Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Marek Stokowski, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Marek Stokowski, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 listopada 2023

"Stroiciel lasu", aut. Marek Stokowski, PL 2010, książka

 "Stroiciel lasu", aut. Marek Stokowski, PL 2010, książka

"Kiedy człowiek jest samotny to zawraca głowę czworonogom" - mówi narrator w "Stroicielu lasu" i wie co mówi, bo jest psem... Psem-znajdą przygarniętym przez przez bohatera książki - M., którego postać pozwala uznać "Stroiciela..." za kontynuację poprzedniej książki Marka Stokowskiego - "Samo-loty". Jednak nie trzeba (chociaż warto) znać "Samo-lotów", żeby przeczytać "Stroiciela...". Można potraktować ten tytuł jako książkę autonomiczną, a opowieść o M. jak niezależne opowiadanie o poszukiwaniu spokoju i harmonii. Jest (moim zdaniem) w "Stroicielu lasu" coś z klimatu "Siekierezady" czy "Całej jaskrawości" Edwarda Stachury. Bohater "Stroiciela..." fatalnie znosi miejski harmider. Najlepiej odnajduje się w otoczeniu przyrody wsłuchany w podprogowy przekaz płynący z uroczysk, łąk, strumieni i drzew, które dostraja, tak by odzyskały właściwą harmonię. Autor książki obdarza M. mocą uzdrawiania przyrody. Wyposaża go w sensualność pozwalającą na jej słyszenie, rozumienie i co ważniejsze umiejętność leczenia jej przez strojenie właśnie. Brzmi jak fantasmagoria? Do pewnego stopnia tak jest. Podobnie jak "Samo-loty" także "Stroiciel lasu" umyka prostej klasyfikacji. Zapewniam jednak, że podążając za  tekstem, śledząc losy M. łatwo damy się ponieść tej historii i zaakceptować fantazje dostarczane przez autora. Wystarczy tylko dać się zabrać przez tę opowieść, pozwolić przenieść w polskie lata 70/80 w otoczenie niewielkiego sioła, zamieszkać wraz z M. w skromnym domu, którego właścicielka serwuje proste potrawy, których fantastyczny smak doprowadza M. do szaleństwa.
"Stroiciel lasu" jest książką pogodną. Marek Stokowski opowiada historię M. z łagodnym uśmiechem, który łatwo udziela się czytelnikowi. Ten humor to efekt skojarzeń, zmysłu obserwacji, czytania przez narratora - psa niewerbalnej komunikacji jaka zwykle towarzyszy relacji człowiek - zwierzę. M. jest także podatny na urok i powab płci przeciwnej, a jego afekt do "niebywale atrakcyjnej" pielęgniarki A.W. budzi w nas uśmiech podobnie jak jakże skuteczne wspomaganie reanimacji przy pomocy "szeptów, no i lekko rozchylonej, mokrej bluzki". Marek Stokowski lubi bawić się słowem, buduje z nich nieoczywiste skojarzenia. Ekstra bonusem słownym są określenia wzięte bezpośrednio z dziedziny w której Marek Stokowski jest wybitnym specjalistą - historii średniowiecza. Bo przecież dość nieoczywiste słowo - "hurdycja" każe nam sięgnąć po smartfon dzięki czemu mimowolnie stajemy się specami od średniowiecznej architektury :)
O literackich dokonaniach Marka Stokowskiego pisałem wielokrotnie (TU). Równolegle z pisaniem porządkowałem książki, których Marek jest autorem. "Stroiciela lasu" znalazłem praktycznie przypadkiem w dolnej szufladzie mojej nocnej szafki. Leżała pod stertą pism i innych książek z zakładką w okolicach 1/3 objętości. Okazało się, że nigdy, aż do teraz nie przeczytałem jej do końca... Jest w niej dedykacja od Marka z datą grudzień 2010. Z jakiś powodów, pewnie w grudniu właśnie, porzuciłem jej lekturę, aby wrócić do niej po 13-stu latach. Przeczytałem ją (od początku) z dużą przyjemnością, która, w co mocno wierzę jest udziałem każdego jej czytelnika. Myślę, że teraz, kiedy "jesień, kredki coraz krótsze" (cytat z innej książki Marka - "Sny dla dorosłych i dla dzieci") "Stroiciel lasu" może być fajną lekturą. I chociaż koniec książki jest gęsty i stosunkowo brutalny, to jednak całość pozostawia czytelnika w przeświadczeniu o wyższości dobra nad złem budząc uśmiech i nadzieję, że reanimacja ze wspomaganiem mokrej bluzki będzie miała oczekiwany finał. Nie dość, że książka jest uśmiechnięta to do tego jeszcze ciepła ciepłem i sympatią jakimi Marek obdarza bohaterów swojej opowieści. W sam raz na jesień :)

sobota, 22 czerwca 2024

"Lotnicho", aut. Marek Stokowski opowiada o swojej powieści w audycji "Wybieram Dwójkę", książka

