poniedziałek, 31 grudnia 2018

"Narodziny gwiazdy" (A Star Is Born), reż. B. Cooper, USA, film, w kinach

"Narodziny gwiazdy" (A Star Is Born), reż. B. Cooper, USA, film, w kinach


Było ostrzeżenie, ze to gniot, ale...
Jest tak mało filmow muzycznych, ze pomimo ostrzezen zdecydowałem się obejrzeć "Narodziny Gwiazdy".
Oceniam go na 3, czyli "słaby" w 10-cio stopniowej skali filmweb.

Wszystko już było. Pamiętam film pod tym samym tytulem z udzialem Krisa Kristoffersona i Barbry Sterisand (1976). To co mamy na ekranach teraz to oczywiście remake tamtego obrazu. Pamietam go nie dlatego, ze był dobry. Pamietam go bo był. Wówczas ogladalo się wszystko co "zachodnie". Kinowa oferta była uboga, obfitowala w produkcje "krajów zaprzyjaźnionych". Czasami zdarzaly B i C klasowe odpady ze zgniłego zachodu. Hollywoodzkie megaprodukcje były rzadkoscia. Taką były "Narodziny gwiazdy" 1976.
Barbra ani Lady Gaga nie sa dobrymi aktorkami. Ale jeśli chodzi o vocal Barbra jest poza zasięgiem wielu, w tym Lady Gagi... I tutaj paradoks. Z tamtego filmu nie pamiętam zadnego muzycznego kawalka (ale czerwony, sportowy samochod, z wysublimowanym systemem audio, tak), natomiast z obecnej wersji cos mi zostało i będzie ze mna na dluzej - "Mielocha".

Obecna wersja "A star is born" jest jeszcze bardziej naiwna, trudniejsza do ogladnia niż pierwowzor. Mysle, ze gdzies w okolicach polowy filmu stwierdzielm, ze obraz przeszkadza mi w odbiorze muzyki. Płaskie, nieporadne wysilki aktorskie Lady Gagi zwyczajnie zaczely mnie draznic.
Szkoda, ze  Bradley Cooper ma tak drewniana partnerke. Kolezanka-researcherka amatorka, powiedziała mi, ze sam zabiegal o udział Lady Gagi w reżyserowanym przez siebie filmie. Z pewnoscia był/jest to znakomity zabieg marketingowy, film sprzedaje się znakomicie. Ale najlepsza robote robi muzyka...

"Mielocha" (Shallow), glowny motyw muzyczny, to moim zdaniem niezły kawalek. Ma szanse na Oscara. Reszta sciezki dzwiekowej tez calkiem przyzwoita, tak długo poki kreci się w okolicach klimatow pop-rock-country. Zdecydowanie słabiej wygląda kiedy przechyla się w kierunku dokonan (tych w realu) Lady Gagi. Kiedy filmowej bohaterce - Ally, zaczynają towarzyszyć: lateks, plastik, koronkowe rajstopy tancerek, ladygagowe układy choreograficzne, robi się slabo.

Slaba, do bolu jest fabula. I wcale nie dlatego, ze jest przewidywalna. Przeciez takich filmow było na pęczki, wiemy jak potoczy się historia od Kopciuszka do Krolowej. Slaboscia filmu jest skrót. Troche jakby tworcy wychodzili z zalozenia, ze przecież wszyscy wiedzą o co chodzi, wiec nie ma co się silić, bawić w psychologie. A przecież ten film, chociaż muzyczny nie jest musicalem, gdzie gatunek dopuszcza taki poziom uproszczenia akcji. To jednak film, dramat i chociaż muzyczny to nawet taki film może opowiadac historie ciekawie, soczyście, przekonywująco; niech wzorem (niedościgłym) będzie "Kabaret" (1972) z Liza Minnelli.
Mam podejrzenie, ze Lady Gaga nie była w stanie unieść scen o większych wymaganiach aktorskich, stad ten potworny schematyzm, toporność fabuly. Ale co tam...
"Mielocha" rządzi!
Dlatego miast wydawac kase na bilet do kina wystarczy obejrzeć zwiastun filmu na YT (tutaj).
W ten sposób oglądacie praktycznie caly film w niespełna czterominutowej pigule, a 30.00 zl zostaje w kieszeni z przeznaczeniem na bardziej ambitne propozycje:)

