środa, 21 czerwca 2023

Requiem, Wolfgang Amadeus Mozart, 2023.06.16, Bazylika Św. Krzyża Warszawa, koncert

 Requiem, Wolfgang Amadeus Mozart, 2023.06.16, Bazylika Św. Krzyża Warszawa, koncert


Kościół Św. Krzyża. Najlepszym miejscem do odbioru muzyki sakralnej jest kościół, a gdy
wykonawcą jest Zespół Wokalny Warszawskiej Opery Kameralnej w towarzystwie
Orkiestry Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej to obecność na takim
koncercie jest nieomal obowiązkiem. Dlatego kiedy kolega Malina zadzwonił z info, że ma do
 odstąpienia bilety nie zwlekałem z decyzją. Niezwłocznie potwierdziłem wolę wzięcia obowiązku
na siebie. Nie jestem specem od muzyki sakralnej. Requiem w ilości 1 szt. wysłuchałem jakiś czas
temu na Spotify i było to "Requiem Polskie" Krzysztofa Pendereckiego. Zrobiło na mnie wrażenie.
Potężne, monumentalne dzieło, być może najważniejsze osiągnięcie kompozytora, ale mające
z klasycznym requiem niewiele wspolnego. Requiem W.A. Mozarta jest inne, zdecydowanie bardziej
 kameralne, trzymające się kanonu, czyli jest mszą-wołaniem, która ma wspomagać duszę zmarłego
w drodze do Nieba. Mozartowskie Requiem nie "zabrało" mnie ze sobą. Nawet pomimo wiedzy o
 ciekawej i skomplikowanej historii powstania utworu (TU) i bladego wspomnienia o Requiem ze
 znakomitego filmu "Amadeusz" Milosa Formana byłem troszkę nieobecny. Po około 30 min. koncertu
 doszedłem do wniosku, że siedzę chyba na niewłaściwej ławce, bo ta rżnęła mnie niemiłosiernie w
 siedzenie będąc prawdopodobnie ławką dla pątników-grzeszników. Twarda, nieprzyjazna nieomal
kanciasta. Przygotowalnia-przedsionek dla grzesznej duszy w drodze do czyśćca. Kiedy wierciłem się
 szukając właściwej pozycji dotarło do mnie, że jeszcze trochę, a będę musiał odwiedzić toaletę. To 
 wzbudziło mój niepokój, spotęgowało cierpienia i jak sądzę spłyciło doznania estetyczne:) A
 wszystko zaczęło się do żmudnego dojazdu na koncert w korku spowodowanym meczem Polska-
Niemcy na Stadionie Narodowym. Powrót w tym samym korku, tylko w drugą stronę. Ale
 podsumowując: na przekór kanciastej ławce, korkom i pęcherzowi - było warto!  

czwartek, 15 czerwca 2023

"Vermeer. Blisko Mistrza" (Dicht bij Vermeer), Dania, 2023, film dokumentalny, właśnie na ekranach

 "Vermeer. Blisko Mistrza" (Dicht bij Vermeer), Dania, 2023, film dokumentalny, właśnie na ekranach

Kolejny film  z cyklu "Wielka sztuka na ekranie". Tym razem film jest duński (cykl został zainicjowany przez producenta z Wielkiej Brytanii, gdzie reżyserem jest zwykle David Bickerstaff; te filmy cenię najwyżej) więc odbiega od angielskich pierwowzorów tego cyklu, a tym bardziej od włoskich produkcji mieszczących się w formule "wielkiej sztuki na ekranie".  Oś filmu stanowi przygotowanie do największej wystawy dzieł  J.Vermeera w amsterdamskim Rijksmusesum (skończyła się na początku czerwca 2023), na której organizatorom udało się zgromadzić 28 spośród 37 współcześnie istniejących dzieł holenderskiego mistrza. Holendrzy mają w swoich zasobach raptem cztery obrazy, reszta rozsiana jest po świecie i jest eksponowana głównie w muzeach i galeriach w USA (1/3 z 37) oraz Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Jeden obraz znajduje się w rękach prywatnych. Film jest praktycznie zapisem podróży kuratora wystawy pukającego do drzwi właścicieli obrazów z prośbą o ich wypożyczenie. W główny wątek wplecione są zdjęcia rozmów-negocjacji, w czasie których strony przekonują się nawzajem o emocjach jakie budzą w nich dzieła "Sfinksa z Delft" (tak czasami mówi się Veremeerze z racji jego tajemniczości), jak wielkimi znawcami jego dzieł są rozmówcy, którzy jednak mają problem z ustaleniem autentyczności jednego z obrazów - "Dziewczyna z fletem" z zasobów Widenera w Waszyngtonie. I właśnie ta historia jest chyba najciekawszym elementem w tym filmie. Pomimo, że część speców definitywnie twierdzi, że autorem obrazu nie jest J. Vermeer to jednak zawiśnie na wystawie jako jego dzieło... Fachowcy oceniają, że około 30% znajdujących się w muzeach i galeriach dzieł różnych artystów to fałszywki... Wiszą tam pomimo, że właściciele tych instytucji mają świadomość i wiedzę, że prezentują podróbki... Czym się kierują, z czego to wynika, dlaczego "Dziewczyna z fletem" prezentowana była jako oryginalne dokonanie J. Vermeera? Na te pytania film nie odpowiada, a jego autorzy nie drążą tematu zadowalając się końcowym sukcesem organizatorów wystawy, która jest największą w historii prezentacją dzieł (i fałszywek?) Mistrza z Delft.

