Świder i Wisła, 2016.10.30
niedziela, 30 października 2016
sobota, 29 października 2016
poniedziałek, 24 października 2016
"Jakobi i Leidental", aut. Hanoch Levin, reż. Marcin Hycnar, Teatr Studio, piątek 2016.10.21
"Jakobi i Leidental", aut. Hanoch Levin, reż. Marcin Hycnar, Teatr Studio, piątek 2016.10.21
Na ten spektkal zostalem zaproszony przez koleznake, wiec chociaż termin troszkę niefortunny (piątek, prosto z fabryki) to przecież zebrałem się w sobie i pojechałem. Paskudna pogoda, caly dzień lało, a w Teatrze Studio pelno ludzi, glownie młodych. Zgodnie z obietnica koleżanki miało być dobrze i smiesznie.
W Teatrze nie było, za to po...
Sztuka grana gościnnie w Teatrze Studio jest zwyczajnie lekko nudnawa. Pomimo dobrej obsady, w której brawurowa gra wyrozniala się Katarzyna Herman i zaskakująco dobry Jacek Barciak, tekst i akcja, pomimo niezlych momentow, nie porywają.
Nie kazda pianistka gra na pianinie, chociaż może być pianistka-artyska. Troche pogmatwane, ale rozwiązanie tego rebusa znajduje się w spektaklu i jest tym co mi po nim, spektaklu, zostało. Zainteresowanych rozwiązaniem odsyłam do Teatru Studio.
Najsmieszniej było PO teatrze kiedy usilowalem zaplacic za parking. Otoz okazało się, ze automat odrzuca 80% banknotow, co spowodowalo, ze prozaiczna rzecz-placenie, zajelo mi około 40 min. biegania w rzęsistym deszczu pomiędzy automatem, samochodem, kawiarnia, gdzie bezskutecznia usilowalem rozmienić pieniądze.
Gratuluje administratorowi Palacu Kultury!
Mysle, ze rosyjska technonolgia z czasów budowy Palacu bylaby by lepsza i bardziej sprawna od tego co jest tam teraz zainstalowane.
Na szczęście koleznaka miała bilon akceptowany przez bezduszne urządzenie. W rezultacie wyszlo na to, ze zaplacila nie tylko za bilety, ale także za parkowanie.
Nastepnym razem moja kolej.
Na ten spektkal zostalem zaproszony przez koleznake, wiec chociaż termin troszkę niefortunny (piątek, prosto z fabryki) to przecież zebrałem się w sobie i pojechałem. Paskudna pogoda, caly dzień lało, a w Teatrze Studio pelno ludzi, glownie młodych. Zgodnie z obietnica koleżanki miało być dobrze i smiesznie.
W Teatrze nie było, za to po...
Sztuka grana gościnnie w Teatrze Studio jest zwyczajnie lekko nudnawa. Pomimo dobrej obsady, w której brawurowa gra wyrozniala się Katarzyna Herman i zaskakująco dobry Jacek Barciak, tekst i akcja, pomimo niezlych momentow, nie porywają.
Nie kazda pianistka gra na pianinie, chociaż może być pianistka-artyska. Troche pogmatwane, ale rozwiązanie tego rebusa znajduje się w spektaklu i jest tym co mi po nim, spektaklu, zostało. Zainteresowanych rozwiązaniem odsyłam do Teatru Studio.
Najsmieszniej było PO teatrze kiedy usilowalem zaplacic za parking. Otoz okazało się, ze automat odrzuca 80% banknotow, co spowodowalo, ze prozaiczna rzecz-placenie, zajelo mi około 40 min. biegania w rzęsistym deszczu pomiędzy automatem, samochodem, kawiarnia, gdzie bezskutecznia usilowalem rozmienić pieniądze.
Gratuluje administratorowi Palacu Kultury!
Mysle, ze rosyjska technonolgia z czasów budowy Palacu bylaby by lepsza i bardziej sprawna od tego co jest tam teraz zainstalowane.
Na szczęście koleznaka miała bilon akceptowany przez bezduszne urządzenie. W rezultacie wyszlo na to, ze zaplacila nie tylko za bilety, ale także za parkowanie.
Nastepnym razem moja kolej.
piątek, 14 października 2016
"Głód" (El Hambre), aut. Martín Caparrós, książka, 2014, PL 2016
"Głód" (El Hambre), aut. Martín Caparrós, książka, 2014, PL 2016
Gdzies, z jakiegoś przekazu medialnego dolecialo do mnie, ze obok "To zmienia wszystko" Naomi Klein, "Głód" jest jedna z ważniejszych, a dla niektorych najwazniejsza ksiazka XXI wieku.