poniedziałek, 24 grudnia 2018

"Polactwo", aut. Rafał Ziemkiewicz, książka

"Polactwo", aut. Rafał Ziemkiewicz, książka

Ta ksiazka miała swoja premiere w roku 2003. W przedmowie do nowego (2016) wydania autor pisze, ze ksiazka jest nadal aktulana, ze nie wnosi do kolejnego wydania zadnych poprawek...
"Polactwo" i "Michnikowszczyznę", czytałem jakiś czas temu. Lektury "Polactwa" nie było mi dane ukonczyc. Przypadek sprawil, ze nocleg w przyjaznym domu znajomych w Holandii, w trakcie wypadu na koncert Bruce Sprignsteena (Arnhem 2007) zamienil się w ozywiona dyskusje na tematy polityczne. Przypadkiem miałem ze sobą "Polactwo" i kiedy zeszlo na osobe A. Kwaśniewskiego nie moglem się oprzec, aby nie wyjac książki i zacytować: …"Już w 1995 milosc do peerlu wprawila polactwo w szal uwielbienia dla Aleksandra Kwaśniewskiego, zalosnego aparatczka, człowieka zenujaco małego formatu, o życiorysie drobnego cwaniaczka i chryzmie biurowego bawidamka, na dodatek wielokrotnie przylapwyanego na nieudolnych krętactwach".... (str. 69)
Co ważne, ow cytat był zgodny z moja priv wiedza odnośnie osoby A. Kwasniewskiego, wiec wobec roznic w opiniach, wiszącej w powietrzu zajadlej dyskusji (jak to miedzy Polakami, przecież już trochę wypiliśmy, my goście, gospodarz, lekarz nie, miał dyżur telefoniczny) nie pozostalo mi nic innego jak zostawić niedoczytana ksiazke gospodarzom z przeslaniem spokojnej, uważnej lektury.
I tak, po latach, ponownie kupiłem "Polactwo", przyczytalem, jestem pod wrazeniem.
Moglbym się rozpisywać, zachecac, rekomomenedowac, ale...nie będę.
Niech zacheta (może ostrzeżeniem) do lektury "Polactwa" będzie inny cytat:
…"Bodajbyscie z piekla nie wyszli, wy zadufani w sobie, skaczący do gardel głupcy, coście dla swoich ambicji uruchomili lawine, która zniszczyla wielki,  wspanialy mit Solidarnosci i wszystko to, co moglby z niego narod mieć. Bodajbyscie z piekla nie wyszli. Bodajbyscie tkwili tam po wieczność razem z wszelka komunistyczna kanalia, z tłumem szpicli, szujek, komunistycznych redaktorow, opluwaczy i apartaczykow, z mordercami Pyjasa, Popieluszki, Zycha, Suchowolaca, Przemyka, Bartoszczego, Pańki, Falzmanna…".... (str. 356)
Napisane w 2003.
Adekwatne do rzeczywistości końca 2018?

piątek, 14 grudnia 2018

"Hokusai" (Hokusai: Beyond the Great Wave), reż. P. Wheatley, USA, J, GB, 2017, film dokumentalny, kino Muranów

"Hokusai" (Hokusai: Beyond the Great Wave), reż. P. Wheatley, USA, J, GB, 2017, film dokumentalny, kino Muranów

Kolejny film z cyklu "Exhibition on Screen" prezentowanego w kinie Muranów. "Houkusai" widziałem jakiś czas temu. Pisze tym filmie m.in. dlatego, ze sztuka tworzona przez tego artyste (1760-1849) była mi zupełnie obca, a jeśli nawet natknalem się na jedna z jego grafik, to traktowałem ja jak jeden z wielu japońskich/chińskich widoczków/scen masowo produkowanych na ryżowym(?) papierze/jedwabiu, sprzedawanych turystom jako rodzaj pamiątki. Miałem do nich stosunek taki jak do kuchennych makatek, wiszących kiedyś w wielu domach, które poza "kuchennymi" grafikami zawieraly zwykle haslo/madrosc ludowa/sentencje/pobożne życzenie np.: "Jak żona gotuje, mężowi smakuje". (sprawdzam teraz w necie, widze, ze makatki odżyły).