Film oceniam na 5 (średni) w 10-cio punktowej skali filmweb. W mojej ocenie film nie wnosi nic nowego do ogólnej wiedzy na temat malarstwa J. Vermeera. Kamera podąża za kuratorem wystawy, który kolęduje do różnych miejsc i instytucji z prośbą o wsparcie w jego dążeniu do stworzenia wyjątkowej wystawy. Fajna robota, zwłaszcza, że jeździ z asystentką:) za pieniądze muzeum. Są tam oczywiście emocje, targi, obietnice wzajemności wypożyczenia: "wy nam teraz, my wam potem", ale w moim odczuciu po obejrzeniu tego filmu nie jesteśmy "bliżej mistrza". 

Kolejnym, komplementarnym filmem z cyklu jest "Nowy Vermeer. Wystawa wszech czasów", który opowiada o wstawie i szczegółowo zajmuje się wybranymi, reprezentatywnymi dla różnych okresów toworzenia obrazami J. Vermeera. Ten jest zrobiony przez D. Bickerstaffa i rzeczywiście przybliża widzowi osobę J. Vermeera - człowieka i malarza. O tym filmie za chwilę:)

środa, 14 czerwca 2023

Zalew Czorsztyński-Dunajec-Szczawnica, 2023.06.01-04, rowerowe

 Zalew Czorsztyński-Dunajec-Szczawnica, 2023.06.01-04, rowerowe

Z Białki Tatrzańskiej do Zalewu Czorsztyńskiego można dojechać samochodem w ciągu 20 min.
Można także rowerem, ale dojazd ruchliwą drogą krajową bez pobocza nie jest przyjemny, więc
wybrałem wariant samochodowy. Zostawiłem samochód pod kościołem w miejscowości Frydman
skąd ruszyłem w objazd Zalewu trasą Green Velo. Pętla liczy około 25-30 km i mogę ją polecić
każdemu rowerzyście. Północny odcinek trasy biegnie przez kilka kilometrów wzdłuż drogi krajowej,
ale na esowatej części tego odcinka doklejono kawałek pobocza i jazda na rowerze jest względnie
bezpieczna. Będąc w Zakopanem można się wybrać tutaj na całodzienny wypad z całą rodziną/ekipą.
Nie trzeba mieć własnego roweru, gdyż sprzęt zapewniają miejscowe wypożyczalnie, a liczne
bary, kawiarnie zachęcają do odpoczynku i kontemplacji urokliwego krajobrazu.


Przystań YKP Zakopane. Nie miałem pojęcia, że górale żeglują. Myślałem, że zajęci są głównie
łupieniem ceprów, jazdą na nartach i wyrobem oscypków:) A tu proszę! Widać zbójnickiego
można zatańczyć także na pomoście!

Trzy Korony. Następnego dnia trochę krótszy wypad wzdłuż Dunajca. To iście spacerowa trasa.
Jakiś czas temu byłem tutaj z kolegami łącząc jazdę na rowerze ze spływem tratwami. Teraz 
zostawiłem samochód w Niedzicy i ruszyłem rowerem trasą Green Velo w kierunku Szczawnicy.
Trasa jest szalenie malownicza. Jest niewiele miejsc w Polsce, które mogą konkurować z przełomem
Dunajca w kategorii uroda krajobrazu. Myślę, że w sezonie jest tutaj mnóstwo turystów, ale w dzień
powszedni, na początku czerwca było względnie cicho i spokojnie. 

