Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania CRISPR/Cas9, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania CRISPR/Cas9, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

środa, 3 września 2025

"Kod życia. Jennifer Doudna, edycja genów i przyszłość ludzkości" (The Code Breaker: Jennifer Doudna, Gene Editing, and the Future of the Human Race), aut. Walter Isaacson, USA 2021, PL 2023, książka

Jennifer Doudna, edycja genów i przyszłość ludzkości" (The Code Breaker: Jennifer Doudna, Gene Editing, and the Future of the Human Race), aut. Walter Isaacson, USA 2021, PL 2023, książka


Był bodaj rok 2017. Na rowerowy wypad zabrałem ze sobą jeden z numerów National Geographic i w czasie porannej lektury jedenego z artykułów natknąłem się w tekście na taki fragment: "Narzędzie CRISPR-Cas9 ma dwa składniki. Pierwszy to enzym Cas9, który działa jak komórkowy skalpel do przecinania DNA (w warunkach naturalnych używają go bakterie do wycinania i unieszkodliwiania materiału genetycznego wirusów, które go atakują), Drugi składnik to specjalne "przewodnikowe" RNA, gRNA (guide RNA), coś w rodzaju pilota, który prowadzi ten skalpel do konkretnych nukleotydów (liter DNA), które mają być przecięte". Moją pierwszą, mimowolną reakcją było gwałtowne opadnięcie dolnej szczęki, kolejną zwołanie wszystkich kolegów do pokoju i głośne przeczytanie w/w fragmentu. Dalej w tekście było nie mniej ciekawie, czyli o możliwościach, znaczeniu tego odkrycia porównywalnego z ujarzmieniem atomu... Możliwość nieograniczonego "grzebania" w genach stała otworem dla wszystkich, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Od tamtego czasu przeczytałem sporo książek, obejrzałem wiele filmów (TU) poświęconych inżynierii genetycznej z użyciem narzędzia CRISPR/Cas9 za którego odkrycie/opisanie w roku 2012 Panie  Jennifer Doudna i Emmanuelle Charpentier otrzymały nagrodę Nobla (2020). W jakimś stopniu ta świeża wiedza koreluje z zawartością książek znanego ewolucjonisty, propagatora nauki Richarda Dawkinsa (TU), a książka "Kod Życia" wiąże wiele tych wątków ze sobą, dostarczając kompleksowej, w tym historycznej wiedzy na temat szeroko rozumianej biotechnologii. 

"Kod życia" co wynika z podtytułu czyni główną postacią opowieści Jennifer Doundę. To wokół niej, jej aktywności zawodowej toczy się licząca 674 str. opowieść o dziewczynie, która po przeczytaniu "Podwójnej helisy" J. Watsona postanowiła zostać naukowcem, biotechnologiem. Książka jest napisana przez dziennikarza-zawodowca, który jak można przeczytać na 1-szej okładce jest m.in. autorem książek o Leonardo da Vinci i Steve Jobs'ie. Autor włożył mnóstwo wysiłku w poznanie opisywanych w książce technologii laboratoryjnych. Uczestniczył osobiście w konstruowaniu narzędzia CRISPR/Cas9 dzięki czemu cała ta dość skomplikowania genetyczna materia staje się zrozumiała, przyswajalna przez przeciętnego czytelnika. Kartki książki są zaludnione mnóstwem postaci nauki biorących udział w wyścigu o pierwszeństwo do przełomowego osiągnięcia jakim jest technologia CRISPR/Cas9. Autor szczegółowo listuje nazwiska laborantów ściśle współpracujących z Paniami Jennifer Doudna i Emmanuelle Charpentier. W kolejnych etapach eksperymentów uwieńczonych Noblem był także Polak - Krzysztof Chyliński. Muszę przy okazji przypomnieć innego polskiego naukowca (książka o nim nie mówi ze względu na odległość w czasie jego dokonań) Piotra Chomczyńskiego, który wyjechał do USA, aby w 1989 roku założyć Molecular Research Center (TU), firmę, która zajmowała się i zajmuje izolacją RNA i DNA według autorskiej metodologii będącej jedną z najczęściej cytowanych prac naukowych w dziedzinie biologii i biochemii. Można z dużą pewnością założyć (tak, to moja, autorska spekulacja), że laboratoria Pań Noblistek oraz innych wymienionych w "Kodzie życia" naukowców korzystały z usług Molecular Research Center na różnych etapach prac badawczych w odniesieniu do CRISPR/Cas9 jak i szczepionki przeciwko Covid-19 (w tej sekcji "Kodu życia" jest spory fragment mówiący o zamawianiu u podwykonawców niezbędnych gotowych-do-użycia sekwencji RNA). W każdym razie warto mieć w pamięci, że szczepionki RNA przeciw Covid-19 nie powstały na łapu-capu, ale były poprzedzone wieloletnimi badaniami, aczkolwiek były pierwszymi szczepionkami mRNA użytymi na tak dużą skalę. 