 "Lotnicho", aut. Marek Stokowski opowiada o swojej powieści w audycji "Wybieram Dwójkę", książka

Marek Stokowski w trakcie spotkania autorskiego
w miejscu, w którym zawiązuje się akcja "Lotnicha"
- w pracowni chemicznej liceum nr 43, na Okęciu.
2024.06.18 (foto wydawnictwo Lira) 
Jestem w trakcie czytania "Lotnicha". Mam za sobą 3/4 książki i z pewnością po jej przeczytaniu napiszę coś więcej na temat powieści, okoliczności jej powstania. Myślę, że autor nie będzie miał mi za złe, gdy uchylę rąbka zakulisowych tajemnic związanych z jej wydaniem. 

Zanim to nastąpi posłuchajcie proszę podcastu z wywiadem Marka Stokowskiego, jakiego udzielił w 2-gim Programie Polskiego Radia, jako gość audycji "Wybieram Dwójkę". 

"Port lotniczy to brama i my w tym miejscu, na Okęciu, które było przecież kiedyś dzielnicą peryferyjną, chciałoby się powiedzieć prowincjonalną, mieliśmy bramę na świat. Otwierała ona naszą wyobraźnię - mówił w Dwójce Marek Stokowski, autor powieści "Lotnicho".

Ten wywiad to znakomita, bezpośrednia, autorska zachęta do lektury "Lotnicha". >>>>>>>>>>> https://www.polskieradio.pl/8/410/Artykul/3393557,lotnicho-marek-stokowski-ten-tytul-to-nie-jest-zadna-zgrywa

środa, 31 grudnia 2025

Marek Stokowski - przegląd dokonań - link do shorta

Marek Stokowski - przegląd dokonań - link do shorta

Marek Stokowski (z lewej) wraz z sekretarzem 
Kapituły Nagrody Stanisławem Michalkiewiczem
Koniec roku, zwłaszcza jego ostatni dzień, to znakomity moment na podsumowanie tego "co już" i szybki skok/zaduma w to "co będzie". Prawdą jest, że przyszłość jest trudna do przewidzenia, ale podstawą prawidłowego planowania jest rzetelny bilans tego co było, w tym przypadku bilans "Czy znam wszystkie książki Marka Stokowskiego?" :)

W celu ułatwienia tej żmudnej roboty Marek umieścił w necie stosowny filmik na który mówią "short", aby w zwięzłej formie zilustrować swój twórczy, literacki byt, który jak wiecie doprowadził go jednej z ważniejszych nagród literackich w Polsce (są tacy, którzy upierają się, że najważniejszej) - nagrody literackiej im. J. Mackiewicza za rok 2025 za książkę "Lotnicho".

https://photos.app.goo.gl/5B4mQwy17awGQKf3A

Ja zrobiłem podsumowanie i wyszło mi, że znam wszystkie tytuły wymienione w shorcie, ale nie czytałem: "Błazna" i "Lasu pełnego przygód". "Las...." jest książką dla dzieci. Natomiast "Błazna" wpisuję na listę poszukiwań. Nakład jest wyczerpany i o ile mi wiadomo nie było wznowień.

Przy okazji muszę zaznaczyć, że książki ujęte w shorcie nie są jedynymi książkami napisanymi przez Marka Stokowskiego. Marek, jako wieloletni pracownik Zamku Malborskiego napisał samodzielnie, lub jako współautor kilka książek traktujących o Malborku, Krzyżakach i Średniowieczu. To pozycje stricte edukacyjne, ale zapewniam, że te, pisane dla młodego obiorcy (np. "Krzyżacy, ich państwo i zamki") są dobrą lekturą uzupełniającą na poziomie końcowych klas szkoły podstawowej (czytali moi synowie, brylowali jako spece od Krzyżaków w swoich szkołach). Pełną listę znajdziedzie w Wiki >>>> Marek Stokowski – Wikipedia, wolna encyklopedia

sobota, 29 czerwca 2024

"Lotnicho", aut. Marek Stokowski, PL 2024, historia startu +, książka

"Lotnicho", aut. Marek Stokowski, PL 2024, historia startu +, książka


Autor "Lotnicha" w czasie spotkania
autorskiego. (foto Lira)
Komitet na Rzecz Wydania "Lotnicha" donosi:

Od bliższego poniedziałku 1 lipca  przez cały tydzień będą czytane fragmenty "Lotnicha" w porannej audycji programu 2  PR .

