Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Dawkins, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Dawkins, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 października 2025

"Ślepy zegarmistrz, czyli jak ewolucja dowodzi, że swiat nie został zaplanowany" (The blind watchmaker, why the evidence of evolution reveals a universe without design) aut. Richard Dawkins, GB 1986, PL 1994, książka

"Ślepy zegarmistrz, czyli jak ewolucja dowodzi, że swiat nie został zaplanowany" (The blind watchmaker,  why the evidence of evolution reveals a universe without design) aut. Richard Dawkins,  GB 1986, PL 1994, książka

Ta książka jest bodaj pierwszą przetłumaczoną na język polski książką Richarda Dawkinsa jednego z najbardziej znanych popularyzatorów i zwolenników darwinowskiej teorii ewolucji. Wcześniej przeczytałem bodaj 4 inne książki R. Dawkinsa, który także często pojawia się w moim blogu jako autorytet cytowany przez innych naukowców (TU). Przyczyną dla której sięgnąłem po ten tytuł jest moje rosnące zainteresowanie genetyką. "Ślepy zegarmistrz" jest książką,  która dość często pojawia się w życiorysach naukowców-noblistów. Wskazywana jest jako ważna pozycja, ważąca na decyzjach odnośnie kierunków rozwoju kariery naukowej. Na Nobla raczej nie liczę :), ale jeśli "Ślepy zegarmistrz" podobnie jak "Samolubny gen" i "Fenotyp rozszerzony" stanowią punkt odniesienia do rozważań na temat ewolucji, to nie pozostało mi nic innego jak zmobilizować się i zabrać do lektury. Słowo "mobilizacja" nie jest przypadkowe. Mając za sobą lekturę innych książek R. Dawkinsa wiedziałem, że mobilizacja rozumiana jako podwyższona koncentracja, stuprocentowe skupienie na czytanym tekście jest niezbędna do tego, aby przynajmniej niewielki procent zawartej w książce wiedzy został w głowie, chciał się utrwalić. 

Z szybkiej wizyty w necie w celu znalezienia/kpienia książki (brak w lokalnej bibliotece) wynikało, że wydanie w PIW-owskiej serii "plus/minus nieskończoność" z roku 1986 pozostaje jedynym polskim wydaniem. W obrocie są tylko egzemplarze używane, których ceny oscylują na poziomie 100+ zł. Mój kosztował bodaj około 50 zł, ale kupiłem go z świadomością o "luźnych" kartkach. I rzeczywiście mój pierwszy kontakt z "Zegarmistrzem" wymagał kilku sesji wklejania luźnych stron. Potem, w trakcie czytania książka wymagała dalszego serwisowania. Grzbiet łatwo się rozklejał (i nadal rozkleja). Wypadały całe, kilkustronicowe sekcje, które niewklejone na czas mogły łatwo się zgubić, ulec zniszczeniu. Słaba jakość złożenia książek była przypadłością całej serii "plus/minus nieskończoność". Piszę o tym dlatego, że introligatorska mizeria była przyczyną dla której nie zabierałem "Zegarmistrza" na letnie wyjazdy. Bałem się, że nie zniesie trudów podróży, a to z kolei powodowało, że czytałem ją bardzo długo. Ale za to dokładnie :)

Richard Dawkins, jego książki nie potrzebują mojej rekomendacji. Jego popularność i sława "rottweilera Darwina" nie podlegają dyskusji. Od czasu "Samolubnego genu" gdzie dowodził, że żywe organizmy wbrew powszechnemu mniemaniu nie działają w imię własnych, gatunkowych korzyści, czy w celu własnych, osobniczych interesów, lecz ich działanie jest nakierowane sukces genów spoczywających w ich komórkach, Richard Dawkins stał się światowej sławy pisarzem-popularyzatorem nauki, gigantem ewolucjonizmu, "rottweilerm Darwina". Właściwie wszystkie jego książki dowodzą praktycznie jednego: ewolucja to czas i rozmnażanie. W "Ślepym zegarmistrzu" R. Dawkins już na samym wstępie zwraca uwagę na element czasu właśnie. Dowodzi, że mamy problem ze zrozumieniem ewolucji, gdyż nie pojmujemy czasu, jego upływu w skali geologicznej (kosmicznej), ale mierzymy go trwaniem ludzkiego życia. Zmiany ewolucyjne zachodzą w skali kosmicznej liczonej w milionach i dziesiątkach milionów lat... Ewolucja zdaniem R. Dawkinsa nie musi mieć przebiegu linearnego. Przez długie, bardzo długie okresy może tkwić w uśpieniu (staza) po to, żeby powodowana np. mutacją, czy zewnętrzną, gwałtowną zmianą środowiskową przyspieszyć. Jednak nawet to przyspieszenie nadal liczone jest w skali kosmicznej. 

