piątek, 14 października 2016

"Głód" (El Hambre), aut. Martín Caparrós, książka, 2014, PL 2016

"Głód" (El Hambre), aut. Martín Caparrós, książka, 2014, PL 2016

Gdzies, z jakiegoś przekazu medialnego dolecialo do mnie, ze obok "To zmienia wszystko" Naomi Klein, "Głód" jest jedna z ważniejszych, a dla niektorych najwazniejsza ksiazka XXI wieku.
Czekala dluzsza chwile w kolejce. Przeczytalem ja jakiś czas temu. Meczylem się z nia długo. Ciezar 700 stron druku i ciezar tematu nie zachecaly do lektury.

Autor - argentyński dziennikarz jeździ po swiecie, pisze o Głodzie, jego zrodlach, przyczynach, sposobach zwalczania, jego tragicznych konsekwencjach dla tych, Głodem dotkniętych i Głodzie - zrodle bogacenia się tych, którzy Głodem sterują.
Nie będę pisal o wstrząsających opisach Głodu. O cichym umieraniu głodnych ludzi, beznadziei matek glodujacych dzieci, o blisko miliardzie ludzi dotkniętych systemowym niedożywieniem.
Na 700 stronach książki zrobil to Martín Caparrós analizując konkretne przypadki z praktycznie wszystkich kontynentow, wielu krajów, lacznie z USA. Zrobil to az nadto dobrze, lepiej niż ktokowiek przed nim.
Wnioski wynikające z jego studiow nad Głodem sa zadziwiająco zgodne z analiza mechanizmow funkcjonowania swiata zawarta w "Dokrtynie szoku" Naomi Klein.
Ksiazka jest bardzo aktualna. Autor skonczyl ja pisać w roku 2014. Można znaleźć w niej wyjaśnienie przyczyn masowej migracji z która boryka się Europa. Można przeczytać o sile amerykańskiej firmy Monsanto, która jest wlasnie przjmowana przez niemiecki Bayer i o wolnym rynku zywnosci sterowanym przez Goldman Sachs.

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się nad hańbą jak dla naszej cywilizacji jest smierc GŁODOWA ludzi mieszkających obok nas, jeśli kiedykolwiek pomyśleliście nad sensem i wartoscia swiata w którym zyjemy, gdzie z jednej strony marnowane sa ogromne ilości zywnosci, z drugiej zas ludzie umierają w wyniku jej braku - przeczytajcie.
Jeśli nigdy o tym nie myśleliście, tym bardziej powinniscie przeczytać te ksiazke.
Ksiazka jest mocna, gorzka.
Ostrzegam.
Bez nadziei na happy end.

poniedziałek, 10 października 2016

Katarzyna Groniec, koncert "Zoo z piosenkami Agnieszki Osieckiej", Trójka, 2016.10.09, niedziela

Katarzyna Groniec, koncert "Zoo z piosenkami Agnieszki Osieckiej", Trójka, 2016.10.09, niedziela

Osiemdziesiata rocznica urodzin Agnieszki Osieckiej, studio im. Agnieszki Osieckiej i Katarzyna Groniec w repertuarze Agnieszki Osieckiej z wydanej jesienią plyty "Zoo z piosenkami Agnieszki Osieckiej".
Czy kazda proba ponownego odczytania tekstow A. Osieckiej jest warta zmiany niedzielnych planow, udania się do Trójki, spędzenia tam blisko dwóch godzin, w miejsce "Wołynia"?
Artystka poprosila, żeby robienie foto
ograniczyć do 2 pierwszych utworow,
bez flasha. Nie byłem pewien ustawien
telefonu - zrobiłem pare zdjęć po
koncercie.
Pewnie nie, ale jeśli to proba w wykonaniu Katarzyny Groniec - warto.
Pamietam dobrze jej trójkowy koncert sprzed kilku lat, gdzie poza muzyka podobala mi się cala inscenizacyjna, aktorska otoczka przekazu. Poza muzyka, tekstem, duza role gral gest, zabawa z publicznoscia.
Teraz było podobnie.
Koncert miał swój znaczący, wizualny wymiar.
Tekstowo i muzycznie zas niby przewidywalnie, przecież to A. Osiecka, ale jednak ryzykownie, bo obarczone proba mocno własnej interpretacji.