W moim przekonaniu wartość "Kodu życia" polega na kompleksowym podejściu autora do tematu "edycji ludzkich genów". Po książkę może sięgnąć zupełny laik. Jest w książce znaczny kawałek historii okrycia helisy DNA ze szczególnym uwzględnieniem osób i załug J. Watsona i Rosalind Franklin. Większość tekstu poświęcona jest oczywiście opisowi prac, praktycznie wyścigu nad budową CRISPR/Cas9, ale znajdziemy tam także obszerne fragmenty poświęcone bezwzględnej walce o patenty (=kasę), opisy działań biohackerów dążących do upublicznienia metodologii edycji genów w celu pozbawienia Big Pharmy gigantycznych zysków z czegoś, co powinno być dobrem ludzkości, nie technologią sprzedawaną za grube miliony USD. Mamy w tej książce ślad działania chińskich służb, które w ramach programu Tysiąca Talentów ściągały/ściągają do Państwa Środka chińskich naukowców wyszkolonych i zaopatrzonych w wiedzę na amerykańskich uniwersytetach. Nade wszystko w książce wybrzmiewa obawa o dalekosiężne skutki grzebania w genach... Już teraz naukowcy przyznają, że brak jest ostrej granicy między leczeniem, a ulepszeniem, co praktycznie prowadzi do mniej lub bardziej świadomego zawiadywania ewolucją, czego efektem może być nieomal całkowita utrata różnorodności ludzkiej rasy, a w konsekwencji być może jej unicestwienie...

Przeczytałem tę książkę z zapartym tchem. To nie była szybka lektura. Poszczególne rozdziały wymagały chwili oddechu, zastanowienia się, pokuszenia o własne przemyślenia, wnioski. Jednak zapewniam! Ta książka jest warta wysiłku i czasu poświęconego na jej przeczytanie. W rozdziale "Zabawa w Boga" (str. 515) autor przytacza słowa dyr. National  Instituties of Health (NIH) Francis Collins: "Ewolucja pracowała nad optymalizacją ludzkiego genomu przez 3,85 mld lat. Czy naprawdę sądzimy, że jakaś grupka genetycznych majsterkowiczów mogłaby zrobić to lepiej i nie wywołać przy okazji rozmaitych niezamierzonych konsekwencji?" Majsterkowanie na wielką skalę odbywa się wokół nas. Konsekwencje wkrótce...

czwartek, 15 lutego 2024

"Helisa. Oni nas zastąpią" (Helix. Sie werden uns), aut. Marc Elsberg, 2017, książka

 "Helisa. Oni nas zastąpią" (Helix. Sie werden uns), aut. Marc Elsberg, 2017, książka

Po lekturze "Żydów", "Żydów2" i "Niemców" Piotra Zychowicza postanowiłem zrobić sobie przerwę od bestialstwa, zbrodni (czekają "Sowieci" tego samego autora oraz zarekomendowany przez koleżankę "Atlas zbuntowany") i przeczytać coś lżejszego. Przeszukałem zasoby lokalnej biblioteki wpisując do wyszukiwarki "DNA" i "Helisa". Jedną z dwóch wyselekcjonowanych książek była "Helisa" M. Elsberga. Znam wcześniejsze książki tego autora: "Blackout" (TU) i "Zero" (TU). "Blackout" doczekał się statusu bestsellera. I słusznie. "Zero" jest moim niezłe, chociaż nie tak dobre jak "Blackout". Natomiast "Helisa" pomimo tego, że traktuje o szalenie ciekawym zagadnieniu jakim jest stosunkowo nowa metoda modyfikacji DNA zawarta w akronimie CRISPR/Cas9, jest moim zdaniem z tych trzech tytułów najsłabsza. W mojej ocenie bardzo mizerna jest warstwa fabularna/sensacyjna opowiadanej przez książkę historii, która nie dość, że jest mocno naiwna, to bardzo szybko staje się przewidywalna gubiąc aspekt sensacji, nieoczekiwanego suspensu. Jednak zasadniczym zarzutem jest zbyt powierzchowne potraktowanie zagrożeń jakie niesie łatwość modyfikacji DNA dzięki narzędziom CRISPR/Cas9. Ta  metoda, to niedawne odkrycie (2012) uhonorowane Nagrodą Nobla w 2020 jest porównywane do ujarzmienia energii  atomowej ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. 

