"Bob Marley: One Love", reż. Reinaldo Marcus Green, USA 2025, film, Netflix
Pogoda jaka jest każdy widzi. Szybko zapada zmrok, wraz z jego nadejściem spada temperatura. Wczoraj około 20:30 było minus 12 st. Wybrałem więc bezmiar oceanu, wiosłową łódź, ekran monitora, a na nim film o Bobie Marleyu. Jakiś czas temu, także na Netflix widziałem inny reggae-film o Bobie: "Kto strzelał do Boba Marleya". To film dokumentalny. Moim zdaniem zdecydowanie lepszy od "Bob Marley: One Love", który jest fabularnym filmem biograficznym. W jego powstanie jak wynika z napisów końcowych zaangażowana była cała, dość liczna rodzina B. Marleya. W efekcie wizerunek ikony reggae jest mocno wyidealizowany, praktycznie bez skaz, jak dla mnie nazbyt poprawny, nieomal bez zarzutu. Stawka aktorów to na moje oko 3-cia liga. Historia, którą opowiada film zna prawie każdy, kto lubi ten gatunek muzyki. Zero nowych informacji. Całość gładka, lekkostrawna, przyjemna poza jednym oczywistym zgrzytem - śmierć Boba Marleya w wieku 36 lat... Do pewnego stopnia stało się to na jego życzenie. Nie podjął walki z nowotworem skóry, który prawdopodobnie uaktywnił się w wyniku przypadkowej, piłkarskiej kontuzji. "Bob Marely: One Love" zasługuje moim zdaniem na max. 4/10 w skali filmweb, czyli ujdzie. Jeśli kogoś z Was interesuje postać niekwestionowanej ikony reggae zdecydowanie lepiej jest obejrzeć dokument "Kto strzelał do Boba Marleya", który zasługuje na 5, czyli "średni" w sakli filmweb.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz