"Życie Adeli – Rozdział 1 i 2" (La vie d'Adèle), reż. Abdellatif Kechiche, Francja, 2013, właśnie w kinie!
Kinie! Film (na oko) graja w jednym kinie w Warszawie. Jak na zdobywcę Zlatej Palmy 2013 - skromnie.
Obejrzałem go praktycznie rok po obejrzeniu innego, nagrodzonego Zlota Palma 2012 filmu: "Milość" M. Haneke. Obydwa filmy traktują o fenomenie milosci, a chociaż każdy porusza inny jej aspekt to obydwa sa znakomite.
Okres przedswiateczny w TV jest pelen relacji z Ziemi Swietej. Pielgrzymki, Betlejem, grota. Z całego tegorocznego przekazu utkwil mi w pamięci indagowany przez reportera TVP1, ubrany w czerwona kurtke, pielgrzym z Polski, bodaj z Poznania. Zapytany o cel pielgrzymki powiedział, ze lzami w oczach, ze pojechal tam w intencji znalezienia swojej 2-giej polowy... (50 lat+, szczuply, sredni wzrost, ciemny wąs)
Niebywala sila (pierwszej) milosci. Potrzeba jej doświadczenia. Ogrom i znaczenie pierwszych doswiadczen seksualnych. Zniewalajaca sila uczuc. Dewastujaca potega odrzuconej milosci. Wszechogarniajaca pustka, bezsens bycia/zycia po jej utracie, i wreszcie.... może pielgrzymka do Ziemi Swietej?
"Życie Adeli..." - bardzo mi się podobal.
Gleboki, poruszający, w moim odczuciu bardzo prawdziwy film.
Trwa 3h, ale nie nudzialem się nawet przez chwile. Mnostwo fantastycznych zdjęć (zbliżenia) w polaczniu ze znakomitym aktorstwem, kaze bacznie obserwować ekran. Prosta, wręcz przewidywalna fabula, pozwala się skupic nad finezyjnym (z wyjątkami) oddaniem emocji jakie towarzysza bohaterkom filmu przez 3 godz. projekcji.
Film może być także przyczynkiem do dyskusji nad granicami do ktorych może i posuwa się reżyser w wyznaczniu zadań aktorskich i oczekiwaniach w stosunku do aktorek. Sceny erotyczne sa b. mocne i liczne. W moim przekonaniu ich naturalizm/doslownosc jest zbędny. Dolecialo do mnie, ze ktorki miały ogromy problem z graniem scen seksu i się nie dziwie. Rezyser zapomnial, ze wyobraznie widzow można stymulować w inny niż bliski porno obraz kochających się pań (bardzo atrakcyjnych, przyznam)
Ale...
To moim zdaniem dobry film. Może nie tak duzy, znaczacy, powalający jak "Miłość" M. Haneke, ale zaslugujacy na wyprawe do kina, wydatek 20 zl (kino Muranów) i 3h poswiecone na jego ogladanie.
niedziela, 29 grudnia 2013
środa, 25 grudnia 2013
Czarek - The Cat!
Czarek - The Cat!
Jakis czas temu mieszkal w szafie straszego syna. Potem przeniosl się do szafy syna młodszego. Po pewnym czasie wybral moje lozko, konkretnie poduszke. Było to dość uciążliwe. Wskakiwal, uklepywal, a gdy wreszcie już się ulozyl gdzies miedzy moim ramieniem, a glowa wlaczal generator mruczenia. Wyłącznika nie znalazlem.
Ulegl łagodnej perswazji, przeniosl się do garderoby. W zaleznosci od humoru mieszka na polce z koszulkami, spodniami, lub swetrami. To lepsze miejsce niż moja poduszka. Obawiam się jednak, ze rano, przez pomylke wciagne go na siebie zamiast swetra. No i ten ogon...
Jakis czas temu mieszkal w szafie straszego syna. Potem przeniosl się do szafy syna młodszego. Po pewnym czasie wybral moje lozko, konkretnie poduszke. Było to dość uciążliwe. Wskakiwal, uklepywal, a gdy wreszcie już się ulozyl gdzies miedzy moim ramieniem, a glowa wlaczal generator mruczenia. Wyłącznika nie znalazlem. Ulegl łagodnej perswazji, przeniosl się do garderoby. W zaleznosci od humoru mieszka na polce z koszulkami, spodniami, lub swetrami. To lepsze miejsce niż moja poduszka. Obawiam się jednak, ze rano, przez pomylke wciagne go na siebie zamiast swetra. No i ten ogon...