Marc Elsberg pisząc "Blackout" udowodnił, że potrafi bardzo sugestywnie budować wizję świata pozbawionego dostępu do energii elektrycznej. Jest przede wszystkim bardzo szczegółowy, dokładny i fachowy opisując rosnącą dramaturgię zagrożeń. Stopniowa eskalacja zła jest bardzo plastyczna. Czytelnik z łatwością daje się przekonać, że ta "blackoutowa" wizja jest możliwa, a jej konsekwencje mogą być tragiczne. W przypadku "Helisy" jest moim zdaniem inaczej. Odniosłem wrażenie, że temat zagrożeń został potraktowany przez autora pobieżnie, a całość książki nie została przemyślana, zaopatrzona w detale, które utwierdziłby czytelnika o skali ryzyka jakie niesie ze sobą frywolne grzebanie w genach...  Nie oznacza to jednak, że książka, której głównym tematem  jest "produkcja" super ludzi nie jest warta przeczytania. Myślę, że dla tych, którzy spotykają się pierwszy raz z CRISPR/Cas9 ta ubrana w sensacyjny wątek historia może być wstępem do bliższego zainteresowania się tym tematem. Jest on fascynujący, intrygujący, wręcz ekscytujący. Uwagę zwraca zwłaszcza fakt, że obecnie media milczą na temat postępów, rozwoju tej metody. Po roku 2012, kiedy panie: Jennifer Douda i Emmanuelle Charpentier opublikowały  metodologię programowania przy pomocy RNA helisy DNA nastąpił wręcz wysyp różnych publikacji na ten temat. Wystarczy wejść na Netflix, wpisać do wyszukiwarki DNA lub CRISPR/Cas9 żeby otrzymać listę kliku filmów dokumentalnych poświęconych temu tematowi. Intrygujące jest to, że wiedza na której się opierają sięga mniej więcej roku 2018/19. Potem... cisza.... Zainteresowanych zachęcam do obejrzenia tych filmów (TU i TU), gdzie opisuje się zmagania z komarami przenoszącymi wirusa Zika (wirus powodujący małogłowie) przed olimpiadą w Brazylii (2016) i ogromne nadzieje związane z leczeniem chorób jednogenowych. Jeden z filmów kończy się informacją o spodziewanym bodaj w roku 2019 przyjściu na świat chińskich bliźniąt, które w wyniku modyfikacji genetycznej będą (są) odporne na HIV... Ta informacja podana jest w formie sensacji. Zachodnie normy etyczne zakazują eksperymentów na ludzkich zarodkach. A chińskie... azjatyckie... Nie ma najmniejszych wątpliwości, że od kiedy metoda CRISPR/Cas9 trafiła pod strzechy (dosłownie; jest ponoć bardzo prosta; o tym także w filmach na Netflix) mnóstwo laboratoriów rzuciło się w wir eksperymentów. Mają zapewnione nieograniczone finansowanie. Niewyobrażalnie majętni ludzie chcą być równi bogom i zyskać nieśmiertelność, rządy wielu państw pragną stworzyć żołnierzy przyszłości, a Big Pharma szuka możliwości multiplikacji zysków. 