(na marginesie; wydaje się, że ten sam problem, problem kosmicznej skali czasu dotyczy zmian klimatycznych, których nie rozumiemy/udajemy, że nie rozumiemy, pomimo, że zdajemy sobie sprawę z tego, że Ziemia jest elementem Kosmosu i jako taka podlega zjawiskom kosmicznym [Milankovic], mierzalnych oczywiście skalą kosmiczną, nie ludzką)

Praktycznie każda książka R. Dawkinsa zawiera f a s c y n u j ą c e  przykłady ewolucyjnych zmian dotyczących w przypadku "Zegarmistrza" m.in. nietoperzy, które wykształciły niebywały zmysł/aparat echolokacji. R. Dawkins detalicznie opisuje sposób/mechanizm w jaki nietoperze "skanują" miejsce, w którym się znajdują unikając uderzenia o ściany w pogrążonej w zupełnej ciemności jaskini, poprzez uruchomienie bardziej precyzyjnego "skanu" namierzającego lecące jedzonko-ćmę, aż do szczegółowego opisania "systemów przeciwzakłóceniowych" które pozwalają na mijanie się nietoperzom w trakcie lotu, w zupełnej ciemności. Z zachwytem opowiada o wykorzystaniu przez nietoperze zjawiska Dopplera oraz umiejętności modulacji własnej fali-pisku i jej identyfikacji wśród mnóstwa innych fal-pisków generowanych przez inne nietoperki. Do tego, żeby całą sprawę skomplikować jeszcze bardziej, praktycznie każdy gatunek nietoperków wypracował autorskie rozwiązania. (autor nie zajmuje się ponadnaturalnymi zdolnościami Batmana, tudzież jego technologicznie zaawansowanymi gdżetami :))

R. Dawkins konsekwentnie dowodzi, że dobór naturalny, czyli ewolucja podąża za skutkami/korzyściami jakie geny niosą dla organizmu. W konsekwencji jeśli zmiana w genotypie przynosi korzyść organizmowi, w wyniku czego, ów organizm osiąga większy sukces w rozmnażaniu, to te geny, które przyczyniły się do tej zmiany będą się powielać/rozsiewać szybciej niż inne, a ów "samolubny gen" odniesie sukces. W pamięci należy mieć kosmiczną skalę czasu, bo tylko w takiej skali, skutek tych zmian nazywanych efektem fenotypowym, jest dostrzegalny. 

Nie mniej fascynujące są rozdziały, w których autor rozważa ewolucyjne mechanizmy zatrzymujące postęp w eskalowaniu szybkości biegu drapieżników. Zdaniem R. Dawkinsa do głosu dochodzi "regulator kosztu utraconych szans" który w przekonywujący sposób opisuje i analizuje. Jest także w "Zegarmistrzu" miejsce, gdzie R. Dawkins dotyka fenomenu Życia. Czy Życie istnieje tylko na naszej Planecie, czy jest powszechne we Wszechświecie? Czy założenie, że jeśli Życie powstało na Ziemi to mogło powstać w każdym dowolnym miejscu, zwłaszcza, że ilość planet podobnych do Ziemi szacuje się dzisiaj na około 20 mld i to TYLKO w naszej Galaktyce, jest słuszne? A jeśli wniosek, że skoro Życie powstało na Ziemi to jego powstanie nie może być zdarzeniem nieprawdopodobnym, jest błędem...  

Autor "Ślepego zegarmistrza" przez niektóre gremia uważany jest za jednego z najwybitniejszych, popularnych, współczesnych intelektualistów. "Ślepy zegarmistrz" uchodzi za kamień milowy w dyskusji na temat ewolucji. I chociaż jak mówi podtytuł: "...ewolucja dowodzi, że świat nie został zaplanowany" to R. Dawkins pokazuje, że dobór naturalny działając bez świadomego planu nie działa "na ślepo". Dobór naturalny wspomagany przypadkowymi mutacjami jest procesem kumulatywnym, procesem żmudnego dokładania, budowania, utrwalania cech pozwalających organizmom napędzanym "samolubnymi genami" odnieść sukces populacyjny, zdobywać przewagę wyrażoną zdolnością do powielania ulepszeń. 