Katarzyna Groniec wybrala w większości mniej znane, rzadziej wykonywane utwory A. Osieckiej. W tym przypadku proby narzucenia własnego tempa, skutkujace innym sposobem podania tekstu były latwiejsze do zaakceptowania. Jednak tam gdzie tkwiący w glowie pierwowzor nie pozwalal na poddanie się wizji artystki podążanie za nia było zdecydowanie trudniejsze, może nawet bolesne.
"Nim wstanie swit" w wykonaniu E. Fettinga jest w moim odczuciu dzielem kompletnym, skończonym. Kazda proba wykonania tej ballady w innym niż oryginal stylu budzi mój automatyczny sprzeciw, bunt, za
który odpowiedzialny jest wegetatywny układ nerwowy. Dzieje się tak zawsze, tak było także tym razem. Interpretacja Katarzyny Groniec była tak rozna od wielu innych znanych mi wcześniej, tak zaskakujaca dzięki uzytym w trakcie wykonania gadgetom, ze az ciekawa, kazaca ponownie zastanowić się nad sensem tekstu.
(nie będę opisywal co i jak zrobila artystka, warto to zobaczyć, z pewnoscia koncert był rejestrowany i jest/będzie w trojkowym archiwum).
Czy mi się podobalo?
Koncert jako koncepcja, calosc - tak.

Panow w kapeli było trzech, ale jeden się nie
zmiescil, za to Katarzyna na ekranie i froncie.
Poszczegolne jego elementy: niektóre piosenki, wizualizacja widoczna na monitorze były zaskakujące, interesujące, ale według mnie bez szans w konfrontacji z pierwotnymi wykonaniami.
Tylko czy powstaly po to, żeby z oryginałami konkurować? Pewnie nie. Sa kolejnym świadectwem, ze tekst można czytac i rozumieć w różny sposób, nadac mu rozne znaczenia, a muzyka... Tutaj można pozwolić sobie na jeszcze więcej.
Mojej kolezanace, która sluchala koncertu w radio - zupełnie się nie podobalo.
Publicznosci zebranej w studio A.Osieckiej, sadzac po rekacji, podobalo się, i to bardzo.

Poza sama Katarzyna Groniec, której seceniczny image bardzo mi się podoba, imponowal mi znakomicie ustawiony dźwięk, dzięki czemu wyraznie było slychac kazde slowo, oraz swietne swiatla. Scenicznego entourage dopelnial wygląd kapeli ubranej w identyczne, czarne wdzianka podobne do spodnium K. Groniec.
Jednym słowem - profeska.
Jeśli artystka będzie jezdzila z tym koncertem po Polsce - polecam.
Zareczam, nie wyjdziecie zawiedzeni.

czwartek, 29 września 2016

"Ostatnia rodzina", reż. Jan P. Matuszyński, PL, 2016, za chwile w kinach

"Ostatnia rodzina", reż. Jan P. Matuszyński, PL, 2016, za chwile w kinach

Nie moglem sobie odmowic! Uslyszalem w Trojce anons o poniedziałkowym, przedpremierowym pokazie. Oderwalem się od tasmy, trzasnalem drzwiami fabryki i pognałem na Mysliwiecka, żeby o 18:45 usiasc w studio A. Osieckiej i miast (zwyczajowo) Melpomenie dac się porwać 10-tej Muzie.
Szczerze mowiac moja percepcja, zwłaszcza przez pierwsze 20 min. była mocno przytępiona...
Ciezki poniedziałek po intensywnym weekendzie...


O lewej: trójkowy gospodarz - Ryszard Jażwiński; aktorzy:
 Dawid Ogrodnik, Andrzej Seweryn, Aleksandra Konieczna,
reżyser Jan P. Matuszyński.
Nie znam innych filmow biorących udział w Festiwalu w Gdyni.
Ale, żeby az Złote Lwy?
Moim zdaniem przesada.
O ile cała "rodzina" gra koncertowo i nagrody za najlepsza, pierwszoplanowa role meska/kobieca maja uzasadnienie (moim zdaniem oczywiście), o tyle film...
Film mnie nie porwal, nie uwiódł, nie zachwycil.
Jest naznaczony piętnem dokumentalisty (reżyser zrobil pare "dokumentów"), gdzie duza wage przykłada się do wiernego oddania realiów, poswiecajac (ponownie moim zdaniem) to co w fabule najwaznniejsze - dobrze opowiedziana, ciekawa historie.
A historia tez jest slaba.
Neurotyczny związek ojca/syna, w tym matka/zona starajaca się za wszelka cene kleic to co się sypie. Czy to wystarczająco dobre i interesujące, żeby zrobić o tym film? Nawet jeśli TO rodzina Beksinskich, gdzie ojciec jest znanym malarzem, syn zaś prezenterem muzycznym w Trojce, znanym/uznanym tłumaczem anglojęzycznych sciezek dialogowych w wielu filmach, w tym, w słynnym Monty Phytonie. Nawet jeśli ojciec-malarz ginie zamordowany we własnym mieszkaniu, a syn odchodzi nie mniej tragicznie, sam odbiorajac sobie zycie.