Dla tych., którzy chcieliby posłuchać interpretacji w wykonaniu Mateusza Webera ( https://teatrdramatyczny.pl/mateusz-weber ) a nie uda im sie w wersji "na żywo" - bedą mogli to zrealizować poprzez podkasty

PR Program 2  01-05.7.24  09:50 "To się czyta"

Marek Stokowski „LOTNICHO”, czyta Mateusz Weber .



Prawda,  ze fajna informacja? "Lotnicho" ruszyło w Polskę, porusza ludzi. A zaczęło się skromnie i niewinnie...


Się żeglowało. Był wczesny październik roku 2023. Na jeziorze Nidzkim wiał rześki południowo-zachodni wiatr. Halsowaliśmy z moim przyjacielem  Andrzejem (Maliną)  w kierunku leśniczówki Pranie(1). Zadzwonił jego telefon. „Kuuuba? Jest interes do zrobienia?”. Usłyszałem jeszcze, że panowie gładko przemknęli nad rafami sęków, tartaków i łyżwów. Zgodnie normami savoir-vivre wyłączyłem słuch. Rozmowa była krótka. Po jej skończeniu Malina zwięźle podzielił się ze mną informacją o tym, że Kuba wraz z żoną Agatą wiedzą o mieszkającej w szufladzie nowej książce Marka Stokowskiego - „Lotnicho”. Oboje są fanami prozy Marka. Wiedzieli podobnie jak my, o możliwość wydania „Lotnicha”. Warunkiem było sfinansowanie pierwszego nakładu… Zwięzła deklaracja Kuby i Agaty dotyczyła gotowości pokrycia znaczącej część kosztów. Szukali wspólników. Siedząc w kokpicie łódki nakreśliliśmy plan działania. Malina oddzwonił do Kuby informując go o naszym wejściu w ten interes. Nieformalny Samozwańczy Kierujący się Własnym WidziMiSię Komitet na Rzecz Wydania „Lotnicha” rozpoczął działanie.

Wydawnictwu „Lira” podobało się „Lotnicho”. Mieli jednak duże obawy co do zasadności inwestowania w wydanie tej książki. Żyjemy w czasie kiedy około 65% polskiego społeczeństwa przyznaje, że nie czyta w ogóle, 35% deklaruje przeczytanie jednej książki w roku, a tych, którzy czytają 10-sięć i więcej są mizerne promile. Poza bezwzględną statystką obawy „Liry” dotyczyły także treści „Lotnicha”. Teraz, kiedy rządzi „wysoka kultura” wspierana nie mniej „wysoką literaturą” reprezentowaną przez tytuły typu „Byłam dziewczyną mafii”, czy „7 lat w niewoli Amazonek”(2) znalezienie kilku tysięcy czytelników gotowych kupić i przeczytać powieść, która nie ocieka krwią, nie epatuje seksem i wynaturzeniami wydawało się być zadaniem niemożliwym do zrealizowania.(3)

Zadaliśmy sobie z Maliną pytanie, gdzie i jak powinniśmy szukać Mecenasów gotowych wesprzeć wydanie „Lotnicha”?  Kto, dlaczego, i czy jeszcze czyta powieści „o wędrowaniu, miłości i przyjaźni”.

W moim przypadku odpowiedź była prosta. Czytam książki Marka, gdyż nie dość, że Marek jest moim kolegą, to lubię go i cenię jego pisanie. Chociaż przyznaję! Lubienie nie jest bezwarunkowe… Kiedy pytam Marka o to, czy Gośka z „Samo-lotów”, ta z mocnymi, opalonymi nogami, znakomicie jeżdżąca na rowerze jest postacią fikcyjną, czy prawdziwą, Marek potwierdza autentyczność postaci. Lecz gdy proszę Marka o wskazówkę, namiar, deklarując wolę zaproszenia jej na niezobowiązującą, rowerową przejachę - Marek odmawia współpracy… Dyskrecja! Grób, mogiła! Tak! Szacunek! Ale po 20-stu latach od wydania „Samo-lotów” mógłby jednak podrzucić jakiś identyfikujący Gośkę detal. A Marek? Sfinks-milczek. W takich momentach lubię go nadal, ale jakby ciut mniej J

Bardziej złożona jest odpowiedź na lekko zmodyfikowane pytanie: Dlaczego CHCĘ czytać książki Marka? Dlaczego polecam je, rekomenduję ich lekturę?

