środa, 20 grudnia 2017

"Biography. The Rolling Stones", 2007, film, dvd

"Biography. The Rolling Stones", 2007, film, dvd

To gniot.
Jakis czas temu kupiłem i obejrzałem podobne wydawnictwo dot. U2. Kupione na wyprzedażowym stoisku w jednym z centrow handlowych filmy z cyklu "Legendy muzyki" sa praktycznie bezwartościowe. Niewiele kosztują (około 9.00 zl), ale nawet ta cena jest za wysoka w stosunku do zawartości. Za te pieniądze kupujący dostaje 50 min. filmu plus ksiazeczke-dodatek do plyty. Film to zlepek kilkunastu dokumentach filmikow i zdjęć, które w roznych sekwencjach przeplataja się przez caly film, przerywane wypowiedziami "fachowcow" z branzy muzycznej. Fachowcy nie wnosza zadnej dodatkowej wiedzy do ogolnie znanej historii zespołu, a dokumentalne urywki nie sa ilustrowane muzyka Stosnow, bo producent filmu nie uzyskal/kupil praw do wykorzystania ich w filmie. Film-dokument o Stonsach bez ich muzyki to porażka.
Dobrze, ze obejrzałem ten filmopodobny wyrob wioslujac. Dzieki temu nie mam poczucia straty czasu.

wtorek, 19 grudnia 2017

Anita Lipnicka, koncert, Trójka, niedziela 2017.12.17

Anita Lipnicka, koncert, Trójka, niedziela 2017.12.17

Dolecialo do mnie, ze na ostatnim w tym roku koncercie w Trójce gościem będzie Anita Lipnicka.
Anita w towarzystwie Kapeluszników zaczyna koncert.
Anita podoba mi się jako kobieta i jako artystka. To wystarczajace przyczyny, żeby poswiecic 2h na pobyt w jej towarzystwie w kameralnym, trojkowym studio im. Agnieszki Osieckiej. Nowa plyta - "Miód i dym" z której pochodzila wiekszosc muzyki granej w czasie koncertu jest utrzymana w podobnym klimacie co poprzednie plyty Anity. Wiekszosc tekstow, których autorka jest Anita to marzycielskie, romantyczne odjazdy, do których pasuje jak ulal określenie "daydreaming".  Sa mocno babskie, majace według mnie wiele wspólnego z klimatem książek Jane Austen (chociaż znam je tylko z ich filmowych wcielen). To nie zarzut, tylko skojarzenie.
Anita gra nie tylko na gitarze. W folkowych
kawałkach sięga także po banjo, ale gitara
rządzi.
Tym razem Anita zmienila swój sceniczny wizerunek. Wystapila w stylizacji country-folkowej, wraz z kapela The Hats. Ostatnim razem, kiedy widziałem ja live w tym samym studio prezentowala styl pensjonarski. Hanka Bielicka mowila, ze kapelusz to nieodzowny atrybut kobiecego wizerunku. Anita w kapeluszu wyglądala tak samo atrakcyjnie jak bzz. Słusznie zauwazyl Piotr Metz, który zapowiadal jej wystep - czas się jej nie ima. Nie zmienia się artystka, niezmienna jest wykonywana przez nia sztuka. "Miód i dym" to trochę bardziej, niż na poprzednich plytach, zróżnicowany tamatycznie i muzycznie material. W większości to snuje. A jeśli nawet Anita odchodzi od konwencji daydreaming i nabiera przechylu folkowego, to nie jest to siarczyste country z przytupem i iskrami, tylko spokojny, biesiadny kołys.
Poza kawałkami z ostatniej plyty, Anita zaspiewla także pare hitow, które wykonywala z Varius Manx, w tym "Ona ma siłę". I tutaj zaczyna się mój problem. Otoz jeden z moich rowerowych kolegow - Darek, stwierdził kiedyś, ze to idealny kawlek do reklamy spycharko-ładowarki "Ostrówek". I teraz już tak mam (niestety), ze ilekroć slysze ten kawalek natychmiast widze wspaniala, industrialna, mocarna bryle, tego urokliwego, jakze przydatnego sprzętu.
Cała ona!
To jest na tyle moce, natrętne, ze po koncercie, kupieniu plyt, odmowilem sobie przyjemności rozmowy z Anita, otrzymania jej autografu, gdyż jednyne co mi przychodzilo na myśl jako zagajenie, to pytanie czy ma ochote na przejazdzke spycharko-ladowarka... Dalem wiec sobie spokój.
To był fajny wieczor, z miekką przyjemną muzyką.
Ale, ale! Co tam u Johna?!
O ile wiem, zrobila biednego Angola w trąbę, a on, biedak nadal pisze dla niej muzyke...
Cos mi się wydaje, ze ten romantyczny entourage Anity to pozór i hopsztos.
Anita to twarda i mocna baba, jak spycharko-ładowarka Ostrówek!
"Ona ma siłe, nie wiesz nawet jak wielką...."

