czwartek, 14 kwietnia 2022

"Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat" (Vivre. Ma tragedie au Nanga Parbat), aut. Elisabeth Revol, Francja, 2019, książka

 "Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat" (Vivre. Ma tragedie au Nanga Parbat), aut. Elisabeth Revol, Francja, 2019, książka

Tytułowa tragedia miała miejsce w styczniu 2018. Po zimowym wejściu na szczyt Nanga Parbat (8126 m), góry, która cieszy się wątpliwą sławą "zabójcy alpinistów", E. Revol zostawiła w szczelinie lodowej poniżej 800 m od szczytu, swojego partnera Tomasza "Czapkinsa" Mackiewicza. Był niezdolny do dalszego marszu. Ślepota, obrzęk płuc, w warunkach himalajskiej zimy, na wysokości ponad 7000 m, to wyrok śmierci. Francuska alpinistka zeszła kilkaset metrów niżej. Została uratowana w wyniku brawurowej akcji polskiego zespołu wydzielonego z ekipy zimowej, narodowej wyprawy na K2 dowodzonej przez Krzysztofa Wielickiego. Z bazy pod K2 helikopter dostarczył pod Nangę zespół w składzie: Denis Urubko, Adam Bielecki, Jarosław Bator i Piotr Tomala. Adam Bielecki i Denis Urubko dotarli do E. Revol i na wpółżywą sprowadzili w dół. Tomasz Mackiewicz został w szczelinie. Zespół ratowniczy zgodnie wykluczył możliwość przeżycia i ewentualnego sprowadzenia niezdolnego do marszu alpinisty...

Po opuszczeniu szpitala na Elisabeth Revol czyhało piekło oskarżeń, pomówień i pretensji. Zarzucono jej pozostawienie partnera, którego zdaniem wielu powinna usiłować ratować, trwać przy nim do końca zgodnie z alpinistycznym kodeksem honorowym. Książka-katharsis jest zgodnie z tytułem zapisem tej tragedii oraz poprzez upublicznienie swoich cierpień próbą odrzucenia oskarżeń o egoizm, działanie wbrew kodeksowi.

Ta tragedia obok innej, także polskiej na Broad Peak (8047) z roku 2013, gdzie zginęli Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski (TU), były najszerzej opisywanymi górskimi dramatami ostatnich lat. Ich wspólnym mianownikiem jest śmierć i pytanie, czy można było jej uniknąć, gdyby reszta zespołu zachowała się inaczej. Zachęcam do prześledzenia w necie dyskusje na ten temat. Jak zwykle nie ma jednoznacznej odpowiedzi. 

Nanga Parbat
Czytając takie książki jak "Przeżyć. Moja tragedia..." nie sposób nie poddać się emocjom, które targają autorką. W naturalny sposób utożsamiamy się z bohaterką i co oczywiste zadajemy sobie pytanie o swoje zachowanie, decyzje w przypadku gdybyśmy byli wystawieni na tak ekstremalną próbę. Puszczamy wodze fantazji. Przeglądamy swoje doświadczenia. Natężamy wyobraźnie i osądzamy. Często pochopnie, zbyt szybko, w rezultacie, bywa, że niesprawiedliwie. W takich momentach "sądu" lubię przywoływać słowa W. Szymborskiej: "Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono"...

"Przeżyć. Moja tragedia..." jest książką, która powinien przeczytać każdy komu roi się pomysł wejścia choćby na Mont Blanc (4807) lub na M. Everest (8848), ponoć łatwa góra. Wystarczy mieć około 50 tys USD i już po chwili można stanąć na czubku świata. Zanim to się stanie warto jest poznać poziom bólu z którym mierzy się autorka, zarówno tego fizycznego związanego z ekstremalnym zmęczeniem, odmrożeniami, głodem, pragnieniem oraz bólu psychicznego, kiedy podejmuje decyzję o zostawieniu Tomasza Mackiewicza. Nie mam pojęcia jakie mechanizmy spowodowały, że autorka jest w stanie zdać tak szczegółową, nieomal minutową relację z tego co działo się pomiędzy zdobyciem szczytu Nanga Parbat 2018.01.25, a akcją ratunkową 2019.01.28. Ostrość z jaką pamięta szczegóły, fakt, że w ogóle cokolwiek pamięta są dowodem na szczególne  właściwości ludzkiego mózgu, może bardziej jej mózgu. Nie czyta się tego łatwo. Empatia powoduje, że TA lektura boli. Każe też postawić sobie pytanie o to czy chcemy sprawdzać się w takich sytuacjach. Żeby wiedzieć o sobie więcej? Za jaką cenę?    