Zima? Nima! 1-szy dzień Swiąt - 2013.12.25
Zima? Nima! 1-szy dzień Swiąt - 2013.12.25
Ayo, live koncert, Klub Palladium, piątek, 2013.12.20, godz. 20:00
Ayo, live koncert, Klub Palladium, piątek, 2013.12.20, godz. 20:00
O Ayo wiedziałem tylko tyle, ze jakiś czas temu nasz czolowy atleta, Tomasz Majewski w jednym z wywiadow oswiadczyl, ze jest jego ulubiona piosenkarka. Chyba w tym samym czasie radio gralo jej "Down on my knees", mily dla ucha popowy kawalek.
Idac na koncert spodziewałem się ambitnego popu. Zostalem przyjemnie zaskoczony, gdyż okazało się, ze muzyka Ayo to znacznie więcej. Nadal pop, ale z wieloma elementami hip-hopu, reggae, etno.
To także moja pierwsza wizyta w Klubie Palladium. Kiedys kino (Palladium), dzisiaj uniwersalna imprezowa sala. Miejsce mieszczące kilkaset osob, czyli cos dla artysty, który nie jest w stanie zapelnic Sali Kongresowej.
Dla Ayo Palladium było OK. Sala wypelniona prawie do pelna. Przyjemna przedkoncertowa atmosfera została troszkę rozciagnieta przez artystke, która rozpoczela swój wystep z kilkunastominutowym opóźnieniem. Wynurzyla się z ciemności z gitara w rekach, po niej pojawila się kapela.
Kapela także sprawiala wrazenie zadowolonej z siebie. Byli mocno wyluzowani. Warszawski koncert był ich ostatnim, zamykającym trzymiesieczna trase. Ayo praktycznie przez caly koncert była usmiechnieta i pogodna, a jej dobry nastroj udzielal się wszystkim obecnym.
Trwajacy wraz z bisami 2 godziny koncert zaliczam do udanych, chociaż troszkę draznilo mnie bardzo rozciagniete, długie, ubrane w mnóstwo slow, przedstawianie muzykow. Ich prezentacja miała miejsce dwa razy pochlaniajac niestety spora czesc występu Ayo. No i naglosnienie! Pod koniec zrobilo się strasznie glosno, widać kolo od dzwieku podkrecil potencjometr, bo było nie do wytrzymania! Uszy bolały nie tylko mnie. Narzekali wszyscy.
Muzycy prezentowali znakomity poziom. Czarni: perkusista, basista i gitarzysta byli klasa dla siebie, bialasek: klawisze i trabka, troszkę odstawal. Ale calosc bardzo dobra. Solowy, dlugi popis gitarzysty tak dobry, ze nawet Adam Malicki z "1One" moglby z niego wynieść cos dla siebie.
Na bis Ayo zaspiewala rozpoznawalny nawet dla mnie kawalek "Down on my knees" z plyty "Joyful". Widac było, ze kapela jest troszkę zmeczona graniem tej wlasnie piosenki i szukając recepty na znuzenie i rutyne, wszyscy panowie rzucili się na kolna do stop Ayo. Zartownisie! Na ten kwalek czekala publiczność, zywo reagujaca na zachęty do zabawy.
Po i przed koncertem nie można było kupic plyt. Dlatego w trakcie przedswiatecznych zakupow kupiłem dwa krazki Ayo. Odsluchalem je ciurkiem. Troszke nużące.
Ale jeszcze do nich wroce. Kiedys uważano, ze posiadanie jakiegoś przedmiotu nalezacego do wojownika pozwalalo na odebranie mu jego sily. (najlepszym rozwiazaneim było zabicie i zjedzenie serca). Jedna taka Dalila tak skutecznie kombinowala, ze po obcięciu wlosow jej facet stracil całkowicie ponadludzka sile. Poslucham jeszcze Ayo i sprawdze obwod swojego prawego bicepsu. Porownam z obwodem bicepsu Tomasza Majewskiego.
Jak nie będzie efektu, będę musial pomyslec o bardziej radykalnym sposobie zwiększenia masy mięśniowej.
A tak nie lubie podrobow.
O Ayo wiedziałem tylko tyle, ze jakiś czas temu nasz czolowy atleta, Tomasz Majewski w jednym z wywiadow oswiadczyl, ze jest jego ulubiona piosenkarka. Chyba w tym samym czasie radio gralo jej "Down on my knees", mily dla ucha popowy kawalek.