"Helisa" która w swoim pomyśle, konstrukcji w dużej mierze bazuje na "Nowym, wspaniałym świecie" A. Huxleya (TU) nie ma tej siły co pierwowzór napisany w 1932 roku. Jest warta uwagi, gdyż w niewielkim, ale jednak, stopniu uzmysławia skalę zagrożeń mimowolnie niesionych przez naukę.  

czwartek, 22 lipca 2021

"Matryca. Jak DNA programuje nasze życie?" (Blueprint: How DNA makes us who we are), aut. Robert Plomin, USA, 2018, PL 2020, książka

 "Matryca. Jak DNA programuje nasze życie?" (Blueprint: How DNA makes us who we are), aut. Robert Plomin, USA, 2018, PL 2020, książka


Znalazłem tę książkę w swojej lokalnej bibliotece. Stąd wiem ile czasu zajęło mi przeczytanie 352 stron - jeden miesiąc! Równolegle czytam inną książkę, ale to nie jest powód dla którego lektura "Matrycy..." trwała tak długo. Zasadniczą przyczyną jest znaczny stopień złożoności problematyki, która zajmuję się autor. On - urodzony w 1948 roku amerykański psycholog znany w swoim środowisku z badań nad bliźniętami oraz zgłębianiem tego co określa się mianem "genetyki zachowania", ma całą tę wiedzę w małym palcu, ja nie:) Jak zwykle przy okazji takich lektur konieczny jest wysoki stopień koncentracji, czyli cisza, spokój, wolna od myśli głowa, a o to nie jest łatwo. Stąd tak długi czas jaki musiałem poświęcić na lekturę f a s c y n u j ą c e j  "Matrycy...", która jest jedną z tych książek, które traktują o poszerzaniu, przesuwaniu granic wiedzy. Było warto:)

Przyczyna dla której sięgnąłem po tę książkę ma swoje miejsce w widzianym kilka lat temu dokumencie dotyczącym badań prowadzonych przez nowozelandzki ośrodek akademicki w Otago w Dunedin School of Medicine dotyczących m.in. związków wpływu środowiska na rozwój jednostki. Badania były i są prowadzone od wielu lat na dużej próbie badanych. Jest na ten temat sporo w necie (np. TU), a wpisując w przeglądarkę hasło "Dunedin study" można z łatwością trafić na mnóóóóóstwo informacji, które sprowadzają się praktycznie do jednego wniosku - środowisko, nawyki wykształcone w dzieciństwie determinują nasze dorosłe życie w kolosalnym stopniu.

"Matryca..." jednak, już w tytule mówi, może tylko sugeruje coś innego: to DNA czyni nas tymi, którymi jesteśmy... 

Autor "Matrycy..." Robert Polmin jest psychologiem. Upraszczając, punktem wyjścia jego badań i tematu tej książki były poszukiwania w kierunku inteligencja a środowisko versus dziedziczność. Stąd szerokie i dogłębne  badania nad bliźniętami które dały mu sławę i wysoką rozpoznawalność w środowisku naukowym. Te i inne badania doprowadziły go do wniosku, że genetyka odpowiada "za połowę wartości korelacji między właściwościami środowiska a cechami psychicznymi". Idąc dalej autor dowodzi, że to nic innego jak nasze DNA powoduję, ze w jakimś stopniu mamy wpływ na dobór środowiska, które nie jest tym, co jak sądzono przytrafia się nam bez naszej wiedzy i woli, na co jesteśmy skazani. Czyli "wykorzystujemy środowisko, żeby dostać to czego pragnie nasza matryca DNA". Wnioski zwalające z nóg! Do tego będące w opozycji do wyników badań Dunedin, gdzie determinizm środowiskowy był podnoszony do roli zasadniczego "kompasu" wdrukowanego w nasz  rozwój.

DNA to wiedza stosunkowo świeża. Odkrycie struktury słynnej helisy to rok 1953 (Nobel w 1962 dla J. Watsona i F. Circka) natomiast pełne odczytanie ludzkiego genomu datuje się na rok 2003. Dzisiaj za stosunkowo niewielkie pieniądze, na podstawie badań DNA możemy ustalić np. ojcostwo, podatność na jednogenowe choroby genetyczne, a dzięki metodzie CRISPR/CaS9 wyeliminować wadliwy/zmutowany gen zastępując go innym, właściwym (np. przykład z książki - fenyloketonuria, gdzie enzym odpowiedzialny za rozkład fenyloalainy nie działa właściwie powodując gromadzenie się niezmetabolizowanej fenyloalaniny, co w konsekwencji prowadzi do ciężkiego uszkodzenia mózgu; zagrożenie można wyeliminować/złagodzić także właściwą dietą). 