„Lotnicho” jest powieścią uniwersalną mówiącą o kształtowaniu osobowości czwórki głównych bohaterów. Powieść, jej konstrukcja mieści się w nurcie gatunku literackiego  bildungsroman (4).  Znakomicie! Ale w moim odbiorze najważniejsze w „Lotnichu” są emocje. Czytelnik łatwo utożsamia się z bohaterami „Lotnicha”. W naturalny sposób ich emocje rezonują z naszymi. Ich przeżycia były, być może nadal są naszym udziałem. Jeśli były przykre „cud niepamięci”(5) sprawił, że zepchnięte w niebyt, wracają pobudzone lekturą „Lotnicha”. Upływ czasu zmienia perspektywę. Rzeczy kiedyś bolesne, boleć przestały. Niektóre z nich powodują dzisiaj uśmiech, zadumę. Budzą emocje.  

Jakiś czas temu w obszernym wywiadzie Kristian Zimerman opowiadał o zaproszeniu na koncert, który miał się odbyć w Szkocji. Mistrz był na miejscu tydzień wcześniej. A tam, wszystko w kratę i po taniości. Koncertowy fortepian okazał się bezużyteczny. Stał długo w jednym ze szkockich zamków. Niedogrzane, pełne przeciągów pomieszczenie, harce lokalnej Białej Damy sprawiły, że skomplikowany mechanizm wymagał serwisu. Zimerman kupił „za swoje” oleje, smary, filce, pędzelki. Przez tydzień przywracał instrumentowi głos, cyzelował brzmienie. Nasączał filcowe młoteczki olejkami, konserwował przeguby cięgieł, czyścił mechanizm klawiatury, sprawdzał naciąg strun. Fortepian był wdzięczny, publiczność zachwycona.

Dla autora „Lotnicha” czytelnik jest takim instrumentem. Marek używa szerokiej palety środków literackich. Dobiera je tak, abyśmy chcieli ulec narracji, dali się zabrać w podróż z bohaterami powieści. Aplikuje je delikatne. Działają na wszystkie zmysły, zaszyte w tym, co określa się mianem indywidualnego, autorskiego stylu. Składa się nań wiele elementów począwszy od bogactwa słownictwa, nieortodoksyjnej frazeologii, finezyjnego poczucia humoru, operowania skrótem, mądrością zawartą w pointach, dbałością o właściwy rytm i tempo opowiadanej historii. Styl Marka wyróżnia także ogromna serdeczność z jaką traktuje nie tylko głównych bohaterów „Lotnicha”, ale z pewnymi wyjątkami wszystkie występujące tam postaci. Marek nie szasta środkami wyrazu. Odmierza je i dozuje. Sprawdza, czy jesteśmy gotowi na kolejne etapy opowieści. Uderza w kolejny klawisz i słucha, czy nasze emocje współbrzmią z przekazem.

Nie będę brnął dalej w próbę opisania szczególnych cech stylu Marka. Nie jestem fachowcem. Czytam głównie literaturę faktu. Metafizyka literackiej fikcji jest z natury trudna do uchwycenia. Dodać jednak muszę, że wyjątkowym walorem markowego pisania, być może wartością zasadniczą jest DOBRO emanujące z każdej strony jego powieści. Dzięki temu, pomimo wielu przeciwności losu, niespodziewanych perturbacji, zwrotów akcji,  naznaczone nutą refleksji przesłanie „Lotnicha” pozostaje pozytywne.

Są w „Lotnichu” momenty, które nie współbrzmią z moimi doświadczeniami. Różnimy się. Nie jesteśmy identycznie  nastrojonymi instrumentami. Czytając „Lotnicho” także Wam coś zgrzytnie, nie zabrzmi czystym dźwiękiem. Marek „nazywając rzeczy po imieniu”(6) unika pochopnych sądów. Opowiada.  Zdaje się kierować rzuconym mimochodem, zaskakująco głębokim zdaniem W. Szymborskiej dotykającym istoty człowieczeństwa: „Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono”.   