Na wstępie napisałem, że lektura "Ślepego zegarmistrza" wymaga maksymalnej koncentracji, wyjątkowego skupienia się na tekście gęstym od interdyscyplinarnej wiedzy. Wiedza zawarta w książce zbliża nas do poznania, zrozumienia mechanizmów świata w jakim żyjemy. Autor wskazuje na naszą, ludzką niedoskonałość związaną postrzeganiem skali czasu, w jakim zachodzą zmiany, gdzie dobór naturalny prowadzi ewolucję w kierunkach korzystnych dla organizmu. R. Dawkins dowodzi, że darwinowski światopogląd w ostateczny sposób wyjaśnia nasze istnienie. 

Książka "Ślepy zegarmistrz" to prawie 500 str. wiedzy. Zabierając się do niej warto jest mieć pod rękę tubkę introligatorskiego kleju, z pewnością się przyda. Przyda się także cierpliwość i upór, bo nie wszystko co R. Dawkins pisze wchodzi łatwo i bezboleśnie. A jeśli po dwu-trzykrotnym przeczytaniu nie weszło - pomiń i leć dalej! Warto :)

piątek, 18 grudnia 2020

"Rozplatanie tęczy. Nauka, złudzenia i apetyt na cuda" (Unweaving the Rainbow. Science, Delusion and the Appetite for Wonder), aut. Richard Dawkins, GB 1998, PL 2001, książka

"Rozplatanie tęczy. Nauka, złudzenia i apetyt na cuda" (Unweaving the Rainbow. Science, Delusion and the Appetite for Wonder), aut. Richard Dawkins, 1998, książka

Gdzies na blogu, przy okazji innego tematu pisalem o ksiazkach Richarda Dawkinsa, ktore niczym niemy wyrzut sumienia leza od paru lat na stercie "do przeczytania" czekajac na lepsze (dla nich) czasy. Lezaly, czekaly lat pare, az wreszcie nastąpil ten lepszy czas:) 

Richard Dawkins jest brtyjskim naukowcem, biologiem, ale znany jest publicznie jako popularyzator nauki. Jego wiedza wykracza daleko poza biologie. Porusza sie lekko i pewnie w wielu dziedzinach wiedzy nie stroniac od porownan, cytatow i zapozyczen z klasycznej poezji europejskiej. Jednym slowem czlowiek renesansu.  Ksiazki R. Dawkinsa wymagaja 110% koncentracji. Sa "geste" od wiedzy. Pominiecie, uronienie jednego wyrazu, zdania, czyni nieczytelnym caly akapit, a w konsekwencji gubi sie watek i sens calego rozdzialu. Tekst jest zwarty. Ciasna interlinia, brak dialogow czyni go trudnym do czytania. Łatwo zgubic ciaglosc, pominac wiersz, stracić myśl przewodnia wywodu. Z drugiej strony to o czym pisze R. Dawkins jest szalenie interesujace... Na jego ksiazki, zawarte w nich przeslanie powoluje sie wielu autorow, reklamujac je jako fascynujace, znakomite wrecz prace popularnonaukowe.                                                                                                                                                                  Zebralem sie wreszcie w sobie i zachowawczo siegnalem po najcieńszą (277 str.) sposrod 5-ciu czekajacych pozycje - "Rozplatanie tęczy". Podtytuł: "Nauka, złudzenia i apetyt na cuda" opisuje zawartość książki. R. Dawkins wyjasnia szereg podziwianych przez nas zjawisk z naukowego punktu widzenia. Dokonuje "rozplatania tęczy" tlumaczac skad, w tym przypadku tęcza, sie biora, co jest podstawa ich istnienia, jaki rodzaj zmyslow odpowiedzialny jest za ich odbior i co powoduje, ze widzimy je takimi jakimi je widzimy. Jak zauważa R. Dawkins "mamy apetyt na cuda". Chcemy wierzyc, i wielu wierzy, w zjawiska z kategorii paranormalnych, np. w uwarunkowania astrologiczne, bo w sposob oczywisty próba zrozumienia sensu zycia i pojecie roli jaka przypadla nam we Wszechświecie, to naturalne, podstawowe pytania, ktore ciagle pozostaja bez odpowiedzi. R Dawkins bezlitosnie rozprawia sie z wieloma mitami dowodzac, ze wiele z tego co nas otacza powstalo w drodze ewolucji/doboru naturalnego do czego wystarcza drobiazg - dziedzicząca się informacja.  Podobnie bezwzgledny i szalenie logiczny jest tlumaczac "zagadkowe" zbiegi okolicznosci, ktore przestaja nimi byc, gdy do ich wyjaśnienia uzyje sie zdrowego rozsadku i podstaw matematyki. 