No, ale jak jest z tą inteligencją, ew. z zagrożeniami chorobami psychicznymi. Czy jest jeden gen, który odpowiada np. za wysokie IQ, lub zachorowalność na schizofrenię, depresję? Według dzisiejszego stanu wiedzy, nie. Natomiast porównawcze badania poligeniczne mówią, że np. inteligencja jest "zaszyta" w dziesiątkach tysięcy różnych genów. Dobrą wiadomością jest to, że opisują one to co JEST (bo nie mamy wpływu na nasze DNA), nie to, co MOŻE się stać, czyli mówią o prawdopodobieństwie, nie konieczności. 

Po więcej informacji, w tym np. dlaczego zdaniem autora na serwisach randkowych będziemy udostępniać swoje DNA, jak będzie się zmieniać system kwalifikacji na studia, czy podział społeczeństwa ze względu na dziedziczone cechy jest możliwy, odsyłam do "Matrycy...". Książka zawiera także przewidywania autora dotyczące dalszego rozwoju badań nad DNA i ich wpływie na naszą cywilizację. Cała nadzieja, że według stanu wiedzy na dziś wyniki badań poligenicznych są probabilistyczne, nie deterministyczne. W innym przypadku nie pozostałoby nic innego jak zbadać swoje DNA, a potem w zależności od wyników, wierząc w nieuchronną sprawczość tego co w genach, leżąc na kanapie z pilotem w dłoni, czekać co przyniesie los :)

czwartek, 10 czerwca 2021

"Rzeka genów" (River out of Eden. The Darwinion View of Life), aut. Richard Dawkins, 1995, książka

 "Rzeka genów" (River out of Eden. The Darwinion View of Life), aut. Richard Dawkins, 1995, książka

Kolejna (trzecia) przeczytana przeze mnie książka Richarda Dawkinsa. Jedna z pięciu, które kupiłem dawno, dawno temu, a dopiero teraz mogę osiągnąć odpowiedni stopień koncentracji niezbędny do lektury kolejnych pozycji traktujących o ewolucji. Czekają jeszcze dwie: "Fenotyp rozszerzony" i "Bóg urojony". W zasadzie "Rzeka genów" jest konsekwentną kontynuacją i dowodem na darwinowski dobór naturalny versus kreacjonizm. Podobnie jak dwie poprzednie książki (TU) "Rzeka genów" w sposób logiczny, trudny do podważenia tłumaczy zasady ewolucji, której zasadniczym czynnikiem jest czas, a u podstaw leży proces płciowego rozmnażania, który zdaniem autora jest niczym innym jak wielką, złożoną maszyną szyfrującą. To w wyniku rozmnażania właśnie, jądro nowej komórki powstaje ze złożenia fragmentów kodu DNA pochodzących od ojca i matki. Potem włącza się czynnik czasu i uwarunkowań zewnętrznych w czego efekcie pojedyńcza komórka może ewoluować do np. komórki światłoczułej. Potrzeba na to, bagatela, 400 tys. pokoleń czyli około 0,5 mln lat... Richard Dawkins niezmiennie, z uporem powtarza, że proces ewolucji jest procesem ciągłym, przypadkowym, zachodzącym samoistnie w sposób bezduszny, obojętny. Mamy problem z rozumieniem tego procesu, gdyż mamy "wdrukowaną" w nasze mózgi "potrzebę celowości wszystkiego". Autor pisze: ..."Trudno nam patrzeć na cokolwiek, nie zadając sobie od razu pytania: czemu to służy, w jakim celu istnieje? Kiedy obsesja celowości nabiera cech patologicznych, nazywa się ją paranoją, czyli dopatrywaniem się ukrytych sensów i zamiarów we wszystkim, co się dzieje, w każdym przypadkowym zdarzeniu".