poniedziałek, 11 kwietnia 2022

"Wszechmocny Amazon. Jeff Bezos i jego globalne imperium" (Amazon unbound. Jeff Bezos and the invention of a global empire), aut. Brad Stone, USA, 2021, książka


 "Wszechmocny Amazon. Jeff  Bezos i jego globalne imperium" (Amazon unbound. Jeff Bezos and the invention of a global empire), aut. Brad Stone, USA, 2021, książka

Większość książek, które ostatnio czytam zaliczają się do gatunku literatury faktu. Dlatego, gdy kolega Tomek zaproponował pożyczenie mi tej książki natychmiast ją przytuliłem. Akurat byłem w trakcie czytania obszernej biografii Fridy Kahlo i "Wszechobecny Amazon" musiał chwilę poczekać, ale się doczekał.  

Moim zdaniem książka jest solidna i interesująca. Duża w tym zasługa autora - Brada Stone, który jest dziennikarzem zajmującym się tematyka ekonomiczną. "Wszechmocny Amazon" to druga jego książka poświęcona Amazonowi. Pierwsza - "Jeff  Bezos i era Amzona. Sklep w którym kupisz wszystko" wydana w 2013 była bestsellerem zdobywając w USA prestiżowe tytuły "Książki Roku 2013" i "Biznesowej Książki Roku". 

Zdecydowana większość mojego zawodowego życiorysu ma związek z branżą IT. Myślę, że przy okazji tego posta mógłbym napisać sążnisty esej traktujący o próbach zdominowania naszego rynku przez amerykańskie firmy internetowe. W tym, o nieudanej próbie eBay'a, który kilka, może już ponad 10 lat temu usiłował zawładnąć rynkiem net-aukcji, oraz późniejszym/obecnym próbom Amazona opanowania polskiego net-handlu. Jednak będę usiłował powstrzymać swoje zapędy publicystyczne. Skupię się na książce, jej wartości, moim wrażeniom wynikającym z jej lektury.

Im więcej czasu mija od przeczytania "Wszechmocnego Amazona" tym bardziej myślę, że jest to może nie 100-procentowy panegiryk, ale jednak rodzaj laurki i ukłonu w kierunku Jeffa Bezosa i Amazona. Książkę czyta się lekko i szybko. Dobra robota autora-profesjonalisty oraz historia najbogatszego  człowieka  świata stanowią znakomity, lekkostrawny koktail. W jego skład wchodzą zarówno firmowe zwycięstwa i porażki oraz osobiste sukcesy i upadki J. Bezosa. Dozowanie składników jest tak skonstruowane, aby finalny wynik po przeczytaniu ostatniej strony pozostawiał czytelnika z opadniętą szczęką i uczuciem jeśli nie miłości to przynajmniej pozytywnego stosunku do Amazona. Jest to ponikąd zrozumiałe. Autor specjalizujący się w tematyce ekonomicznej jeśli chce nadal pisać o firmach i osobach nimi dowodzących nie może sobie pozwolić na ostrą krytykę biznesu i jego kreatorów. Nie może także (może bardziej "nie powinien") w otwarty sposób komplementować firm o których pisze, gdyż ucierpiałaby jego wiarygodność. Stąd szalenie wyważony produkt, który w jakimś stopniu zadowala wszystkich. Książka stanowi także niezły materiał dla osób usiłąjących zaistnieć w biznesie. Dobrze jest uczyć się na błędach innych. Z tego względu fragmenty dotyczące spektakularnych porażek Amazona takich jak np. wycofanie się z rynku chińskiego, próba zaistnienia w Indiach, upadek projektu samrtfona Amazon Fire Phone mogą służyć za wzorcowe case study wszystkim obracającym się w biznesie. Nie bez znaczenia dla funkcjonowania Amazona jest i było pompowane osiągnięciami ego J. Bezosa, który po sukcesie Amazon Web Services (usługi chmurowe), gdy w 2015 akcje Amazona wystrzeliły 15% w górę uznał, że może sobie pozwolić na zdecydowane wchodzenie w kolejne obszary działalności. Ciekawym wątkiem jest kupno przez J. Bezosa (nie Amazona) upadającego dziennika "The Washington Post".  W rezultacie doprowadziło to do szeregu daleko idących konsekwencji dla Amazona i J. Bezosa. Prezydent Donald Trump krytykowany przez dziennikarzy "The Washington Post" uczynił z Amazona wroga nr. 1. amerykańskiej przedsiębiorczości, co miało zdaniem analityków kosztować Amazon około 20 mld USD. Natomiast opisywane przez gazetę morderstwo saudyjskiego dysydenta Dżamala  Chaszukadzi doprowadziło do konfliktu z następcą tronu Mohammedem bin Salamem, który w konsekwencji miał spowodować zainstalowanie w telefonie J. Bezosa słynnego Pegasusa, wykradnięcie i ujawnienie zdjęć oraz korespondencji z Lauren Sanchez, co było bezpośrednią przyczyną kosztownego rozwodu z żoną Scott MacKenzie. 