"Wielka fala w Kanagawa" to najbardziej znana grafika z cyklu "Trzydzieści sześć widoków góry Fuji". Hokusai był drzeworytnikiem/grafikiem i malarzem. Cykl "Trzydziesci sześć..." to grafiki, powielane w tysiącach egzemplarzy, które artysta sprzedawal za rownowartosc kilku miseczek ryzu.
Pomimo tego, ze w ówczesnej Japonii było zapotrzebowanie na sztuke, Hokusai i jego corka-malarka zyli w biedzie, często zmieniając miejsce zamieszkania.
Film ma typowa dla cyklu konstrukcje: kamera (w tym przypadku jest to technologia 8K Ultra HD w która była uzbrojna japonska ekipa z NHK) towarzyszy organizacji wystawy w British Museum. Niebywalej jakości obraz uzupelnianają wypowiedzi ekspertow, historykow sztuki, kuratora wystawy.
Morning Glories and Tree Frog - ekspertka omawiająca
tę grafikę/obraz podkreśła m.in. jego "żabność" oddającą
charakter zatrzymanej w "kadrze" obrazu chwili.
 
Wśród fachowcow jest dość wiekowy dżentelmen - Roger Keyes, ekspert od Hokusai'ego, studiujący od ponad 50-ciu lat dziela japońskiego mistrza. Sluchanie i oglądanie pelnych emocji wypowiedzi Rogera Keyesa jest szczegolnym przezyciem. Jego relacja z wizyty u jednego z kolekcjonerow (Szwajcar) wlasciciela grafiki "Czerwonej Fuji", która nie jest czerwona jak wiekszoc zachowanych grafik, lecz różowa, to pelna wzruszen opowieść o mistycznym doświadczeniu prowadzona ze lzami w oczach. Było to na tyle mocne, autentyczne, głębokie, ze zapisałem sobie ku pamiecie nazwisko tego Pana w telefonie, irytyujac wlaczonym ekranem siedzace obok mnie osoby.

Katsushika Houkusai zyl 89 lat. Przez cale zycie doskonalil swoja sztuke, miał do swoich umiejestnosci znaczny dystans. Uwazal, zdaniem fachowcow słusznie, ze im jest starszy tym lepsza, bardziej perfekcyjna jest jego sztuka. Nie będę się madrzyl swieżo nabytą wiedzą. Na zachete dorzucę tylko, ze malarstwo Hokusai'ego było inspiracja dla Moneta, Van Gogha, Picassa. Jest ikona japnskiej, swiatowej sztuki w dosłownym znaczeniu. Jako jedyny artysta ma swoje emoji 🌊  i jest powszechnie uważany za ojaca wspolczesnej mangi.

niedziela, 9 grudnia 2018

"Miasto 44", reż. J. Komasa, PL 2014, cd, film

"Miasto 44", reż. J. Komasa, PL 2014, cd, film

"Miłość w czasach Apokalipsy" - tak był reklamowany ten film kiedy wchodzil na ekrany kin. Premierze towarzyszyl spory szum medialny, etykieta jednej z największych polskich superprodukcji kosztującej ponad 20 mln zl. Zdjecia trwaly 8 lat, wyniki castingu były szeroko komentowane, a spektakularna premiera miała miejsce na Stadionie Narodowym.