Przełom Dunajca można podziwiać z poziomu rzeki z tratwy, pontonu
 i kajaka. Można także z brzegu idąc, lub jadąc na rowerze. Niezależnie
skąd i jak się patrzy, widok zachwyca swoją urodą.  

Wypożyczalnia w Sromowcach Wyżnych. W dali nad linią drzew widoczne Tatry z białymi
akcentami leżącego w żlebach śniegu. 

Dunajec poniżej zapory pod Niedzicą. Łąkowy akcencik na koniec wycieczki. Można sobie
skręcić szyję pasąc oczy widokami rozbuchanej przyrody. Gdy już się jest w Zakopanem
warto ruszyć się kawałek dalej i zamiast łazić po Krupówkach zrobić wypad nad Dunajec,
Zalew Czorsztyński, zahaczyć o Szczawnicę. To fajna alternatywa dla tatrzańskich dolin, 
wjazdu na Kasprowy i spaceru nad Morskie Oko. 

środa, 7 czerwca 2023

Mistrzostwa Polski MTB XCO, Białka Tatrzańska 2023.06.02-04, rowerowe

 Mistrzostwa Polski MTB XCO, Białka Tatrzańska 2023.06.02-04, rowerowe

Tegoroczne Mistrzostwa Polski odbyły się w pierwszy czerwcowy weekend. Planem synka-Maćka
było zajęcie miejsca w TOP-10 zawodników w kat. elita w Polsce. Po ciężkim ściganiu
przyjechał na miejscy 9-tym. To gorzej niż w zeszłym roku, ale zgodnie z założeniami.  
Godzenie pełnowymiarowej pracy zawodowej z treningiem nie jest ani proste, ani łatwe.
Dodatkowym obciążeniem jest/była kontuzja żony Maćka - Patrycji, która w wyniku na pozór
 niegroźnego upadku z końcem maja przeszła artroskopowy zabieg usuwania uszkodzonego kawałka
  łękotki wraz z odbudową jednego z więzadeł. Zabieg był poprzedzony licznymi konsultacjami
u kilku ortopedów, fizjoterapeutów i rehabilitantów w różnych miastach w Polsce.  


Trasa Mistrzostw Polski 2023 była wytyczona na stokach Kotelnicy Białczańskiej, znanej
i popularnej narciarskiej miejscówki. Wobec zmian klimatycznych ośrodek wzorem innych
stacji narciarskich rozbudowuje  infrastrukturę rowerową. Ze szczytu Koltelnicy wiedzie
kilka tras rowerowych o niskim stopniu trudności, dostępnych i przejezdnych dla każdego
przeciętnego bikera pod warunkiem, że wjazd na Kotelnicę odbywa się wyciągiem krzesełkowym.
W trakcie wyścigu głównego zawodnicy pokonywali 7-krotnie pętlę wiodącą na szczyt Kotelnicy
a cały wyścig liczył około 30 km przy sumarycznym przewyższeniu 1400 m. Uwzględniając średni
czas 1-go okrążenia około 14min20 sec, czyni z tego wyścigu jeden z najtrudniejszych wyścigów
w karierze większości zawodników.

TOP-10 to uwzględniając wszystkie uwarunkowania znakomity
wynik. Jednak zasadniczy sukces odniesiony przez Maćka to
jego niekwestionowane osiągnięcia trenerskie!
Przede wszystkim Mistrzem Polski 2023 w XCC  (wyścig short
track, który ustawia kolejność na stracie wyścigu głównego XCO, czyli
cross country olimpic; XCC rozgrywany jest tylko dla kat. elita) został
trenowany przez Maćka Krzysztof Łukasik. Krzysztof także po
morderczej walce z broniącym tytułu Bartkiem Wawakiem został
Mistrzem Polski w zasadniczym wyścigu XCO!
Ponadto zawodnicy prowadzeni przez Maćka zajęli w kat. junior 1sze 
i 3cie miejsce, w kategorii orlik 1sze miejsce oraz w kategorii masters2 
1sze miejsce; (wszystkie wyniki TU


sobota, 3 czerwca 2023

Chorwacja, 2023.05.20-27, żeglarskie

 Chorwacja, 2023.05.20-27, żeglarskie

Widok jak pocztówka:) Zdjęcie z mariny w Zadarze,
miejscowości z której wystartowaliśmy do tygodniowego
rejsu-szkolenia. Naszym jachtem nie był widoczny na 
zdjęciu katamaran, ale typowy monocoque, czyli
jednostka jednokadłubowa.
(aut. foto Jarek)

