![]() |
| Lokalne bagienko w Aleksandrowie, godz. 8:30, niedziela 2015.02.01. Lubimy to miejsce i jak widać to miejsce lubi nas. |
niedziela, 1 lutego 2015
Zima 2015; pierwszy większy śnieg, 2015.02.01, rowerowe
Zima 2015; pierwszy większy śnieg, 2015.02.01, rowerowe
sobota, 31 stycznia 2015
"Broad Peak Niebo i Piekło", aut. Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński, książka, 2014
"Broad Peak Niebo i Piekło", aut. Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński, książka, 2014
To jedna z wielu książek przyniesionych przez Mikolaja, trzecia, która przeczytałem, pierwsza o której pisze.
Zanim siegnalem po "Broad Peak.." przeczytałem dwa lżejsze, czysto rozrywkowe tytuly. Smierc dwóch wspinaczy przycmila sukces, a szeroko komentowana przez media nadala wyprawie zlej slawy. Pomimo, ze czesto i chętnie czytam książki "gorskie" odkladalem "Broad Peak..." na później.
Pamietalem doskonale atmosferę sukcesu skażona krótkim agencyjnym przekazem, o dwóch alpinistach mających nocowac pod grania. Ta informacja była praktycznie rownoznaczna z informacja o ich śmierci, ale tak jak wielu czekałem na cud, który się nie zdarzyl. Sadzilem, ze ksiazka będzie proba rozliczenia, usiłowaniem znalezienia winnych, wskazania przyczyn śmierci dwóch alpinistów. Na szczęście tak nie jest.
Autorzy, którzy sa zawodowymi dziennikarzami związanymi z gorami pokusili się o cos więcej niż sucha relacje o wyprawie i probe wlaczenia się do dyskusji o winnych tragicznej śmierci wspinaczy.
Ksiazka mowiac o wyprawie na Broad Peak, przdstawiajac szczegolowo sylwetki jej uczestnikow zawiera także szeroki kontekst historyczny opisujący polskie (i nie tylko) dokonania w najwyższych gorach. Dzieki temu feralna ekspedycja na Broad Peak nie wygląda jak proba realizacji marzen żądnych sukcesu chorych na slawe sportowcow, ale jak konsekwencja "polskiej drogi" himalaizmu ujętej w program Polski Himalaizm Zimowy.
Ksiazka opisujac sylwetki bohaterow pierwszego zimowego wejścia na Broad Peak pokazuje także jak rozne sa motywacje ludzi, którzy decydują się na zmaganie z gora; dla jednych mordęgę dla innych sportowy wyczyn.
"Gorskie" książki czytam od zawsze. Od zawsze interesowalo mnie zmaganie człowieka z przyroda, w tym zmaganie na własne zycznie, wynikające z wlasnego wyboru. Dobrowolne poddawanie się niewyobrażalnej ekstremie jaka jest minus 40 st. polaczone z wiatrem o szybkosci ponad 100 km/h to zagadka na rozwiązaniu której polegli wszyscy starający się ja rozwiklac. Warto tutaj przytoczyć słowa J. Kukukczki, który zwykl mowic, ze wychodzi na atak w najgrosza pogode, bo potem może być tylko lepiej... (to w czasach kiedy nie było netu, precyzyjnych prognoz pogody)
Dlaczego sobie to robia? Po kiego wlaza na te góry? Odpowiedź: "bo są" nie jest taka oczywista i nie dotyczy wszystkich włażących. "Broad Peak..." w nienachalny sposób probuje także pokazac, ze oceny zachowan ludzi funkcjonujących na granicy śmierci z perspektywy kanapy i cieplych bamboszy nie maja najmniejszego sensu.
"Broad Peak Niebo i Piekło" jest moim zdaniem bardzo dobrą ksiazka. Lektura wymaga znacznego skupienia z uwagi na wielowatkowosc, ilość nazwisk, mnóstwo dat, ale warto! Dzieki tej jednej książce można poznac historie polskiego himalaizmu, zblizyc się do rozumienia sił napędzających "Lodowych Wojownikow" powodujcych, ze zainfekowani "zewem gór" sa gotowi rzucic wszystko byle wrocic tam, gdzie jedni "dodtykaja absolutu", inni "pisza historie", a jeszcze inni bija rekord wejścia/zejścia/zjazdu na nartach.