Czytając "Rozplatanie tęczy" dobrze jest mieć w zasiegu ręki smartfon, zeby sobie sprawdzic, nawet rozszerzyć pojecia, tematy po ktorych z lekkoscia i wdziekiem motyla porusza sie R. Dawkins - skończony erudyta. Można mu zazdrościć wiedzy oraz daru umiejetnosci jej przkazywania. Ja mu zazdroszczę! Po "Rozpataniu tęczy" nabralem ochoty na kolejną książke jego autorstwa:)

 

czwartek, 10 czerwca 2021

"Rzeka genów" (River out of Eden. The Darwinion View of Life), aut. Richard Dawkins, 1995, książka

 "Rzeka genów" (River out of Eden. The Darwinion View of Life), aut. Richard Dawkins, 1995, książka

Kolejna (trzecia) przeczytana przeze mnie książka Richarda Dawkinsa. Jedna z pięciu, które kupiłem dawno, dawno temu, a dopiero teraz mogę osiągnąć odpowiedni stopień koncentracji niezbędny do lektury kolejnych pozycji traktujących o ewolucji. Czekają jeszcze dwie: "Fenotyp rozszerzony" i "Bóg urojony". W zasadzie "Rzeka genów" jest konsekwentną kontynuacją i dowodem na darwinowski dobór naturalny versus kreacjonizm. Podobnie jak dwie poprzednie książki (TU) "Rzeka genów" w sposób logiczny, trudny do podważenia tłumaczy zasady ewolucji, której zasadniczym czynnikiem jest czas, a u podstaw leży proces płciowego rozmnażania, który zdaniem autora jest niczym innym jak wielką, złożoną maszyną szyfrującą. To w wyniku rozmnażania właśnie, jądro nowej komórki powstaje ze złożenia fragmentów kodu DNA pochodzących od ojca i matki. Potem włącza się czynnik czasu i uwarunkowań zewnętrznych w czego efekcie pojedyńcza komórka może ewoluować do np. komórki światłoczułej. Potrzeba na to, bagatela, 400 tys. pokoleń czyli około 0,5 mln lat... Richard Dawkins niezmiennie, z uporem powtarza, że proces ewolucji jest procesem ciągłym, przypadkowym, zachodzącym samoistnie w sposób bezduszny, obojętny. Mamy problem z rozumieniem tego procesu, gdyż mamy "wdrukowaną" w nasze mózgi "potrzebę celowości wszystkiego". Autor pisze: ..."Trudno nam patrzeć na cokolwiek, nie zadając sobie od razu pytania: czemu to służy, w jakim celu istnieje? Kiedy obsesja celowości nabiera cech patologicznych, nazywa się ją paranoją, czyli dopatrywaniem się ukrytych sensów i zamiarów we wszystkim, co się dzieje, w każdym przypadkowym zdarzeniu".

Szalenie ciekawa jest część książki poświęcona samopowielającym się bytom. Autor pisze o samoreplikacji zauważając jednocześnie, że nie mamy "żadnych bezpośrednich dowodów, co zapoczątkowało proces samoreplikacji na naszej planecie". Jednak zdaniem autora nie ma wątpliwości, że wydarzeniem, które uruchomiło tę trwającą cały czas eksplozję, czyli fenomen dziedziczności była reakcja chemiczna, której częścią jesteśmy my sami. Niemniej jednak musimy mieć na uwadze, że do tej pory nie udało się w warunkach laboratoryjnych dokonać symulacji, która uruchomiła ową "reakcję chemiczną", czyli dała początek życiu na Ziemi. Brak twardego dowodu, że transformacja z np. przypadkowego "zlepka" bliżej nieokreślonych związków chemicznych do żywej komórki jest możliwa, daje pole do trwającego "od zawsze" sporu między kreacjonistami, a ewolucjonistami.