Szalenie ciekawa jest część książki poświęcona samopowielającym się bytom. Autor pisze o samoreplikacji zauważając jednocześnie, że nie mamy "żadnych bezpośrednich dowodów, co zapoczątkowało proces samoreplikacji na naszej planecie". Jednak zdaniem autora nie ma wątpliwości, że wydarzeniem, które uruchomiło tę trwającą cały czas eksplozję, czyli fenomen dziedziczności była reakcja chemiczna, której częścią jesteśmy my sami. Niemniej jednak musimy mieć na uwadze, że do tej pory nie udało się w warunkach laboratoryjnych dokonać symulacji, która uruchomiła ową "reakcję chemiczną", czyli dała początek życiu na Ziemi. Brak twardego dowodu, że transformacja z np. przypadkowego "zlepka" bliżej nieokreślonych związków chemicznych do żywej komórki jest możliwa, daje pole do trwającego "od zawsze" sporu między kreacjonistami, a ewolucjonistami.

Książka została opublikowana w 1995, a jej polska premiera miała miejsce w roku 2007. Może się wydawać, że czytanie takich "staroci" w dobie kiedy nauka gna do przodu nie ma większego sensu, że lepiej jest przeczytać coś nowszego. Być może. Jednak to o czym pisze R. Dawkins to podstawa do rozumienia tego co nazywamy ewolucją, doborem naturalnym. Moim zdaniem dzięki tej wiedzy i umiejętnościom popularyzatorskim autora łatwiej jest zrozumieć chociażby fenomen metodologii modyfikacji genetycznej metodą CRISPR/Cas9, czy sposób działania anty-Covidowych szczepionek 3-ciej generacji. Lektura "Rzeki genów" wymaga wysokiej koncentracji, więc raczej nie nadaje się na wakacyjną lekturę. Ale to moje zdanie. Czytajcie. Warto mieć własną opinię :)

poniedziałek, 7 grudnia 2020

"Selekcja (nie)naturalna" (Unnatural Selection), reż. Joe Egender, Leeor Kaufman, USA, 2019, film dokumentalny, Netflix

 "Selekcja (nie)naturalna" (Unnatural Selection), reż. Joe Egender, Leeor Kaufman, USA, 2019, film dokumentalny/miniserial, Netflix


Miniserial skalda sie z 4 odcinkow. Rozszerza, uscisla temat, ktorym zajmuje sie film "Human nature",  czyli perspektywy, zagrozenia i korzysci jakie niesie ze soba metoda "edytowania genów" CRISPR/Cas9. Odcinki: "Kopiowanie i wstawianie", "Pionierzy", "Zmienić cały gatunek" i "Następne pokolenie" moga troche nużyć, gdyz w kazdym z nich powtarzane sa te same lub podobne argumenty, czesc bohaterow jest ta sama. Jednak ich konstrukacja jest taka, ze kazdy z odcinkow moze byc autonomicznym filmem, a ogladane jeden-po-drugim stanowia kontynuacje, gdzie kazdy odcinek zgodnie z tytulem dedykowany jest innemu aspektowi edycji genow. Jesli widzieliscie i podobal sie Wam "Human Nature" to "Selekcja (nie)naturalna" jest pozycja obowiazkowa. Jesli nie widzieliscie, ale "grzebanie w genach" dziala na Wasza wyobraznie, to ogladajac te filmy nie bedzie sie nudzic. Mnie sie podobało.