Czekala dluzsza chwile w kolejce. Przeczytalem ja jakiś czas temu. Meczylem się z nia długo. Ciezar 700 stron druku i ciezar tematu nie zachecaly do lektury.
Autor - argentyński dziennikarz jeździ po swiecie, pisze o Głodzie, jego zrodlach, przyczynach, sposobach zwalczania, jego tragicznych konsekwencjach dla tych, Głodem dotkniętych i Głodzie - zrodle bogacenia się tych, którzy Głodem sterują.
Nie będę pisal o wstrząsających opisach Głodu. O cichym umieraniu głodnych ludzi, beznadziei matek glodujacych dzieci, o blisko miliardzie ludzi dotkniętych systemowym niedożywieniem.
Na 700 stronach książki zrobil to Martín Caparrós analizując konkretne przypadki z praktycznie wszystkich kontynentow, wielu krajów, lacznie z USA. Zrobil to az nadto dobrze, lepiej niż ktokowiek przed nim.
Wnioski wynikające z jego studiow nad Głodem sa zadziwiająco zgodne z analiza mechanizmow funkcjonowania swiata zawarta w "Dokrtynie szoku" Naomi Klein.
Ksiazka jest bardzo aktualna. Autor skonczyl ja pisać w roku 2014. Można znaleźć w niej wyjaśnienie przyczyn masowej migracji z która boryka się Europa. Można przeczytać o sile amerykańskiej firmy Monsanto, która jest wlasnie przjmowana przez niemiecki Bayer i o wolnym rynku zywnosci sterowanym przez Goldman Sachs.
Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się nad hańbą jak dla naszej cywilizacji jest smierc GŁODOWA ludzi mieszkających obok nas, jeśli kiedykolwiek pomyśleliście nad sensem i wartoscia swiata w którym zyjemy, gdzie z jednej strony marnowane sa ogromne ilości zywnosci, z drugiej zas ludzie umierają w wyniku jej braku - przeczytajcie.
Jeśli nigdy o tym nie myśleliście, tym bardziej powinniscie przeczytać te ksiazke.
Ksiazka jest mocna, gorzka.
Ostrzegam.
Bez nadziei na happy end.
Gdzies, z jakiegoś przekazu medialnego dolecialo do mnie, ze obok "To zmienia wszystko" Naomi Klein, "Głód" jest jedna z ważniejszych, a dla niektorych najwazniejsza ksiazka XXI wieku.Czekala dluzsza chwile w kolejce. Przeczytalem ja jakiś czas temu. Meczylem się z nia długo. Ciezar 700 stron druku i ciezar tematu nie zachecaly do lektury.
Autor - argentyński dziennikarz jeździ po swiecie, pisze o Głodzie, jego zrodlach, przyczynach, sposobach zwalczania, jego tragicznych konsekwencjach dla tych, Głodem dotkniętych i Głodzie - zrodle bogacenia się tych, którzy Głodem sterują.
Nie będę pisal o wstrząsających opisach Głodu. O cichym umieraniu głodnych ludzi, beznadziei matek glodujacych dzieci, o blisko miliardzie ludzi dotkniętych systemowym niedożywieniem.
Na 700 stronach książki zrobil to Martín Caparrós analizując konkretne przypadki z praktycznie wszystkich kontynentow, wielu krajów, lacznie z USA. Zrobil to az nadto dobrze, lepiej niż ktokowiek przed nim. Wnioski wynikające z jego studiow nad Głodem sa zadziwiająco zgodne z analiza mechanizmow funkcjonowania swiata zawarta w "Dokrtynie szoku" Naomi Klein.
Ksiazka jest bardzo aktualna. Autor skonczyl ja pisać w roku 2014. Można znaleźć w niej wyjaśnienie przyczyn masowej migracji z która boryka się Europa. Można przeczytać o sile amerykańskiej firmy Monsanto, która jest wlasnie przjmowana przez niemiecki Bayer i o wolnym rynku zywnosci sterowanym przez Goldman Sachs.
Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się nad hańbą jak dla naszej cywilizacji jest smierc GŁODOWA ludzi mieszkających obok nas, jeśli kiedykolwiek pomyśleliście nad sensem i wartoscia swiata w którym zyjemy, gdzie z jednej strony marnowane sa ogromne ilości zywnosci, z drugiej zas ludzie umierają w wyniku jej braku - przeczytajcie.
Jeśli nigdy o tym nie myśleliście, tym bardziej powinniscie przeczytać te ksiazke.
Ksiazka jest mocna, gorzka.
Ostrzegam.
Bez nadziei na happy end.
poniedziałek, 10 października 2016
Katarzyna Groniec, koncert "Zoo z piosenkami Agnieszki Osieckiej", Trójka, 2016.10.09, niedziela
Katarzyna Groniec, koncert "Zoo z piosenkami Agnieszki Osieckiej", Trójka, 2016.10.09, niedziela
Osiemdziesiata rocznica urodzin Agnieszki Osieckiej, studio im. Agnieszki Osieckiej i Katarzyna Groniec w repertuarze Agnieszki Osieckiej z wydanej jesienią plyty "Zoo z piosenkami Agnieszki Osieckiej".
Czy kazda proba ponownego odczytania tekstow A. Osieckiej jest warta zmiany niedzielnych planow, udania się do Trójki, spędzenia tam blisko dwóch godzin, w miejsce "Wołynia"?
Pewnie nie, ale jeśli to proba w wykonaniu Katarzyny Groniec - warto.
Pamietam dobrze jej trójkowy koncert sprzed kilku lat, gdzie poza muzyka podobala mi się cala inscenizacyjna, aktorska otoczka przekazu. Poza muzyka, tekstem, duza role gral gest, zabawa z publicznoscia.
Teraz było podobnie.
Koncert miał swój znaczący, wizualny wymiar.
Tekstowo i muzycznie zas niby przewidywalnie, przecież to A. Osiecka, ale jednak ryzykownie, bo obarczone proba mocno własnej interpretacji.
Katarzyna Groniec wybrala w większości mniej znane, rzadziej wykonywane utwory A. Osieckiej. W tym przypadku proby narzucenia własnego tempa, skutkujace innym sposobem podania tekstu były latwiejsze do zaakceptowania. Jednak tam gdzie tkwiący w glowie pierwowzor nie pozwalal na poddanie się wizji artystki podążanie za nia było zdecydowanie trudniejsze, może nawet bolesne.
"Nim wstanie swit" w wykonaniu E. Fettinga jest w moim odczuciu dzielem kompletnym, skończonym. Kazda proba wykonania tej ballady w innym niż oryginal stylu budzi mój automatyczny sprzeciw, bunt, za
który odpowiedzialny jest wegetatywny układ nerwowy. Dzieje się tak zawsze, tak było także tym razem. Interpretacja Katarzyny Groniec była tak rozna od wielu innych znanych mi wcześniej, tak zaskakujaca dzięki uzytym w trakcie wykonania gadgetom, ze az ciekawa, kazaca ponownie zastanowić się nad sensem tekstu.
(nie będę opisywal co i jak zrobila artystka, warto to zobaczyć, z pewnoscia koncert był rejestrowany i jest/będzie w trojkowym archiwum).
Czy mi się podobalo?
Koncert jako koncepcja, calosc - tak.
Poszczegolne jego elementy: niektóre piosenki, wizualizacja widoczna na monitorze były zaskakujące, interesujące, ale według mnie bez szans w konfrontacji z pierwotnymi wykonaniami.
Tylko czy powstaly po to, żeby z oryginałami konkurować? Pewnie nie. Sa kolejnym świadectwem, ze tekst można czytac i rozumieć w różny sposób, nadac mu rozne znaczenia, a muzyka... Tutaj można pozwolić sobie na jeszcze więcej.
Mojej kolezanace, która sluchala koncertu w radio - zupełnie się nie podobalo.
Publicznosci zebranej w studio A.Osieckiej, sadzac po rekacji, podobalo się, i to bardzo.
Poza sama Katarzyna Groniec, której seceniczny image bardzo mi się podoba, imponowal mi znakomicie ustawiony dźwięk, dzięki czemu wyraznie było slychac kazde slowo, oraz swietne swiatla. Scenicznego entourage dopelnial wygląd kapeli ubranej w identyczne, czarne wdzianka podobne do spodnium K. Groniec.
Jednym słowem - profeska.
Jeśli artystka będzie jezdzila z tym koncertem po Polsce - polecam.
Zareczam, nie wyjdziecie zawiedzeni.
Osiemdziesiata rocznica urodzin Agnieszki Osieckiej, studio im. Agnieszki Osieckiej i Katarzyna Groniec w repertuarze Agnieszki Osieckiej z wydanej jesienią plyty "Zoo z piosenkami Agnieszki Osieckiej".
Czy kazda proba ponownego odczytania tekstow A. Osieckiej jest warta zmiany niedzielnych planow, udania się do Trójki, spędzenia tam blisko dwóch godzin, w miejsce "Wołynia"?
![]() |
| Artystka poprosila, żeby robienie foto ograniczyć do 2 pierwszych utworow, bez flasha. Nie byłem pewien ustawien telefonu - zrobiłem pare zdjęć po koncercie. |
Pamietam dobrze jej trójkowy koncert sprzed kilku lat, gdzie poza muzyka podobala mi się cala inscenizacyjna, aktorska otoczka przekazu. Poza muzyka, tekstem, duza role gral gest, zabawa z publicznoscia.
Teraz było podobnie.
Koncert miał swój znaczący, wizualny wymiar.
Tekstowo i muzycznie zas niby przewidywalnie, przecież to A. Osiecka, ale jednak ryzykownie, bo obarczone proba mocno własnej interpretacji.
Katarzyna Groniec wybrala w większości mniej znane, rzadziej wykonywane utwory A. Osieckiej. W tym przypadku proby narzucenia własnego tempa, skutkujace innym sposobem podania tekstu były latwiejsze do zaakceptowania. Jednak tam gdzie tkwiący w glowie pierwowzor nie pozwalal na poddanie się wizji artystki podążanie za nia było zdecydowanie trudniejsze, może nawet bolesne.
"Nim wstanie swit" w wykonaniu E. Fettinga jest w moim odczuciu dzielem kompletnym, skończonym. Kazda proba wykonania tej ballady w innym niż oryginal stylu budzi mój automatyczny sprzeciw, bunt, za
który odpowiedzialny jest wegetatywny układ nerwowy. Dzieje się tak zawsze, tak było także tym razem. Interpretacja Katarzyny Groniec była tak rozna od wielu innych znanych mi wcześniej, tak zaskakujaca dzięki uzytym w trakcie wykonania gadgetom, ze az ciekawa, kazaca ponownie zastanowić się nad sensem tekstu.
(nie będę opisywal co i jak zrobila artystka, warto to zobaczyć, z pewnoscia koncert był rejestrowany i jest/będzie w trojkowym archiwum).
Czy mi się podobalo?
Koncert jako koncepcja, calosc - tak.
![]() |
| Panow w kapeli było trzech, ale jeden się nie zmiescil, za to Katarzyna na ekranie i froncie. |
Tylko czy powstaly po to, żeby z oryginałami konkurować? Pewnie nie. Sa kolejnym świadectwem, ze tekst można czytac i rozumieć w różny sposób, nadac mu rozne znaczenia, a muzyka... Tutaj można pozwolić sobie na jeszcze więcej.
Mojej kolezanace, która sluchala koncertu w radio - zupełnie się nie podobalo.
Publicznosci zebranej w studio A.Osieckiej, sadzac po rekacji, podobalo się, i to bardzo.
Poza sama Katarzyna Groniec, której seceniczny image bardzo mi się podoba, imponowal mi znakomicie ustawiony dźwięk, dzięki czemu wyraznie było slychac kazde slowo, oraz swietne swiatla. Scenicznego entourage dopelnial wygląd kapeli ubranej w identyczne, czarne wdzianka podobne do spodnium K. Groniec.
Jednym słowem - profeska.
Jeśli artystka będzie jezdzila z tym koncertem po Polsce - polecam.
Zareczam, nie wyjdziecie zawiedzeni.
czwartek, 29 września 2016
"Ostatnia rodzina", reż. Jan P. Matuszyński, PL, 2016, za chwile w kinach
"Ostatnia rodzina", reż. Jan P. Matuszyński, PL, 2016, za chwile w kinach
Nie moglem sobie odmowic! Uslyszalem w Trojce anons o poniedziałkowym, przedpremierowym pokazie. Oderwalem się od tasmy, trzasnalem drzwiami fabryki i pognałem na Mysliwiecka, żeby o 18:45 usiasc w studio A. Osieckiej i miast (zwyczajowo) Melpomenie dac się porwać 10-tej Muzie.
Szczerze mowiac moja percepcja, zwłaszcza przez pierwsze 20 min. była mocno przytępiona...
Ciezki poniedziałek po intensywnym weekendzie...
Nie znam innych filmow biorących udział w Festiwalu w Gdyni.