Idac na koncert spodziewałem się ambitnego popu. Zostalem przyjemnie zaskoczony, gdyż okazało się, ze muzyka Ayo to znacznie więcej. Nadal pop, ale z wieloma elementami hip-hopu, reggae, etno.
To także moja pierwsza wizyta w Klubie Palladium. Kiedys kino (Palladium), dzisiaj uniwersalna imprezowa sala. Miejsce mieszczące kilkaset osob, czyli cos dla artysty, który nie jest w stanie zapelnic Sali Kongresowej.
Dla Ayo Palladium było OK. Sala wypelniona prawie do pelna. Przyjemna przedkoncertowa atmosfera została troszkę rozciagnieta przez artystke, która rozpoczela swój wystep z kilkunastominutowym opóźnieniem. Wynurzyla się z ciemności z gitara w rekach, po niej pojawila się kapela.
Kapela także sprawiala wrazenie zadowolonej z siebie. Byli mocno wyluzowani. Warszawski koncert był ich ostatnim, zamykającym trzymiesieczna trase. Ayo praktycznie przez caly koncert była usmiechnieta i pogodna, a jej dobry nastroj udzielal się wszystkim obecnym.
Trwajacy wraz z bisami 2 godziny koncert zaliczam do udanych, chociaż troszkę draznilo mnie bardzo rozciagniete, długie, ubrane w mnóstwo slow, przedstawianie muzykow. Ich prezentacja miała miejsce dwa razy pochlaniajac niestety spora czesc występu Ayo. No i naglosnienie! Pod koniec zrobilo się strasznie glosno, widać kolo od dzwieku podkrecil potencjometr, bo było nie do wytrzymania! Uszy bolały nie tylko mnie. Narzekali wszyscy.
Muzycy prezentowali znakomity poziom. Czarni: perkusista, basista i gitarzysta byli klasa dla siebie, bialasek: klawisze i trabka, troszkę odstawal. Ale calosc bardzo dobra. Solowy, dlugi popis gitarzysty tak dobry, ze nawet Adam Malicki z "1One" moglby z niego wynieść cos dla siebie.
Na bis Ayo zaspiewala rozpoznawalny nawet dla mnie kawalek "Down on my knees" z plyty "Joyful". Widac było, ze kapela jest troszkę zmeczona graniem tej wlasnie piosenki i szukając recepty na znuzenie i rutyne, wszyscy panowie rzucili się na kolna do stop Ayo. Zartownisie! Na ten kwalek czekala publiczność, zywo reagujaca na zachęty do zabawy.
Po i przed koncertem nie można było kupic plyt. Dlatego w trakcie przedswiatecznych zakupow kupiłem dwa krazki Ayo. Odsluchalem je ciurkiem. Troszke nużące.
Ale jeszcze do nich wroce. Kiedys uważano, ze posiadanie jakiegoś przedmiotu nalezacego do wojownika pozwalalo na odebranie mu jego sily. (najlepszym rozwiazaneim było zabicie i zjedzenie serca). Jedna taka Dalila tak skutecznie kombinowala, ze po obcięciu wlosow jej facet stracil całkowicie ponadludzka sile. Poslucham jeszcze Ayo i sprawdze obwod swojego prawego bicepsu. Porownam z obwodem bicepsu Tomasza Majewskiego.
Jak nie będzie efektu, będę musial pomyslec o bardziej radykalnym sposobie zwiększenia masy mięśniowej.
A tak nie lubie podrobow.