sobota, 16 grudnia 2017

Taco Hemingway, koncert, Torwar, środa 2017.12.13

Taco Hemingway, koncert, Torwar, środa 2017.12.13

Tym razem, w odróżnieniu od dwóch poprzednich koncertów na których
byłem, było więcej swiateł i obowiązkowe od pewnego czasu duże ekrany.
W rocznice stanu wojennego (1981) odbyl się koncert Taco Hemingwaya w hali Torwaru. Troszeczke zaluje, ze artysta, któremu kibicuje nie wspomniał o tym fakcie w trakcie koncertu. Taco komentuje w swoich tekstach otaczajaca nas, biezaca rzeczywistość, a tamta rzeczywistość, chociaż nie biezaca, to jednak kawalek ważnej, nieodleglej historii. Wiekszosc fanow Taco, którzy licznie wypełnili hale Torwaru urodzila się guuuubo po dacie stanu wojennego. Mysle jednak, ze krótkie slowo o tej pamiętnej dla wielu dacie byłoby na miejscu.
A może się czepiam?

Maksymalna pojemność Torwaru to bodaj 6100 widzow. Tyle wlasnie biletow w ekspresowym tempie zostało sprzedanych na ten koncert, który z tego co mowil Taco był wstępnie planowany w Palladium (pojemność 1500 osob), ale gdy okazało się, ze bilety znikają z szybkoscia swiatla, zdecydowano się przenieść koncert do Torwaru, i się udało.
To niejedyny dowod na popularność Taco. Ostatnio mój syn podrzucil mi zaslyszana w Trojce informacje, ze Taco jest najbardziej popularnym polskim (drugi po Edzie Sheeranie!) artystą odsłuchiwanym  w Polsce w serwisie spotify za rok 2017 (więcej tutaj)

Sztuka która wykonuje Taco, czyli hip-hop/rap to nie moja bajka, nie moje klimaty. Jednak jestem jego kibicem i to uzasadnia moja obecność na koncercie. Ciekawe jest samo zjawisko przeniesionego na polski grunt gatunku, który chociaż w oryginale jest amerykański, czarny, zbuntowany dość szybko został zaadoptowany przez białych wykonawców, a w Polsce niezle zadomowil się w szarych blokowiskach o czym traktuje swietny film "Jestem Bogiem". Taco Hemingway nadal tej sztuce indywidualny wyraz. Jego teksty nie sa tekstami buntu, nie traktują o beznadziei, szarej rzeczywistości. Jego hip-hop nazywany jest często hip-hopem hipsterskim, sztuka skierowaną do dzieciakow które chodza w markowych ciuchach, uzywaja firmowych smartfonow, imprezują pijac wino, czyli do klasy sredniej. Taka wlasnie mlodziez pojawila się na Torwarze.
Usmiechnieta, dobrze ubrana, zadbana, karna, wygadana, lśniąca i pachnaca.
Czyli normalna.

Koncert zaczal się z lekkim, około 15-sto minutowym poślizgiem. Publicznosc przywitala Artyste goraca owacja i poleciało. Taco wydal 4 plyty. Wystarczajaco dużo materialu, żeby wypelnic koncert który trwal blisko 2h. Dwie godziny to dużo, zwłaszcza, gdy na scenie dzieje się niewiele. Taco na froncie, Rumak przy "biurku" z tylu i dość monotonna warstwa muzyczna, która nawet w nazwie nie pretenduje do miana muzyki bo nazywa się "bitem". Jednak tutaj najważniejszy jest tekst. Teksty znala na pamięć wiekszosc publiczności, wiec koncert był wspolna zabawa, wyśpiewaniem, może bardziej chóralnym melodeklamowaniem kolejnych utworow. Dobrym pomysłem (moim zdaniem) było wprowadzenie na scene gościa - młodego rapera, który wraz z Taco wykonal dwa kawałki, w typowym dla gatunku raperskim dialogu, dwóch wykonawców-frontmenow. To znacznie podgrzalo temperaturę koncertu, zdynamizowalo calosc, było mocnym akcentem całej imprezy.

Nie można pominąć publicznych oświadczyn Jarzyny (tego Jarzyny z popularnego kawalka Taco "Nastepna stacja" .... "Jarzyna miał urodziny, pojechałem na Młociny, Rano kac dopiero przyszedł, gdy mijałem Wawrzyszew"....), który w lozy VIP pdal na kolana, sie oswiadczyl, a jego oświadczyny zostały sadzac po reakcji wybranki, przyjęte. Nie wiem po co to było Jarzynie, ale ma czego chciał. Oby TO nie zwiędło tak szybko i skutecznie jak zapomniana w spiżarni włoszczyzna. Jarzyna wpadl jak seler w zupe, a koncert potoczyl się dalej.