To wszystko jakos mnie ominelo. Podswiadomie chyba miałem obawy co do efektu końcowego. Jakis czas temu kupiłem jednak cd, które długo czekalo żeby trafic do odtwarzacza.
Ów moment nastapil w ten weekend. Urwany hak w rowerze, a zwłaszcza padający rano deszcz były powodami dla których zamiast w lesie znalazłem się w piwnicy, odpaliłem "Miasto 44", dosiadłem wiosełek i poplynalem…

Film oceniam wysoko, jako dobry, nawet bardzo dobry.
Nie oznacza to, ze latwo się go oglada, bo nie można go ogladac bez emocji. Te wlaczaja się praktycznie po pierwszych 15-stu minutach trwania filmu i tak już jest do końca.
Film pod wieloma względami zaskakujący, nowoczesny, ze swietnymi efektami specjalnymi i niebanalna, pomyslana jako kontrapunkt do obrazu sciezka dzwiekowa.
"Miasto 44"  pomyślane jest raczej dla młodej widowni (w filmie gra cala masa młodych, dobrych, nieznanych aktorow z którymi latwo jest się utozsamic). To film przekazujacy poprzez wspolczesny jezyk filmowy emocjonalna, NIE historyczna prawde o Powstaniu Warszawskim. Prawde emocjonalna ze szczególnym uwzglenieniem jej apokaliptycznej strony.

Pomimo tego, ze film jest moim zdaniem obowiazkową pozycją, nie oglada się go latwo.
Powodem sa wlasnie emocje.
Jeśli jeszcze nie widzieliście tego filmu zastanowcie się dobrze, a zwłaszcza dobrze zaplanujcie moment kiedy zdecydujecie się na jego oglądanie. To co dzieje się na ekranie mocno działa na zmysły, wchodzi do glowy, każe ponownie myslec o "Kanale", "Kolumbach", wszystkich za i przeciw w odniesieniu do sensu i bezsensu wybuchu Powstawania Warszawskiego. Przywoluje rocznicowe obchody wybuchu Powstania Warszawskiego w powstanczych kwaterch na Powązkach, oraz tłumy warszawiakow stojących w ciszy o 17:00 w centrum miasta.
A jeśli jeszcze oglada się ten film w ciepełku, wioslujac,  to tym większy jest rozkołys emocjonalny, który był moim udzialem, towarzyszyl mi do koncowych napisow.

sobota, 8 grudnia 2018

Paul McCartney, Freshen Up, koncert, Tauron Arena Kraków, 2018.12.03

Paul McCartney, Freshen Up Tour, koncert, Tauron Arena Kraków, 2018.12.03

Ex-Beatles nie ma lekko. Nie dość, ze 76 lat na karku to jeszcze niezależnie od tego co robi, jakby się nie staral, to i tak publiczność oczekuje, ze będzie gral nieśmiertelne kawałki Famous Four.
Jego solowe dokonania w roznych zestawach (np. The Wings) sa interesujące, czasami nawet bardzo dobre (np. My Valentine), ale...
Ludnosc chce Hard day's night, She loves you, Yesterday itd. Na szczęście, dla siebie Paul McCartney ma pelna swiadomosc, ze nie ma sensu z tym walczyc, to trzeba oswoic i dac to czego chcą fani. Dlatego jegot blisko trzygodzinny show to baaaardzo udany mix tego co stworzyl sam bedac już ex-beatlesem oraz wspólnych dokonan z kolegami z Liverpoolu.
LED'y z każdej strony estardy i świetne nagłośnienie
powodowały, że z każdego miejsca było dobrze i widać
 i słychać.
Nie będę prezycyjny, ale odniosłem wrazenie, ze blisko 2/3 koncertu to The Beatles, reszta Paul. W każdym razie dobor piosenek w polaczeniu z akcentami wizualnymi (ognie, wybuchy, ruchoma platforma, filmy itp.) tworzyly znakomite, spojne widowisko.
A przecież miałem wątpliwości... Pomiomo tego, ze po występie sprzed kilku lat na Stadionie Narodowym kolezanka goraco rekomendowala występy Paula nie byłem przekonany, czy warto.
Wahania i wątpliwości skutecznie mnie opuściły, kiedy bilet wartości blisko 600 zl został mi sprezentowany:) (!), a kolejna wyprawa do Krakowa była także przyjemnoscia towarzyska.

