikacji do masowej produkcji! Trzymajcie kciuki:)
 

niedziela, 19 kwietnia 2020

Marek Napiórkowski, "Hipokamp", koncert, Trójka, niedziela 2019.02.16

Marek Napiórkowski, "Hipokamp", koncert, Trójka, niedziela 2019.02.16

Wirus wylaczyl kulture.
Bieżącą.

Marek Napiórkowski - cały ON!
Wracam wiec do koncertu, który miał miejsce chwile temu, o którym nie pisałem. Dzieki temu mogę to zrobić teraz traktując spotkanie z muzyka Marka Napiórkowskiego jako swieże, mocne, fajne doznanie.

Wielokrotnie pisałem o Marku Napiórkowskim. Mój pierwszy, rozpoczynający blog post-relacja z koncertu Anny Marii Jopek zawieral także ochy i achy nad umiejętnościami Marka Napiórkowskiego. Uchodzi za najlepszego gitarzystę jazzowego w Polsce. Jego kunszt wykracza daleko poza jazz. Zapewniam. Potrafi zagrac wszystko, a postawiony na froncie metalowej kapeli będzie w niej pierwsza gitara:)

Jest także taka plyta - "Celuloid", chyba o niej nie pisałem (sprawdziłem, jednak pisałem), gdzie Marek Napiórkowski w duecie z Arturem Lesickim graja glownie muzyke, a jakże, filmowa. Plyte otwiera genialna kompozycja Andrzeja Kurylewicza z filmu "Lalka", fantastycznie, lekko, mistycznie, zagrana przez gitarowe duo. To jedna z tych melodii, tych wykonan, które zostają z odbiorca na zawsze. (Tutaj nie mogę nie wspomnieć o "Polskich Drogach" także A. Kurylewicza w wykonaniu Pata Metheny i Anny Marii Jopek z albumu "Upojenie". Genialne!)

No, ale miało być o cd "Hipokamp", bo wlasnie te plyte promowal koncert w Trójce.
Podobnie jak na poprzednich koncertach Marek Napiórkowski wystapil w roli lidera i konferansjera.
Ponownie znakomicie sprawdzil się jako dowcipny zapowiadacz i jako lider-wirtuoz gitary.

Po prawej, na instrumentach perkusyjnych muzyk Shakiry - Samuel Torres,
z lewej na klawiszach Jan Smoczyński i niewidoczny, za
Markiem Napiórkowskim, Paweł Dobrowolski na bębnach. 
A muzyka?
"Hipokamp" nie jest smooth jazzem, który gładko wchodzi do glowy, pieszcząc, kolyszac zmysły delikatnymi, lagodnymi dzwiekami. (nie mam nic przeciwko smooth jazzowi, chociaż tutaj latwo o przekroczenie granicy oddzielającej smooth jazz od elevator music). Wlasnie wrzuciłem na kolumny "Hipokamp", żeby pisząc post mieć te muzyke tle.
Wyobraznia muzyczna Marka Napiórkowskiego znacznie przekracza moją (może nie tylko muzyczna) i nawet nie będę probowal tej muzyki klasyfikować. Bo i po co? Dosc, ze napisze o pewnych (moim zdaniem oczywiście) zbieżnościach (klimat, budowa kompozycji) z kompozycjami Pata Metheny, czy Krzysztofa Ścierańskiego. Nowoczesny jazz, miejscami zbyt dla mnie trudny. Jak dla mnie pomiędzy String Connection a Walk Away plus trochę elektroniki.
Nie znaczy to, ze koncert, chociaż miejscami trudny w odbiorze, był slaby. Przeciwnie! Obserwowanie i słuchanie muzykow, ich kunsztu, sytuacji gdzie w kolejnych kompozycjach bez wyraźniej (dla mnie) linii melodycznej, po solowych partiach potrafili się spotkać, by bez utraty tempa kontynuować wspolne granie, to czysta przyjemność. Sluchajac "Hipokampu" sadze, ze latwiej się odbiera te muzyke "w podaniu" na zywo. Mysle, ze Marek Napiórkowski zdaje sobie sprawę, ze jego sztuka nie jest latwa w odbiorze i dlatego dziekowal publiczności, ze zechciała przyjść, posluchac co ma, wraz z zespolem do zaproponowania. Na plycie poza kompozycjami Marka Napiórkowskiego znalazły się także "Space Oddity" i "Absolute Beginners" Dawida Bowie, ale w takich transkrypcjach, ze gdyby nie zapowiedz z pewnoscia mialbym problem w zorientowaniu się, ze to znany, popowy repertuar. Prowadzac konfernasjerke Marek Napiórkowski opowiadal o genezie powstania większości utoworow, w tym o zapożyczeniu tytułu "Profesor Kuppelweiser" z "Seksmisji". Marek Napiórkowski dostal na to autoryzacje od Juliusza Machulskiego pod warunkiem umieszczenia stosownych podziekowan na plycie. Sprawdzilem, jest podziękowanie.