Mocną stroną „Lotnicha” są czysto techniczne prace redakcyjne za co odpowiada „Lira”. Podział na krótkie, zwięzłe akapity, wielkość, krój czcionki, właściwa interlinia, czynią książkę przyjemną w odbiorze, łatwą w czytaniu. To dobra wakacyjna lektura. Można przerwać czytanie praktycznie w dowolnym momencie, wrócić do lektury bez utraty wątku.

Jeśli macie ważenie, że chcę Was przekonać do kupienia i przeczytania „Lotnicha” – potwierdzam! J To dobra książka, dobrze traktująca nie tylko swoich bohaterów. Dobrze, ze stosowną rewerencją odnosi się także do czytelników J W obliczu zalewu bylejakości warto jest wspomagać dobrą literaturę. Chociażby dlatego, że Dobro wymaga wsparcia.

Się dokonało! „Lotnicho” jest w księgarniach. W końcowej fazie zbierania funduszy na wydanie „Lotnicha”, aktywnie, w znaczący sposób włączyli się Dorota i Piotr. Są wraz z Agatą i Kubą współwłaścicielami firmy „Tomaszewski S.A.” Marek umieścił w „Lotnichu” specjalne podziękowanie dla wszystkich Mecenasów, ze szczególnym uwzględnieniem firmy „Tomaszewski S.A. właśnie.  Marek napisał dobrą, być może bardzo dobrą powieść. Dobrzy Mecenasi wsparli to co dobre. Dobre górą!

 

1.     Pranie. Dzwoni Wam, nie wiecie gdzie? Też tak miałem. Malina wiedział i mi powiedział. Tam pomieszkiwał i tworzył K.I. Gałczyński. Przybiliśmy do pomostu leśniczówki, aby w nieoczywisty sposób posmakować atmosfery tego miejsca..

2.      „7 lat w niewoli Amazonek”. Nie, zostawcie telefony, przeglądarki. Jeszcze jej nie napisałem. Zbieram doświadczenia. Zastrzegłem tytuł w Urzędzie Patentowym. Ostrzegam, żeby potem nie było…  :)

3.     …”w warunkach wolnorynkowych dyktat gustu większości prowadzi do dominacji rzeczy miernych i tandetnych”… Czesław Miłosz. Ten Pan poza tym zdaniem ma także na koncie m.in. „Ziemię Urlo” i Nobla. Profeta jakiś czy co?

4.     Bildungsroman – powieść o formowaniu [się] charakteru, osobowiści. Gatunek powieściowy powstały w Niemczech w czasie Oświecenia. W życiu bym nie wiedział, gdyby Marek o tym nie powiedział. W tym nurcie tworzyli m.in. J. W. Goethe, J. Joyce, T. Mann. S. Żeromski także. Będzie im raźniej w towarzystwie Marka.

5.     „Cud niepamięci”. Może się zdarzyć, że nie znacie tej mądrej piosenki S. Sojki. Jest >>> TU 

6.     „Nazywaj rzeczy po imieniu”. Też mądra piosenka kapeli Raz, Dwa Trzy. Jest >> TU  

Przydatne "Lotnichowe" linki 
Lotnicho zawędrowało do "Kuriera Lubelskiego"...

Rejestracja spotkania autorskiego na YT

poniedziałek, 10 listopada 2025

"Lotnicho", aut. Marek Stokowski, 2024, NAGRODA LITERACKA im. Józefa Mackiewicza - finał - Lotnicho - NAGRODA GŁÓWNA


"Lotnicho", aut. Marek Stokowski, 2024, NAGRODA LITERACKA im. Józefa Mackiewicza - finał - Lotnicho - NAGRODA GŁÓWNA

Chwilę temu wróciłem z gali wręczenia nagród. Twórczość Marka została dostrzeżona i doceniona. Ogromnie się cieszę!

Tegorocznym laureatem głównej nagrody jest MAREK STOKOWSKI i jego LOTNICHO!

Nagroda jest przyznawana autorom książek, które w szczególny sposób popularyzują rodzimą kulturę, historię i tradycję. 