Jest w tej książce dużo o rodzinach himalaistów, ich zonach, narzeczonych, dzieciach i rodzicach. Autorzy rozmawiają z nimi o tym jak oni odbierali pasje swoich synow, mezow, ojcow. "Broad Peak..." jest jedna z niewielu książek o gorach, która opowiada o emocjach rodzin wspinaczy. O tym jak roznie postrzegaja to co zabiera im ich facetow na długie miesiące, czasem na wieczność.
(Dlatego pewnie przeczytam przywolana w "Broad Peak..." ksiazke Olgi Morawskiej, wdowe po Piotrze Morawskim, który zginal w Himalajach: "Góry na opak, czyli rozmowy o czekaniu".)
Ich kobiety sa z nimi, bo może fascynuje je ich inność, bo twierdza, ze akceptują pasje przyszłego meża. Może sadza, ze "jak się ozeni to się odmieni" i niczym zony alkoholikow bezskutecznie walcza bez nadziei na zwycięstwo z nałogiem, którym sa góry. Nalogiem, który w samych Himalajch zabral w ciągu dwóch dekad 40 osob. Bo góry to nalog smiertelny, chociaż nie znaczy to, ze ci którzy w niego wpadli szukają śmierci, sa na nia skazani. Smierc w gorach jest zwykle wynikiem przypadku, zbiegu okoliczności, czasami zlego przygotowania. (tutaj natychmiast przyszedł do mnie "Cień Wielkiej Góry", Budki Suflera).
"Broad Peak Niebo i Piekło" to bardzo dobra ksiazka ze smiercia w tle.
To jedna z wielu książek przyniesionych przez Mikolaja, trzecia, która przeczytałem, pierwsza o której pisze. Zanim siegnalem po "Broad Peak.." przeczytałem dwa lżejsze, czysto rozrywkowe tytuly. Smierc dwóch wspinaczy przycmila sukces, a szeroko komentowana przez media nadala wyprawie zlej slawy. Pomimo, ze czesto i chętnie czytam książki "gorskie" odkladalem "Broad Peak..." na później.
Pamietalem doskonale atmosferę sukcesu skażona krótkim agencyjnym przekazem, o dwóch alpinistach mających nocowac pod grania. Ta informacja była praktycznie rownoznaczna z informacja o ich śmierci, ale tak jak wielu czekałem na cud, który się nie zdarzyl. Sadzilem, ze ksiazka będzie proba rozliczenia, usiłowaniem znalezienia winnych, wskazania przyczyn śmierci dwóch alpinistów. Na szczęście tak nie jest.
Autorzy, którzy sa zawodowymi dziennikarzami związanymi z gorami pokusili się o cos więcej niż sucha relacje o wyprawie i probe wlaczenia się do dyskusji o winnych tragicznej śmierci wspinaczy.
Ksiazka mowiac o wyprawie na Broad Peak, przdstawiajac szczegolowo sylwetki jej uczestnikow zawiera także szeroki kontekst historyczny opisujący polskie (i nie tylko) dokonania w najwyższych gorach. Dzieki temu feralna ekspedycja na Broad Peak nie wygląda jak proba realizacji marzen żądnych sukcesu chorych na slawe sportowcow, ale jak konsekwencja "polskiej drogi" himalaizmu ujętej w program Polski Himalaizm Zimowy.
Ksiazka opisujac sylwetki bohaterow pierwszego zimowego wejścia na Broad Peak pokazuje także jak rozne sa motywacje ludzi, którzy decydują się na zmaganie z gora; dla jednych mordęgę dla innych sportowy wyczyn.