[Obrazy Beksinskiego, pierwszy z nimi kontakt to wczesne lata 80-te. Dom Braci Jabłkowskich, który wówczas pretendowal do miana przybytku kultury przez duże "K". Absorbujace wizje ulokowane gdzies miedzy Hireonimem Boshem a Mad Maxem. Duzo potem okazało się, ze powstawaly w zwykłym, socrealistycznym M-ileśtam, ot, meblościanka, muzyka i wyobraznia.
Mlody Beksinski, jego trójkowe dokonania, to dla mnie zagadka. Funkcjonowal w moim ulubionym radiu, w godzinach, kiedy ja spalem. Jego radiowy byt jest mi zupełnie obcy. Natomiast jako tłumacz... Był błyskotliwy, może wręcz genialny.]

W trakcie spotkania z aktorami i reżyserem zadałem Panu Andrzejowi Sewerynowi pytanie o powod dla którego zgodzil się zagrac w filmie młodego, niedoświadczonego reżysera. Spytalem, co takiego znalazł w scenariuszu, ze podjal ryzyko rzucenia na szale swojej "andrzjaseweryna" wielkości.
Nie dostałem odpowiedzi, poza bardzo obok stwierdzeniem, ze chciał uczestniczyć w "młodym" projekcie, zagrac u młodego reżysera...
Pamietacie film "Bogowie"?
To była jazda! Kompletny, porywający film znakomicie przyjęty przez publiczność.
Pamietacie "Ide"?
Nieduze kino, ze znakomitymi kreacjami aktorskimi ujętymi w fantastyczne, czarno-biale kadry. Oscar!
"Ostatnia rodziana" ma z tych filmow tylko (i az) znakomita gre aktorow.
"Ostatnia rodzina" od jutra w kinach.
Zostaliscie ostrzeżeni.

P.S.
Filmowy pokaz w Trojce był biletowany, ale gratis. Trzeba było sobie zadac trud smsowania, dzwonienia itd. żeby się na niego dostać. Tylko tyle, az tyle. W zamian zywy kontakt z twórcami, możliwość obejrzenia filmu w kameralnej atmosferze.
Takie rzeczy tylko w Trójce.
Dlatego place abonament. 

wtorek, 27 września 2016

"Smoleńsk", reż. Antoni Krauze, PL, 2016, właśnie w kinach

"Smoleńsk", reż. Antoni Krauze, PL, 2016, właśnie w kinach

Poszedlem, żeby mieć własne zdanie.
Niestety, wszystko co doleciało do mnie z mediów jest prawda.
To zwyczajnie i po porstu bardzo slaby, zly film. Wartosc poznawcza zerowa.
Szkoda, ze Antoni Krauze, który zrobil dobry "Czarny czwartek" konczy swój reżyserski byt takim gniotem.
Leżącego się nie kopie.
R.I.P.

sobota, 24 września 2016

Puchar Mazowsza, finał, mtb xc, 2016.09.18, niedziela, rowerowe

Puchar Mazowsza, finał, mtb xc, 2016.09.18, niedziela, rowerowe

Wyscig to wyścig! Klikaja zatrzaski i jedziesz ile fabryka dala!
XC to inna niż maraton jazda. Do zdechniecia, do bolu,
"w trupa". Po 2 okrazeniach, twardym przejeździe przez 
korzenie stracilem mnostow powietrza w tylnym kole.
Kolejne 2 okrazenia jechałem zachowawczo licząc na to,
ze bezdetkowy zestaw, prezent od synka na Dzien Ojca
wytrzyma do końca. Wytrzymał. Dojechalem na półflaku:)
 