Marek Stokowski tuż po przyznaniu nagród na tle specjalnej oprawy :)

Laudację wygłasza Wacław Holewińśki] po ogłoszeniu o przyznaniu nagrody głównej.
 [foto jozefmackiewicz.com]

piątek, 7 marca 2025

"Lotnicho", aut. Marek Stokowski, 2024, uroczystość wręczenia nagród Magazynu Literackiego, 2025.03.05 Biblioteka Narodowa

 "Lotnicho", aut. Marek Stokowski,  2024, uroczystość wręczenia nagród Magazynu Literackiego, 2025.03.05 Biblioteka Narodowa 

Dzieje się! Książka Marka Stokowskiego "Lotnicho" została świetnie przyjęta przez rynek. "Magazyn Literacki" uhonorował książkę o której wielokrotnie pisałem, zachęcałem do jej kupna/lektury tytułem "Książki Września 2024". To jeszcze nie jest literacki Nobel, ale pierwszy krok został zrobiony :) Spośród "książek miesiąca" wybierana będzie (nie mam pojęcia kiedy) Książka Roku 2024.
Marek Stokowski, autor "Lotnicha" przy mikrofonie. Cieszy go
otrzymanie nagrody, a jego radość jest także udzialem
widocznego w pierwszym planie szefa wydawnictwa
Lira.

Gala "Magzynu Literackiego" jest imprezą branżową. Byłem na niej po raz pierwszy. To rodzaj uroczystości w której udział biorą sami zainteresowani: wydawcy, autorzy, tudzież prasa pisząca o literaturze. Typowy środowiskowy meeting, którego znaczenie dla świata 

Przedstawiciele wydawnictwa
Lira mają powody do radości.
Na Gali wręczono nagrody dwóm
wydanym przez Lirę tytułom
.
zewnętrznego jest na pozór nikłe, wręcz żadne, ale... To miejsce spotkań branży, gdzie w jednym miejscu i czasie spotykają się i rozmawiają ludzie decydujący o tym, co pojawia się na półkach w księgarniach i bibliotekach. Wielu nagrodzonych autorów nie pojawiło się na imprezie. Dyplomy i inne trofea odbierali w ich imieniu przedstawiciele wydawcy. Nieobecni to zwykle te bardziej znane nazwiska, twórcy mający ugruntowaną pozycję w branży. W mojej ocenie fizyczna obecność Marka Stokowskiego miała głęboki sens.

Lotnicho - książka, którą
trzeba przeczytać, warto 
rekomendować.
 Autor "Lotnicha" mieszka i tworzy w znacznym oddaleniu od Warszawy. Jego kontakt z tzw. "środowiskiem" w sposób oczywisty jest ograniczony. Sprowadza  się do wymiany maili, rozmów telefonicznych. Fizyczna obecność na Gali to poza uściskami dłoni, odbieraniem gratulacji była także okazją do kilku nieoczywistych rozmów na temat wznowień wydanych wcześniej książek Marka, a także projektów dotyczących rzeczy nowych, planowanych już w najbliższej przyszłości.

"Lotnicho" zaczęło zbierać pierwsze laury! Marek napisał dobrą, być może bardzo dobrą powieść. Dobre górą

Na FB Liry dostępna jest rolka "Lotnicha" >>>> TU

Nadchodzi czas wiosennych odlotów ✈️✈️✈️ Wskakujcie na pokład i dajcie się porwać lekturze powieści Marka Stokowskiego „Lotnicho”! Stroiciel lasu i... | By Wydawnictwo LIRA | Facebook



piątek, 2 lutego 2024

"Lotnicho", aut. Marek Stokowski, PL 2024, książka, cd

"Lotnicho", aut. Marek Stokowski, PL 2024, książka, cd

Teaser "Lotnicha" opublikowany w Kurierze
wNET
Jakiś czas temu pisałem o planach wydania nowej książki Marka Stokowskiego "Lotnicho" (TU). Poniżej oficjalny komunikat opublikowany przez samozwańczy, samosterowalny, samo-lotowy komitet organizacyjny:

"Szanowny Mecenasie,

 31/01/24 nastąpiło rozliczenie z Wydawnictwem Lira - wpłacone przez Mecenasów donacje trafiły do Liry. Zarówno Prezes Wydawnictwa Pan Marek Jannasz jak i Marek Stokowski prosili, wyraźnie to zaznaczając, aby przekazać serdeczne podziękowania wszystkim Mecenasom.

Nie sposób nie podkreślić, iż szczególne podziękowania należą się firmie Tomaszewski, w osobach znanych wielu Mecenasom, za ważący wkład finansowy w donację. Specjalne ukłony kierujemy w stronę  Agaty i Jakuba Tabiszewskich - pomysłodawców i inicjatorów mecenatu.

Ponieważ szczegółowe plany wydawnicze są objęte dyskrecją mogę jedynie ujawnić, że "Lotnicho" ukaże się w drugim kwartale 2024. Redakcja książki została zakończona, trwają prace dotyczące projektu graficznego i przygotowania do działań promocyjnych.