Jest więc dużo i ciekawie. Jest o wypaleniu zawodowym kadry kierowniczej, spektakularnych odejściach oraz sukcesach, których niebywałym akceleratorem była/jest ostatnia pandemia. Jest o kosmicznym wyścigu nakeżącym do J. Bezosa Blue Origin ze SpaceX Elona Muska i zwarciu amazonowego Prime Video z Netflix, HBO i innymi platformami streamingowymi. To wszystko, obszernie na 447 stronach ciekawej, wciągającej lektury. 

"Wszechmocny Amazon" zajmuje się J. Bezosem, krytycznymi decyzjami kadry kierowniczej, strukturą organizacyjną i w niewielkim stopniu życiem osobistym J. Bezosa. Nie mówi praktycznie (prawie) wcale o rzeszy bezimiennych "mrówek" stanowiących podstawę funkcjonowania tego biznesu: szeregowych pracownikach magazynów i wszystkich innych anonimowych trybikach wprawiających w ruch potężną machinę jaką jest Amazon i jego liczne firmy zależne. O nich mówi książka "Noamdland. W drodze za pracą" (TU) oraz nakręcony na jej podstawie film "Nomadland" (TU). W moim przekonaniu dla właściwego odbioru "Wszechmocnego Amazona" konieczna jest znajomość "Nomadland", najlepiej w książkowym wcieleniu. Wówczas amazoński koktajl nabiera głębszego, bardziej zdecydowanego smaku. Zaczyna smakować jak eukaliptusowo-anyżowe, czarne żelki. Są tacy, którzy je kochają i ci, którzy ich nienawidzą...

czwartek, 7 kwietnia 2022

"Jagged", reż. Alison Klayman, USA, 2021, film, HBO

 "Jagged", reż. Alison Klayman, USA, 2021, film, HBO

Film o Alanis Morissette, kanadyjskiej wokalistce, która w połowie lat 90-tych wstrząsnęła sceną rockową dowodząc, że kobiecy rock może być drapieżny i gniewny. Szybko okazało się, że jest rynek na taką muzykę, a Alanis Morissette urosła do rozmiaru rockowego giganta wypełniającego stadiony i sprzedającego dziesiątki milionów płyt.

Moja koleżanka Hanka, której opinie cenię, uważa, że wszystkie muzyczne autobiografie czy to książkowe, czy w postaci filmu są takie same i nie warto nim poświęcać większej uwagi. Ma sporo racji. Większość to typowa jazda sex, drugs&rock'n'roll (nie uważam tego za nudne:)). W "Jagged" jest sporo o rock'n'rollowym życiu, byciu w trasie itd. To co dla mnie stanowiło jakość, która  pozwala mi na rekomendację tego tytułu to przede wszystkim osoba Alanis Morissette. Otóż znam/znałem kilka jej kawałków, ale nie wiedziałem, że była tak "duża", a jej wpływ na scenę muzyczną tak znaczący. Lata 90-te na które przypada szczyt jej kariery były okresem, kiedy rodzili się moi synowie i w sposób naturalny rodzina/praca pochłaniały mnie nieomal w 100%. Gdzieś mi się ta Alanis "schowała", przepadła wśród codziennych obowiązków.

 Kolejną przyczyną dla której moim zdaniem warto jest obejrzeć ten film to spory poziom szczerości z jaką Alanis (rocznik 1974) komentuje przed kamerą swoją karierę w świecie zdominowanym przez facetów. Nie jest to wiwisekcja, ale otwartość wypowiedzi jest moim zdaniem istotną wartością tego dokumentu. Szalenie ważne i interesujące są potężne dawki muzyki w postaci archiwalnych zdjęć z koncertów oraz  clipów, które są cytowane praktycznie w całości. Niby to oczywiste - dokument/biografia muzyczna, ale... Całkiem niedawno widziałem film o Dawidzie Bowie, gdzie nie było NAWET JEDNEJ NUTY z jego licznych i znaczących, muzycznych dokonań. Totalna skucha! Widać firma mająca prawa do muzycznego katalogu D. Bowie postawiła zaporowe warunki finansowe i film wypadł bladziutko. 