Bobrowa robota, rzeka Mienia opodal ujscia do Świdra, grudzien 2013
Bobrowa robota, rzeka Mienia opodal ujscia do Świdra, grudzien 2013
![]() |
| Bobry atakują! Wyraznie ożywione wysokimi jak na te pore roku temperaturami, zabraly się za wcale duże drzewo. 20-30 lat temu, żeby je spotkać trzeba bylo się udac w glab Puszczy Kompinoskiej, dzisiaj sa nawet w niewielkiej, praktycznie sezonowej rzeczce. |
![]() |
|
Maly też może! Widac Pan Bóbr obiecal Pani Bobrowej budowę nowego basenu i ostro wzial się do roboty! Ale, ale! Co to wyrosło na swiezo scietym drzewie? Pan Bobr nie myje chyba zebow... |
piątek, 13 grudnia 2013
"Za Chiny Ludowe. Zapiski z codzienności Państwa Środka", aut. Katarzyna Pawlak, 2013
"Za Chiny Ludowe. Zapiski z codzienności Państwa Środka", aut. Katarzyna Pawlak, 2013
Autorka tej książki mowi po chińsku i jak czytam na 4-tej stronie okładki, jest socjologiem. To tylko dwa z mnóstwa czynnikow, które spowodowaly, ze to co napisala o współczesnych Chinach jest w moim przekonaniu fascynujące. Jednak nie socjologia i unikalna znajomosc chińskiego sa tak ważne dla powstania tej książki, jak wazny jest duch eksploracji, wola poznania. Katarzyna Pawlak miast pędzic spokojne zycie doktoranki, podrozuje po Chinach w zatłoczonych wagonach i w tlumie Chinczykow pokonuje trudne do wyobrażenia odleglosci. Odwiedza miejsca, które pomimo ze warte odwiedzenia nie figurują jako cel turystycznych wypraw w popularnych przewodnikach. Rozmawia z ludzmi, dużo widzi i rozumie. Jest bystra obserwatorka skorą do wchodzenia w realacje ze swoimi rozmowcami. A do tego, wszystko to wcale zgrabnie przenosi na papier.
Formula książki jest prosta: reporterski zapis z widzianych miejsc, spotkan z ludzmi, obserwacji otoczenia w którym autorka przebywa. Calosc pogłębiona wiedza o Chinch, znajomoscia jezyka, wola poznania.
Fajne!
Chiny, które zdaniem wielu już wkrótce będą 1-sza gospodarka swiata stanowią dla wielu enigmę, przedmiot studiow, obiekt nienawiści, imperium zla. Autorka "Za Chiny Ludowe.." obserwuje i zapisuje zmiany zachodzące w ludziach i systemie, który bliski totalitarnego zawiaduje najwieksza fabryka współczesnego swiata. Niebywale jak wiele i jak szybko zmienia się w Chinach. Zastanawiajace jak bardzo obraz Chin widziany z pozycji zwykłego zjadacza ryżu jest zgodny z obrazem państwa-hegemona z książki "Chiny światowym hegemonem? Imperializm ekonomiczny Państwa Środka", aut. Antoine Brunet, Jean-Paul Guichard napisanej w 2011 roku. Te dwie lektury znakomicie się uzupelniaja. Dla tych, którzy lubia reportaże i sa ciekawi Chin interesującym dodatkiem bedzie kandayjski film "W góre Jangcy", który w prostym, bezpośrednim przekazie także traktuje o wspolczesnosci Panstwa Srodka.
Jakie sa naprawdę? Jak się maja do zachowanego w mojej pamięci obrazu jednej z arterii komunikacyjnych Pekinu, gdzie po wielopasmowej autostradzie, o wschodzi slonca okolo 3 milionow Chinek i Chinczykow ubranych w granatowe mundurki, czarne, sztruksowe "cichobiegi", bambusowe kapelusze przemieszczalo się na rowerach jadac na polnoc do swoich miejsc pracy. (drugie tyle jechalo na południe). Pewnie jeszcze nie wszyscy jezdza do roboty swoimi Maserati, ale skuterami, jak na Tajwanie (20 lat temu) pewnie tak.
I co na to Przewodniczacy Mao, którego portret wisi nieodmiennie na bramie Wiecznego Miasta od strony sławnego zla sławą placu, nomen omen Niebiańskiego Spokoju.
Pewnie w przewraca się w grobie.
Autorka tej książki mowi po chińsku i jak czytam na 4-tej stronie okładki, jest socjologiem. To tylko dwa z mnóstwa czynnikow, które spowodowaly, ze to co napisala o współczesnych Chinach jest w moim przekonaniu fascynujące. Jednak nie socjologia i unikalna znajomosc chińskiego sa tak ważne dla powstania tej książki, jak wazny jest duch eksploracji, wola poznania. Katarzyna Pawlak miast pędzic spokojne zycie doktoranki, podrozuje po Chinach w zatłoczonych wagonach i w tlumie Chinczykow pokonuje trudne do wyobrażenia odleglosci. Odwiedza miejsca, które pomimo ze warte odwiedzenia nie figurują jako cel turystycznych wypraw w popularnych przewodnikach. Rozmawia z ludzmi, dużo widzi i rozumie. Jest bystra obserwatorka skorą do wchodzenia w realacje ze swoimi rozmowcami. A do tego, wszystko to wcale zgrabnie przenosi na papier.