Książka została opublikowana w 1995, a jej polska premiera miała miejsce w roku 2007. Może się wydawać, że czytanie takich "staroci" w dobie kiedy nauka gna do przodu nie ma większego sensu, że lepiej jest przeczytać coś nowszego. Być może. Jednak to o czym pisze R. Dawkins to podstawa do rozumienia tego co nazywamy ewolucją, doborem naturalnym. Moim zdaniem dzięki tej wiedzy i umiejętnościom popularyzatorskim autora łatwiej jest zrozumieć chociażby fenomen metodologii modyfikacji genetycznej metodą CRISPR/Cas9, czy sposób działania anty-Covidowych szczepionek 3-ciej generacji. Lektura "Rzeki genów" wymaga wysokiej koncentracji, więc raczej nie nadaje się na wakacyjną lekturę. Ale to moje zdanie. Czytajcie. Warto mieć własną opinię :)

sobota, 26 grudnia 2020

"Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa" (Climbing Mount Improbable) aut. Richard Dawkins, 1996, PL 2008, książka

 "Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa" (Climbing Mount Improbable) aut. Richard Dawkins, 1996, PL 2008, książka

Słowo sie rzeklo. Jestem swiezo po lekturze kolejnej ksiazki R. Dawkinsa. Kierujac sie instynktem samozachowawczym, podobnie jak w przypadku "Rozplatania Tęczy" siegnalem po najciensza sposrod 4-rech pozostalych do przeczytania ksiazek R. Dawkinsa. To byl dobry ruch! Ksiazka jest ciekawa, ale jej lektura w niektorych fragmentach zdecydowanie trudniejsza niz "Rozplatanie Tęczy".

"Szczytem nieprawdopobieństwa" jest gora na ktora sie nieustannie wspinamy - góra ewolucji. Ksiazke, caly jej tekst odbieram jako rodzaj dysertacji, głosu w sporze pomiedzy ewolucjonistami a kreacjonistami. Autor, darwinista posluguje sie szeregiem przykladow udowadniajac ze na "szczyt nieprawdopodbienstwa" moga (teoretycznie) prowadzic rozne sciezki. Ta prawdziwa i jedyna, pchajaca  nature ku doskonalosci jest łagodna, wymaga czasu. Wije sie leniwie, lecz uporczywie pnie sie ku szczytowi, to scieżka ewolucji. Zdaniem autora teoria-zalozenie, ze jest droga na skróty, ze mozna ów "szczyt nieprawdopodobienstwa" zdobyc wspinajac sie po pionowej scianie, gdzie za sprawa rozumu-kreacji mozna "wsiąść do windy" by w efekcie dzialania sily zewnetrzenj natura osiagnela stan rozwoju jaki dzisiaj obserwujemy, jest falszywa. 

Ciekawymi, czytelnymi i co najwazniejsze  z r o z u m i a ł y m i  dla laika przykladami na dzialanie ewolucji, czyli doboru naturalnego sa m.in. przyklady rozwoju umiejetnosci latania/szybowania, rozne dla swiata owadow, ptaktow, czy małych gryzoni. Nie mniej ciekawa jest ewolucja procesu widzenia w  konsekwencji ktorej powstaja oczy. Tutaj takze, podobnie jak w przypadku skrzydel, narzad wzroku w wyniku scislej specjalizacji rozni sie w zaleznosci od srodowiska w korym ewoluowal. Inne oczy maja ryby inne owady inne my itd., ale wszystkie sluza jednemu celowi - umozliwiaja przetrwanie, a w konsekwencji pozwalaja na "rozsiewanie" swoich genow. Do tego, aby postal tak wspanialy narzad jakim jest oko wystarcza dobor naturalny napedzany dziedziczącą sie informacja. I chociaz wydaje sie, ze powstanie tak precyzyjnego, zlozoneg, tak roznorodnego arcydziela jakim sa oczy jest tak zawile, skomplikowane, misterne, ze az niemozliwe, to do jego powstania nie byla potrzebna zadna inteligencja, zewnetrzna (kreacyjna) sila sprawcza. 