No i już na koniec ostatni powód dla którego moim zdaniem warto poświęcić 1h39m na obejrzenie "Jagged". Film jest bardzo "dziewczyński".  Bohaterką dokumentu jest kobieta, która jest autorką bardzo osobistych tekstów i muzyki. Reżyserem filmu jest także kobieta. W efekcie cały przekaz jest bardzo femme, ale nie femistyczny. Ten punkt widzenia jest ciekawy zwłaszcza, gdy obserwuje się go z pozycji faceta pokonującego bezmiar oceanu w łodzi napędzanej wiosłami (się znaczy w piwnicy na ergometrze).

W ramach gatunku oceniam ten film na 7 (dobry) w skali filmweb.

poniedziałek, 4 kwietnia 2022

Wiosna? Sobota 2022.04.02

 Wiosna? Sobota 2022.04.02


Rzeczywistość wiosennego poranka widziana z okna sypialni o 6:15. Tak obfity opad śniegu
na początku wiosny nie jest normą, ale jakiś czas temu miała miejsce identyczna sytuacja (TU).
Nie pozostaje nic innego jak porzucić rower i na jakiś czas powrócić do wiosłowania
i oglądania filmów.

czwartek, 31 marca 2022

M Liga MTB Maraton 1 etap - Łódź, niedziela 2022.03.27

 M Liga MTB Maraton 1 etap - Łódź, niedziela 2022.03.27

Zapowiedź dobrej, słonecznej pogody także
miała znaczenie w procesie podejmowania decycyzji.
Było rześko, słonecznie, idealne warunki do jazdy.

O wyjeździe do Łodzi myślałem od dłuższej chwili. Mam tam priv obowiązki, które powodują, że staram się łączyć przyjemne z pożytecznym. Jednak decyzję podjąłem w ostatniej chwili. Świadomość, że jest to początek sezonu, a trasa jak na początek wymagająca, powodowała zwłokę z podjęciem finalnej decyzji. Dystans nie był problemem - 60 km. Do myślenia dawała suma przewyższeń wynosząca około 1200 m. To więcej niż na rasowym górskim mtb-maratonie! Byłem w Parku Łagiewnickim parę lat temu przy okazji zawodów rowerowych syna. Pomimo tego, że to przecież środek Polski trasy rowerowe są mocno pofałdowane. Podjazdy nie są zbyt długie, ale wymagające, często o sporym nachyleniu. Uzyskanie 1200 m przewyższeń oznacza tyle co dwukrotny wjazd na Szrenicę, czyli praktycznie rollercoaster. Potrzeba wypełnienia priv obowiązków zaważyła - pojechałem. 

Początek sezonu, plus przyjazna pogoda zgromadziły na starcie dużo jak na kameralne imprezy M Ligi, zawodników. Wydaje mi się, że we wszystkich konkurencjach wzięło udział dobrze ponad 400 osób. Numery na najdłuższy dystans 60 km - "challenge", wzięło ponad 100 zawodników, w tym 2 dwóch "młodzieńców" z kategorii M5 czyli dino. Dzięki temu miałem gwarantowane miejsce na pudle:) Byłem II-gi w kategorii M5 (urodzeni 1961 i strasi).

Końcowe kilometry. Ciężko...

W klasyfikacji open przyjechałem na pozycji 74. Pocieszające jest to, że nadal nie było to miejsce ostatnie do którego dzieliło mnie około 20 pozycji. Ujechałem się nieludzko. To z pewnością efekt błędu w żywieniu - powinienem więcej jeść na 2-3 dni przed imprezą. Żele i batony jedzone w trakcie ścigania nie są w stanie uzupełnić wzmożonego zapotrzebowania na kalorie, które oceniam na około 3000 kcl (jechałem 3h34min). Na ostatnich 20 km zwyczajnie brakowało mi siły. Organizacja jak zwykle bez szwanku, chociaż wyraźnie niedoszacowano frekwencji i zabrakło gorącego posiłku dla wszystkich kończących dystans "challenge". Mnie przypadły "wyskrobki" z dna kotła, którymi podzieliłem się z innym, wygłodniałym zawodnikiem. Ale to drobiazg. Było ciężko, ale znakomicie!