Formula książki jest prosta: reporterski zapis z widzianych miejsc, spotkan z ludzmi, obserwacji otoczenia w którym autorka przebywa. Calosc pogłębiona wiedza o Chinch, znajomoscia jezyka, wola poznania.
Fajne!
Chiny, które zdaniem wielu już wkrótce będą 1-sza gospodarka swiata stanowią dla wielu enigmę, przedmiot studiow, obiekt nienawiści, imperium zla. Autorka "Za Chiny Ludowe.." obserwuje i zapisuje zmiany zachodzące w ludziach i systemie, który bliski totalitarnego zawiaduje najwieksza fabryka współczesnego swiata. Niebywale jak wiele i jak szybko zmienia się w Chinach. Zastanawiajace jak bardzo obraz Chin widziany z pozycji zwykłego zjadacza ryżu jest zgodny z obrazem państwa-hegemona z książki "Chiny światowym hegemonem? Imperializm ekonomiczny Państwa Środka", aut. Antoine Brunet, Jean-Paul Guichard napisanej w 2011 roku. Te dwie lektury znakomicie się uzupelniaja. Dla tych, którzy lubia reportaże i sa ciekawi Chin interesującym dodatkiem bedzie kandayjski film "W góre Jangcy", który w prostym, bezpośrednim przekazie także traktuje o wspolczesnosci Panstwa Srodka.
Jakie sa naprawdę? Jak się maja do zachowanego w mojej pamięci obrazu jednej z arterii komunikacyjnych Pekinu, gdzie po wielopasmowej autostradzie, o wschodzi slonca okolo 3 milionow Chinek i Chinczykow ubranych w granatowe mundurki, czarne, sztruksowe "cichobiegi", bambusowe kapelusze przemieszczalo się na rowerach jadac na polnoc do swoich miejsc pracy. (drugie tyle jechalo na południe). Pewnie jeszcze nie wszyscy jezdza do roboty swoimi Maserati, ale skuterami, jak na Tajwanie (20 lat temu) pewnie tak.
I co na to Przewodniczacy Mao, którego portret wisi nieodmiennie na bramie Wiecznego Miasta od strony sławnego zla sławą placu, nomen omen Niebiańskiego Spokoju.
Pewnie w przewraca się w grobie.
niedziela, 8 grudnia 2013
Jacek Kleyff i ONZ, live koncert, Studio A. Osieckiej, niedziela 2013.12.01
Jacek Kleyff i ONZ, live koncert, Studio A. Osieckiej, niedziela 2013.12.01
Wlasnie minal tydzień od koncertu, który odbyl się troszkę jakby na moje zamówienie.
Otoz od dawna chciałem uslyszec J. Kleyffa w szerszym repertuarze. To efekt dość często granego w Trojce kawalka "Nocnoautobusowa". Mialo to miejsce pare lat temu i jak to zwykle bywa pomimo, ze txt piosenki siedział długo w mojej glowie, nie kupiłem plyty, nie sledzilem tras koncertow J.K.
Prawda jest taka, ze J.K. który z mojego punktu widzenia muzycznie reprezentuje nurt zlotowo-wycieczkowy z szeroko rozumianymi elementami folkowymi, zas tekstowo nurt literacki, nie jest artysta rozpieszczanym przez stacje radiowe. Nawet rzeczona Trojka grala tylko jeden jego kawalek (przynajmniej w tych godzinach, w których słucham radia).
A tu proszę! Trzask-prask i jest koncert na okoliczność swiezutkiej plyty J. Kleyffa wydanej calkiem niedawno bo 2013.11.15!
Zebralem się w sobie i pognałem do Trojki, gdzie nie bez klopotow (dużo chetnych) udało mi się kupic wejsciowki. Tacy ludzie jak J. Kleyff i takie miejsce jak Studio A. Osieckiej gromadzą praktycznie tylko i wyłącznie fanow występującego artysty. Było cieplo, rodzinnie.
Wojciech Mann sprawnie zapowiedział koncert, a w trakcie zapowiedzi na estradę weszla Orkiestra Na Zdrowie i Jacek Kleyff. W skladzie ONZ trzeba odnotować obecność gości specjalnych: najbardziej rozpoznawalnego Stanislawa Soyki na klawiszach i zupełnie mi obcego Zbigniewa Brysiaka na instrumentach perkusyjnych, którzy wspomagali ONZ przez caly koncert, w tym Anne Patynek, która grala na bębnach, spiewala dodajac ONZtowi urody i wdzięku.