Sa tez inne rozdzialy-przyklady, ktore z pewnoscia sa nie mniej fascynujce, ale zdecydowanie mniej (dla mnie) cztelne. Jest np. caly potezny rozdzial o niejakich bleskotkach, ktore wyprawiaja rozne bezeceństwa figowcom. Pomimo tego, ze figle dokonywane wsrod fig sa intrygujace, to calosc i poziom skomplikowania procesu na tyle zlozony, ze mozna sie w tej zlozonosci i zaleznosciach pogubic. Zdecydowanie przyjemniej czyta sie o pająkach i sposobie w jaki tworza "jedwabne pęta". Tutaj takze mozna przeczytac do jakich wybiegow musi sie uciekac Pan Pająk, zeby Pani Pajęczyca darowala mu zycie i po figlach, miast go schrupać, pozwolila mu sie oddalic na z gory upatrzona pozycje w jego pajeczynie. Czytajac ten fragment natychmisat przypmniala mi sie sprawa muchówek z reportażu o londynskiej wystawie "Sexual nature" (2011), czyli o startegiach rozrodczych zwierzat. Kurator sekcji owadziej, rekomendowal baczne przyjrzenie sie muchówkom, gdyż: ..."Samce muchowek z rodziny (...) wciagaja do swego organizmu powietrze i ich oczy wysuwaja sie z ciala na szypulkach. Najwiekszym powodzeniem u samiczek ciesza sie samce z najgrubszymi szypulkami. Samiec muchowki wrecza narzeczonej prezent zareczynowy. Lowi mniejszego owada i prezentuje go samiczce podczas tanca godowego. Pakuje ten podarunek w jedwabny kokonik, wiec odwiniecie go zajmie ja na dluzsza chwile. A kiedy ona jest zajeta, on natychmiast korzysta z okazji.  Niektore samce zachowuja sie w sposob nawet bardziej zwodniczy. Jesli po kopulacji cos jeszcze zostanie z prezentu, odbieraja go wybrance i ofiaruja nastepnej. A ci najsprytniejsi nawet nie daja prezentu, tylko cos, co ma go udawac."... Wszelkie podobienstwo do osób i faktow jest przypadkowe :) Ale, zarty na bok! Panowie Pająki maja bardziej pod górke niz Panowie Muchówki. Oni takze organizuja prezenty, ale jak sie Pani Pająkowa zorientuje! Nie ma zmiłuj! Pożera faceta od żuwaczki do ostatniego odnóżna! Do końca! Na śmierć! 

Ewolucja - dobor naturalny jest procesem ciaglym. Ksiazka  "Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa" dostarcza na to szereg dowodow wzbogaconych rysunkami i zdjeciami. Przede wszystkim jednak widzimy te procesy wokol nas. Ciekawym przykladem-dowodem (spoza ksiazki) jest przyspieszajaca inwazja ropuchy "aga" sprowadzonej do Australii w 1935 w celu tępienia szkodnikow trzciny cukrowej. Okazalo sie, ze jak to bywa w przypadku ludzkiej ingerencji w srodowisko, żabusia szkodniki zżera niezbyt aktywnie, ale jako gatunek inwazyjny, ktory nie ma naturalnych wrogow, mnoży sie bez opamietania, zagraża ekosytemowi Australii. Jej skrzek i wszystkie stadia rozwojowe sa trujace, w tym takze dla krokodyli. Naukowcy twierdza, że żabencja odpowiedzialna jest za wyginiecie ponad 50% populacji krokodyli  w rzekach Terytorium Pólnocnego. Przy okazji okazuje sie, ze ekspansja "agi" przyspiesza, a przyczyna sa zmiany czysto ewolucyjne. Żabcie maja coraz dluższe i mocniejsze tylnie nogi. Skacza dalej, szybciej sie poruszaja. Przyczyna jest to, ze Panowie Żabowie z pierwszej linii pochodu, figlują z Paniami Żabciami takze z pierwszej linii. Są na czele pochodu bo maja dluższe, silniejsze nogi. Ich potomstwo dziedziczy cechy rodzicow (samica sklada 35 tys jaj). Dzieciaczki sa silniejsze, bardziej żarte i oczywiscie szybsze.

Wszystko to, jak pisze R. Dawkins jest: ..."rezultatem Darwinowskiego wzajemnego dostrajania sie, ktorego skomplikowanej doskonałości nigdy nie dalibyśmy wiary, gdyby nie to, ze mamy ja przed oczami"...

Książka jest ciekawa, przyklady ewolucji frapujace. I nawet jesli nie zawsze udaje sie nadążać za autorem, to warto jest podjać próbę przeczytania. Także dlatego, żeby sie pochylić i zadumać nad ciężkim położeniem Panów Pająków.                                                            R.I.P. 


niedziela, 27 sierpnia 2017

"Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury", (Better Angels of Our Nature), aut.Steven Pinker, 2015, książka

"Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury", (Better Angels of Our Nature), aut.Steven Pinker, 2015, książka

..."Odziedziczalność zachowań agresywnych oszacowali na około 0,44, a odziedziczalność przestępczości na około 0,75 (z czego 0,33 stanowi odziedziczalność addytywna , czyli wariacja homozygotyczna, a 0,42 odziedziczalność nieaddytywna, gdzie wariacja spowodowana jest interakcjami między genami)."...
Dobre!
Kłania się Richard Dawkins i jego nieprzeczytane, lezace na polce niczym wyrzut sumienia książki dotyczące genetyki...
Ale na szczecie ten cytat pochodzi z 782 str. książki S. Pinkera. Gdyby zaczela się takim tekstem pewnie znalazłaby się obok 5 książek R. Dawkinsa...