Ale, żeby az Złote Lwy?
Moim zdaniem przesada.
O ile cała "rodzina" gra koncertowo i nagrody za najlepsza, pierwszoplanowa role meska/kobieca maja uzasadnienie (moim zdaniem oczywiście), o tyle film...
Film mnie nie porwal, nie uwiódł, nie zachwycil.
Jest naznaczony piętnem dokumentalisty (reżyser zrobil pare "dokumentów"), gdzie duza wage przykłada się do wiernego oddania realiów, poswiecajac (ponownie moim zdaniem) to co w fabule najwaznniejsze - dobrze opowiedziana, ciekawa historie.
A historia tez jest slaba.
Neurotyczny związek ojca/syna, w tym matka/zona starajaca się za wszelka cene kleic to co się sypie. Czy to wystarczająco dobre i interesujące, żeby zrobić o tym film? Nawet jeśli TO rodzina Beksinskich, gdzie ojciec jest znanym malarzem, syn zaś prezenterem muzycznym w Trojce, znanym/uznanym tłumaczem anglojęzycznych sciezek dialogowych w wielu filmach, w tym, w słynnym Monty Phytonie. Nawet jeśli ojciec-malarz ginie zamordowany we własnym mieszkaniu, a syn odchodzi nie mniej tragicznie, sam odbiorajac sobie zycie.
[Obrazy Beksinskiego, pierwszy z nimi kontakt to wczesne lata 80-te. Dom Braci Jabłkowskich, który wówczas pretendowal do miana przybytku kultury przez duże "K". Absorbujace wizje ulokowane gdzies miedzy Hireonimem Boshem a Mad Maxem. Duzo potem okazało się, ze powstawaly w zwykłym, socrealistycznym M-ileśtam, ot, meblościanka, muzyka i wyobraznia.
Mlody Beksinski, jego trójkowe dokonania, to dla mnie zagadka. Funkcjonowal w moim ulubionym radiu, w godzinach, kiedy ja spalem. Jego radiowy byt jest mi zupełnie obcy. Natomiast jako tłumacz... Był błyskotliwy, może wręcz genialny.]
W trakcie spotkania z aktorami i reżyserem zadałem Panu Andrzejowi Sewerynowi pytanie o powod dla którego zgodzil się zagrac w filmie młodego, niedoświadczonego reżysera. Spytalem, co takiego znalazł w scenariuszu, ze podjal ryzyko rzucenia na szale swojej "andrzjaseweryna" wielkości.
Nie dostałem odpowiedzi, poza bardzo obok stwierdzeniem, ze chciał uczestniczyć w "młodym" projekcie, zagrac u młodego reżysera...
Pamietacie film "Bogowie"?
To była jazda! Kompletny, porywający film znakomicie przyjęty przez publiczność.
Pamietacie "Ide"?
Nieduze kino, ze znakomitymi kreacjami aktorskimi ujętymi w fantastyczne, czarno-biale kadry. Oscar!
"Ostatnia rodziana" ma z tych filmow tylko (i az) znakomita gre aktorow.
"Ostatnia rodzina" od jutra w kinach.
Zostaliscie ostrzeżeni.
P.S.
Filmowy pokaz w Trojce był biletowany, ale gratis. Trzeba było sobie zadac trud smsowania, dzwonienia itd. żeby się na niego dostać. Tylko tyle, az tyle. W zamian zywy kontakt z twórcami, możliwość obejrzenia filmu w kameralnej atmosferze.
Takie rzeczy tylko w Trójce.
Dlatego place abonament.
Nie moglem sobie odmowic! Uslyszalem w Trojce anons o poniedziałkowym, przedpremierowym pokazie. Oderwalem się od tasmy, trzasnalem drzwiami fabryki i pognałem na Mysliwiecka, żeby o 18:45 usiasc w studio A. Osieckiej i miast (zwyczajowo) Melpomenie dac się porwać 10-tej Muzie.
Szczerze mowiac moja percepcja, zwłaszcza przez pierwsze 20 min. była mocno przytępiona...
Ciezki poniedziałek po intensywnym weekendzie...
![]() |
| O lewej: trójkowy gospodarz - Ryszard Jażwiński; aktorzy: Dawid Ogrodnik, Andrzej Seweryn, Aleksandra Konieczna, reżyser Jan P. Matuszyński. |
Ale, żeby az Złote Lwy?
Moim zdaniem przesada.