Po koncercie tradycyjnie kupno płyty, rozmowa z muzykami plus
koniecznie autografy, dedykacje.
W trakcie konferansjerki, przedstawiania czlonkow kapeli Marek Napiórkowski podkreslal obecnosc grającego na instrumentach perkusyjnych Samuela Torresa, który jest/byl muzykiem grającym z niejaka Shakirą, tudzież Ricky Martinem. Akcentowanie udziału tego wlasnie muzyka było powodem dla którego, w czasie podpisywania plyty wspólnie z Panem Markiem zastanawialiśmy się, co tez moglo być przyczyna, ze muzyk tego kalibru zadecydowal się na granie z wybitnym, ale skromnym, polskim gitarzystą (w domniemaniu także za inne pieniądze).
Panu Markowi spodobala się moja sugestia, ze to z pewnoscia walory urody i podobieństwo, jego, Marka Napiórkowskiego do Shakiry sa przyczyna dla której Samuel Torres z nim gra. Wzbudzilo to na tyle duza wesolosc Pana Marka, ze stwierdził, ze wykorzysta ten greps przy okazji kolejnego koncertu. Niestety, zawiodl mnie refleks i nie poprosielm wzorem Juliusza Machulskiego o stosowne podziękowanie na kolejnej plycie…
Było fajnie!

sobota, 4 kwietnia 2020

Noś maskę! sobota 2020.04.04

Noś maskę! sobota 2020.04.04

Sluchajac roznych fachowcow, autorytetow, lekarzy szergowych i tych z tytułami nie sposób się jest zorientować czy noszenie maski ma sens medyczny, czy nie.
Wyglada na to, ze publiczne noszenie maski ma wymiar głównie wizerunkowy: nosze, dbam o innych, nie rozsiewam, jestem OK.
Czyli dylematem przestaje być nosić, czy nie. Nosić! Zdecydowanie tak! Ale którą? Bez rury czy z rurą?
Obie sa w pelni sprawne. Ta z rura model z roku 1956, bez rury datowana jest rokiem 1973. Niezaleznie od tego, która wybieram idąc na zakupu do lokalnego sklepu, czuje się pewnie i bezpiecznie. Podbnie jak sądzę czuja się inni klienci "Groszka", tylko dlaczego na mój widok odsuwają się na wieksza odleglosc…

sobota, 28 marca 2020

Wisła, sobota 2020.03.28, rowerowe

Wisła, sobota 2020.03.28, rowerowe

W towarzystwie znanych wirusologów: Kokota, Dara i Tomka udaliśmy do naszej ulubionej miejscówki - ujście Świdra do Wisły, celem sprawdzenia jak się sprawy maja, czyli na pomiar stanu wirusa nad Wisła. Gruntowne, regularne badania (byliśmy tam trzykrotnie w ostatnim czasie) wykazaly, ze sytuacja jest stabilna, wiosna nie tylko nadchodzi, ale już jest. Wirus też.
Oczywiście nasza naukowa ekspedycja odbyla się z uwzględnieniem wszelkich zasad bezpieczeństwa. Należy bowiem przestrzegać wszystkich zaleceń i zakazow, traktować je bardzo poważnie. Ja mam nawet w domu maseczke, której gdy przyjdzie pora nie zawaham się uzyc :)

Stado kóz i owiec spotakalismy nad Wisłą w zeszły weekend. Ich widok bardzo mnie ucieszył. Być może pamiętacie, ze
jest to ekologiczna kosiarka, która regularnie ma oczyszczac tereny zalewowe Wisły. Miasto podpisało umowę z jakimś
Ormianinem (chyba) na wykonanie tej usługi. W zeszłym roku media obiegla informacja, ze kozy mieszkające w
fatalnych warunkach na jednej z wiślańskich wysp zdychają z głodu, a wynajęty do opieki nad stadem pastuch
(bezrobotny, który dostawal za swoja prace bodaj 50 zl/mc) jest bezradny wobec braku reakcji ze strony swojego szefa.
Dlatego widok stada przyjąłem za dobry omen. Wścibskie kozy z dużym zainteresowaniem oberwowały moją
gimnastykę gdy wydobywałem telefon z kieszeni. Mając nadzieję na smaczny kąsek usiłowały skubnąć smartfona.
Było ich dużo i miały, jak to kozy, budzące respekt rogi. Usiadłem do negocjacji. Udało mi się
ocalić telefon obietnicą przyniesienia na następne spotkanie co najmniej jednego bochenka chleba.   

wtorek, 3 marca 2020

"Jedwabne anatomia kłamstwa", aut. Ewa Kurek, 2018, ksiązka

"Jedwabne anatomia kłamstwa", aut. Ewa Kurek, 2018, ksiązka

To szalenie ciekawa, potrzebna książka. Lektura obowiazkowa dla każdego, kto chociaż trochę interesuje się biezaca historia, fałszowaniem historii i czyms, co Ewa Kurek nazywa pedagogiką wstydu.
Przeczytalem ja bezpośrednio po lekturze książki "Powrot do Jedwabnego", której Ewa Kurek jest wspolautorka (obok W. Sumlińskiego i T. Budzyńskiego). Nie mam najmniejszych wątpliwości, ze "Jedwabne anatomia kłamstwa" jest ksiazka zdecydowanie lepszą. Sama Ewa Kurek jest uznanym historykiem, fachowcem od relacji polsko-żydowskich z której wiedzą i zdaniem licza się także (niektóre) środowiska zydowskie. Jej ksiazka to fakty, cytaty, a na wstępie ciekawy, dzialajacy na wyobraznie rys historyczny ziemi na której lezy Jedwabne.
Podtytul książki: " Biała księga cenzury i bezprawia rządów RP 2001-2017 wobec badań historycznych" precyzuje zawartość książki, która jest w sporej części apelem o dokończenie prac ekshumacyjnych w Jedwabnem. Prac, które zostały przerwane, kiedy badacze zaczeli ujawniać fakty podwazajace przekaz zawarty w słynnej złą sławą książce Jana T. Grossa "Sąsiedzi".
Prawda o wydarzeniach za które na wyrost i pochopnie zdaniem Ewy Kurek przeprosili wszyscy znaczący polscy politycy łącznie z Lechem Kaczyńskim i kościelnym hierarchami, lezy zagrzebana w ziemi i jak twierdzi Jonny Daniels, prezes izraelskiej fundacji From the Depths: "Nawet jeśli pod tą inicjatywa podpisze się 40 milionow osób, ekshumacja w Jedwabnem nie odbędzie się".
Dlatego niezwłocznie podpislem stosowna petycje >>>
https://www.citizengo.org/pl/84089-petycja-do-sejmu-rzeczpospolitej-polskiej?m=6&tcid=67193526&fb=0&nid=84089
i oczekuje, ze ta obywatelska inicjatywa spowoduje, ze dowiemy się prawdy, nawet jeśli będzie niewygodna i bolesna dla nas, Polaków.

niedziela, 16 lutego 2020

Taco Hemingway, Torwar, wtorek 2020.02.11, koncert

Taco Hemingway, Torwar, wtorek 2020.02.11, koncert

Jeszcze chwila i się zacznie.
Tak się porobilo, ze w zeszłym tygodniu byłem na trzech, zupełnie roznych koncertach, a jeszcze chwile wcześniej na jeszcze jednym, także innym od trzech pozostałych. Peramanetny brak czasu nie pozwala mi na bieżące umieszczanie postow. Sprobuje wiec seryjnie poczynajc od ostatniego (koncertu). Mam jednak obawy czy dogonię czas. Dzisiaj takze mam w planie koncert...