"Gorskie" książki czytam od zawsze. Od zawsze interesowalo mnie zmaganie człowieka z przyroda, w tym zmaganie na własne zycznie, wynikające z wlasnego wyboru. Dobrowolne poddawanie się niewyobrażalnej ekstremie jaka jest minus 40 st. polaczone z wiatrem o szybkosci ponad 100 km/h to zagadka na rozwiązaniu której polegli wszyscy starający się ja rozwiklac. Warto tutaj przytoczyć słowa J. Kukukczki, który zwykl mowic, ze wychodzi na atak w najgrosza pogode, bo potem może być tylko lepiej... (to w czasach kiedy nie było netu, precyzyjnych prognoz pogody)
Dlaczego sobie to robia? Po kiego wlaza na te góry? Odpowiedź: "bo są" nie jest taka oczywista i nie dotyczy wszystkich włażących. "Broad Peak..." w nienachalny sposób probuje także pokazac, ze oceny zachowan ludzi funkcjonujących na granicy śmierci z perspektywy kanapy i cieplych bamboszy nie maja najmniejszego sensu.
"Broad Peak Niebo i Piekło" jest moim zdaniem bardzo dobrą ksiazka. Lektura wymaga znacznego skupienia z uwagi na wielowatkowosc, ilość nazwisk, mnóstwo dat, ale warto! Dzieki tej jednej książce można poznac historie polskiego himalaizmu, zblizyc się do rozumienia sił napędzających "Lodowych Wojownikow" powodujcych, ze zainfekowani "zewem gór" sa gotowi rzucic wszystko byle wrocic tam, gdzie jedni "dodtykaja absolutu", inni "pisza historie", a jeszcze inni bija rekord wejścia/zejścia/zjazdu na nartach.
Jest w tej książce dużo o rodzinach himalaistów, ich zonach, narzeczonych, dzieciach i rodzicach. Autorzy rozmawiają z nimi o tym jak oni odbierali pasje swoich synow, mezow, ojcow. "Broad Peak..." jest jedna z niewielu książek o gorach, która opowiada o emocjach rodzin wspinaczy. O tym jak roznie postrzegaja to co zabiera im ich facetow na długie miesiące, czasem na wieczność.
(Dlatego pewnie przeczytam przywolana w "Broad Peak..." ksiazke Olgi Morawskiej, wdowe po Piotrze Morawskim, który zginal w Himalajach: "Góry na opak, czyli rozmowy o czekaniu".)
Ich kobiety sa z nimi, bo może fascynuje je ich inność, bo twierdza, ze akceptują pasje przyszłego meża. Może sadza, ze "jak się ozeni to się odmieni" i niczym zony alkoholikow bezskutecznie walcza bez nadziei na zwycięstwo z nałogiem, którym sa góry. Nalogiem, który w samych Himalajch zabral w ciągu dwóch dekad 40 osob. Bo góry to nalog smiertelny, chociaż nie znaczy to, ze ci którzy w niego wpadli szukają śmierci, sa na nia skazani. Smierc w gorach jest zwykle wynikiem przypadku, zbiegu okoliczności, czasami zlego przygotowania. (tutaj natychmiast przyszedł do mnie "Cień Wielkiej Góry", Budki Suflera).
"Broad Peak Niebo i Piekło" to bardzo dobra ksiazka ze smiercia w tle.
czwartek, 29 stycznia 2015
"Trick", reż. Jan Hryniak, PL, 2010, film, vod Orange
"Trick", reż. Jan Hryniak, PL, 2010, film, vod Orange
Miało być (chyba) "Żądło", a wszedł gniocik, którego nie ratuje udział czolowki PL-aktorow, w tym ponownie rudej Karoliny Gruszki.
Na trenazer może, może być.
Miało być (chyba) "Żądło", a wszedł gniocik, którego nie ratuje udział czolowki PL-aktorow, w tym ponownie rudej Karoliny Gruszki.
Na trenazer może, może być.
środa, 28 stycznia 2015
"Carte Blanche", reż. Jacek Lusiński, PL, 2014, film, właśnie na ekranach
"Carte Blanche", reż. Jacek Lusiński, PL, 2014, film, właśnie na ekranach
Dałem mu 6 - "niezły" w 10-cio stopniowej skali filmwebu.
Może troszkę za dużo, ale...
Najmocniejsza strona filmu jest prawdziwa historia na bazie której powstal scenariusz.
Potem dobry, aktorski tandem: A. Chyra i A. Jakubik.
Jeszcze potem, a wlasciwie to już na koniec, humanistyczne przeslanie polaczone z ladunkiem pozytywnej energii dające się zamknąć w prostym przeslaniu: zycie jest piękne, a ludzie som dobre. Reszta dość cienka, ale z przyjemnoscia odnotowuje w sciezce dzwiekowej kawalek do którego mam stosunek emocjonalny - "Sinnerman" w wykonaniu Niny Simone.