Dążymy także po wydaniu książki do zorganizowania spotkania  Mecenasów z Markiem Stokowskim w Warszawie, podczas którego planujemy przekazać zadeklarowane egzemplarze "Lotnicha" z dedykacją Marka.

Dlatego prosimy o odpisanie na ten mail (am231@op.pl) podając:

a) komu ma być dedykowany egzemplarz książki;

b) swój adres na jaki mamy wysłać Twój egzemplarz z dedykacją na wypadek gdyby data lub miejsce wieczoru autorskiego uniemożliwiałyby Ci  w nim udział. 

Do spotkania na stronach "Lotnicha"

Andrzej Malinowski i Krzysztof Jeziorski"  


Niecierpki od "Tomaszewski"
Nie zdążyłaś(eś) dorzucić się do zrzutki?! Nie załamuj rąk, nie lej krokodylich łez gdyż:
1. Już wkrótce (podam namiary) będziesz mogła/mógł kupić "Lotnicho"!
2. Termin bezpośredniego uczestnictwa w mecenacie minął, ale zawsze

istnieje możliwość pośredniego uczestnictwa poprzez wsparcie

najbardziej hojnych donatorów, bez których zebranie potrzebnej kwoty byłoby co najmniej problematyczne. Odwiedźcie pls sklep on-line "Tomaszewski" (TU), (lub/i sklep stacjonarny), gdzie z pewnością znajdziecie coś fajnego dla siebie, lub/i na prezent. Mają tam ładne kwiatki:)



piątek, 21 marca 2025

"Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, 2015, podcast wywiadu dla Radia Wnet

 "Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, 2025, podcast wywiadu dla Radia Wnet z dnia 2025.03.20

Wywiad poprowadził Krzysztof Masłoń znany i ceniony krytyk literacki publikujący m.in. w tygodniku "Do Rzeczy". Admirator prozy Marka Stokowskiego.










https://wnet.fm/broadcast/marek-stokowski-w-nieregularniku-literackim-20-03-2025-r/

piątek, 29 listopada 2024

"Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025.02.21, książka

 "Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski,  PL 2025.02.21, książka

Najnowsza książka Marka Stokowskiego będzie miała premierę 
w lutym 2025. Poniżej nota wydawnictwa.

Świat „Świętego Leonarda z pół” został zbudowany na granicy mitu
i bajki. 
Marek Stokowski, autor znany m.in. z powieści „Samo-loty”,
„Stroiciel lasu” czy wydanego w ubiegłym roku „Lotnicha” oraz humoresek
nagranych przez Zbigniewa Zamachowskiego i Adama Woronowicza, do
niedawna był kustoszem Muzeum Zamkowego w Malborku. 
W swojej
najnowszej książce nie ogranicza się jednak do realizmu magicznego
 i bohaterów – niewinnych czarodziejów odpornych na wszelkie choroby wieku.

W „Świętym Leonardzie” znalazło się miejsce także dla „rachunku krzywd”
(wątek przymusowego wcielania Polaków do armii hitlerowskiej podczas
II wojny światowej). Próżno jednak szukać tu rewizjonizmu – dla
Stokowskiego najważniejszy bowiem jest czytelnik i jego satysfakcja z lektury.

„Nie mam ambicji – mówi autor – żeby moja literatura otwierała nowe
przestrzenie kosmiczne. 
Wolę opowiadać historie, które mogą komuś uczynić
dzień lepszym”.


Natomiast autor pisze o swojej książce tak: 

Rzecz dzieje się całkowicie współcześnie, w okolicach opisanych wcześniej przez autora w powieściach „Stroiciel lasu”, „Kino krótkich filmów” i częściowo w „Lotnichu”, czyli w dolinie dolnej Wisły i w lasach na jej krawędzi.

 Bohaterem jest polski Don Kichot na rowerze, człowiek, który niemal codziennie wyprawia się w drogę, aby pomagać tym wszystkim, którzy są w jakiejś potrzebie. Ta powieść drogi złożona została z kolejnych wyraźnie filmowych scen, wypełnionych humorem a zarazem silnymi wzruszeniami. Jest to rzecz nieco zwariowana, a zarazem stojąca wyraźnie po stronie tradycyjnych wartości – przyjaźni i odpowiedzialności za innych.


„Święty Leonard z pól” jest z jednej strony osobliwym romansem rycerskim, a z drugiej – przewrotną, współczesną opowieścią hagiograficzną (choć tytułowy święty nie jest ideałem). Mogą się zatem zdarzać w tym świecie rzeczy pozornie niemożliwe.