Mój udział w tej wyprawie był dziełem przypadku. Tomek (pierwszy z prawej) i Michał (drugi z
 prawej), którzy są moimi długoletnimi kolegami postanowili zrobić chorwackie uprawnienia do 
prowadzenia jachtu (voditelj brodice). Uprawniają one do samodzielnego wypożyczenia jachtu
(bez skippera), ale nie są honorowane w Polsce. Jarek (trzeci z prawej) też zapisał się na to szkolenie,
ale zabrakło jednej osoby, aby impreza doszła do skutku. Tomek zadzwonił do mnie ze spec. ofertą,
 a ja po chwili zastanowienia postanowiłem wziąć udział w rejsie-szkoleniu. Nie planowałem
zdawania egzaminu na "voditelja". Chciałem zobaczyć jak wygląda żeglarska, chorwacka
 rzeczywistość, o której  słyszałem wiele dobrego i spędzić czas w towarzystwie dawno niewidzianych kolegów.
(aut. foto Tomek)

Szkolenie praktyczne ogranicza się do manewrowania
jachtem na silniku. Przez cały tydzień nauka dochodzenia
do kei, przybijanie dziobem, rufą, burtą. Cumowanie na
boi, parkowanie na muringu. Dążenie do prefekcji. 
Teoretycznie niezbyt ekscytujące, ale jeśli prowadzi się
ważący kilkadziesiąt ton jacht, którego cena wynosi grubo 
ponad 100 tys EUR, to warto jest mieć manewrowanie nim
wytrenowane, zwłaszcza, że doświadczenia z lekkich i 
mniejszych żaglówek mazurskich nie mają tutaj zastosowania. 

Świetny wyjazd! Fajne doświadczenie. Gdzieś w okolicach połowy rejsu, gdy przyszło wnieść opłatę za egzamin (150 EUR) koledzy przekonali mnie, że powinienem spróbować zdać, bo przecież "może się uda". Zacząłem więc czytać zgromadzone na jachcie materiały oraz więcej uwagi poświęcałem teoretycznym szkoleniom prowadzonym przez skippera. Czytanie mapy, wyznaczanie kursu i pozycji przyszło łatwo. Obsługa radia trudniej bo tam sporo rzeczy czysto pamięciowych. Na naukę świateł zabrakło mi czasu. Nie zdziwiłem się, kiedy komisja stwierdziła, że świateł nie umiem i zaprosiła mnie na egzamin za rok. Koledzy są mi winni 150 EUR :) 

Chorwacja "z morza" to mnóstwo wysp, zatok, dużych, miejskich marin i kameralnych, wioskowych portów. Tysiące barów, kawiarni i restauracji. Wszechobecne białe wino, znakomita kuchnia, wyluzowani autochtoni. Jednym słowem - południe! Ciepło! W okresie mojego pobytu w dzień temperatura wynosiła około 25 st. Nocą ponad 10 st. temperaturę wody (kąpaliśmy się) oceniam na około 20 st. Przez cały tydzień słońce. Ile kosztuje taka impreza? Cena rejsu-kursu może zależeć od firmy, w której kupuje się wyjazd. Trzeba się liczyć z kosztem około 1,7 tys zł. Do tego dochodzi cena dotarcia do Zadaru. Lot Rayanairem z Poznania (bo wyloty zgodne z terminem początku/końca rejsu) z ekstra bagażem kabinowym to 750 zł. Do tego dodatkowy koszt parkowania w marinach (parkowaliśmy tylko w marinach; parkowanie na kotwicy jest bezpłatne), wyżywienie (śniadania we własnym zakresie na jachcie, wszystkie obiadokolacje jedliśmy w restauracjach; złoga ma obowiązek żywić skippera), paliwo, egzamin :), tudzież prezenty dla wnucząt to wydatek około 750 EUR. Istotne dla powyższych kalkulacji jest to, że maj to niski sezon. W lecie ceny parkowania w marinach są wyższe. 