Techonologie-podstawy metody CRISPR/Cas9, za ktora panie Emmanuelle Charpentier i Jennifer Doudna dostaly tegorocznego Nobla w dziedzine chemii sa takze baza do stworzenia szczepionek na COVID-19, ktore juz za chwile maja wyeliminowac problem "pandemii". Używam cudzyslowu, gdzy z potoczonym rozumieniu "pandemia" okresla ŚMIERTELNĄ, zaraze o globalnym zasiegu. W przypadku tego co dzieje sie wokół nas, wedlug biezacej wiedzy, tylko okolo 4%-5% chorych wymaga hospitalizacji, a "umieralność" nie przekracza wskaznikow dla przecietnej, sezonowej grypy. Jednak przy tak ogromnej latwosci przenoszenia sie wirusa COVID-19, przy tak gigantycznej liczbie zarażonych owe 5% w szpitalach oznacza ogromnie obciazenie dla systemow ochrony zdrowia, we wszystkich, nawet najbardziej rozwinietych krajach. Swiat czekal niecierpliwie na skuteczne lekarstwo/szczepionke. I prosze bardzo. Blyskawicznie, prawie w tym samym czasie kilka firm oglosilo, ze ma remedium w postaci szczepionki wlasnie. Ta niebywala predkosc w tworzeniu nowej szczepionki byla mozliwa dzieki metodzie wprowadzaia do ludzkich komorek syntetycznych łańcuchów mRNA. Od momentu, kiedy Chińczycy wraz z poczatkiem roku 2020 upublicznili mape genomu wirusa COVID-19 (SARS-CoV-2) naukowcy wszystkich laboratoriow staneli do wyscigu o szczepionke. Jeszcze do niedawna szczepionki uzyskiwalo sie izolujac wirusa, rozmanżac go na  zywym materiale (zwykle specjalnie hodownanych koloniach komorek). Potem oslabionego, lub martwego wirusa podawano w postaci szczepionki, a system odpornowsciowy organizmu uczyl z sie z czasem rozpoznawac i produkowac przeciwciala sluzace do destrukcji wirusa. W przypadku nowej metody umiejetnosc rozpoznawania i wyzwalnia odpowiednich mechanizmow obronnych jest "wszczepiana" w nasze komorki w postaci syntetycznego mRNA, w ktorego  łańcuchu zawarta jest informacja identyfikujaca wirusa.  Calosc jak rozumiem, dziala troche jak system "swoj-obcy" w samolotach bojowych. W pelni zautomatyzowane rozpoznanie "obcego" wyzwala natychmiastowa reakcje, ktora blokuje wirusowi mozliwsc wnikniecia do zywej komorki, a tym samym jego rozmnażanie, rozpoczynajc jednoczesnie wzmożoną produkcje przeciwcial (wirus nie moze sie mnozyc samoistnie, potrzebuje do tego zywych komorek). Wirus nie moze sie mnozyc, przeciwciala demoluja intruza i po robocie. To moja LAICKA, DYLETANCKA interpretacja procesow opisanych m.in.  w "Selekcja (nie)naturalna" i "Human nature".  Filmy zajmuja sie zaletami metody CRISPR/Cas9 jak i zagrożeniami jakie niesie technologia dzieki ktorej dostajemy narzedzie do tworzenia nowych, UWAGA! także TRANSGENICZNYCH bytów, czyli takich, ktore powstaja przez wprowadzenie do DNA organizmu (także ludzkiego) genów obcego gatunku, mogących pochodzić z rośliny lub/i zwierzecia... Dzieje się! Tu i teraz! Warto, wiedzieć, więcej!

piątek, 27 listopada 2020

"Human nature", reż. Adam Bolt, USA, 2019, film dokumentalny, Netflix

"Human nature", reż. Adam Bolt, USA, 2019, film dokumentalny, Netflix


W ostatnim wpisie przywolalem postać Tamary Łempickiej. Ona, a wlasciwie ksiazka-biografia miala byc tematem tego posta. Stalo sie inaczej. Otoz gdzies w okolicach poczatku listopada doleciala do mnie informacja o przyznaniu nagrody Nobla w dziedzinie chemii paniom: Emmanuelle Charpnetier i Jennifer Doudna za opracowanie i opublikowanie w roku 2012 metodologii CRISPR/Cas9, ktora sluzy niczemu innemu jak precyzyjnemu "grzebaniu" w genach. Natknąłem sie na zwiastun filmu "Human Nature". Musialem go zobaczyć i napisac klika zdań zachecajacych do jego obejrzenia.