Rezyser filmu jest także autorem scenariusza. Mysle, ze to jest problem wielu filmow. 2w1 nie robi dobrze sztuce. Brak krytycznego spojrzenia, ewentualnego oporu wspoltworcy, wiara, ze sam zrobie to najlepiej może być i często jest pulapka, w która wpadają 2w1.
Ale nie ma się co czepiac. Pomimo, ze film nie jest az tak krzepiący i brak w nim fajerwerkow jak we wspanialych "Nietyklanych", jest podobnie jak "Nietykalni" pelen pozytywnych emocji.
Dlatego można go obejrzeć.
Techniczne.
Zaparkowanie w okolicach kina "Atlantic" (wtorek, 18:40) to mission impossible. Lepiej zostawić fure 1-2 przystanki dalej i podjechać tramwajem. Szybciej i bez stresu (o ile ma się bilet, ale bez, jaka adrenalina!).
Dałem mu 6 - "niezły" w 10-cio stopniowej skali filmwebu.
Może troszkę za dużo, ale...
Najmocniejsza strona filmu jest prawdziwa historia na bazie której powstal scenariusz.
Potem dobry, aktorski tandem: A. Chyra i A. Jakubik.
Jeszcze potem, a wlasciwie to już na koniec, humanistyczne przeslanie polaczone z ladunkiem pozytywnej energii dające się zamknąć w prostym przeslaniu: zycie jest piękne, a ludzie som dobre. Reszta dość cienka, ale z przyjemnoscia odnotowuje w sciezce dzwiekowej kawalek do którego mam stosunek emocjonalny - "Sinnerman" w wykonaniu Niny Simone.
Rezyser filmu jest także autorem scenariusza. Mysle, ze to jest problem wielu filmow. 2w1 nie robi dobrze sztuce. Brak krytycznego spojrzenia, ewentualnego oporu wspoltworcy, wiara, ze sam zrobie to najlepiej może być i często jest pulapka, w która wpadają 2w1.
Ale nie ma się co czepiac. Pomimo, ze film nie jest az tak krzepiący i brak w nim fajerwerkow jak we wspanialych "Nietyklanych", jest podobnie jak "Nietykalni" pelen pozytywnych emocji.
Dlatego można go obejrzeć.
Techniczne.
Zaparkowanie w okolicach kina "Atlantic" (wtorek, 18:40) to mission impossible. Lepiej zostawić fure 1-2 przystanki dalej i podjechać tramwajem. Szybciej i bez stresu (o ile ma się bilet, ale bez, jaka adrenalina!).
czwartek, 22 stycznia 2015
"Facet (nie)potrzebny od zaraz", reż. Weronika Migoń, film, PL, 2014, vod Orange
"Facet (nie)potrzebny od zaraz", reż. Weronika Migoń, film, PL, 2014, vod Orange
Czwartkowy wieczor, czas roweru, a za oknem leje. Wiec trenażer i jakiś film. Rzut oka w repertuar vod Orange. No dobra, niech będzie. Komedia, romatyczna, Żebrowski, młody Stuhr i krotka - 84 min.
Jedziemy.
Jeśli to komedia, to ja się smieje z czegos innego.
Jeśli romatyczna, to ja odbieram na innych falach.
Niezla sciezka dzwiekowa z polskimi wykonawcami.
Ani komedia, ani romatyczna.
Szkoda czasu i pieniędzy.
Czwartkowy wieczor, czas roweru, a za oknem leje. Wiec trenażer i jakiś film. Rzut oka w repertuar vod Orange. No dobra, niech będzie. Komedia, romatyczna, Żebrowski, młody Stuhr i krotka - 84 min.
Jedziemy.
Jeśli to komedia, to ja się smieje z czegos innego.
Jeśli romatyczna, to ja odbieram na innych falach.
Niezla sciezka dzwiekowa z polskimi wykonawcami.
Ani komedia, ani romatyczna.