Łapy z telefonami w góre, światła na publiczność i jedziemy.
Leci kawałek "Świecące prostokąty" z płyty "Marmur".
Zrobilo sie duszno, bardzo cieplo i dość pozno. Trudy dnia, który rozpoczal się dla mnie o godzinie 4:45 i obfitowal w liczne biz-spotkania powodowaly, ze w polaczeniu z duchota robilem się senny i mniej reaktywny na to co dolatywalo ze sceny.
Koncert zamknał się dawka bisow. Artysta zakonczyl show kolejnymi podziękowaniami dla fanow za liczne przybycie, kupienie biletow, wypelnienie Torwaru. Wyraznie widać, ze Taco ma dobry kontakt ze swoimi fanami, ze pisze i "spiewa" o sprawach i problemach, które sa ich udzialem, jego doświadczeniem.
Było dobrze.
Z pewnoscia będę usilowal pojsc na kolejny koncert Taco. Widac, slychac i czuc, ze jego odbior swiata się zmienia, ze zmienia się przekaz generowany do publiczności. Ostatnia plyta - "Szprycer" jest inna niż poprzednie, rozni się zwalszcza od "Trojkata Warszawskiego". Chodzi glownie o warstwe tekstowa, ale żeby to dostrzec konieczne jest dokładne wsłuchanie się w tekst. To nie jest takie proste i oczywiste, kiedy każdy dzień jest wypelniony mnostewm aktywności, kiedy muzyke traktuje się jako tlo do codziennych czynności. Koncert jest dobrym miejscem, żeby posluchac o co chodzi, co powoduje, ze mlodziez identyfikuje się z tym co "spiewa" Taco.
Interesuje Was fenomen kariery?
Idzcie na koncert Taco Hemingwaya, faceta, który wydal pierwsza plyte w 2015, a dzisiaj bez trudu, błyskawicznie sprzedaje Torwar.

niedziela, 10 grudnia 2017

"Henri Matisse. Wycinanki z Tate Modern w Londynie i MoMA w Nowym Jorku", reż. P. Grabsky, USA, GB, dokument

"Henri Matisse. Wycinanki z Tate Modern w Londynie i MoMA w Nowym Jorku" (Matisse from MoMA and Tate Modern), reż. P. Grabsky, USA, GB, dokument, kino Muranow

Kolejny film z cyklu „Exhibition on Screen” i kolejna przyjemność z obcowania z zakręconymi na punkcie sztuki ludzmi oraz tytułowymi wycinankami Matissa. Widzialem ten film już jakiś czas temu. Jednak nadal mam po powiekami wycinanke (obok), która reklamowala ten film. Matisse u schyłku zycia odszedł od typowego malarstwa i zajal się wlasnie wycinankami. Uwieziony w fotelu na kolach, przy pomocy asystentki, jednobarwnych płacht papieru i sporych rozmiarow nożyczek tworzyl takie dziela. Nie trzeba być szczególnym znawca malarstwa, żeby nie dostrzec w tych liniach, bryle, zapowiedzi kubistycznego przewrotu. Jego barwne kolaże były inspiracja dla wielu nastepcow, Picassa w szczególności.
Matisse zmarl w 1954. Zdobyl slawe już za zycia. Dzieki temu zachowaly się filmy dokumentujące proces powstawania wycinanek i kolaży, wraz "technologia" ich mocowania na scianach pracowni. W filmie pokazywane sa obszerne fragmenty tych dokumentów. To bardzo mocny, szalenie interesujacy element filmu.
Ponownie, z ciekawoscia obejrzałem proces projektowania wystaw. Trojwymiarowe makiety kompleksu sal wystawowych, repliki kolaży wielkości znaczka pocztowego i niekonczace się dyskusje jak, na której scianie co umiescic, co zobaczy widz wchodzacy do kolejnego pomieszczenia, wdlug jakiego kodu ulozyc calosc wystawy... Szczerze mowiac patrzylem na to z pewna zazdroscia. Zero pospiechu. Organizacja wystawy rozlozona na lata. Mnostwo czasu na jak się wydaje akademickie dyskusje. Wiele chodzenia, patrzenia, dumania, wymyślania co by tu ulepszyć, żeby nie spieprzyc. Podoba mi się. To zdecydowanie fajniejszy rytm pracy niż to co się dzieje w mojej fabryce...
Podobnie ja w przypadku poprzednich filmow (widziałem jak sądzę wszystkie) także ten cieszyl się 100% frekwencją, a bilety nawet kilka dni przed seansem były niedostępne w systemie zakupu via net. Widze, ze film będzie grany w sobote 30.12. Jeśli się wybieracie dobrze jest kupic bilety już teraz.
Moim zdaniem warto zobaczyć.
Poszerzanie horyzontow to proces fajny sam w sobie.