Czy warto? Nasz wyjazd nie był typowym wyjazdem turystycznym. Gros czasu pochłaniało szkolenie. Sporo się nauczyłem (poza światłami :)). Nabrałem pewności w manewrowaniu jachtem. Tego nie da się zrobić w trakcie "normalnego" wyjazdu. Wszystkie dotychczasowe wyjazdy żeglarskie, które odbywały się na Mazurach zawsze traktowałem jako imprezę głównie towarzyską. Żeglowanie jest fajne w fajnym towarzystwie. Tak samo jest w Chorwacji. Tak samo jest z każdym wyjazdem spędzanym z grupą znajomych. Nie wróciłem do domu z pragnieniem niezwłocznego powrotu na wodę. Zew morza nie zawładnął moim umysłem. Ale... Spotkaliśmy ludzi, którzy sprzedali mieszkania, samochody, kupili jachty, które stały się ich domem, narzędziem zarabiania na życie i żeglarską pasję. Takie spotkania i rozmowy dają do myślenia, poszerzają horyzonty. W naszej ekipie poza moimi kolegami Tomkiem i Michałem, był także zdecydowanie od nas młodszy Jarek (przypadkowy, "losowy" kursant), który poszukuje sposobu na siebie, na życie. Może jest na właściwym tropie? Tego mu życzę. Dobrze się odnalazł w niełatwej sytuacji mając za towarzyszy trzech znających się jak łyse konie facetów, których PESEL zaczyna się od "5". Umówiliśmy się, że jak już kupi jacht to zaprosi nas na rejs. Kierunek dowolny, ale musi być ciepło! Ciepło to w ciągu dnia białe wino, a wino to długie, fajne rozmowy :) 

poniedziałek, 15 maja 2023

Kampinos, niedziela 2023.05.14, rowerowe

 Kampinos, niedziela 2023.05.14, rowerowe

Skan zdjęcia z lat 70-dziesiątych. Wówczas Kampinos był celem harcerskich wycieczek,
a punktem startowym była miejscowość Truskaw. Tam względnie łatwo i szybko można było
dotrzeć miejskim autobusem, który w Truskawiu właśnie miał pętlę. Potem marsz przez rozległe
wrzosowiska, aż do linii lasu, pierwszych wydm i bagien, do ochrony których utworzono
Kampinoski Park Narodowy. (z lewej ja, obok jeden z harcerzy w trakcie szkolenia z terenoznawstwa;
jesteśmy ubrani w kangurki, element harcerskiego, regulaminowego umundurowania, wówczas
praktycznie jedyna, dostępna na rynku kurtka turystyczna o wątpliwej nieprzemakalności; na
nogach mam ogólnowojskowe buty z tzw. owijaczami; za nami przypadkowe turystki)  
 
Sobota 2023.05.14. Kampinos, cmentarz wojenny w miejscowości Granica. (więcej TU)
Teraz po Kampinosie jeździmy na rowerach.
Dzięki temu zasięg naszych wycieczek jest zdecydowanie większy, a każdy
wypad do Kampinosu jest także wypadem w historię. Niezależnie od tego, którą część Parku się
eksploruje (wschodnia-bliżej W-wy, zachodnia-bardziej dzika z mniejszą ilością turystów) to zawsze
szlak prowadzi na jedno z takich miejsc jak na zdjęciu. Najlepiej znanym jest cmentarz w Palmirach,
ale w głębi lasu znajduje się dużo innych miejsc pamięci.

     
Sobota 2023.05.14. Kampinos, kanał Łasica. Tym razem ruszyliśmy z miejscowości Górki, która
stanowi dobry punkt wypadowy do zwiedzania zachodniej części Parku. Darek - mój rowerowy kolega
ma dobrze objechane kampinoskie szlaki turystyczne jest także źródłem wiedzy o historii tych terenów.
W trakcie blisko 60-cio kilometrowej pętli dużo i chętnie opowiadał o przecinającej Puszczę, dzisiaj
nieczynnej wąskotorowej linii kolejowej oraz kanale Łasica (na zdjęciu), którego zadaniem jest
regulowanie poziomu wody w kampinoskich
bagnach. (więcej o linii kolejowej TU)





niedziela, 7 maja 2023

"Wenecja. Awangarda bez granic" (Venice: Infinitely Avant-Garde), reż. Michele Mally, IT i GB, 2022, film dokumentalny

"Wenecja. Awangarda bez granic" (Venice: Infinitely Avant-Garde), reż. Michele Mally, IT i GB, 2022, film dokumentalny