60 zl kosztowalo (mnie) wpisowe do finałowej imprezy zamykającej cykl wyscigow mtb xc - Puchar Mazowsza. Jak na około 40 minut jazdy po lesie za moim domem, który znam jak wlasna kieszen, cena może się wydawac ciut przesadzona, ale...
Jestem fanem lokalnych, niewielkich imprez sportowych. Wydaje mi się, ze one wlasnie maja największy sens zwłaszcza dla młodych i bardzo młodych scigantow. Tutaj można przyjechać cala rodzina, spedzic fajnie czas w przyjemnym  otoczeniu Mazowieckiego Parku Krajobrazowego (w tym przypadku).
Mniejszy puchar za I-sze
miejsce i większy, ku mojemu
zdziwieniu za II-gie
w generalce (w sumie bralem
udział w dwóch wyścigach).
To był final. Było cale mnostow (kilkdziesiat) pucharow dla wszystkich kategorii wiekowych z podzialem na mężczyzn i kobiety. Kategorii wiekowych jest teraz cale mnowstwo, w tym kilkuletnie dzieciaki "żaczki 1" i "żaczki 2".
Profesjonalna obsluga/pomiar czasu, naglosnienie, fajnie "wycieta" trasa ustawiona przez lokalny serwis rowerowy "Cyklon", nawet bar z herbata i kawa.
Jeśli moje 60 zl sluzy jako wsparcie do organizacji takich zawodow, niech będzie, trudno:)
W każdym razie nie wydatek 60 zl był przyczyna trudności z podjęciem decyzji o wzięciu udziału w zawodach. Zawsze w takim przypadku nekaja mnie wątpliwości o sensie/bezsensie meczenia się, ujechania do bolu, za pieniądze, po swoim lesie.
W mojej grupie wiekowej (kat. masters IV) nie było dużej konkurencji. Widac starcy niechętnie staja do wyscigow. W kolejnej, młodszej (masters III) tez nie było tloku. Przed nami,  wystartowano panie w kat. elita i lejdis.
Było OK.
Przyjechalem (TU wyniki) pierwszy w swojej kat. wiekowej i drugi w polaczonych kat. IV i III.

wtorek, 20 września 2016

"Miles Davis i ja" (Miles Ahead) reż. Don Cheadle, USA 2015, film, właśnie na ekranach

"Miles Davis i ja" (Miles Ahead) reż. Don Cheadle, USA 2015, film, właśnie na ekranach

Miałem nadzieje na solidna dawke wiedzy o Milesie - geniuszu. Dostalem kawalek zyciorysu popapranego cpuna, który cos, kiedyś tworzyl, nagral, nawet sprzedal.
Kreowana przez Dona Cheadla postac Milesa jest znakomita.
Cala reszta niestety więcej niż przecietna.
Do tego mało muzyki, dużo koki, damskiego boksu.
Geniusz tchnięty w faceta przez geniusz zniszczonego.
Ilu ich było, ilu jest i będzie?

Nie wroze filmowi długiego zycia na ekranach nawet kin studyjnych, w których jest grany.
Jeśli musicie go zobaczyć - nie zwlekajcie.


środa, 14 września 2016

Mazury welcome to! Weekend 2016.09.09-11

Mazury welcome to! Weekend 2016.09.09-11

Zegluje od wielu lat, ale jeszcze nigdy nie widziałem na Mazurach tyle zagli ile w ostatni weekend.
Kisajno i Dargin były wręcz zatłoczone. Ilosc wszystkiego co plywa była przytlaczajaca. Fantastyczna jak na ta pore roku pogoda spowodowala, ze sezon niespodziewanie się przedluzyl, a wlasciciele wypozyczlani jachatow na gwałt uzbrajali odstawione na zimowanie lodki.
Marina Stranda. Na szczęście nie wszystkie jachty wyszly na wode. W przeciwnym wypadku byłoby zero miejsca
na pływanie. Ciekawe jaka jest pojemność Mazur?
Krzycho w akcji.
Problemy z silnikiem to staly punkt większości wypraw zeglarskich. Pomimo, ze wiele się zmienilo na Mazurach od czasu, kiedy pierwszy raz znalazłem się na jeziorach, a silnik, jakikolwiek, glownie rosyjski lub enerdowski był rarytasem, ten element pozostaje niezmienny. Chociaz cud techniki przy naszej lodzi nie nazywal się Timmler, Saliut, czy Wietieriok, sprawial te same kłopoty.
Wiara czyni cuda.
Dopóki szarpiesz, póty masz wiare, ze zapali.
Póki walczysz jesteś zwyciezca.
Tak było także tym razem:)
Zapalił!