Współczesna replika damki Kronan w wykonaniu marki Kross,
(foto rekin.com)
Cieszę się na nową książkę Marka Stokowskiego. Znakomitą wiadomością jest fakt wydania książki przez jedną z najbardziej prestiżowych oficyn wydawniczych w Polsce - PIW - Państwowy Instytut Wydawniczy! 

Bohatera - Leonarda już zaocznie polubiłem. Facet "jeździ maniakalnie na rowerze (szwedzka damka wojskowa Kronan). To taki Don Kichot na rowerze" - pisze autor, gdy starłem się dociec na jakim biku, z jaką intensywnością jeźdź Leo. Muszę jeszcze dopytać czy Leo preferuje jazdę w "obcisłym żeby mieć styl", czy jego Kronan posiada regulaminowe oświetlenie, a on chroni głowę kaskiem, jak na Don Kichota przystało :) 

(Tak, tak, widzę przecież, że na okładce mknie jakiś hipster na gravelu, w słomkowym kapeluszu, ale sądzę, że to autorska wizja Mariusza Stawarskiego, twórcy okładki) :)

Książkę już można zamawiać w kilku internetowych księgarniach np. >>>>> TU <<<<<


poniedziałek, 20 kwietnia 2026

"Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025, nominacja do 19-stej edycji Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta

"Święty Leonard z pól", aut. Marek Stokowski, PL 2025, nominacja do 19-stej edycji Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta

Nasz człowiek pilnie śledzący bieżące, zaprzeszłe i przyszłe poczynania krajowego rynku książki, zwłaszcza w odniesieniu do literackich dokonań Marka Stokowskiego, kryjący się pod tajemniczym pseudonimem Ma-lina, (nie mylić z Don Pedro - Karramba) w efekcie tajnych działań ustalił:

1. Wznowiono Literacką Nagrodę im. Władysława Reymonta (TU o nagrodzie, TU o wznowieniu).

A tutaj o nagrodzie - AI:

Nagroda Literacka im. Władysława Reymonta to prestiżowe polskie wyróżnienie ustanowione w 1994 roku przez Związek Rzemiosła Polskiego (ZRP). Nagroda honoruje wybitne dzieła literackie w dwóch głównych kategoriach: za całokształt twórczości oraz za książkę wydaną w roku poprzednim. Inicjatywa ta wspiera rozwój polskiej literatury i kultury.
Kluczowe informacje:
  • Fundator: Związek Rzemiosła Polskiego.
  • Współpraca: Stowarzyszenie Pisarzy Polskich oraz Związek Literatów Polskich.
  • Kategorie: Zazwyczaj nagroda przyznawana jest za całokształt twórczości oraz za najlepszą książkę roku.
  • Kapituła: W skład jury wchodzą przedstawiciele związków twórczych, a obradom przewodniczy prezes ZLP.
Warto odróżnić tę nagrodę od literackiej Nagrody Nobla, którą Władysław Reymont otrzymał w 1924 roku za powieść "Chłopi".
Nagroda ta ma na celu promowanie literatury o wysokich wartościach artystycznych, nawiązując do humanistycznej tradycji twórczości patrona.
Screen z FB PIW.

2. Spośród 67 zgłoszonych w tym roku książek w kategorii "proza" wyłoniono czołówkę:

"Rok w którym nie umarłem" aut. Mikołaj Grynberg

"Święty Leonard z pól" aut. Marek Stokowski

"Tratwa z pomarańczami" aut. Maciej Hen

3. Ogłoszenie wyniku konkursu odbędzie się 23 kwietnia, godz. 12:00 w siedzibie Związku Rzemiosła Polskiego - Pałac Chodkiewiczów, ul. Miodowa 14, Warszawa. Uroczystość ma charakter otwarty!

Zatem wszyscy fani prozy Marka Stokowskiego, których nękają wyrzuty sumienia z powodu absencji na gali wręczenia nagrody im. Józefa Mackiewicza za "Lotnicho", mają okazję pozbyć się prześladującej ich zmory gratulując osobiście sukcesów autorowi. Ci których nic nie nęka (absencja nękać będzie PO-TEM), i powodowani nieskrępowaną chęcią uczestnictwa w ceremonii wręczenia Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta zadają sobie pytanie, czy W. Reymont wespół z M. Stokowskim będą podpisywać swoje książki, są także mile widziani :)