Przyczyna, dla której siegnalem po ten tytul była prosta - rekomendacja Billa Gates'a. Otoz w maju w Pulsie Biznesu przeczytałem:
Nie pozostalo nic innego jak kupic i przeczytać.
Do przeczytanie sa 882 strony wymagające duuuuzej koncentracji. Nie bez znaczenia jest także waga (ta fizyczna) samej książki. Szacuje ja na około 2 kg. Oznacza to, ze trzeba mieć odpowiednie stanowisko do jej czytania, takie, które pozwala na komfortowe ulokowanie ciężaru książki, w pozycji pozwalającej na lekturę.
Jednym słowem nie jest lekko, dosłownie i w przenosni.
Ale warto!
Dzisiaj, kiedy przemoc mamy w każdych newsach, kiedy wydaje się, ze zlo bierze gore, a terroryzm rzadzi, TA lektura to prawdziwy zastrzyk gruntownie udokumentowanego optymizmu.

Ksiazka S. Pinkera jest solidna rozprawa naukowa dowodzaca, ze postepujaca demokracja, wzrost empatii oraz handel przyczyniają się zgodnie z teoria Kanta do spadku agresji i woli rozwiazywania konfliktow na drodze wojennej konfrontacji. To zadziwiające w jak krótkim czasie zmienila się nasza mentalność, jak to co jeszcze w latach 50-tych/60-tych uchodzilo za powszechnie akceptowalna błahostkę  (kary cielesne) dzisiaj jest naganne, podlega powszechniej krytyce.
Ksiazka nie konczy się zadnymi gwarancjami. Autor dowodząc, ze zyjemy w okresie najdłużej trwającego pokoju, w okresie kiedy konflikty (wbrew pozorom) pochlaniaja najmniej ofiar, przekonuje jednak, ze mozliwosc globalnej konfrontacji oddala się coraz bardziej.
"Zmierzch przemocy..." to rozprawa filozoficzna o zmieniajacej się ludzkiej naturze dowodzaca, ze niektóre z wynaturzen wynikają z pluralistycznej ignorancji, w wyniku której spoleczenstwem może zawladnac system przekonan, którego poszczególne jednostki nie wyznają. Autor pisząc o "zmierzchu przemocy"  uważa, ze przyczynami tej tendencji sa m.in.: wzrost ogolnej wiedzy i empatii. Powoluje się na Woltera, który twierdzil, ze kto potrafi naklonic człowieka do wiary w absurdy potrafi naklonic go bestialskich czynow. Im więcej edukacji, więcej demokracji tym mniejsza mozliwosc silowego rozwiazywania konfliktow. Im więcej handlu, wzajemnego poznania i tolerancji, tym mniej motywow do przemocy: zysku, strachu, potrzeby odstraszania.

Lektura tej książki trwala nieznosnie długo. Nie cierpie na nadmiar wolnego czasu. W ciągu tygodnia nie mam go praktycznie wcale, zostają weekendy, w sumie 6 może 7 godzin, które mogę poswiecic książkom. A ze tekst nie jest prosty, czego dowodzi cytat z początku posta, to czytałem, czytałem...
Ale doczytałem i mogę ze spokojem rekomendować (wraz z B. Gatesem:)) "Zmierz przemocy..." jako niełatwą lekturę godna uwagi.

czwartek, 29 lutego 2024

"Na barkach gigantów. Wielcy badacze i ich odkrycia od Archimedesa do DNA" (On Giants' Shoulders), aut. Bragg Melvyn, 2004, książka

 "Na barkach gigantów. Wielcy badacze i ich odkrycia od Archimedesa do DNA" (On Giants' Shoulders), aut. Bragg Melvyn,  2004, książka