Szkoda czasu i pieniędzy.
wtorek, 20 stycznia 2015
"Wkręceni", reż. Piotr Wereśniak, film, PL, 2013, vod Orange
"Wkręceni", reż. Piotr Wereśniak, film, PL, 2013, vod Orange
Wskoczylem na trenazer, wbralem "Wkręconych", gdyż zauwazylem w mediach zajawki "Wkręcownych 2".
Wśród aktorow znany glownie z reklam wiadomego banku Piotr Adamczyk. Nawet się zastanawiałem skad się bierze jego popularność i to na tyle duza, ze chcieli go w tych reklamach. Tak, tak, gral papieża, ale to nie ta rola jest przyczyna dla, której jest twarza kredytow gotówkowych.
On grywa w filmach trenażerowych, bo przecież do kina nikt na to (chyba) nie chodzi.
Szkoda pieniędzy i czasu.
Wskoczylem na trenazer, wbralem "Wkręconych", gdyż zauwazylem w mediach zajawki "Wkręcownych 2".
Wśród aktorow znany glownie z reklam wiadomego banku Piotr Adamczyk. Nawet się zastanawiałem skad się bierze jego popularność i to na tyle duza, ze chcieli go w tych reklamach. Tak, tak, gral papieża, ale to nie ta rola jest przyczyna dla, której jest twarza kredytow gotówkowych.
On grywa w filmach trenażerowych, bo przecież do kina nikt na to (chyba) nie chodzi.
Szkoda pieniędzy i czasu.
niedziela, 18 stycznia 2015
Marek Napiórkowski Sextet "UP!", koncert live, Trójka, niedziela 2015.01.11
Marek Napiórkowski Sextet "UP!", koncert live, Trójka, niedziela 2015.01.11
Marka Napiórkowskiego widziałem live na koncercie Anny Marii Jopek promującym znakomita plyte "Sobremasa" w listopadzie 2011. Swietny koncert także dzięki swietnym muzykom wśród których poza Markiem Napiórkowskim na gitarze był także Henryk Miśkiewicz na saksofonie.
Od koncertu mija wlasnie tydzień. Wrzucilem cd "UP!" do odtwarzacza, przypominam sobie wieczor wypelniony znakomita muzyka.
Jazz nie jest do końca moja bajka. Wole klimaty bluesowe i rockowe, co nie znaczy, ze nie słucham innej muzyki, zwłaszcza takiej, która współgra z moimi nastrojami, budzi emocje, pozwala na chwile refleksji, odjazdu. Tak wlasnie gra sextet Marka Napiórkowskiego. Pierwsze 2- 3 kawałki były rozgrzewka, wprowadzenim do tego co dzialo się dalej. A im dalej tym więcej ognia, tym mocniej, az do kilku rockowych wręcz riffów.
Zastanawia mnie, ze Marek Napiórkowski przez caly koncert uzywal 2 gitar: zielononiebieskiej elektrycznej i klasycznej wpiętej oczywiście do pradu (kazda z nich to customy). Wspomagany elektronika wydobywal z nich nieprawdopodobne dzwieki, a bieglosc z jaka ujezdzal niewielkie, elektryczne wiosełko była imponujaca. A taki Joe Bonamassa na scenie miał skrzynie-stojak, w niej około 10-12 gitar, które zmienial praktycznie do każdego utworu. Czy oznacza to, ze Marek Napiórkowski potrafi wydobyc więcej ze swojego instrumentarium niż utytuowany bluesaman?
Pewnie takie porównania nie maja sensu, a to kto jest lepszym gitarzysta, kompozytorem decyduje klimat tworzony przez muzyka i towarzyszący mu zespol. Tutaj Mark Napiórkowski i jego towarzysze pokazuja, ze naleza do jazz czolowki. Chetnie i sporo słucham Pata Metheny i moim zdaniem Marek Napiórkowski nie powinien mieć kompleksow. "UP!" to album koncepcyjny. W ver. płytowej nagrany z towarzyszeniem orkiestry kameralnej, a ver. koncertowej w Trojce, saute, tylko jazz band. Jak przystalo na lidera Marek Napiórkowski przewodzi, jego gitara jest instrumentem dominującym, ale daje mnóstwo miejsca innym muzykom. Każdy z nich ma możliwość wykazania się swoimi umiejętnościami, a ze naleza do czolowki polskiego jazzu jest czego sluchac. Znakomity dialog saksofonow Adama Pierończyka i Henryka Miśkiewicza to popis, który długo zostanie mi w pamięci.