J. Kleyff to muzyka, a zwłaszcza teksty, które opowiadają historie/zdarzenie/obserwacje, sa doświadczeniem/przemysleniem autora, którym dzieli się z słuchaczami. Literatura w pigułce, zamknieta w zwykle
w 3-4 minutach trwania piosenki. Sledzenie tekstu wymaga sporego skupienia, a pointa sprowadzajaca się często do jednego wiersza, nawet słowa nie jest w warunkach lekkiej dekoncentracji oczywista. Dlatego warto jest mieć plyte (można było kupic po koncercie) ew. teksty piosenek, które w większości sa publikowane na stronie kleyff.pl.
Wśród gości specjalnych była także Magda Umer, która wspierala artyste w wykonaniu "Pozna Noca". Obecnosc Magdy Umer odebrałem bardziej jako rodzaj potwierdzenia klasy tekstow J. Kleyffa, bowiem wspólne spiewanie wyszlo im raczej cienko.
Bylo milo i refleksyjnie. Pozytywne wibracje wypelnialy sale, ale...
To co uslyszalem na koncercie, a potem odsluchalem na plycie nie ma takiej mocy rażenia (moim zdaniem oczywiście) jak tekst "Nocnoautobusowej"...
Wlasnie minal tydzień od koncertu, który odbyl się troszkę jakby na moje zamówienie.
Otoz od dawna chciałem uslyszec J. Kleyffa w szerszym repertuarze. To efekt dość często granego w Trojce kawalka "Nocnoautobusowa". Mialo to miejsce pare lat temu i jak to zwykle bywa pomimo, ze txt piosenki siedział długo w mojej glowie, nie kupiłem plyty, nie sledzilem tras koncertow J.K.
Prawda jest taka, ze J.K. który z mojego punktu widzenia muzycznie reprezentuje nurt zlotowo-wycieczkowy z szeroko rozumianymi elementami folkowymi, zas tekstowo nurt literacki, nie jest artysta rozpieszczanym przez stacje radiowe. Nawet rzeczona Trojka grala tylko jeden jego kawalek (przynajmniej w tych godzinach, w których słucham radia).
A tu proszę! Trzask-prask i jest koncert na okoliczność swiezutkiej plyty J. Kleyffa wydanej calkiem niedawno bo 2013.11.15!
Zebralem się w sobie i pognałem do Trojki, gdzie nie bez klopotow (dużo chetnych) udało mi się kupic wejsciowki. Tacy ludzie jak J. Kleyff i takie miejsce jak Studio A. Osieckiej gromadzą praktycznie tylko i wyłącznie fanow występującego artysty. Było cieplo, rodzinnie.
![]() |
| Jacek Kleyff to facet wielu talentow: jest nie tylko tekściarzem, lecz także dobrym gitarzysta, sprawnym bębniarzem oraz malarzem. |
J. Kleyff to muzyka, a zwłaszcza teksty, które opowiadają historie/zdarzenie/obserwacje, sa doświadczeniem/przemysleniem autora, którym dzieli się z słuchaczami. Literatura w pigułce, zamknieta w zwykle
w 3-4 minutach trwania piosenki. Sledzenie tekstu wymaga sporego skupienia, a pointa sprowadzajaca się często do jednego wiersza, nawet słowa nie jest w warunkach lekkiej dekoncentracji oczywista. Dlatego warto jest mieć plyte (można było kupic po koncercie) ew. teksty piosenek, które w większości sa publikowane na stronie kleyff.pl.
Wśród gości specjalnych była także Magda Umer, która wspierala artyste w wykonaniu "Pozna Noca". Obecnosc Magdy Umer odebrałem bardziej jako rodzaj potwierdzenia klasy tekstow J. Kleyffa, bowiem wspólne spiewanie wyszlo im raczej cienko.
Bylo milo i refleksyjnie. Pozytywne wibracje wypelnialy sale, ale...
To co uslyszalem na koncercie, a potem odsluchalem na plycie nie ma takiej mocy rażenia (moim zdaniem oczywiście) jak tekst "Nocnoautobusowej"...
Subskrybuj:
Posty (Atom)