Oprawa pirotechniczna była imponująca podobnie jak mocne,
hard rockowe wykonanie "Helter Skelter" i "Live and let die"
którym towarzyszyły.
Na widowni, podobnie jak na koncercie Stonesów kilka pokoleń fanow. Wspolne spiewanie, wspolna radość z uczestniczenia w znakomitej imprezie. Bo chociaż Paul nie dysponuje już taka jak niegdyś skala glosu, chociaż nie skacze po estradzie jak za czasów Beatlesow, to show nie smakowal jak odgrzewany kotlet, nie był odcinaniem kuponow. W towarzystwie dojarzalych sidemanow, wzmocniony fajna sekcja dętą Paul brzmiał świeżo, a w niektorych kawałkach wręcz potężnie. Wiele opowiadal o swoich niezyjacych kolegach: Lennonie i Harrisonie, podnosząc ich talent i dokonania. Swietny, zrozumialy angielski Paula w polaczeniu z ogromnymi ekranami LED (LED'y rządzą!) i znakomitym, czystym  naglosnieniem (dla mnie było kapke z glosno) pozwalaly na spokojnie wsłuchanie się we wspominkowe opowieści Paula, podażanie za muzyczna podrozna do której zostaliśmy zaproszeni. Paul ze znaczym wysiłkiem usilowal powtarzac pare zdan po polsku, czym wzbudzal entuzjazm publiczności (zakonczyl koncert także po polsku mowiac "do zobaczenia").
Na wyniesionym kilka metrów w górę podeście Paul wykonuje
"Black Bird"
Fajnym akcentem było zaproszenie z widowni jednej z fanek, która na plakcie napisala, ze od 10 lat czeka żeby uscisnac Paula. Przyjechala z Suwałk i była autentycznie wzruszona mozliwoscia wymiany kilku zdan z Paulem i publicznego padniecia w jego ramiona. Poproszona na estradę para ze Słowacji (na plakacie "Paul pomoz mi się oswiaczyc") odgrala scene oświadczyn, ale w odróżnieniu od dziewczyny z Suwałk nie wygladalo to spontanicznie, zwywiolowo. Ona powiedziała tak, on dal jej pierścionek i po robocie.

Finał. Paul mówi "do zobaczenia", a nabita do ostatniego miejsca hala gorąco dziękuje mu za show.
Było fajnie i było warto.

Tym razem do Krakowa pojechałem pociągiem. 150 zl, II-klasa, Pendolino i NIE MA WiFi!
To porażka!
Nocleg tym razem w Hotelu Poleski. Niewiele drożej (190 zl) niż w Hotelu Ibis, a widok z restauracji na Wawel najlepszy w Krakowie. Dosc daleko od Tauron Areny, ale okazało się, ze szybko i skutecznie można tam dotrzeć tramwajem (uliczne korki powodują, ze najszybszym srodkiem komunikacj jest tramawaj wlasnie).
Powrot także Pendolino. 2h20 min. do Warszawy to niezły wynik, ale ze NIE MA WiFi! To porażka!


wtorek, 20 listopada 2018

"Nightwish", Decades World Tour, koncert, Tauron Arena Kraków, sobota 2018.11.17

"Nightwish", Decades World Tour, koncert, Tauron Arena Kraków, sobota 2018.11.17

Floor Jansen na froncie. (foto net)
Koncert fińskiej kapeli Nightwish grającej symfoniczny metal był powodem mojej kolejnej w tym roku wizyty w grodzie Kraka. Metal nie jest moim ulubionym gatunkiem muzycznym. Lubie jednak dobre gitarowe granie, a w tym przypadku, w przypadku grupy-lidera tego gatunku wiedziałem, ze dobrych, mocnych riffów, zadziornych solówek nie zabraknie.
Wydaje mi się, ze nigdy nie slyszalem Nightwish na trójkowej antenie. Mam wrazenie, ze inne, dedykowane muzyce rockowej stacje radiowe, także rzadko, lub wcale nie graja ich muzyki. Pomimo tego kapela ma rzesze wiernych fanow, którzy w sile około 20 tys. karnie, w strojach organizacyjnych stawili w hali Tauron Areny, aby wziąć udział w metalowej uczcie.