piątek, 18 marca 2022

"Samo-loty", aut. Marek Stokowski, audiobook, 2022, czyta Adam Bauman

 "Samo-loty", aut. Marek Stokowski, audiobook, 2022, lektor Adam Bauman




No i stało się! "Samo-loty" zostały wydane w ver. audio. Kolejne pozycje z e-wznowienia (TU): "Stroiciel lasu" i "Kino krótkich filmów" zostały także nagrane i już za chwilę będą dostępne na rynku. "Samo-loty" w ver. audio kupiłem TU. Zgodnie zapowiedzią z poprzedniego posta lektorem jest Adam Bauman, zawodowy aktor znający i czujący prozę Marka. Adam jest fachowcem, który udzielił głosu wielu filmowym i radiowym postaciom. (TU o Adamie w wiki. UWAGA! Jest dwóch aktorów o tym samym imieniu i nazwisku). Adama znam prawie tak długo jak Marka. Miałem okazję być na jego spektaklu dyplomowym. To byli "Clowni" - zgrabne połączenie teatru, pantomimy, ze szczyptą kabaretu, w reż. Andrzeja Strzeleckiego z 1983 roku, brawurowo grani na małej scenie Teatru Powszechnego. W moim przekonaniu był to rodzaj "wprawki-pilota", którego dobre przyjęcie zaowocowało kolejnym dyplomowym spektaklem "Złe zachowanie" (1984) także w reż. A. Strzeleckiego, które cieszyło się znacznym powodzeniem, wręcz sławą. Autorem choreografii do "Złego zachowania" był Janusz Józefowicz. Stąd już tylko mały kroczek do musicalu "Metro" (1991)... 

Piszę dużo o Adamie, gdyż jego osoba, profesjonalizm połączony z wiedzą na temat czasu i miejsca akcji "Samo-lotów" są rzeczywistą wartością dodaną do tekstu Marka Stokowskiego. Marek rekomendował wydawnictwu Adama, jako lektora swoich książek. To był dobry pomysł! "Samo-loty" są opowieścią ulokowaną w latach 70-tych na warszawskim Okęciu. To był czas kiedy 13-letnim dzieciakom do zabawy wystarczał podwórkowy trzepak i nieograniczona wyobraźnia. Bezpośrednie sąsiedztwo międzynarodowego lotniska, widok odlatujących samolotów determinował wyobraźnie bohaterów książki pozwalając im "odlatywać" w wyimaginowanych statkach powietrznych, których wzorem, obiektem marzeń była smukła Caravelle, pierwszy francuski odrzutowy samolot pasażerski i pierwsza na świecie konstrukcja z silnikami umieszczonymi w tyle kadłuba. Z jednej strony siermiężne lata 70-te, gdzie rarytasem były kubańskie pomarańcze, z drugiej zaś, na niebie, samoloty unoszące ludzi w inne, egzotyczne światy... 
Nie mieszkałem na Okęciu, chodziłem tam do szkoły i znam/pamiętam doskonale opisywane przez Marka ulice, atmosferę tamtych lat, smak piwa pitego w lotniskowej kawiarni, widok samolotów, wsiadających do nich pasażerów obserwowanych ze specjalnej platformy widokowej ulokowanej obok głównego budynku dworca lotniczego. Książka Marka umyka łatwej klasyfikacji. To rodzaj wykreowanego fantazją bohatera książki bajkowego komediodramatu, w którym dzieją się rzeczy nieprawdopodobne, fantastyczne, ale jeśli damy się uwieść opowiadanej historii jesteśmy skłonni uwierzyć i zaakceptować te fantazje. Odlatując wraz z bohaterami w kokpicie Caravelle w barwach AirFrance wiemy przecież, że nasz odrzutowiec napędzany jest siłą imaginacji, pragnień, że gdzieś tam jest szarość, beznadziejność, pośród której, w końcu, jednak będziemy musieli wylądować. Ale póki co... Chwilo trwaj! Jest w tej książce mnóstwo optymizmu, humoru, zabaw językowych, zaskakujących skojarzeń, czyli to, co tak bardzo podobało mi się w pierwszej przeczytanej przeze mnie  książce autorstwa Marka - "Sny dla dorosłych i dla dzieci" (1998). "Samo-loty" to także kobiety i dziewczyny, a zwłaszcza ona - Gośka Dyngus, która pojawia się w istotnych dla Marcina - bohatera książki momentach, wkraczając do akcji w krótkiej sukience, eksponując opalone nogi. Mało tego, że dobrze wygląda, to jeszcze gra w nogę i nieźle jeździ na rowerze. Sporo, jak na jedną Gośkę :) 