Bobrowa robota, rzeka Mienia, niedziela 2017.12.10

Bobrowa robota, rzeka Mienia, niedziela 2017.12.10







                                                                                                                                                          Bobry bobrują. Są u siebie. Mieszkają w rezerwacie rzeki Mienia w norach wyrytych w brzegach rzeki.  Wymyty przez wysoką wodę dowód aktywności gryzoni chwycił się konarami za sąsiednie drzewo i broni się przed upadkiem. Pewnie postoi do czasu większego wiatru.

sobota, 9 grudnia 2017

Wisła, sobota 2017.12.09

Wisła, sobota 2017.12.09, rowerowe

Jest 10:00, temp. około 0 st. Zwykle nasze przystanki nad Wisła odbywają się po drugiej stronie Świdra, z prawej strony, tam gdzie widać drzewa. Tym razem pojechaliśmy po lewym brzegu Świdra i dotarliśmy do Rezerwatu Wyspy Świderskie. Wisła w tym miejscu jest prawdziwie dziką, szeroko rozlaną, dużą rzeką. Przestrzeń, kolory i spokój.  

piątek, 1 grudnia 2017

"Lewiatan" (Leviafan), reż. Andriej Zwiagincew, Rosja, 2014, film, dvd

"Lewiatan" (Leviafan), reż. Andriej Zwiagincew, Rosja, 2014, film, dvd

Film trwa 140 min. Jego obejrzenie to 3 sesje na ergometrze wioślarskim, ale było warto.
To dobry film, który oceniam na 7 w 10-cio punktowej skali.

Historia jest dość uniwersalna: starcie jednostki z aparatem władzy, która uzywajac dowolnych srodkow siega po cos co należy do boahtera filmu. W tym przypadku jest to dom polozony w atracyjnym miejscu. Na tyle atrakcyjnym, ze lokalny mer postanawia zabrać ten kawalek gruntu, postawić tam swoja dacze.
Jeśli lubicie kino rosyjskie, rosyjskie klimaty, to jest tu wszystko co należy do obrazu wspolczesnej Rosji. Wszechobecna korupcja, pijaństwo, mafijne metody rządzenia, wsparcie władzy przez cerkiew, wszystko pokazane doslownie, wręcz brutalnie. Andriej Zwiagincew niczym nasz W. Smarzowski wali po oczach obrazami, po uszach tekstami do jakich nie lubimy się przyznawać. Wspolczesna wladza nie lubi "Lewiatana". Rezysera odsadzano od czci i wiary. Cerkiew potepila film i reżysera za pokazywanie nieprawdziwego obrazu kościoła. Wladza także obrazila się na tworce filmu, a srodowisko filmowe w osobie usłużnego Nikity Michałkowa nawolywalo do sprawiedliwego, jedynie słusznego, państwowego rodzialu funduszy na finansowanie filmow, co w konsekwncji miałoby uniemozliwic powstwanie takich jak "Lewiatan" filmow.
Tym bardziej warto znac ten film.
Warto także dlatego, ze film miał nominacje do Oskara 2015 za najlepszy film nieanglojęzyczny i przegral z nasza "Idą". Wcześniej zdobyl kilka poważnych nagrod europejskich, które potwierdzają jego wartość. 
"Lewiatan" to nie tylko opowieść o losie człowieka. Jest w nim sporo fajnych zdjęć, które oglądane przeze mnie na malym ekranie w trakcie wiosłowania nie miały odpowiedniej sily razenia, ale i tak były ciekawe, pokazujące wspanialosc surowej,  rosyjskiej przyrody (rzecz dzieje się gdzies na polnocy, nad jakimiś zimnym morzem w którym figlują wieloryby). Jest także pogubiona w kobieta-partnerka bohatera, która za wszelka cene chce uciec z pułapki jaka jest miejsce w którym zyje. Jest tam także szczególny klimat. Klimat beznadziei.

Po obejrzeniu filmu nie moglem się oprzec wrazeniu, ze przecież taki film, w odcinkach serwuje nam nasza TV relacjonując posiedzenia z Komisji do Spraw Usuwania Skutków Prawnych Decyzji Reprywatyzacyjnych. To co dzialo się w "Lewiatanie", gdzies na dalekiej polnocy, mamy tu, u siebie, w stolicy naszego kraju. Bezwzgledny zabór mienia z moderstwem w tle.
 
"Lewiatan" jest prawdą uniwerslaną. Takie historie dzieja się wszędzie. Szary człowiek w starciu z "aparatem władzy" zwykle przegrwa. Gorzkie, do bólu prawdziwe.