Nie znacie Nightwish? Odpalcie YT. Mnie spodobaly się ich clipy ilustrujące epicki, baśniowy charakter ich muzyki. Rok temu nie miałem pojęcia o ich istnieniu/muzyce. Ale od kiedy od znajomego dostałem cd z ich graniem, chętnie, zwłaszcza w samochodzie słucham przede wszystkim wczesnych kawalkow z udzialem ich pierwszej wokalistki Tarji Turunen.

Koncert Nightwish poprzedzil wystep supportu w postaci także metalowej fińskiej grupy Beast in Black. Bardzo udany wystep jak na kapele, która ma w dorobku jeden album, a ze sceny odgrazala się, ze kolejny wlasnie w drodze, zapowiadając przy okazji swoja trase koncertowa.

Beast in Black w akcji. Po koncercie kupiłem ich T-shirt z tytułową bestią. Straszny. Pewnie będzie mi się snić. Bestia.
Mógłbym zrobić i umieścić foto koszulki, ale w trosce o Wasz spokojny sen oszczędzę Wam tego strasznego widoku:)
 
Potem chwila oddechu i prawie punktualnie, zgodnie z programem o godz. 21:00 na scene wyszedł muzyk Nightwish, aby dzwiekiem kobzy dac znak do rozpoczęcia koncertu. Chwila spokojnego grania i pojechali.
Było glosno, mocno i bardzo, bardzo dobrze. Glownym elementem scenografii był ogromny, stanowiący tlo ekran o jakości HD. Na nim wyświetlano ilustrujące muzyke filmy które przedstawialy stworzone komputerowo obrazy wyimaginowanych krajobrazow, postaci, maszyn. Boczne, mniejsze ekrany sluzyly do bieżącego portretowania zblizen muzykow.
Do tego swiatla, dymy, znakomite jęzory płomieni wstrzeliwujace z wielkokierunkowych dysz w kulminacyjnych momentach niektórych utworow. Jednym słowem wszystkie niezbedne elementy oprawy przynależne występowi metalowej kapeli.
Był kołys, wspólne spiewanie, zabawa. Znakomity koncert.
W dość widoczny sposób, za sprawa jakiś problemow rozjechala się trochę koncowka koncertu. Rozmyl się podzial na koncert zasadniczy i nieodzowny bis, który chyba nie miał należnej, oczekiwanej przez fanow mocy.
Chociaz kapela grala live, orkiestracje grano z palybacku. To trochę draznilo. Ostatecznie był to koncert. Wydaje się, ze Nightwish mogl zagrac bez tego wspomagania. Byloby inaczej niż na plytach, ale za to 100% live, 100% koncertowo.
Nie zmienia to faktu, ze w moim odbiorze koncert był znakomity, a kapela muzycznie prezentowala bardzo wysoka forme.
Nightwish to przede wszystkim mocne gitarowe granie zestawione z żeńskim wokalem i baśniową oprawą. Widownia wypelniona do ostatniego miejsca to przekrój wiekowy od około 25 lat wzywż.
Na froncie woklistka, która skutecznie radzila sobie z niełatwym zadaniem zastąpienia Tarij Turunen.
Duuuże holenderskie dziewczę wyrosniete na zdrowym holenderskim nabiale. Ubrana w stosowne skorzane wdzianko i buty na niewysokich obcasach była znacząco wyzsza i dominująco wieksza od jednego z gitarzystów. Kiedy zaczela pląsać w rytm celtycko brzmiących dźwieków jedengo z kawalkow miałem obawy o wytrzymalosc estrady. Nic zlego się jednak nie stało. Dechy wytrzymały. Inna sprawa, ze moglaby wpaść do Irlandii na kilka lekcji stepu irlandzkiego, wówczas jej popis nabralby może stosownej lekkości. Troche się czepiam, ale jak się robi front to warto zadbac o szczegoly. Panowie z kapeli, zwłaszcza gitarzysta bedacy drugim glosem wyglądali stosownie do wykonywanego zawodu ciesząc oko długimi piórami tudzież fantazyjnie zpleciona broda i wasami.
Było klimatycznie, głośno i bardzo dobrze.