Sledze karierę Taco od samego początku. Staram się być na każdym warszawskim koncercie Taco i prawie mi się to udaje. Na blogu jest z pewnoscia kilka postow obrazujących niesamowita droge Taco od niszowego wykonawcy do jednego z najbardziej rozpoznawlanych, najczęściej słuchanych (zgodnie z rankigiem Spotify) polskich artystow.
Tym razem Taco wraz ekipa zdecydowali się na kupienie Torwaru 2 dni pod rząd. Byłem na drugim z kolei koncercie, we wtorek.
Było dobrze, ale...
Otoz od pewnego czasu mam wrazenie, ze koncerty wielu artystow sa zle naglosnione. Jest zwyczajenie i po prostu za glosno. Jeśli jest to trzech facetow na wiolonczelach grających rocka bez zadnego wokalu (Apocalyptica), to jestem w stanie to znieść. Jeśli jednak czesc przekazu stanowi tekst, hałas uniemozliwiajacy wyslyszenie tekstu bardzo mnie drazni, przeszkadza.
Swiatła robiły dobrą robotę.
W przypadku Taco tekst jest zdecydowanie ważniejszy od bitów. Tym bardziej powinno być slychac o co w tekście chodzi, ale nie było. I w żaden sposób nie usprawiedliwia tego feleru fakt, ze wszystkie dzieciaki zgromadzone na Torwarze znaja teksty Taco na pamięć. I nie jest wytłumaczeniem, ze jak trafiłem na nie swoja impreze to miast zachowywać się jak zrzędliwy tetryk moglem odpalić sobie smartfona, wyswietlic tekst i nie narzekac. Otoz NIE. Nie po to ide na koncert, żeby ślepić w niebieski prostokat, który w liczbie mnogiej jest przedmiotem krytyki w jednym z kawalkow Taco.
Chce slyszec tekst!
Zamaist tego wali fala dzwieku, która w niskich rejestrach uderza w odczuwalny, fizyczny sposób w klate, bije po uszach. Kiedys, kiedy nosilo się dzwony przynajmniej furczały nagawki. Teraz, w dobie rurek nic nie furczy, bola bębenki w uszach i tyle!
Po koncercie napisałem do Taco, ze byłoby fajnie, gdyby zatrudnil na 2-3 numery jakas fajna rap-koleznake, może nawet dwie. Jedna zrobilaby hip, druga hop i byłoby zdecydowanie przyjemniej niż wówczas, kiedy na koncercie miotają się po estradzie sami faceci. Ostatecznie publiczność poza liczna rzesza fanek stanowią także faceci, którym z pownoscia podobnie jak mi, żeński pierwiastek sprawilby przyjemność.
Taco odpisal, ze pomyśli.
Nie ma co myslec, trzeba robic, bo to się dzieje w warstwie wizualnej jest dla koncertu szalenie ważne. I chociaż scena była zaopatzrona w duże led-ekrany, to jeszcze trzeba mieć pomysl co na nich pokazywać. Same (fajne) wizualizacje i zdeformowana roznymi efektami postac Taco to (dla mnie) za mało.
Hip-hop nie jest moja bajka. Jest dla mnie rodzajem fenomenu, który zawsze, gdy jestem na koncercie zadziwia mnie, prowokując pytania o kierunek(i) rozwoju sztuki.
Dlatego z pewnoscia pojde na kolejny warszawski koncert Taco. Będę chciał sprawdzić, czy będą mu towarzyszyć poza wytatuowanymi facetami koleżanki hip i hop, oraz empirycznie doswiadczyc fenomenu tego gatunku, który z blokowiskowych piwnic przeniósł się do sal koncertowych.

niedziela, 2 lutego 2020

Ania Rusowicz, koncert, Trójka, niedziela 2020.02.02

Ania Rusowicz, koncert, Trójka, niedziela 2020.02.02

Fajna data. W sam raz, żeby napisac pierwszego w tym roku posta. Pomimo zeszłorocznej obietnicy, ze napisze o książce "Jedwabne. Anatomia kłamstwa", zaczynam od dzisiejszego koncertu Ani Rusowicz.
Jakis czas temu (tutaj) miałem okazje widzieć i slyszec Anie na zywo. Było to po premierze jej pierwszej plyty "Mój big-bit". To był swietny koncert. W dużej mierze decydowal o tym (świetności) także repertuar. Duzo big-bitu wlasnie, w nowych, dynamicznych, drapieżnych aranżacjach, no i glos Ani do zludzenia przypominający glos mamy, Adrianny, legendy polskiego rocka, czyli jak się wówczas mowilo, big-bitu.
Trojkowy koncert promowal plyte "Przebudzenie" wydaną w listopadzie 2019. Pierwszym koncertem trasy był wlasnie dzisiejszy wystep.
Od jakiegoś czasu Trojka gra kawalek z tej plyty "Swiecie stoj". Przyjemny. W mojej opinii jedyny, który może nosic miano hitu. Cala reszta, jest dobra, fajnie się tego slucha, ale daleko im do klasy big-bitowych przebojow z plyty "Mój big-bit". W warstwie muzycznej slyszalny jest "zaciąg" tamtych czasów, który w polaczeniu z mocnym, rockowym podaniem, nadaje muzyce  Ani Rusowicz, wraz z jej wokalem, rozpoznawalny, niepowtarzalny klimat. To czego mi zabrakło to dobrych, prostych, bezpretensjonalnych tekstow. Takich big-bitowych wlasnie. Może trochę przesadzam ze swoimi oczekiwaniami. Może slyszany kilka lat temu koncert z "niebiesko-czarnym" materialem spowodowal, ze Ania Rusowicz zapisala mi się jako znakomita interpretatorka big-bitowych, przebojowych staroci, a teraz, kiedy wystepuje z własnym repertuarem drażni moje ucho, mija się z moimi, inżyniera Mamonia oczekiwaniami?
Może.
To nie znaczy, ze nie było warto posluchac jej live.
Koncert Ani to zdrowa dawka pozytywnych emocji, które udzielily się licznie przybyłej publiczności.
Po koncercie sprzedawano jej plyty (po 30 zl): "Przebudzenie" - autorska
pyta Ani Rusowicz i "Nixes" - kapeli, w skald której wchodzi Ania, jej mąz Hubert i Kuba Galiński. Kupilem dwie. Artyści w Polsce nie maja lekko...