O ile cała "rodzina" gra koncertowo i nagrody za najlepsza, pierwszoplanowa role meska/kobieca maja uzasadnienie (moim zdaniem oczywiście), o tyle film...
Film mnie nie porwal, nie uwiódł, nie zachwycil.
Jest naznaczony piętnem dokumentalisty (reżyser zrobil pare "dokumentów"), gdzie duza wage przykłada się do wiernego oddania realiów, poswiecajac (ponownie moim zdaniem) to co w fabule najwaznniejsze - dobrze opowiedziana, ciekawa historie.
A historia tez jest slaba.
Neurotyczny związek ojca/syna, w tym matka/zona starajaca się za wszelka cene kleic to co się sypie. Czy to wystarczająco dobre i interesujące, żeby zrobić o tym film? Nawet jeśli TO rodzina Beksinskich, gdzie ojciec jest znanym malarzem, syn zaś prezenterem muzycznym w Trojce, znanym/uznanym tłumaczem anglojęzycznych sciezek dialogowych w wielu filmach, w tym, w słynnym Monty Phytonie. Nawet jeśli ojciec-malarz ginie zamordowany we własnym mieszkaniu, a syn odchodzi nie mniej tragicznie, sam odbiorajac sobie zycie.
[Obrazy Beksinskiego, pierwszy z nimi kontakt to wczesne lata 80-te. Dom Braci Jabłkowskich, który wówczas pretendowal do miana przybytku kultury przez duże "K". Absorbujace wizje ulokowane gdzies miedzy Hireonimem Boshem a Mad Maxem. Duzo potem okazało się, ze powstawaly w zwykłym, socrealistycznym M-ileśtam, ot, meblościanka, muzyka i wyobraznia.
Mlody Beksinski, jego trójkowe dokonania, to dla mnie zagadka. Funkcjonowal w moim ulubionym radiu, w godzinach, kiedy ja spalem. Jego radiowy byt jest mi zupełnie obcy. Natomiast jako tłumacz... Był błyskotliwy, może wręcz genialny.]
W trakcie spotkania z aktorami i reżyserem zadałem Panu Andrzejowi Sewerynowi pytanie o powod dla którego zgodzil się zagrac w filmie młodego, niedoświadczonego reżysera. Spytalem, co takiego znalazł w scenariuszu, ze podjal ryzyko rzucenia na szale swojej "andrzjaseweryna" wielkości.
Nie dostałem odpowiedzi, poza bardzo obok stwierdzeniem, ze chciał uczestniczyć w "młodym" projekcie, zagrac u młodego reżysera...
Pamietacie film "Bogowie"?
To była jazda! Kompletny, porywający film znakomicie przyjęty przez publiczność.
Pamietacie "Ide"?
Nieduze kino, ze znakomitymi kreacjami aktorskimi ujętymi w fantastyczne, czarno-biale kadry. Oscar!
"Ostatnia rodziana" ma z tych filmow tylko (i az) znakomita gre aktorow.
"Ostatnia rodzina" od jutra w kinach.
Zostaliscie ostrzeżeni.
P.S.
Filmowy pokaz w Trojce był biletowany, ale gratis. Trzeba było sobie zadac trud smsowania, dzwonienia itd. żeby się na niego dostać. Tylko tyle, az tyle. W zamian zywy kontakt z twórcami, możliwość obejrzenia filmu w kameralnej atmosferze.
Takie rzeczy tylko w Trójce.
Dlatego place abonament.
wtorek, 27 września 2016
"Smoleńsk", reż. Antoni Krauze, PL, 2016, właśnie w kinach
"Smoleńsk", reż. Antoni Krauze, PL, 2016, właśnie w kinach
Poszedlem, żeby mieć własne zdanie.
Niestety, wszystko co doleciało do mnie z mediów jest prawda.
To zwyczajnie i po porstu bardzo slaby, zly film. Wartosc poznawcza zerowa.
Szkoda, ze Antoni Krauze, który zrobil dobry "Czarny czwartek" konczy swój reżyserski byt takim gniotem.
Leżącego się nie kopie.
R.I.P.
Poszedlem, żeby mieć własne zdanie.
Niestety, wszystko co doleciało do mnie z mediów jest prawda.
To zwyczajnie i po porstu bardzo slaby, zly film. Wartosc poznawcza zerowa.
Szkoda, ze Antoni Krauze, który zrobil dobry "Czarny czwartek" konczy swój reżyserski byt takim gniotem.
Leżącego się nie kopie.
R.I.P.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