To nieduża książeczka z serii "Na ścieżkach nauki" wydawnictwa Prószyński i S-ka. Liczy 236 str. w mniejszym od A4 formacie. Pomimo, że jak na książkę traktującą o nauce jest dość stara (2004) to moim zdaniem warto jest poświęcić czas na jej lekturę. Autor zajmując się postaciami, które jego (i nie tylko) zdaniem były/są gigantami nauki, nie skupia się na ich biografii, ale stara się wykazać znaczenie odkryć, które służyły i często służą nadal postępowi nauki. Począwszy od  Archimedesa,  poprzez m.in. Galileusza, Karola Darwina,  Marię Curie-Skłodowską, aż do współczesnych Jamesa Watsona i Francisa Cricka (ci panowie dostali Nobal w 1962 za odkrycie DNA) autor podpierając się opiniami współczesnych autorytetów naukowych dowodzi wielkiego wpływu wizjonerów-gigantów na rozwój nauki, ich wpływie na postęp cywilizacyjny. Książka składa się ze zwięzłych, treściwych opisów najważniejszych dokonań postaci takich jak Izaak Newton, Zygmunt Freud, czy Albert Einstein, a komentarz znaczenia ich odkryć, wynalazków należy do wybitnych fachowców w danych dziedzinach (tutaj, w roli fachowca często występuje R. Dawkins o którego książkach sporo na blogu [TU]). Książkę czyta się łatwo. Nie zawiera fachowej terminologii, nie jest "gęsta" od nadmiaru dat, nazwisk. Podobało mi się bardzo przesłanie, które dotyczyło praktycznie wszystkich odkryć/wynalazków, które wyznaczało ścieżkę rozwoju każdego z gigantów. Jego autorem jest James Watson (ten od helisy DNA): "Trudno jest osiągnąć sukces naukowy, jeśli nie dyskutuje się z oponentami. Należy poznawać argumenty przeciwników, nawet gdy wydają się trudne do przyjęcia". 

niedziela, 29 stycznia 2012

"Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów." aut. Tomek Michniewicz, książka, 2011

"Goraczka. W swiecie poszukiwaczy skarbow." aut. Tomek Michniewicz, ksiazka, 2011
Ksiazka dostala rekomendacje Trojkowego speca od ksiazek - red. Michala Nogasia. Opowiadal o niej w swoim copiatkowym wejsciu okolo 8:40 na tyle interesujaco, ze zamowilem. Ksiazke przeczytali najpierw moim synowie (23,19). Zgodnie stwierdzili, ze im sie podobala.
Pomimo, ze na kupie czekala m.in. juz nowa rzecz Hugo-Badera: "Dziennki kolymskie", zabralem sie do "Goraczki". To takze, jak "Dzienniki.." reportaz. Zgodnie z zapowiedzia autor, ktory jest znanym backpakerem pokazuje nam miejsca, gdzie szuka sie skarbow. Rozne kontynenty, rozni ludzie, niektore historie troszke na sile naciagane pod ten "skarbowy" mianownik. Czyta sie szybko moze dlatego, ze ma sie nadzieje, ze wreszcie bedziemy wraz z autorem swiadkami odnalezienia, trafienia na ow tytularny skarb. Figulec.
Taka mlodziezowa lektura. Takze dla starszych chlopcow, ktorzy chetnie za mlodu sluchali opowiesci o korsarzach, bezludnych wyspach, zatopionych galeonach. Ksiazka uwodzicielska, bo mami latwoscia przenoszenia sie z miejsca na miejsce bez kosztow i zobowiazan. Kto o tym nie marzy?
Gdzies tam gleboko, ale jednak, drzemia w tych opowiesciach reminiscencje "Tomkow" Szklarskiego, ktore czytalem noca pod kolderka przy latarce, oj dawno temu. Niektore historie mocno naiwne, chociaz chyba szczere i prawdziwe. Nie jestem ta lektura oszolomiony. Nie mam na szczescie poczucia stratconego, poswieconego na te lekture czasu. Ostatecznie mozna ja potraktowac jako typowo rozrywkowa pozycje w miejsce np. kryminalu, czy innego Dana Browna. Jednak jak patrze na sterte czekajacych na lekture ksiazek (w tym 5x Dawkins do ktorego podchodzielm bezskutecznie ze 3x) to mysle sobie, ze moglem ten czas wykorzystac lepiej, zwlaszcza, ze "Tomki" mam przeciez za soba... A synkom sie podobalo. Z tym, ze oni nie chcieli czytac "Tomkow" uznajac je za staroc. "Goraczke..." wciagneli szybko, z zadowoleniem. Zamiast "Tomkow"? Generation gap?