Wydaje mi sie, ze pierwszy raz przeczytalem o tej metodzie (CRISPR/Cas9) w National Geographic w 2017. Artykul byl na tyle fascynujacy, ze zrobilem zdjecie (obok) fragmentu tekstu. To brzmialo jak czysta fantastyka. Dzieki tej metodzie naukowcy mogli dostarczyc zsynetyzowany fragment DNA w dowolne miejsce genomu, trafić idealnie usuwajac niepożadane geny, a w to miejsce wstawiac do istniejacego kodu inne, "chciane" geny. Do tego ta metoda jest (ponoć) szalenie prosta, precyzyjna, tania i skuteczna. (Natychmiast przypomniala mi sie przeczytana na poczatku lat 80-tych ksiazka Davida Rorvika "Na obraz i podobieństwo swoje", futurystyczna wówczas wizja klonowania ludzi; myślę, ze pomimo wieku [wydana 1983] nadal moze byc ciekawą lektura). Jakis czas potem na jednym z kanalow Discovery zobaczylem film dotyczacy proby zwalczania komarow przed olimpiada w Brazylii. Chodzilo o wirusa Zika przenoszonego przez jeden typ komarów.  Wirus jest szczegolnie grozny dla kobiet w ciazy, gdyz moze powodowac u noworodkow małogłowie. Zatrudniono brytyjska firme, ktora zajela sie genetyczna modyfikacja komarow przenoszacych Zike i denge. Potomstwo zmodyfikowanych komarow ginęło nie osiagnawszy dojrzalosci i zdolnosci do dalszego rozmnazania. W konsekwencji wyeliminowano komary-nosniki wirusa co w efekcie zredukowalo ilosc zakazen. Modyfikacja genomu komarow odbyla sie przy pomocy narzedzia CRISPR/Cas9...

Film opowiada historie spotkania Pań Emmanuelle Charpnetier i Jennifer Doudna wówczas jeszcze nie noblistek. Obrazowo, w prosty sposob opisuje metode usuwania/wstawiania genow. Pokazuje jakie mozliwosci niesie to okrycie dla leczenia wielu chorob, ktore do tej pory uznawano za nieuleczlne. Zajmuje sie takze zagrozeniami jakie daje latwosc grzebania w genach... Narzedzie CRISPR/Cas9, jego znaczenie dla nauki, ludzkosci porownywane jest z odkryciem potegi drzemiacej w atomie. Z jednej strony potencjalna, ale nawet totalna destrukcja, z drugiej wszelkie, trudne wrecz do wyobrazenia dobrodziejstwa. Podobnie jak atom, nagrodzona Noblem metoda nie jest samoistnie zła lub dobra. Ludzkość dostala do reki "boskie" narzedzie. Tylko od nas zalezy w jaki sposob bedzie wykorzystane. Moim zdaiem wszystko wskazuje na to, ze bedziemy sie zachowywac jak malpa z brzytwa. Przeciez nie istnieja zadne normy moralne, przeslanki etyczne, ktore powstrzymaja ludzi przed eksperymenatmi. W filmie, na jego koncu podana jest informacja upubliczniona przez jedno z chińskich laboratoriow o ingerencji w genotyp urodzonych w Chinach blizniaczek w celu eliminacj genu przenoszacego HIV. 

Film jest bardzo "na czasie". Interesujacy, fascynujacy i intrygujacy. Z jednej strony inzynieria genetyczna nie jest niczym nowym. Jestesmy otoczeni produktami-efektami inzynierii gentycznej. Rozne gatunki kwiatow, wielosc rodzajow owocow, ich smak, kolor itp. to efekt swiadomego dzialania czlowieka (krzyżówki). Sama przyroda tez przyklada do tego "reki". Czymze innym jak nie swoista inzynieria genetyczna jest ewolucja w czasie ktorej przenoszone sa i preferowane cechy=geny dajace organizmowi wieksza szanse na przetrwanie, na trwalosc gatunku w warunkach zmieniajacego sie srodowiska. Z drugiej zas strony bronimy sie przed zywnoscia modyfikowana genetycznie (GMO). Nie wiemy jaki wplyw na nasze organizmy, organizmy zwierzat, na srodowisko beda mialy w dlugim dystansie produkty "usprawnione" przez czlowieka... a przeciez, bez radykalnego zwiekszenia plennosci zbóż byc moze  nie bedziemy w stanie wyzywic rosnacej w zastraszajacym tempie ludzkiej populacji (podwajanie co kazde 30-40 lat).

Do momentu powstania narzedzia CRISPR/Cas9 swiat nauki byl dosc ostrozny w eksperymenatch przeprowadzanych na ludzkich zarodkach. Nie chwalono sie tym zbytnio. Brak dokladnosci w manipulowaniu w kodzie genetycznym dawal przypadkowe, zbyt czesto fatalne wyniki. Teraz dzieki precyzji i niezawodnosci metody jest inaczej. Oznacza to, ze dazenie do powszechnej szczesliwosci, dlugowiecznosci, moze nawet do niesmiertelnosci nie jest juz utopia. Zero ograniczeń.