Zagrali nie tylko "UP!". Teraz slysze, ze na koncercie było dużo muzyki spoza miękkiej, lagodniej, ilustracyjnej "UP!". Po koncercie można było kupic 3 cd i zaluje teraz, ze nie kupiłem wszystkich.
Marek Napiórkowski jak przystalo na profi podpisywal plyty, chętnie rozmawial z fanami.
Bardzo, bardzo udany wieczor, a wszystko to za jedne 5 zl (koszt wejsciowki).
Dlatego place abonament.
Siedze, pisze, słucham łagodnych dzwiekow "UP!".
Fajna muzyka na niedzielny wieczor.
Marka Napiórkowskiego widziałem live na koncercie Anny Marii Jopek promującym znakomita plyte "Sobremasa" w listopadzie 2011. Swietny koncert także dzięki swietnym muzykom wśród których poza Markiem Napiórkowskim na gitarze był także Henryk Miśkiewicz na saksofonie.
Od koncertu mija wlasnie tydzień. Wrzucilem cd "UP!" do odtwarzacza, przypominam sobie wieczor wypelniony znakomita muzyka.
Jazz nie jest do końca moja bajka. Wole klimaty bluesowe i rockowe, co nie znaczy, ze nie słucham innej muzyki, zwłaszcza takiej, która współgra z moimi nastrojami, budzi emocje, pozwala na chwile refleksji, odjazdu. Tak wlasnie gra sextet Marka Napiórkowskiego. Pierwsze 2- 3 kawałki były rozgrzewka, wprowadzenim do tego co dzialo się dalej. A im dalej tym więcej ognia, tym mocniej, az do kilku rockowych wręcz riffów.
Zastanawia mnie, ze Marek Napiórkowski przez caly koncert uzywal 2 gitar: zielononiebieskiej elektrycznej i klasycznej wpiętej oczywiście do pradu (kazda z nich to customy). Wspomagany elektronika wydobywal z nich nieprawdopodobne dzwieki, a bieglosc z jaka ujezdzal niewielkie, elektryczne wiosełko była imponujaca. A taki Joe Bonamassa na scenie miał skrzynie-stojak, w niej około 10-12 gitar, które zmienial praktycznie do każdego utworu. Czy oznacza to, ze Marek Napiórkowski potrafi wydobyc więcej ze swojego instrumentarium niż utytuowany bluesaman?
Pewnie takie porównania nie maja sensu, a to kto jest lepszym gitarzysta, kompozytorem decyduje klimat tworzony przez muzyka i towarzyszący mu zespol. Tutaj Mark Napiórkowski i jego towarzysze pokazuja, ze naleza do jazz czolowki. Chetnie i sporo słucham Pata Metheny i moim zdaniem Marek Napiórkowski nie powinien mieć kompleksow. "UP!" to album koncepcyjny. W ver. płytowej nagrany z towarzyszeniem orkiestry kameralnej, a ver. koncertowej w Trojce, saute, tylko jazz band. Jak przystalo na lidera Marek Napiórkowski przewodzi, jego gitara jest instrumentem dominującym, ale daje mnóstwo miejsca innym muzykom. Każdy z nich ma możliwość wykazania się swoimi umiejętnościami, a ze naleza do czolowki polskiego jazzu jest czego sluchac. Znakomity dialog saksofonow Adama Pierończyka i Henryka Miśkiewicza to popis, który długo zostanie mi w pamięci.
Zagrali nie tylko "UP!". Teraz slysze, ze na koncercie było dużo muzyki spoza miękkiej, lagodniej, ilustracyjnej "UP!". Po koncercie można było kupic 3 cd i zaluje teraz, ze nie kupiłem wszystkich.
Marek Napiórkowski jak przystalo na profi podpisywal plyty, chętnie rozmawial z fanami.
Bardzo, bardzo udany wieczor, a wszystko to za jedne 5 zl (koszt wejsciowki).
Dlatego place abonament.
Siedze, pisze, słucham łagodnych dzwiekow "UP!".
Fajna muzyka na niedzielny wieczor.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