Kino "Muranów". Kolejny film z cyklu "Wielka sztuka na ekranie". Kolejny zrobiony przez włoską ekipę. Wcześniejsze, te sprzed paru lat były dziełem angielskim przy współudziale i wsparciu Japończyków, którzy dostarczali cyfrowy sprzęt 4K wraz z know-how jego obsługi. Modyfikacji uległa nazwa cyklu, która początkowo brzmiała bodaj "Wielkie malarstwo na ekranie". Teraz rozszerzono formułę. "Malarstwo" zastąpiono "sztuką" nadając tematyce cyklu szerszy zakres. I dobrze. Do cyklu weszły inne produkcje, w tym właśnie włoskie co zmieniło charakter serii i w moim przekonaniu obniżyło jakość filmów. Źle. Wydaje mi się, że pisałem już o zmianie formuły, innym przekazie, a zwłaszcza o innym sposobie prezentacji sztuki we włoskich filmach tego cyklu. Miały różną, słabszą od angielskiego pierwowzoru jakość, mniejszą wartość poznawczą, drażniący (mnie?) sposób narracji. Pomimo tych wad sztuka i artyści bronili się i moja ocena nadal była na plus.                                                                                                                                                          Inaczej jest w przypadku "Wenecja. Awangarda bez granic". To film, którego obejrzenie można sobie darować. Jego grzechem głównym jest przegadanie i nadmiarowość. Cechy, które wpisują się we włoski stereotyp: dużo słów, bogata mimika. nadmiarowa gestykulacja, przeszarżowana ekspresja, dyskusyjny rezultat końcowy. Celem filmu była szeroka, bogata, wielowątkowa opowieść o Wenecji, jej wielowymiarowej wyjątkowości. Mistrzem ceremonii-narratorem jest nieznany mi Carlo Cecchi, postać włoskiego teatru, który z ponurym wyrazem twarzy serwuje widzom nieokreślony miszmasz traktujący o wielokulturowości, historii, architekturze, malarstwie, handlu, karnawałach, turystyce, klamrze między wschodem a zachodem, zapachach, kolorze wody, powodziach itd. Całość zamknięta jest w 90-cio minutowej projekcji. Widz nie ma szans na smakowanie wątków, zapamiętanie dzieł, nazwisk ich twórców, zwłaszcza, że brak tu chronologii i systematyki. Chaos. Przez 90 min. widz jest pod ciągłym ostrzałem nazwisk, dat, miejsc, zdarzeń dziejących się od powstania Wenecji aż do czasów współczesnych. Po projekcji w głowie zostaje mętlik z pytaniem o czym TO było, o CO właściwie chodziło. Muzykę do filmu skomponowała polska kompozytorka i pianistka Hania Rani (tak jest na liście płac - "Hania"), która śledzona przez kamerę zwiedza Wenecję szukając inspiracji do tworzenia ścieżki dźwiękowej. I chyba właśnie muzyka jest najlepszym dodatkiem do włoskiej sałatki, tym co stanowi o jej smaku i charakterze. To muzyka nadaje filmowi wymiar epickiej podróży, gdzie ścieżka dźwiękowa i zdjęcia tworzą jedność. Wartości: poznawcze, dydaktyczne schodzą na dalszy plan, przestają mieć znaczenie. Są w filmie momenty, kiedy muzyka dosłownie zabiera widza, aby wraz z obrazem dać wrażenie szczególnego flow - wspólnoty z miastem-historią. Drażnią osoby/twarze narratorów, napuszone teksty, nadęte cytaty. A gdyby tak zostawić muzykę wraz filmową dokumentacją jej powstawania (w tym weneckie spacery Hani Rani, wnętrza, instrumenty) i zdjęcia, mnóstwo zdjęć Wenecji, detali architektonicznych, dzieł sztuki, wspaniałych wnętrz i bajecznych widoków?  Moim zdaniem byłoby zdecydowanie lepiej, a nawet bardziej awangardowo :)  W obecnej postaci oceniam film na 4/10, czyli "ujdzie" w skali filmweb.

Zupełnie inny charakter ma widziany przez mnie wczoraj, także w "Muranowie" film "Vermeer. Blisko mistrza". Zrobiła go ekipa angielsko/holenderska. Jest zdecydowanie lepszy od "Wenecji..." chociaż nadal inny niż pierwsze filmy z cyklu "Wielkie malarstwo na ekranie". Jeśli najdzie mnie wena to wkrótce podzielę się swoją opinią. Vermeer - duże nazwisko, wielkie emocje:)