Tym razem nocowaliśmy w Ibis nieopodal Galerii Krakowskiej. Niezła miejscówka, lepsza od Ibis Budget, gdzie spalismy bedac na koncercie Iron Maiden. Tym razem jadac do Krakowa kupiliśmy parking na terenie Areny i było to zgrabne rozwiązanie. Organizacja koncertu bez zarzutu.
Ilosc młodych ludzi w żółtych uniformach kierujących fanów do odpowiednich sektorow wystarczajaca. Mnostwo bramek ze sprawna obsluga zapewnialo plynne, niezklocone wejście na teren Areny.
Dzieki nowootwartej obwodnicy Radomia przejazd szybszy, latwiejszy, bardziej bezpieczny.
Jednak na koncert sir Paula, który już wkrótce, bo 4.12 raczej pojade pociągiem.

niedziela, 18 listopada 2018

Urlopowy klimacik - Dahab, Egipt 2018.11.06-13

Urlopowy klimacik - Dahab, Egipt 2018.11.06-13

Rzucilem robote! Na tydzień. Nie było latwo, ale... Kupielm bilety na samolot odpowiednio wcześniej i stało się. Zrobiłem sobie urlop w okresie kiedy w fabryce huk roboty.

Mało wiatru? Czas na piwo.  
Dahab nie jest typowym egipskim kurortem. To miasteczko z niewielkimi hotelikami,  mnóstwem restauracyjek, bazarkiem rozciagnietym wzdłuż nadmorskiego deptaka i wszechobecnym, arabskim bałaganem. T-shirt, szorty, klapki, wietrzne spoty kite- i windsurfingowe, slonce, cieple morze, rafa, snurkowanie, plywanie a nade wszystko niewymuszony chill-klimacik.

Dahab ma swoja specyfikę powodujaca, ze nie każdy czuje się tam dobrze. Ci, którzy wola hotele, hotelowe baseny i bary mogą poczuc się zagubieni wśród beduińskich slumsow (mieszkałem w dzielnicy arabskiej w priv. apartamencie), kóz na ulicach, bezladnego ruchu ulicznego, obskurnych według europejskich standardow sklepikow. Wystarczy jednak pozbyć się uprzedzen, usmiechnac się, przyjaznie spojrzeć na otoczenie, aby w zamian otrzymać to samo... Każdy dzień pobytu w Dahabie, każdy kolejny kontakt z miejscowymi powodowaly, ze moja optyka ulegala zmianie. Zmienila się na tyle żeby z nadzieja myslec o kolejnym wyjeździe w to miejsce...

Blue Hole. Atrakcja dla nurków i turystów nieopodal Dahabu. W ponad 100 metrowej morkiej studni zginęło wielu
śmiałków, w tym Polaków, którym dedykowane są liczne tablice.

Blue Lagoon - spot kite-surfingowy. Żeby się tam dostać
trzeba wynająć sporą łódź.
 
Koty - element dahabskiego klimatu.

Blue Lagoon. Nie wieje, czas na chill, nurkowanie na rafie; motorówka przypłynie za 3h. 

Dahab to przede wszystkim wymarzone miejsce do uprawiania wszelkich sportow wodnych. Korzystalismy ze swietnie wyposaznej w znakomite deski JP/żagle Neila Pryde przjaznej wypożyczalni Harrego Nassa.