Jestem w trakcie słuchania audiobooka. Mam za sobą 6 z 17 odcinków (na tyle podzielony jest plik mp3). Adam interpretuje tekst Marka po mistrzowsku (moim zdaniem). "Samo-loty" to pierwszy audiobook, który kupiłem/ściągnąłem na telefon. Proces był długi i żmudny. Po zaakceptowaniu wszystkich zgód, w tym rezygnacji z prawa zwrotu(!), po kliknięciu "pobierz" nie działo się NIC. "Nic" trwało na tyle długo, że zdążyłem zadzwonić, wyrazić swoją dezaprobatę odnośnie procesu kupowania, wysłuchać, że pani konsultant nie ma pojęcia o audiobookach, aby po około 5-8 min, w trakcie rozmowy, pod pustym polem przeglądarki pojawiła się niebieska linia, która bez żadnej informacji o stanie/postępie pobierania ślamazarnie przesuwała się ku prawemu brzegowi ekranu... Jeszcze tylko kolejne 5 min. i miałem plik w telefonie. (To ku przestrodze/informacji dla niecierpliwych :))


poniedziałek, 7 marca 2022

Ukraina. https://pomagamukrainie.gov.pl/

Ukraina. #PomagamUkrainie

Kędzierzyn-Koźle. Mural ul. Przechodnia.
Przeżywamy dramat Ukrainy. Trudno jest się odnaleźć w obliczu tragedii dziejącej się niecałe 300 km od Warszawy. Świat za cenę iluzorycznego spokoju patrzy na rzeź i cieszy się, że Putin stracił czarny pas... Ale mu dopieprzyliśmy! 

Łzy wypłakane, słowa wypowiedziane, przekleństwa rzucone! Liczą się tylko czyny.  Na stronie >>> #PomagamUkrainie jest szereg rzeczowych rad dotyczących możliwości niesienia pomocy. Warto jest przeczytać aktualną listę potrzeb oraz przestudiować zalecenia psychologów odnośnie traktowania uchodźców. Wówczas pomoc będzie miała większą wartość i sens.

Z piątku ma sobotę byłem z kolegą Jackiem dwoma samochodami w punkcie recepcyjnym w Hrubieszowie >>>> Punkt Recepcyjny dla Obywateli Ukrainy | Miasto Hrubieszów (hrubieszow.pl) Zabraliśmy do W-wy 10 kobiet i dzieci, plus pies, dla których znaleźliśmy noclegi w jednym z warszawskich hosteli. Jednej z kobiet córka opłaciła miejsce w hotelu. Docelowym punktem podróży reszty "naszych" Ukrainek była Ustka. Tam miały rodzinę/znajomych mieszkających/pracujących w Polsce. 

Punkty recepcyjne nie są noclegowniami. Tutaj uchodźcy znajdują pierwszą pomoc, mogą odpocząć, zjeść, otrzymać podstawowe środki higieniczne, uzupełnić garderobę. Potem trzeba ich przetransportować w głąb kraju, aby w punkcie recepcyjnym nie robił się ludzki zator. Z większych ośrodków miejskich, które są lepiej skomunikowane z reszta kraju (i świata) łatwiej się im dostać do miejsc docelowych. W punktach recepcyjnych w sposób oczywisty panuje zamieszanie. Jednak miejscowi wolontariusze robią świetną robotę. Zgłosiliśmy nasz przyjazd przypadkowej dziewczynie w żółtej kamizelce określając kierunek transportu, oraz ilość miejsc w samochodach. Reakcja wolontariuszki była profesjonalna, błyskawiczna. Natychmiast powiedziała, że ma jedną duża rodzinę, która została przywieziona z granicy i właśnie jest w tracie gorącego posiłku, plus jedna kobietę, która jest już gotowa do jazdy. Po 15 min. mieliśmy wszystkich w samochodach. Przy pomocy wolontariuszki wypełniliśmy (względy bezpieczeństwa) papiery (dane kierowców, nr rej. nr. telefonów, miejsce docelowe oraz nazwiska i nr. paszportów Ukrainek) z których jeden egz. zostaje w punkcie kontroli obsługiwanym przez policje przy wyjeździe z terenu punktu recepcyjnego, a drugi odbierają ludzie w punkcie docelowym. Po 20-25 min. od przyjazdu do Hrubieszowa byliśmy w drodze powrotnej do W-wy.